Jurajski Rezerwat Pazurek


Piękno polskiej natury to nie tylko wspaniałe i dobrze wszystkim znane parki narodowe. Równie cenne i godne podziwu są niewielkie i mało popularne rezerwaty przyrody rozsiane po różnych zakątkach kraju, zarówno nizinnych, jak i górzystych. Świetnym substytutem tych drugich, zdecydowanie bardziej interesujących mnie terenów, są liczne ostoje na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, o czym niejednokrotnie zdarzało mi się Was tutaj przekonywać. Jednym z takich miejsc jest jurajski Rezerwat przyrody "Pazurek", który postaram się teraz bliżej przedstawić.


W Polsce znajduje się obecnie 1496 rezerwatów przyrody obejmujących łącznie 168 300 hektarów (stan na 31 grudnia 2017 roku). Stanowi to nieco ponad 0,5% powierzchni naszego kraju. Jest to tyle, co połowa terenów objętych mianem parków narodowych. Może wydawać się mało, jednak to właśnie na tym 1,5% polskich ziem znajdziemy wszystko, co najrzadsze i najbardziej chronione w rodzimej przyrodzie. Rezerwaty mają ponadto tę zaletę, że zazwyczaj odwiedza je zdecydowanie mniej turystów, niż zatłoczone, gdyż dobrze rozreklamowane, parki narodowe. Z łatwością można uciec w nich choćby na chwilę od natłoku dziennych zdarzeń i obowiązków, chłonąc w ciszy, zagłuszanej jedynie odgłosami przyrody, energię, którą tylko natura może w nas tchnąć.

W tym artykule zabieram Was na Jurę. Bardzo cenię sobie te tereny, ponieważ w razie potrzeby, czy po prostu zwykłej chęci, łatwo i szybko mogę znaleźć się pośród krajobrazów, które swoją rzeźbą mocno przypominają krajobraz górski. Łatwość ta jest tym większa, że nie trzeba pokonywać dużych wysokości aby móc cieszyć się malowniczymi obrazkami. Elementy krajobrazu, które zobaczymy na jurajskich szlakach należą do typowo górskich. Wędrując po jurze natkniemy się na strzeliste skały, jaskinie, głębokie doliny, urwiste zbocza oraz wysokie wzniesienia. Tak samo jak w górach, przy czym należy zastrzec że w odróżnieniu od swych górskich odpowiedników, jurajskie elementy krajobrazu nie powstały poprzez ruchy górotwórcze, czyli wypiętrzanie warstw skalnych, tylko przez długotrwałą erozję materiału.

Celem wycieczki opisywanej w tym artykule jest miejsce położone w samym sercu powiatu olkuskiego. Niedaleko niego znajdują się dobrze znane ruiny zamku w Rabsztynie, które są wizytówką tych okolic. Opisywałem je już kiedyś w specjalnie dla nich poświęconym artykule. Udając się na miejsce mijam nawet owe ruiny, jednak póki co się nie zatrzymuję i jadę dalej.


Zaledwie 4,5 km dalej jestem już na miejscu. Wędrówkę rozpoczynam na leśnym parkingu położonym przy DW783. Nazwa tego rezerwatu pochodzi od znajdującej się nieopodal wsi Pazurek. Rezerwat Pazurek położony jest w granicach Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd, na obszarze Natura 2000. Jest stosunkowo nowy, gdyż utworzono go w 2008 roku. Rozciąga się na powierzchni 188 hektarów. Ochroną objęte są tu naturalne skupiska zbiorowisk roślinnych, w tym żyznej buczyny sudeckiej i jaworzyny górskiej oraz wielu roślin chronionych. Stwierdzono tu również występowanie około 4000 gatunków grzybów, w tym 24 chronionych.


Po wejściu na jego teren ścieżka wije się początkowo między drzewami, nie zdradzając niczego spektakularnego przed nami.


Mimo to, spacer od samego początku jest bardzo przyjemny ze względu na rosnące wokół stare, bukowe lasy.


Po niedługim czasie teren z płaskiego staje się coraz bardziej pagórkowaty.


Za którymś z kolejnych zakrętów pomiędzy drzewami można dostrzec już wysokie, wapienne skały.


W pewnym momencie ścieżka skręca i prowadzi zwiedzających w górę po dość długich schodkach.


Skaliste centrum rezerwatu rozpoczyna taka oto skalna brama.


Przechodzę przez bramę i zostawiam ją za sobą.


Po jej minięciu znajduję się wewnątrz imponującego cyrku skalnego.
Miejsce to nosi nazwę Zubowe Skały i jest najwyższą częścią rezerwatu, osiągającą 440 m n.p.m.


Z każdej strony otaczają mnie strome i wysokie wapienne ściany i iglice.


Osiągają one około 25 metrów wysokości.


Momentami nie sposób nawet dojrzeć pomiędzy drzewami ich końca.


Imponujące są też skalne nawisy sterczące ponad głowami przechodzących pod nimi ludzi.


Oddalam się od bramy wejściowej i udaję w dalszą część rezerwatu.


Bloki skalne stają się coraz masywniejsze.


U podnóża jednego z nich zauważam wnękę skalną, która nie okazuje się jednak żadną jaskinią.


Jedna z tablic informacyjnych umieszczonych na terenie rezerwatu.


Za nią widać skałę przypominającą kształtem klepsydrę.


Ścieżka wiedzie dalej między skałami.


Po chwili dostrzegam wysoki blok skalny z dość łatwym dostępem od mniej stromej strony.
Nie potrafię odmówić sobie przyjemności wejścia na jego szczyt.


Udaję się więc do miejsca, z którego można będzie rozpocząć wejście.


Po drodze dokładnie widzę dolinę wypłukaną pomiędzy dwoma blokami skalnymi.


Po przeciwległej stronie znajduje się blok skalny, na który wejdę nieco później.


W końcu staję na szczycie. Wychylam się nad przepaścią i widzę pod sobą iglicę, na którą niedawno musiałem zadzierać głowę do góry.


Widzę też ścieżkę ze schodkami, po których wchodziłem na teren cyrku skalnego.


Po zejściu na dół zabieram się za wejście na przeciwległy blok skalny.


A więc w górę!


Dolinkę zostawiam pod sobą.


Wchodząc do góry dokładnie widzę grzbiet, po którym chwilę wcześniej piąłem się na szczyt poprzedniej skały.


Szczyt drugiego ostańca znajduje się już w zasięgu wzroku i zaledwie kilku kroków.


Ciekawy widok ze szczytu z koncentrycznie ułożonymi bukami.
Trzeba przyznać, że widoczna na dole miejscówka na ognisko mimo, że jest nielegalna, to jednak świetnie wybrana.


Uważne oko zauważy także, że miejsce to odwiedzane jest również przez osoby uprawiające wspinaczkę skałkową.
Na dole zdjęcia widać przytwierdzoną do skały klamrę stanowiska zjazdowego.


Jeszcze jeden widok ze szczytu w głuszę.


Po zejściu ze skały powoli opuszczam cyrk skalny, który dostarczył mi wielu dobrych wrażeń.


Ostatecznie, po zatoczeniu około 5 km pętelki, wracam na parking, z którego rozpocząłem spacer.


W drodze powrotnej postanowiłem zatrzymać się jeszcze na Zamku Rabsztyn mimo, że już tam kiedyś byłem.


Zmierzając w kierunku ruin przechodzi się koło domu jednego z polskich bohaterów II wojny światowej - Antoniego Kocjana.
Nie będę tutaj powtarzał jego historii - zainteresowanych odsyłam do artykułu, w którym to zrobiłem.


Polecam wybranie się na ruiny zamku Rabsztyn, gdyż miejsce to z każdej strony jest niezwykle malownicze.


Jego historia jest równie ciekawa.


Na lewo od mostu wejściowego widać renesansowy zamek dolny wybudowany w XVII wieku.


Na prawo od niego wznosi się znacznie starsza, gdyż średniowieczna część budowli. 
Wzniesiono ją w drugiej połowie XIV wieku z inicjatywy Kazimierza Wielkiego.


Etymologia nazwy Rabsztyn pochodzi z języka niemieckiego od słowa "Rabestein" oznaczającego "kruczą skałę". 
Nazwa tej skały zainspirowała prawdopodobnie założycieli działającego do dzisiaj na zamku Bractwa Rycerskiego "Kruk".


Do dziś zachowała się fosa zamkowa.


Na poniższym zdjęciu doskonale widać jak stromy i głęboki jest jej rów.


To z kolei jest już zdjęcie zrobione z dna fosy.


Sam most zbudowano na początku obecnego wieku, w ramach trwających nadal prac konserwatorskich.


Średniowieczny zamek górny postawiono na samym szczycie wapiennego ostańca skalnego. 


Składał się on z wysokiej, czteropiętrowej wieży obronnej oraz budynku mieszkalnego, które otoczone były murem.


Wieża jest dziś znacznie niższa niż pierwotnie, gdyż pod koniec XIX wieku została wysadzona w powietrze przez poszukiwaczy skarbów.


Nadal jednak pięknie i dostojnie się prezentuje.


Pierwotne zabudowania, czyli zamek górny, przez cały okres historii zamku pełniły funkcję obronną. Natomiast widoczny poniżej renesansowy zamek dolny miał zupełnie inny charakter. Był to raczej trójskrzydłowy pałac reprezentacyjny o dwóch kondygnacjach, mieszczący 40 pokoi.


Okres świetności zamku w Rabsztynie, podobnie jak w przypadku większości Orlich Gniazd, dopłynął końca wraz z potopem szwedzkim. 
Wycofujące się szwedzkie wojska splądrowały i zniszczyły budowlę. Nigdy jej już później nie odbudowano.


Jako ciekawostkę przytoczę jeszcze fakt, że pod koniec XVI wieku na zamku istniała hodowla lwów, które trzymano tu specjalnie dla króla Stefana Batorego. Był on miłośnikiem zwierząt i zapalonym myśliwym. Nie wiem w jakim celu były mu potrzebne lwy - jako maskotki, czy trofea łowieckie, jednak musiał on darzyć to miejsce szczególną sympatią, ponieważ poza Rabsztynem, egzotyczne zwierzęta trzymano dla niego tylko w Krakowie, pod Warszawą oraz na Litwie.


Wybierzcie się sami do opisanych powyżej miejsc. Gwarantuję, że doskonale się one uzupełniają i zapewnią wystarczającą ilość wrażeń na dzień spędzony na Jurze. Rezerwat Pazurek jest bowiem idealnym miejscem na przyjemny i mało forsujący spacer obfitujący w atrakcyjne i malownicze skały, natomiast ruiny zamku w Rabsztynie dostarczą namacalnego kontaktu z historią i dawną architekturą. Jestem przekonany, że z wycieczki powrócicie zadowoleni!



Inne moje artykuły o Jurze >>>



Komentarze

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna