Katastrofa lotu PLL LOT 165 w Paśmie Policy


Niezaprzeczalnie była to jedna z największych polskich katastrof lotniczych. W dodatku jedna z tych, które nigdy nie zostały należycie wyjaśnione. Kilkadziesiąt osób straciło w niej życie a jednak do dnia dzisiejszego nie ustalono jej faktycznych przyczyn. Po niemal połowie wieku od tragicznego zdarzenia, sprawa lotu PLL LOT 165 pozostaje nadal nierozwiązaną zagadką. Pochłonęła życie 53 osób a mimo to zamieciono ją pod PRL-owski dywan… W 49. rocznicę katastrofy możemy jedynie uczcić pamięć jej ofiar, którym przyszło pożegnać się z życiem pod szczytem Policy w Beskidzie Żywieckim.


Chcąc dotrzeć na miejsce katastrofy należy udać się na szczyt Policy. 
Jest to góra wchodząca w skład Pasma Babiogórskiego, wznosząca się na wysokość 1369 m n.p.m.


Istnieje co najmniej kilka sposobów na dotarcie w tamto miejsce. Ja wybrałem zaznaczony poniżej szlak z Mosornego, osiedla w Zawoi.
Wybór podyktowany był chęcią zobaczenia przy okazji jednego z najpiękniejszych polskich wodospadów - Mosorczyka.


Trasa początkowo wiedzie przez malownicze łąki Beskidu Żywieckiego.


Wchodząc w las przechodzimy nad Mosornym Potokiem.


Następnie czeka nas przyjemne podejście lasem regla dolnego.


Po chwili dochodzimy do odbicia na krótki szlak łącznikowy, który stromą ścieżką zabezpieczoną balustradami wiedzie w stronę wodospadu.


Oto i on - Wodospad na Mosornym Potoku, zwany też Mosorczykiem. 


Jest on według mnie jednym z najbardziej malowniczych wodospadów w całej Polsce.
Jest również jednym z najwyższych wodospadów w Beskidach, który spada z 8 metrów wysokości.


Prezentuje się pięknie zarówno na długim, jak i krótkim czasie naświetlania.


Próg wodospadu zbudowany jest z malowniczych warstw fliszu karpackiego. 
Są to naprzemianlegle ułożone warstwy skał osadowych, które powstawały miliony lat temu na dnie pradawnego morza Tetydy.


Nawet dla tego jedynie miejsca warto wybrać się tu na wycieczkę.


Warto jednak nie poprzestawać na samym wodospadzie i zebrać siły na dalsze, momentami dające w kość podejście. Przy dobrej pogodzie można natrafić na dobry widok z Mosornego Gronia na Babią Górę. Mniej wytrwali mogą tam wjechać wyciągiem krzesełkowym z Zawoi.


Widoczny jest stąd zarówno Diablak, jak i Cyl, czyli Mała Babia Góra.


Na Królową Beskidów lubię spoglądać z każdej możliwej strony a z Mosornego Gronia ma się ją jak na dłoni.


Na prawo od Małej Babiej Góry wyłaniają się kolejne znane szczyty Beskidu Żywieckiego.


Jest to Pilsko, Lipowski Wierch i Romanka.


Idąc dalej, po prawej ręce widzę Przełęcz Krowiarki, która oddziela masyw Babiej Góry od Pasma Policy.


Ponad przełęczą widać zarysy tatrzańskich szczytów.


Przede mną trasa na Cyl Hali Śmietanowej.


Prowadzi tam dość strome i wymagające, ale za to klimatyczne podejście. 
Gęsty świerkowy las i kręte korzenie wystające ze ścieżki nadają otoczeniu nieco mroczną atmosferę.


Wędrując tędy współcześnie malownicze lasy mogą faktycznie umilać nam drogę, dodając jej czasem odrobiny dreszczyku emocji. 49 lat temu były jednak miejscem prawdziwego horroru dla osób, którym przyszło stracić życie w czasie katastrofy lotniczej, jaka zdarzyła się pod szczytem Policy. Tragedia ta wydarzyła się 2 kwietnia 1969 roku, czyli równe 49 lat przed publikacją tego tekstu. Rozbił się w niej samolot Antonov An-24 Polskich Linii Lotniczych LOT o numerach rejestracyjnych SP-LTF. Był to stosunkowo nowoczesny samolot, który służył dopiero dwa lata. Na jego pokładzie znajdowały się 53 osoby – 47 pasażerów i 6 członków załogi. Nikt z nich nie przeżył. Katastrofę upamiętnia pomnik postawiony w 2005 roku na miejscu wypadku, w 36 rocznicę wydarzeń.


Pomnik ma kształt skrzydła lub statecznika samolotu a obok niego znajduje się tablica pamiątkowa.


Na tablicy umieszczono imiona i nazwiska ofiar katastrofy.


Poniżej zamieszczam zdjęcie innego samolotu typu Antonov An-24. Maszyna tego typu robiła się właśnie w tym miejscu. Samoloty te były konstrukcjami radzieckimi, produkowanymi głównie w zakładach lotniczych na terenie dzisiejszej Ukrainy. W Polsce wykorzystywano je zarówno w transporcie pasażerskim, jak i w siłach zbrojnych.

autor powyższej fotografii: Ralf Manteufel, źródło: Wikipedia

Tragiczne wydarzenia dotyczyły lotu nr 165 Polskich Linii Lotniczych LOT. Wystartował on z lotniska Okęcie o godzinie 15:20 dnia 2.04.1969 roku. Planowane lądowanie na krakowskim lotnisku Balice miało się odbyć po 55 minutach lotu. Niestety nigdy do niego nie doszło. W celach ilustracyjnych zamieszczam zdjęcia z miejsca katastrofy znalezione na stronie Bureau of Aircraft Accidents Archives (Archiwum Wypadków Lotniczych).


Kiedy na miejsce katastrofy dotarły ekipy ratunkowe wspierane przez okolicznych mieszkańców, zastali porozrzucane szczątki samolotu oraz kawałki ciał ofiar. Niektóre z nich wisiały podobno na drzewach. Akcji ratunkowej, która nie miała najmniejszych szans uratowania kogokolwiek, nie ułatwiała pogoda. Wysoko w górach było wówczas mgliście, padał śnieg a temperatura spadła poniżej zera.


Nie wiadomo dokładnie co doprowadziło do wypadku. Z nieznanych dotąd przyczyn samolot zboczył z kursu i rozbił się w gęstym lesie poniżej szczytu Policy. Samolot skosił rosnące tam drzewa na odcinku około 200 metrów. Drzewa ścięte były ukośnie, co wskazywałoby, że załoga próbowała w ostatniej chwili poderwać samolot przed zderzeniem z się z górą. Fakt ten może wskazywać na bezpośrednie przyczyny katastrofy, czyli na mocno ograniczoną widoczność, która uniemożliwiła wykonanie tego manewru na czas.


W oficjalnym komunikacie władz nie ujawniono jednak dokładnych przyczyn katastrofy i po niemal połowie wieku pozostają one nadal zagadką. Być może odpowiedzi na pytania dręczące rodziny zmarłych wtedy osób znajdują się gdzieś w tajnych archiwach, te jednak nadal pozostają zamknięte. W komunikacie władz, jako przyczyny wypadku wskazano bliżej niesformułowane błędy w działaniu załogi samolotu, naruszenie przepisów kierowania ruchem lotniczym oraz błędy działań kontrolerów ruchu lotniczego. Sporządzając raport pominięto wiele informacji, które mogłyby wskazywać, że wypadek był wynikiem istotnych zaniedbań, które obciążałyby nie tylko załogę i kontrolerów lotu ale również szersze grona osób, w tym władze lotniska Balice oraz państwowego przewoźnika. To z kolei byłoby bardzo niewygodne dla komunistycznych władz PRL, co tłumaczyłoby ewentualną chęć zatuszowania całej sprawy. Wśród pominiętych informacji można wymienić:
  • ignorowany przez przełożonych zły stan zdrowia pilota, który od kilku lat skarżył się na bóle w klatce piersiowej (także w dniu lotu); sekcja jego zwłok wykazała bliznę pozawałową oraz ślady świeżego zawału,
  • trudną sytuację rodzinną i zawodową pilota (druga ciąża żony, kwestie finansowe, choroba dziecka), wystawiająca go na podwyższony stres i zmuszająca go do kontynuowania zawodu wbrew stanowi zdrowia
  • nieodpowiedni radar na lotnisku w Balicach; jego operator za aprobatą władz wyemigrował później na stałe do Skandynawii
  • wpuszczenie na podkład samolotu dyżurnej załogi, nieznającej się na nawigacji radiolokacyjnej a bazującej jedynie na wzrokowej analizie terenu
  • zbliżający się z zachodu front atmosferyczny niosący pogorszenie pogody; wszystkie oficjalne zapisy mówią o dobrej widzialności, podczas gdy zgadzało się to jedynie w przypadku Krakowa, ale już nie okolic Zawoi (nawet w Balicach były już wtedy chmury), co mogło znacząco utrudniać, lub nawet uniemożliwiać zawodną nawigację wzrokową
  • przeciążenie pierwotnej wersji samolotu An-24, mieszczącej 44 pasażerów, podczas gdy na pokładzie znajdowało się ich 47 (nie licząc 6 osobowej załogi), co mogło spowodować zbyt wolne podrywanie samolotu w momencie, gdy z chmur wyłoniły się nagle zbocza Policy
  • zniszczenie rejestratorów lotu wynikające z ich umiejscowienia w konstrukcji samolotu oraz samego sposobu ich budowy
  • zniknięcie części zapisu rozmów pilotów z wieżą.
Czy w świetle powyższych informacji satysfakcjonującym wydaje się zdawkowe oświadczenie Prokuratury Wojewódzkiej w Krakowie stwierdzające, że wypadek nastąpił z winy pilotów a dokładnym jego powodem było złe rozpoznanie czasu przez załogę? Nie sądzę.


Poza pominiętymi informacjami, istnieje jeszcze kilka innych niejasności, które nie pozwalają zamknąć sprawy lotu 165 po dzień dzisiejszy. 


Nie wyjaśniono na przykład w jaki sposób piloci mogli minąć Kraków przy panującej tam wówczas dobrej widoczności. Nie jest również wiadome, dlaczego piloci zdecydowali się lecieć tak nisko ponad szczytami górskimi. Sugeruje się, że samolot mógł zostać porwany i kierował się poza granice kraju a niski pułap lotu był próbą uniknięcia naziemnych stacji radiolokacyjnych. 


Pojawiały się również głosy, że samolot mógł zostać zestrzelony przez czechosłowackie Wojska Obrony Powietrznej Kraju.


Nie brakuje również teorii o bombie na pokładzie samolotu oraz zupełnie fantastycznych insynuacji wikłających w całą sprawę UFO i inne paranormalne zdarzenia, o których nie ma sensu tutaj wspominać. Niezależnie jednak od tego, co faktycznie spowodowało roztrzaskanie się SP-LTF o zbocza Policy, wszystko wskazuje na to, że sprawa pozostanie niewyjaśnioną przez długi jeszcze czas. Nie zanosi się bowiem na to, aby szybko miały wypłynąć jakieś dodatkowe informacje rzucające na tę sprawę nowe, ożywcze światło. Nie zmieniło się to nawet po upadku komunizmu. Nie żeby nikt nie próbował rozwiązać zagadki… Podjął się tego chociażby dziennikarz „Gazet Krakowskiej”, obecnie wykładowca Katedry Kulturoznawstwa i Filozofii w Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie, dr Jerzy Pałosz. Niestety trafił na mur. Większość dokumentów nadal znajduje się bowiem w tajnych szafach MON, MSWiA i IPN a poznane dotąd tropy wzajemnie się wykluczają. Można więc śmiało powiedzieć, że panowie z czarnymi teczkami rodem z filmów szpiegowskich perfekcyjnie odegrali swą rolę a cała sprawa została umiejętnie wyciszona, rozmyta a następnie zamieciona pod PRL-owski dywan. Tylko czemu nikt dotąd go jeszcze nie zwinął i nie wyrzucił na śmietnik historii? Pozostaje jedynie liczyć na to, że z czasem akta zostaną odtajnione i dowiemy się tego, co tak naprawdę stało się pod szczytem Policy 2.04.1969 roku. Do tego czasu wypadek ten pozostanie mroczną tajemnicą gór (oraz czarnych teczek).


Poza pokazanym wcześniej pomnikiem, ofiary tragedii upamiętnia również starszy, metalowy krzyż.


Zastanawiające jest jednak to, że wszelkie znane mi źródła (w tym pokazany wcześniej pomnik) informują o 53 zabitych w dniu 2.04.1969. Tymczasem na tabliczce umieszczonej na krzyżu wspomina się jedynie 52 ofiary, w dodatku z dnia 3.04.1969. Podwójny błąd na pamiątkowej tablicy? Jeśli tak, to nasuwa się również pytanie - na której? Tej starszej - z krzyża, czy młodszej - z pomnika i innych źródeł?


Na dolnej tabliczce upamiętniono natomiast oddział partyzancki "Huta Podgórze", który działał w tej okolicy w czasie II wojny światowej.
Jest też mowa o 25 leciu pontyfikatu Jana Pawła II. Obie tabliczki wykonano z poszycia samolotu, który się tam rozbił.


Wśród ofiar katastrofy znajdował się m.in. profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, językoznawca, Zenon Klemensiewicz. 
Jego imieniem nazwano rezerwat na Policy, utworzony w 1972 roku, obejmujący prawie 59 hektarów naturalnego boru świerkowego.


Jego teren przylega do kolejnego, młodszego i mniejszego (ponad 13 ha) rezerwatu przyrody Na Policy, utworzonego w 1998 roku.
On również chroni naturalny bór świerkowy porastający od stuleci to pasmo górskie.


W ostatnich dekadach teren obu rezerwatów, a szczególnie drugiego, został przerzedzony przez plagę kornika drukarza.


Na południowych stokach znaczne połacie świerków zostały dodatkowo połamane przez silne wiatry, tworząc wiatrołomy.

autor powyższego zdjęcia: Jerzy Opioła

Plusem zaistniałej sytuacji jest fakt, że na południową stronę góry rozciągają się teraz dobre widoki.


W przeciwieństwie do wcześniejszych dekad, dostępny jest teraz widok na Tatry.


Widać też dobrze Podhale i Jezioro Orawskie.


W oddali wyraźnie zaznacza się również Wielki Chocz na Słowacji.


Tym co przykuwa wzrok jednak najbardziej, jest masyw Babiej Góry.


Jako ciekawostkę dodam, że ta najwyższa poza Tatrami góra w Polsce również nie jest wolna od wypadków lotniczych. W trakcie II wojny światowej pod szczytem Babiej Góry rozbił się niemiecki samolot Luftwaffe. Natomiast w maju 2013 roku, niedaleko Perci Akademików, rozbiła się tam awionetka Piper PA-34-220T SP-HIN lecąca z Poznania do Bratysławy. W wypadku zginął pilot oraz dwóch pasażerów. Miejmy nadzieję, że więcej wypadków lotniczych ten rejon nie będzie już świadkiem.


Zachęcam Was do odwiedzenia Pasma Policy. Jest to miejsce atrakcyjne zarówno pod względem dalekodystansowych widoków na okoliczne pasma, niezaprzeczalnych walorów przyrodniczych, jak i przez osobliwości, takie jak wodospad Mosorczyk. Czasu spędzonego tutaj na szlaku raczej na pewno nie uznacie za stracony. Zechciejcie jednak poświęcić chociaż drobną jego część na uczczenie w górskiej ciszy pamięci ofiar katastrofy lotniczej, która miała tam miejsce już niemal pół wieku temu. Przyszła, 50. rocznica, byłaby idealną okazją na wyjaśnienie tej tragedii do końca.

Nim jednak się tam udacie, być może zainteresują Was także poniższe wpisy:
Pisząc powyższy artykuł korzystałem z:
- Wikipedia (hasło: Katastrofa lotnicza na Policy)
- http://www.polot.net/40_sta_rocznica_tragedii_an_24_w_dniu_2_04_1969r_

Komentarze

  1. I to się nazywa high quality content. Autorowi gratuluję świetnych zdjęć i bardzo rzeczowego artykułu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję! Nie jest to śledztwo dziennikarskie, gdyż sam nie ustalałem podanych informacji, ale cieszę się, że zebrałem je w wystarczająco przystępny dla Pana sposób. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Awionetka rozbiła się niedaleko Perci Akademików 23 maja 2013 r. Pamiętam, że jeszcze na początku lipca tamtego roku szlak ten był zamknięty (byłem wtedy na Markowych Szczawinach i chciałem wchodzić na szczyt Babiej Góry z dziewczyną żółtym - ale było info i "piracko" nie chcieliśmy). Były wtedy problemy z przeniesieniem na dół elementów wraku (głównie z silnikami). Nawet wojsko ze śmigłowcem nie dawało rady... Dużo katastrof lotniczych wydarzyło się w górach, także polskich (Karkonosze, Gorce, Mogielica w Wyspowym, Ślęża na Przedgórzu Sudeckim).

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, autora artykułu chcę poinformować, że fotografie pomników katastrofy lotniczej, ukazują tylko symboliczne miejsca. Właściwe miejsce katastrofy lotniczej z 1969r jast kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu Policy, dokładnie na zielonym szlaku /przez Rezerwat Paproci/. Jest tam drewniany krzyż z wyrytą datą katastrofy.
    Jeszcze kilka ciekawostek do artykułu: 1-autor zapewne nie wiedział,że idąc czerwonym szlakiem i kierunku Policy, idzie granica zlewni Bałtyku i Morza Czarnego. 2- na czerwonym szlaku są też graniczne słupki Słowackiego Państwa Tiso, i Generalnej Guberni z lat II Wojny Światowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przytoczone ciekawostki! Mylisz się jednak anonimowy gościu w punkcie 1., gdyż o wododziale przebiegającym przez Pasmo Policy akurat wiedziałem ;) Co do granic natomiast, to warto jeszcze wspomnieć czasy wcześniejsze niż tu przytaczasz, gdyż przez wieki grzbietem tym przebiegała granica polsko-węgierska, która później, w czasie zaborów i aż do końca I wojny światowej , była granicą galicyjsko-węgierską ;)

      Usuń
  4. Szkoda, że do powyższego komentarza nie można dołączyć zdjęć z zielonego szlaku i z miejsca katastrofy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna