Mój najdziwniejszy nocleg outdoorowy

Wszyscy miłośnicy gór i skałek wiedzą, że formacje skalne mogą przybierać czasami przedziwne formy. W wielu przypadkach ich interpretacje bywają różne, nawet zupełnie odmienne, jednak czasami wszyscy są zgodni co do kształtu, który dana skała im przypomina... nawet jeśli wszyscy woleliby, żeby było inaczej... Właśnie na tego rodzaju skałę zdarzyło mi się natknąć podczas mojego ostatniego wypadu na Jurę. Przypominała ona ni mniej, ni więcej... tylną część ludzkiego ciała. Tak... tę, na której siadamy. Co więcej, spędziłem w jej wnętrzu noc! Całość miała charakter surrealistycznej groteski, niemniej jednak przetrwałem. Zapraszam na relację z mojego najdziwniejszego outdoorowego noclegu!

Relację zaczynam poniekąd od końca, czy też - kolokwialnie mówiąc - "od dupy strony". Dosłownie i w przenośni! W przenośni, ponieważ opisywane tu miejsce odwiedziłem na sam koniec wycieczki, na którą wybrałem się na przełomie tegorocznego lata i jesieni. Natomiast dosłownie, ponieważ, jak już wspomniałem, miejsce to faktycznie przypomina swym wyglądem dupę. Przepraszam za mało salonowe określenie, jednak słowo to samo ciśnie się na język po zobaczeniu skały, o której będzie tu mowa. 

Jak to zazwyczaj bywa, w ciemne i ciasne zakamarki wiodą zwykle kręte i mroczne przesmyki.


Nie inaczej było i w tym przypadku, gdyż tuż przed dotarciem do celu droga wiodła mnie przez ciemny tunel wśród gęsto rosnących iglaków.


Po kilku kolejnych zakrętach ukazał mi się Wielki Skalny Tyłek. Nie jest to oczywiście oficjalna nazwa.
W rzeczywistości jest to skała wchodząca w skład grupy ostańców zwanych Straszakowymi Skałami. Położone są one koło Ryczowa.
Ta konkretna nosi nazwę Skrzynia, choć moje skojarzenie wydaje mi się bardziej trafne. 


Jak na przyzwoity tyłek przystało, ten również posiadał swój otwór! Dokładnie tam, gdzie można byłoby się go spodziewać!


Aby zobrazować Wam jak ciasny był to otwór, przedstawiam zdjęcie porównawcze z moją nogą.


Nie wahając się, postanowiłem weń wniknąć, co wcale nie było takie łatwe!


Mozolnie przeciskałem się tyłem do przodu, gdyż tak było zdecydowanie łatwiej i bezpieczniej.


Po chwili stromego zejścia teren zaczął się wypłaszczać a wokół mnie zaczęło robić się coraz więcej wolnej przestrzeni.


Ostatecznie dotarłem do dość obszernej komory będącej pozostałością po prastarym systemie jaskiniowym, który znajdował się tam dawno temu. Cała komora liczy zaledwie kilka metrów długości. Miejsce to nazywa się Schroniskiem w Straszakowej Górze IV. W pobliżu znajdują się widocznie jeszcze jakieś inne schroniska skalne, jednak tylko to udało mi się odnaleźć.


W przeciwnym kierunku komory otwiera się okno na zewnątrz w kształcie odwróconej łezki. 


Siedząc na skraju, niczym na parapecie, mogłem dostrzec rosnące poniżej okna drzewa.


Nieco później obszedłem skałę dookoła. Tak wyglądało owe okno z zewnątrz.


Dostęp do niego był od tej strony dość mocno ograniczony ze względu na sporą wysokość od podłoża, przez co dla amatorów możliwy był tylko ze sprzętem wspinaczkowym. No chyba, że ktoś ma sprawność zbliżoną do Spider Man'a, wtedy mógłby się tam dostać bez żadnej asekuracji. 


Od strony większego otworu rosną gęste drzewa, przez co jest on dość trudny do zauważenia, co czyni go jeszcze lepszą kryjówką na noc. 
Z bliska trzeba było zadrzeć wysoko głowę, by go dostrzec, a z daleka gubił się między gałęziami drzew.
Poniższe zdjęcie zrobiłem z najbardziej dogodnego miejsca, po którego przekroczeniu otwór niemal zupełnie znikł między liśćmi.


Ze względu na to, tym chętniej zdecydowałem się na wejście tam po raz kolejny.
Tym razem przeciskałem się przez strome wejście wraz z ekwipunkiem, co było jeszcze trudniejsze.
Po dotarciu na miejsce przystąpiłem do organizacji miejsca noclegowego. Na początek rozłożyłem karimatę izolującą mnie od kamienistego podłoża.


Zaraz potem rozłożyłem płachtę bivybag chroniącą mnie przed wilgocią, wiatrem i brudem.


Do niej włożyłem dmuchany materac, zapewniający mi miękkie podłoże.


Na nim rozpostarłem z kolei śpiwór, który zagwarantował mi odpowiedni komfort termiczny w trakcie snu.


Noc minęła cicho i bezpiecznie. Bardzo dobrze się wyspałem a po spakowaniu ekwipunku skała "wydaliła mnie" przez swój ciasny otwór wejściowy.


Jak już pisałem, skała ta jest zaledwie jednym z ostańców grupy Straszakowych Skał. 
Pozostałe nie mają może tak sugestywnych kształtów, jednak są równie interesujące i malownicze.


To akurat jest jeszcze ta sama skała, widziana z nieco innej perspektywy.


Na jej szczycie rośnie sosna.


Tak wygląda to z nieco większej odległości.


 Stojąc przy tej skale można dostrzec jednak również inne okoliczne ostańce skalne.


W tle rozciągają się pagórki, z których najwyższy to Ruska Góra, na której znajduje się rezerwat ścisły.


W przeciwnym kierunku rozciąga się widok na okoliczną miejscowość Ryczów.


Nad wszystkim góruje natomiast szczyt Straszakowej Góry ze znajdującym się na niej betonowym słupem.


Słup ten jest poniemiecką wieżyczką triangulacyjną wybudowaną w czasie II wojny światowej.


W stosunkowo niedalekiej okolicy podobne wieżyczki Niemcy postawili również na Górze Zborów w Podlesicach i na Górze Grodzisko w Jerzmanowicach. Wszystkie one stanowiły punkty pomiarowe dla wprowadzonej przez Niemców sieci triangulacyjnej. Słupy obudowane były oryginalnie drewnianymi wieżami. Platforma widokowa na każdej z wież umieszczona była wokół słupa w taki sposób, aby jego wierzchołek znajdował się na wysokości stojącego na niej obserwatora. Na czubku słupa stawiano przyrząd pomiarowy zwany teodolitem, którym mierzono azymuty na widoczne na horyzoncie zakończenia sąsiednich betonowych słupów.


Widok ze skały Patrol na miejscowość Ryczów.


Jako ciekawostkę dodam, że w czasie wojny Ryczów został spacyfikowany przez Niemców za pomaganie partyzantom AK z oddziału Hardego. 
21 lutego 1944 r. Niemcy rozstrzelali 12 młodych mężczyzn, 3 zamordowali w siedzibie Gestapo w Pilicy a 17 innych wywieźli do obozu koncentracyjnego KL Plaszow. Poniżej umieściłem zdjęcie zbiorowej mogiły w Ryczowie.


Z przyjemnością przeszedłem się później po okolicy pooglądać pozostałe ostańce Straszakowych Skał.


Jest ich tu naprawdę sporo.


Niektóre spośród nich są częstym celem wycieczek dla osób uprawiających wspinaczkę skałkową.
Na poniższym zdjęciu widać nawet ich liny.


Ja również postanowiłem wspiąć się na tą skałę mimo, że nie miałem żadnego sprzętu.


Obszedłem w tym celu skałę dookoła i wybrałem najłatwiejszą drogę, widoczną po prawej stronie.


W trakcie wspinaczki natrafiłem na taki oto zaklinowany w szczelinie głaz.


Z każdym krokiem do góry widok na okolicę stawał się coraz szerszy.


Dość szybko stanąłem na szczycie ostańca. 


Warto było podjąć ryzyko, bo sponad jego stromych ścian roztaczał się ładny widok.


Lubię Jurę, ponieważ jej rzeźba jest bardzo zróżnicowana. Są tu zarówno pagórki...


...jak i niemal płaskie tereny, z których ku niebu wzbijają się wielokształtne skały.


Niektóre z nich bywają naprawdę strome i wysokie.


Całość zyskuje przez to bardzo malowniczy charakter.


Różnorodna jest tu również szata roślinna.


W niemal wszystkich zakamarkach skalnych rosną wielobarwne rośliny.


Wszystko to sprawia, że czasami człowiek nie chce wstać z kamienia, jak się już na nim zasiedzi.


No chyba, że w końcu rozboli go tyłek...
Żaden bowiem nie jest tak twardy i wytrzymały, jak ten kamienny, wznoszący się wśród Straszakowych Skał.


Do miejsca opisanego w tym artykule nie wiedzie żaden szlak turystyczny. Można tam dotrzeć jednak polnymi drogami. 
Zainteresowanym zostawiam lokalizację w mapach Google.



Przeczytaj również inne moje artykuły o Jurze >>>



Komentarze

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna