Góralskie swastyki oraz Kościelec - tatrzański Matterhorn


Wędrując po górach niejednokrotnie można napotkać rzadkie, czasem wręcz osobliwe ciekawostki historyczne. Jedną z nich są bez wątpienia góralskie swastyki, które na przełomie XIX i XX wieku były powszechnie używane w Tatrach i na Podhalu. Po dziś dzień można je tam odnaleźć. Dobrą okazją do zgłębienia ich genezy oraz celu ich występowania, jest wejście na Kościelec, którego charakterystyczna piramida wznosi się ponad Dolinę Gąsienicową, niemal jak alpejski Matterhorn. Na zboczach Kościelca od ponad wieku stoi bowiem głaz, w którym wykuty jest ten pradawny symbol o wypaczonym później przez III Rzeszę Niemiecką znaczeniu.


Swoją wędrówkę rozpoczynam w Kuźnicach, gdzie wchodzę na szlak niebieski prowadzący przez Boczań.
Ze zboczy tej góry spoglądam na Giewont. Wygląda stamtąd nieco inaczej, niż na wszelkich kartkach pocztowych.


Po drodze spotykam niezwykle sympatycznego, kolorowego rudzika, który z zaciekawieniem pozwalał mi się fotografować.


Ze Skupniowego Upłazu oglądam Zakopane i rozciągające się za nim pasmo Gubałówki.
W dolinach dzień rozgania resztki nocnych mgieł.


Patrząc w stronę Kopy Magury widzę turystów na sąsiednim żółtym szlaku, prowadzącym przez Dolinę Jaworzynkę.


Tymczasem przede mną znajduje się Wielka Królowa Kopa.


Spod jej szczytu roztacza się piękny widok na Dolinę Jaworzynkę z Giewontem w tle.


Po minięciu Wielkiej Królowej Kopy oczom wędrowców ukazują się już Tatry Wysokie.


Za kolejnym grzbietem rozpoczyna się zejście do Doliny Gąsienicowej. 
Ponad nią sterczy ku niebu charakterystyczna sylwetka Kościelca.


Dolina Gąsienicowa posiada dwie odnogi rozdzielone Kościelcem i jego granią.


Góra ta swoim kształtem przypomina dość mocno ponad dwukrotnie wyższy alpejski Matterhorn.

autor powyższej fotografii: Andrew Bossi

Na zachód od Grani Kościelców znajduje się Dolina Zielona Gąsienicowa.


Na wschód od Kościelców położona jest Dolina Czarna Gąsienicowa.


W północnej części doliny znajduje się natomiast Hala Gąsienicowa.
Szałasy pasterskie stoją w części noszącej nazwę Królowe Rówieńki.


Hala ta była w przeszłości jednym z największych ośrodków pasterstwa w całych Tatrach . Jest to wybitnie wysokogórska hala pasterska, porośnięta w znacznej części kosodrzewiną. Otaczają ją wysokie masywy skalne spośród których najbardziej charakterystycznym i wyróżniającym się z krajobrazu jest właśnie szczyt Kościelca.


Niegdyś było to miejsce tętniące życiem pasterskim. Dawniej nazywano je Halą przy Stawach lub Halą Stawy a wypasających na niej pasterzy nazywano stawianamiMimo, że na Hali Gąsienicowej po dziś dzień stoją szałasy pasterskie, to nie spełniają one już obecnie swojej pierwotnej funkcji, gdyż tradycyjne pasterstwo w Tatrach zanikło. Od 1981 roku wprowadzono jednak tzw. wypas kulturowy. Górale w ramach tego projektu mają podpisane umowy z TPN i mogą wypasać w określonych miejscach owce, pod warunkiem, że w trakcie wykonywania tych zadań będą ubierać się w stroje regionalne, mówić gwarą i będą korzystać z tradycyjnych psów pasterskich. Wypas taki ma miejsce m.in. na polanach: Chochołowska, Huty Lejowe, Wyżnia Kira Miętusia, Kalatówki, Wielka Polana Kuźnicka, Kopieniec oraz Rusinowa Polana. Nie dotyczy to jednak Hali Gąsienicowej. Dlatego też dolina ta coraz bardziej zarasta lasem oraz połaciami kosodrzewiny.


Współczesna nazwa hali pochodzi od góralskiego rodu Gąsieniców z Zakopanego, którzy w XVII w. byli jej właścicielami. W późniejszych czasach, w wyniku dziedziczenia, hala uległa rozdrobnieniu pomiędzy wielu właścicieli. Kiedy w 1961 roku Skarb Państwa wykupywał ją od górali, posiadała ona już 381 właścicieli. 


W 1894 roku przerobiono jeden z szałasów i uczyniono w nim pierwsze schronisko turystyczne w Dolinie Gąsienicowej.


W latach 1921-25 w jego miejscu postawiono nowe, murowane schronisko, które stoi tam do dnia dzisiejszego. 
Jest to Schronisko PTTK Murowaniec widoczne na poniższym zdjęciu z Narodowego Archiwum Cyfrowego.


Jeszcze jedna stara fotografia przedstawiająca nowe schronisko Murowaniec oraz wznoszący się za nim Kościelec.
Nazwa tej góry wywodzi się najprawdopodobniej od jej kształtu przypominającego dach kościoła.


Za chwilę zrelacjonuję wejście na Kościelec.
Zanim jednak to zrobię, pragnę wyczulić Was, iż jest to dość niebezpieczne miejsce, w którym zdarzały się liczne wypadki.


Przytoczę w tym celu historię wybitnej postaci, która nierozłącznie związana jest z Tatrami. Mowa o Mieczysławie Karłowiczu.


Mieczysław Karłowicz był polskim kompozytorem i dyrygentem żyjącym na przełomie XIX i XX wieku. Był przedstawicielem nurtu późnego romantyzmu oraz autorem ponad 101 pieśni oraz różnych utworów orkiestrowych, w tym 6 poematów symfonicznych. Wsławił się jednak również jako taternik, fotografik i publicysta popularyzujący wiedzę o Tatrach. Poniżej znajduje się jego zdjęcie na szczycie słowackiego Szatana.


Tatry poznawał od 1889 jednak systematyczną działalność górską rozpoczął w 1902 roku. W 1907 roku zamieszkał na stałe w Zakopanem. Działał w Towarzystwie Tatrzańskim. Był również jednym z pionierów narciarstwa tatrzańskiego a także działaczem Zakopiańskiego Oddziału Narciarzy. Poniżej zdjęcie Karłowicza na jednym z jego narciarskich wypadów.


Karłowicz był znamienitym taternikiem. Z początku wspinał się wraz ze znanym góralskim przewodnikiem, Klimkiem Bachledą, którego uwiecznił na jednym ze swoich zdjęć (poniżej). Później bardzo często wspinał się w pojedynkę. Jego największe osiągnięcia to: I wejście na Wielką Kołową Turnię (1907), I wejście na Ciężką Turnię granią północno-wschodnią z Dolinki Spadowej (1908), I zimowe wejście na Kościelec (1908), I zimowe wejście na Wołoszyn oraz Żółtą Turnię z przełęczy Krzyżne, wejście na Ostry Szczyt południową ścianą, drogą Häberleina.


8 lutego 1909 roku, w wieku zaledwie 33 lat, Mieczysław Karłowicz zginął przysypany lawiną na wschodnich zboczach Małego Kościelca. Miało to miejsce w trakcie jednej z jego wycieczek narciarsko-fotograficznych. Poniżej widać zdjęcie ekspedycji ratunkowej szukającej jego ciała. Uznaje się to za pierwszą akcję ratunkową TOPR-u, choć oficjalnie organizacja ta rozpoczęła działalność kilka miesięcy później. Niemniej jednak poniekąd ironią losu jest to, że nie udało się wtedy uratować Karłowicza, gdyż osobiście przyczynił się on do powstania tej organizacji. Trzeba bowiem wiedzieć, że Karłowicz razem z Mariuszem Zaruskim (taternik, pionier polskiego żeglarstwa, ale przede wszystkim generał brygady Wojska Polskiego) stworzył podwaliny Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.


Latem tego samego roku w miejscu tragedii postawiono skalny obelisk upamiętniający jego śmierć.


Wydarzenie to zostało również upamiętnione przez Wojciecha Kilara we wspaniale rozwijającym się utworze "Kościelec 1909".


Sam obelisk upamiętniający śmierć kompozytora-taternika nazywany jest obecnie najczęściej Kamieniem Karłowicza. Na granitowym głazie wykuto napis: "Mieczysław Karłowicz. Tu zginął porwany śnieżną lawiną d. 8 lutego 1909". Po tym następuje napis w języku łacińskim "Non omnis moriar”,  oznaczający "Nie wszystek umrę". Na samym dole widać natomiast swastykę - ulubiony znak Mieczysława Karłowicza. Nie należy jej jednak w żaden sposób wiązać ze złowrogą ideologią stworzoną przez nazistowskie Niemcy. Pamiętać należy, że obelisk ten postawiono w 1909 roku, czyli długo przed tym, jak naziści doszli do władzy łącząc z nią swą wynaturzoną doktrynę.

autor powyższej fotografii: Jerzy Opioła

Swastyka nierozerwalnie wiąże się z dziejami Polski. Wśród słowiańskich ludów zwana była swargą, świaszczycą, swarzycą, swarożycą lub po prostu kołowrotem. Jest to prawdopodobnie najbardziej znany i najpowszechniejszy spośród symboli słowiańskich. Najstarsze znane ślady jego użytkowania na naszych ziemiach datowane są na ok. 3 000 lat p.n.e.  Poniżej widać replikę popielnicy z III-IV wiek n.e., która została wytworzona przez przedstawicieli kultury przeworskiej. Odnaleziono ją w 1936 roku w Białej w województwie łódzkim i można ją oglądać w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi.

źródło: http://www.swastika.cba.pl/polska.htm

Symbol ten wywodzi się z Azji. W sanskrycie symbolizuje on szczęście i pomyślność, a zgięte ramiona krzyża wskazują na związek symbolu z kultem ognia i Słońca. Niektórzy dopatrują się również nawiązania do obiegu sił żywiołów w przyrodzie. Dla Słowian swastyka także symbolizowała ogień, ciepło, witalność i rozrodczość. Miała przynosić pomyślność oraz odganiać złe siły. Umieszczano ją na broni, tarczach, ceramice oraz na biżuterii. Znalazła się ona także na denarze Mieszka I, co ewidentnie świadczy o tym, jak ważny był to symbol.


Ponowny wzrost popularności tego symbolu na terenie naszego kraju nastąpił na przełomie XIX i XX wieku, szczególnie na Podhalu. Nazywany on tam był krzyżykiem niespodzianym lub po prostu góralskim krzyżem. Górale umieszczali go na belkach stropowych swoich chat i w innych zakamarkach chcąc ustrzec w ten sposób swoje domostwa i ich domowników przed złymi siłami. Stanisław Witkiewicz, znany powszechnie jako Witkacy, umieścił nawet ten znak nad wejściem do Muzeum Tatrzańskiego (na zdjęciu poniżej). 


Obecnie symbol ten nie jest już tam widoczny a w jego miejscu widnieje popiersie Tytusa Chałubińskiego. 
Był on współtwórcą Towarzystwa Tatrzańskiego i jednym z pierwszych badaczy przyrody tatrzańskiej.

źródło: Google Street View, autor: Robert Parma Fotografia

Poniżej widać góralskie krzyże niespodziane podczas defilady Święta Pułkowego w 1936 roku w Sanoku.


W dwudziestoleciu międzywojennym swastyka pojawiła się również w symbolach polskich jednostek wojskowych.
Poniżej widać dla przykładu znaczki Pułków Strzelców Podhalańskich.

źródło: forum.ioh.pl oraz niemczyk.pl

Można byłoby przytoczyć jeszcze wiele innych przykładów użycia tego znaku w Polsce przed II wojną światową.
Używano jej nawet jako motywu zdobniczego w prasie. Poniżej widać ogłoszenie z 1919 roku.


W owym właśnie czasie, kiedy swastyka w swym pierwotnym, słowiańskim znaczeniu, na nowo zyskała popularność na Podhalu na początku XX wieku, znakiem tym zainteresował się również Mieczysław Karłowicz. Nie istniały wtedy jeszcze popularne dzisiaj oznaczenia szlaków turystycznych. Karłowicz, wędrując po Tatrach, znakował więc niektóre szlaki i drogi wspinaczkowe przy użyciu swastyk góralskich. W 1907 roku oznaczył nimi drogę swojej wspinaczki po południowej ścianie Ostrego Szczytu, a znacznie wcześniej, na początku swej działalności taternickiej, oznakował w 1892 roku trasę ze Stołów na Kominiarski Wierch. Niestety nie udało mi się dotrzeć do zdjęć, na których widoczne byłyby jego oznaczenia. Sam Kominiarski Wierch jest obecnie rezerwatem ścisłym a wstęp na jego teren jest wzbroniony. Poniżej widać kartę tytułową wydanej rok po śmierci Karłowicza książki, na której również umieszczono krzyżyk niespodziany.


Do dnia dzisiejszego znaki te zachowały się również na barierkach w Schronisku PTTK Murowaniec.

autor powyższej fotografii: ciacho5

Ten ze wszech miar pozytywny wcześniej symbol zyskał swą złą sławę dopiero za sprawą nazistów, którzy w latach trzydziestych XX wieku przejęli władzę w Niemczech i doprowadzili do okropności II wojny światowej. Wypaczono wtedy zupełnie jego znaczenie, przez co niezasłużenie kojarzy się on odtąd zdecydowanie negatywnie. Myślę, że można to policzyć w poczet zbrodni III Rzeszy Niemieckiej, dokonanej tym razem na dziedzictwie kulturowym ludzkości, gdyż swastyka używana była wcześniej przez wieki na wszystkich kontynentach zamieszkanych przez człowieka.

Stosowanie tego symbolu w Tatrach i na Podhalu jest dla niektórych dowodem na kolaborację górali z III Rzeszą. Nie jest to jednak prawdą. Korzystali oni bowiem z owego symbolu już znacznie wcześniej. Jeśli natomiast chodzi o samą kolaborację oraz przyjmowanie przez niektórych spośród nich tzw. Kennkarte, czyli okupacyjnych dowodów osobistych, to powody takich postaw były różne. Przeważnie górale przyjmowali je, ponieważ zastraszono ich, że jeśli tego nie zrobią, to zostaną wysiedleni a w ich miejsce zostaną sprowadzeni Ukraińcy. Inni po prostu bali się Niemców. Bardzo rzadko zdarzały się przypadki szczerej współpracy z Niemcami. Najczęściej natomiast karty takie przyjmowali partyzanci, ludzie ukrywający Żydów, kurierzy przemycający przez Tarty sprzęt, informacje oraz ludzi a także wszyscy inni, którzy mieli coś do ukrycia przed okupantami. Wszyscy oni kierowali się zasadą, zgodnie z którą najciemniej jest pod latarnią. Dlatego też niezwykle krzywdzącym jest określanie górali tatrzańskich jako nazistowskich kolaborantów. Tak naprawdę są oni tutaj ofiarą, ponieważ to Niemcy chcieli ich wykorzystać  i przeciągnąć na swoją stronę, co ostatecznie im się nie udało, jednak nie wszyscy potrafią się dzisiaj właściwie rozeznać w tych wydarzeniach, przez co górale nadal bywają czasem niesłusznie posądzani o zdradę. Osobom, które chciałyby dowiedzieć się więcej na ten temat polecam książkę „Krzyżyk niespodziany. Czas Goralenvolk” napisaną przez Bartłomieja Kurasia i Pawła Smoleńskiego. Warto również zapoznać się z krótkim filmem zatytułowanym "Goralenvolk", zrealizowanym przez youtubera o pseudonimie Irytujący Historyk, którego inne produkcje również szczerze Wam polecam.

Udajmy się jednak teraz na Grań Kościelców, na której zboczach stracił swe życie Mieczysław Karłowicz. Na poniższym zdjęciu widać wyraźnie jak grań ta dzieli Dolinę Gąsienicową na dwie części. Góruje w niej Kościelec wznoszący się na wysokość 2155 m n.p.m. Znajdujący się przed nim niższy szczyt, to Mały Kościelec.


Na początek wybieram szlak czarny, przez Dolinę Zieloną Gąsienicową.


W tej części doliny znajduje się zdecydowana większość Stawów Gąsienicowych. Są one reliktami z epoki lodowcowej.


Oprócz stawów polodowcowych, dolinę tą przecina również sporo malowniczych strumyków.


Wśród Stawów Gąsienicowych wymienić należy: Zielony Staw, Długi Staw, Kurtkowiec, Dwoisty Staw, Zadni Staw, Litworowy Staw, Czerwone Stawki, Mokrą Jamę, Kotlinowy Stawek, Dwoiśniaczek, Dwoiśniak, Troiśniak, Jedyniak oraz Samotniak. Niektóre z nich są w zasadzie systemami zbudowanymi z dwóch, trzech, lub nawet czterech stawów. Łącznie daje to liczbę dwudziestu dwóch zbiorników wodnych, spośród których jeden jest zanikający (w systemie Troiśniaka) a dwa już wyschnięte (Samotniak oraz jeden w systemie Dwoiśniaka).


Poniżej widoczny jest Zielony Staw Gąsienicowy.


Kawałek za nim odbija się ze szlaku czarnego na niebieski w kierunku Karbu - przełęczy oddzielającej Kościelec od Małego Kościelca.
Po drodze mija się Czerwone Stawki.


Stanowią one system dwóch stawów, z których jeden połączony jest strumykiem z kolejnym stawem - z Kurtkowcem.
Przez ów strumyk wiedzie szlak po kamieniach wystających ponad poziom jego wód.


Za Czerwonymi Stawkami rozpoczyna się właściwe podejście.


Dość szybko pokonuje się tu wysokość, przez co widok w tył z minuty na minutę robi się coraz szerszy.


Widok na Świnicką Przełęcz.


Na prawo od Świnickiej Przełęczy wznosi się Skrajna Turnia opadająca w kierunku Przełęczy Liliowe.


Z kolei na lewo widać Świnicę (tonąca aktualnie w chmurach) oraz Kościelec.


Widok na Zielony Staw Gąsienicowy i Kurtkowiec (ten z wyspą). Ponad nimi widać Kasprowy Wierch i Beskid.


Gołoborze na zachodnim zboczu Małego Kościelca.


Poniżej Przełęczy Karb bardzo dobrze widać ogrom szczytu Kościelca oraz stromiznę jego granitowego ciosu.
Na prowadzącym na niego szlaku nie uświadczymy żadnych łańcuchów ani klamer ułatwiających podejście.


Z tego samego miejsca widać na zachodnim zboczu góry Długi Staw oraz kaskadę spływającą z niewidocznego jeszcze Zadniego Stawu.


Kościelec oraz przesłaniana co chwilę przez chmury Świnica.


Po osiągnięciu Przełęczy Karb otwiera mi się widok na Dolinę Czarną Gąsienicową.


Ponad przełęczą wznosi się Mały Kościelec a ponad widocznym w dole Czarnym Stawem Gąsienicowym - Żółta Turnia.


Z kolei tam skąd przyszedłem mam już w zasięgu wzroku Długi Staw, Czerwone Stawki, Kurtkowiec oraz Zielony Staw.


Wchodząc wyżej w kierunku szczytu Kościelca do panoramy dołączają kolejne Stawy Gąsienicowe oraz Giewont.


W centrum widoczny jest Dwoisty Staw Gąsienicowy. Na prawo od niego grzebień Małego Kościelca.


Żółta Turnia w pełni krasy.


Po pewnym czasie spoglądając w dół mogę już dostrzec również Zadni Staw Gąsienicowy.


Wypływająca z niego woda spada kaskadą do Długiego Stawu Gąsienicowego.


W oddali jak na dłoni widzę Kasprowy Wierch z górną stacją kolejki linowej oraz Giewont.


Po chwili przysiadam pod szczytem na wystającej skale, z której mam doskonały widok na jedyne dwa stawy Doliny Czarnej Gąsienicowej.


Mniejszy z tych stawów to Zmarzły Staw. Ponad nim widać Kozi Wierch i Granaty, czyli grań Orlej Perci.


Na prawo od Koziego Wierchu widać Zmarzłą Przełęcz.


Jeszcze dalej znajduje się Mały Kozi Wierch.


Całkiem w dole położony jest Czarny Staw Gąsienicowy z charakterystyczną wysepką przy brzegu.


W odpoczynku towarzyszy mi jakiś górski ptaszek.


Z tej wysokości Żółta Turnia nie sprawia już wrażenia tak wyniosłej, jak z Przełęczy Karb. 


Wspominany wcześniej Karłowicz zauważył swego czasu, że „tylko z Kościelca widoczne są wszystkie bez wyjątku Stawy Gąsienicowe”.


Za Kościelcową Przełęczą widać jeszcze Zadni Kościelec. Jest on wyższy od Kościelca o 7 metrów, ale nie wiedzie tam żaden szlak turystyczny.


Po zejściu ze szczytu do Przełęczy Karb, Świnica zrzuca  z siebie zasłonę z chmur i ukazuję mi się w pełni swego majestatu. 


Z Przełęczy Karb schodzę stromym zejściem do Doliny Czarnej Gąsienicowej.


Pode mną znajduje się lustro Czarnego Stawu Gąsienicowego.


Ponad nim z kolei sroży się grań Orlej Perci.


Po niedługim lecz ostrożnym zejściu docieram do Czarnego Stawu Gąsienicowego.


Orla Perć wygląda stąd jeszcze bardziej majestatycznie.


Na prawo od stawu wznosi się szczyt Kościelca, z którego właśnie zszedłem. Jego wierzchołek wznosi się 533 m ponad lustro wody.


To z kolei jest wysepka, którą było widać ze szczytu Kościelca.


Od Czarnego Stawu Gąsienicowego udaję się do Schroniska PTTK Murowaniec, gdzie na ten dzień skończę już wędrówkę.


Mapa trasy przedstawionej w tym artykule:

Kolejnego dnia czeka mnie wyprawa z Murowańca przez Przełęcz Zawrat i Orlą Perć do Doliny Pięciu Stawów Polskich.
Ten etap wędrówki opiszę jednak w odrębnym artykule.

Tymczasem myślę, że mogą zainteresować Cię również poniższe artykuły:
Pisząc powyższy artykuł korzystałem z:
- Wikipedia (hasła: Hala Gąsienicowa, Dolina Gąsienicowa, Kościelec, Mirosław Karłowicz)
- www.swastika.cba.pl/polska.htm
- www.fotopolska.eu (fotografie archiwalne)



Zobacz również inne ciekawe miejsca w Tatrach >>>



Komentarze

  1. I zimowe wejście na Żółtą Turnię z przełęczy Krzyżne? To pół orlej perci trzasnął. O grani fajek już nie wspomnę...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna