Gorczańskie katastrofy lotnicze


Pasma górskie są naturalnymi barierami orograficznymi, które okazują się przeszkodami nie tylko dla swobodnego przepływu mas powietrza. Są one przyczyną zarówno charakterystycznych, zstępujących wiatrów katabytycznych, których polskim przedstawicielem jest halny, jak i powodem licznych katastrof lotniczych. Wiele z nich miało miejsce na terenie Gorców, wyraźnie wpisując się w ich historię, której fragmenty z chęcią Wam teraz opowiem.



Wypadki lotnicze na gorczańskich zboczach miały swoje pierwsze przypadki w okresie II wojny światowej. Były to wydarzenia stanowiące część działań wojennych podejmowanych przez siły powietrzne różnych stron konfliktu. Dotyczyły one tym samym wyłącznie samolotów bojowych. Najlepiej znanym jest wypadek amerykańskiego bombowca B-24 Liberator, który należał do 459 Grupy, 15-stej Armii Powietrznej USA (USAAF). Miało to miejsce 18 grudnia 1944 roku. Maszyny tego typu startowały wówczas z włoskich baz wojskowych w ramach operacji przygotowanej przez wywiad AK, w której wykonywano naloty przeciwko niemieckiemu przemysłowi paliw syntetycznych umieszczonych na Śląsku. Samoloty te wykonywały również wiele zrzutów dla polskiej partyzantki. Uczestniczącemu w działaniach bombowcowi, którego historię tu opisuję, nadano imię California Rocket. Poniżej widać zdjęcie przedstawiające go jeszcze przed wylotem, na włoskim lotnisku.


Liberator wyruszył w swój ostatni lot z włoskiej bazy wojskowej Cerignolla.
Celem misji, której nadano nr 166, były zakłady produkcji benzyny syntetycznej w Oświęcimiu. 

B-24 Liberator w czasie lotu.

Niestety już w trakcie przelotu nad Węgrami California Rocket został ostrzelany przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą. Awarii uległy trzy spośród czterech silników. Aby móc kontynuować lot, załoga podjęła decyzję o zrzucie w okolicach Pszczyny 20 nieuzbrojonych bomb, z których każda ważyła pół tony. Następnie rozpoczęto procedurę awaryjną kierując się w stronę radzieckiego frontu, gdyż powrót do Włoch na jednym silników był niemożliwy. Planu nie udało się zrealizować, gdyż nad Gorcami zepsuł się ostatni z działających silników. 

Przelot Liberatora nad Tatrami (mal. K. Wielgus)

Nie zachował się żaden obraz przedstawiający miejsce wypadku, jednak powstało kilka obrazów nawiązujących do tego wydarzenia.

mal.: K. Wielgus

Dziewięciu członków załogi bombowca zdążyło w porę wyskoczyć na spadochronach. Zostali oni szybko odnalezieni w trakcie sprawnej akcji partyzantów IV batalionu 1. psp AK kpt. Juliana Zapały „Lamparta”. Następnie, do czasu nadejścia frontu radzieckiego, byli przechowywani przez miejscową ludność i sztab AK w Bukówce. Wszyscy po zakończeniu wojny powrócili przez Odessę i Włochy do swojej ojczyzny. W trakcie ewakuacji ze spadającego Liberatora zaginął jednak kapitan samolotu, William J. Beimbrink, którego ciała nigdy nie odnaleziono. Symboliczna mogiła poświęcona jego pamięci znajduje się na polanie Młacne w Gorcach.

Ostatni lot California Rocket (mal. K.Wielgus)

W 50 rocznicę wypadku na Pańskiej Przehybce, czyli przełęczy na którą spadł samolot, odsłonięto pamiątkowy pomnik.
 Został on zmontowany przy użyciu oryginalnych elementów kadłuba Liberatora.

autor powyższego zdjęcia: Jerzy Opioła

Katastrofa Liberatora jest z pewnością najbardziej znanym tego typu wypadkiem z czasów II wojny światowej, jednak nie była ona ani pierwsza, ani ostatnia w tym okresie. Już 3 września 1939 roku, czyli trzeciego dnia wojny, miał miejsce pierwszy wypadek lotniczy na terenie Gorców. Tego dnia siedem polskich lekkich bombowców i samolotów rozpoznawczych PZL.23 Karaś zaatakowało niemiecką kolumnę pancerno-motorową pomiędzy Nowym Targiem a Chabówką. Straty Niemców były znaczne, jednak okupione zestrzeleniem jednego z samolotów. Jego załoga zdążyła wyskoczyć na spadochronach, jednak dostała się do niewoli. Opuszczony Karaś uderzył natomiast w dom rodziny stojący na północnym stoku góry Bania w Rabce Zarytem, niszcząc go zupełnie. Niestety nie udało mi się dotrzeć do żadnych fotografii przedstawiających to zdarzenie.

Inny Karaś zestrzelony we wrześniu 1939 roku. Miejsce zestrzelenia nieznane.

Kolejna katastrofa z udziałem samolotu w czasie II wojny światowej na terenie Gorców miała miejsce 26 stycznia 1945 roku. Podczas wyzwalania ziemi nowotarskiej spod okupacji, kiedy oddziały wojsk niemieckich wycofywały się na Słowację przed radziecką 1. Armią Gwardii, zostały dodatkowo zaatakowane przez formację radzieckich samolotów szturmowych Ił-2 z 224 Dywizji Lotnictwa Szturmowego. Ze względu na dużą skuteczność na polu bitwy, samoloty te nazywane były przez Niemców „czarną śmiercią”. Niemniej jednak jeden z nich został trafiony niemieckim pociskiem, po czym skierował się w kierunku obszaru zajętego już przez sowietów. Celu jednak nie osiągnął, gdyż roztrzaskał się na południowym zboczu Turbacza. Zwłoki pilotów zostały wyciągnięte z wraku samolotu dopiero późną wiosną, kiedy stopniała długo zalegająca w górach pokrywa śnieżna.

Jeden z radzieckich samolotów szturmowych Ił-2 na lotnisku w Moskwie w 1943 roku.

Mniej więcej w tym samym okresie miał miejsce jeszcze jeden incydent w Gorcach z udziałem samolotu. Tym razem był to polski samolot radzieckiej konstrukcji Po-2, zwany często Kukuruźnikiem. Używano go głównie do celów szkoleniowych lub do spryskiwania pól, jednak zdarzało się go wykorzystywać również w celach wojskowych.

Samolot Po-2 z polskimi barwami lotniczymi.

W styczniu 1945 roku ewakuowano nim z Koninek w Gorcach rannego polskiego partyzanta. 
Podczas startu samolot zahaczył o lipę rosnącą do dzisiaj w Koninkach, uszkadzając podwozie i niemal ulegając katastrofie.

Lipa przy kapliczce w Koninkach. To o nią zahaczył Po-2 z  transportowanym partyzantem na pokładzie. Fot.: Jerzy Opioła.

Po II wojnie światowej nastąpił dość długi okres spokoju na gorczańskim niebie. Wypadki, które się później wydarzyły, dotyczyły już maszyn lotnictwa sanitarnego oraz sportowego. W 1972 roku podczas jazdy na nartach na Turbaczu została ranna turystka z Warszawy i zaszła konieczność jej ewakuacji. Na pomoc wezwano z Katowic śmigłowiec SM-1. Lądowanie i załadunek rannej przebiegły bez problemu, jednak podczas startu podmuch silnego wiatru zepchnął maszynę na ziemię. Obyło się bez ofiar, jednak całkowitemu zniszczeniu uległy łopaty wirnika głównego.

Uszkodzony śmigłowiec SM-1 na zboczach Turbacza.

W następnym roku doszło do kolejnej katastrofy, tym razem już tragicznej w skutkach. 
25 maja 1973 roku, na grzbiecie Obidowca rozbił się dwusilnikowy samolot sanitarny L-200 Morava. 

Czechosłowacki samolot Let L-200 Morava

Samolot ten transportował chore dziecko z Nowego Targu do szpitala w Rabce Zdrój. Katastrofę spowodowały niesprzyjające warunki pogodowe. W wypadku zginęła Anna Skalińska, matka transportowanego dziecka, a pilot doznał urazu kręgosłupa. Dziecko przeżyło, unikając większych obrażeń.


Na miejscu wypadku, przy czerwonym szlaku turystycznym prowadzącym z Obidowca na Turbacz, postawiono symboliczny pomnik.
Wykorzystano w nim blachy z poszycia rozbitej maszyny oraz fragment śmigła.


Ostatnim wypadkiem lotniczym, który miał miejsce na terenie Gorców było, jak dotąd, rozbicie się samolotu PZL-104 Wilga w 1988 roku, niedaleko Rdzawki. Samolot ten należał do do Aeroklubu Tatrzańskiego w Nowym Targu. Katastrofę, w której zginął pilot, spowodował spadochron skoczka opuszczającego samolot. Spadochron ten zaplątał się przy rozwijaniu w urządzenie sterowe. Skoczek odciął uszkodzony spadochron i dotarł na ziemię przy użyciu spadochronu awaryjnego, jednak zablokowane stery spowodowały katastrofę samolotu i śmierć jego pilota.

Sanitarna wersja samolotu PZL-104 Wilga, źródło: Skrzydlata Polska nr 6/1967

Należy mieć jedynie nadzieję, że więcej tragedii lotniczych na gorczańskich zboczach, szczytach i przełęczach już więcej w przyszłości nie będzie. Gdybyście natomiast chcieli zrobić szybkie "przeleć się" po gorczańskich szlakach z uwzględnieniem kilku miejsc omawianych wyżej wypadków, to polecam dla przykładu taką trasę:


Jest to trasa bardzo atrakcyjna widokowo.


Można podziwiać na niej piękne gorczańskie polany oraz Tatry ciągnące się przez południowy horyzont.


Po minięciu Obidowca i pokazanego wcześniej miejsca katastrofy samolotu L-200 Morava, można odpocząć w Schronisku PTTK na Turbaczu.


Z tarasu przed schroniskiem rozciągają się częściowo przesłonięte przez drzewa widoki na Tatry.


Po odpoczynku polecam przejście się przez Halę Długą w kierunku Kiczory.


Hala Długa jest wielką polaną reglową na grzbiecie Turbacza, ciągnącą się przez Przełęcz Długą w kierunku wschodnim. 
Dokładnie, to składa się ona z 3 polan: Wolnica, Wzorowa i Wierchy Zarębskie.


Hala Długa jest doskonałym punktem widokowym.


Oczy szczególnie przykuwa łańcuch Tatr przesłaniający południowy horyzont.


Z tego też względu Gorce są poniekąd naturalnym tarasem z widokiem na Tatry.


Z Hali Długiej widać jednak również wiele okolicznych szczytów. Poniżej widać na przykład szczyt Turbacza oraz Czoło Turbacza.


Po dotarciu na Kiczorę można cieszyć się jeszcze szerszymi widokami.


Oprócz Gorców i Beskidu Sądeckiego, bardzo dobrze widać stąd też Pieniny oraz Jezioro Czorsztyńskie.


Szczególną radością napawa jednak widok na Tatry.


Bardzo przyjemnie jest usiąść na trawie i w ciszy napawać się takimi widokami.


W drodze powrotnej szlak wiedzie przez Czoło Turbacza, za którym widać szczyty Beskidu Wyspowego.


Z Czoła Turbacza można również dostrzec Halę Długą.


Historia Gorców jest niezwykle bogata i w przyszłości postaram się przytoczyć jeszcze kilka innych jej epizodów.

Tymczasem wydaje mi się, że mogą zainteresować Cię również poniższe artykuły:
Pisząc powyższy artykuł korzystałem z:
- http://www.gorczanskipark.pl/page,art,id,133,kategoria,_Katastrofy_lotnicze_w_Gorcach.html
- http://skansen-studzionki.pl/katastrofa-ciezkiego-amerykanskiego-bombowca-b-24-j-liberator/

Komentarze

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna