Akcja "Wisła" i jej współczesne konsekwencje


Akcja "Wisła" odmieniła zupełnie oblicze Beskidu Niskiego oraz Bieszczadów. Mimo, że mija właśnie 71 rocznica tamtych wydarzeń, ich konsekwencje zauważalne są nadal, niemal na każdym kroku, szczególnie w pierwszym ze wspomnianych pasm górskich. Opiszę pokrótce czym była ta operacja wojskowa, jakie były jej przyczyny oraz daleko idące skutki. Poza zdjęciami archiwalnymi pokażę również dzisiejsze oblicze tych ziem, które niegdyś tętniły życiem a współcześnie z doliny w dolinę zioną pustkami. Zapraszam!



Tereny Beskidu Niskiego oraz Bieszczadów przechodziły w swej historii wiele zmian demograficznych. Poznanie ich jest niezwykle istotne aby zrozumieć obecny charakter tych ziem. Przez tereny te od najdawniejszych czasów przebiegały trakty handlowe na południe i wschód Europy. Przez długi czas nikt się jednak tu nie osiedlał ze względu na powtarzające się najazdy tatarskie. Dopiero za rządów Kazimierza Wielkiego zaczęto lokować tu miasta i mniejsze miejscowości, które w XV wieku rozwinęły się dodatkowo pod napływem ludności z południowych części Karpat, położonych poniżej linii rzeki Dunaj. Okres ten zwany jest kolonizacją wołoską. Pasterze wołoscy mieszali się na przestrzeni wieków z ludami ruskimi oraz ulegali wpływom polskim i węgierskim, co ostatecznie dało początek nowym grupom etnicznym, zwanym Łemkami oraz Bojkami.

Troje Łemków w dwudziestoleciu międzywojennym

Łemkowie zamieszkiwali teren od Wysokiego Działu w Bieszczadach, po dolinę Popradu w Beskidzie Sądeckim, oraz tzw. Ruś Szlachtowską na pograniczu Małych Pienin i Beskidu Sądeckiego. Bojkowie natomiast zasiedlali Karpaty Wschodnie od Wysokiego Działu w Bieszczadach, do doliny Łomnicy w Gorganach (przed II wojną światową tereny te w całości stanowiły terytorium II RP). Grupy te bardzo często aktywnie uczestniczyły w życiu polskiego narodu i w różnych patriotycznych wydarzeniach.

Delegacja Łemków na uroczystościach święta 3 Maja w Gorlicach w 1933 roku.

W dwudziestoleciu międzywojennym miała miejsce tzw. schizma tylawska, w czasie której spora liczba Łemków porzuciła wyznanie greckokatolickie na rzecz prawosławia. Fakt ten został wykorzystany później przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), która od 1943 roku zaczęła walki z Polakami o ziemie, do których rościła sobie pretensje. UPA traktowała w tym konflikcie Łemków i ludność ukraińską jako bazę zaopatrzenia oraz schronienia, często w sposób przymusowy. Pod koniec II wojny światowej, w wyniku rzezi wołyńskiej, walki jeszcze bardziej się nasiliły. Dlatego też, po zakończeniu działań wojennych, władze PRL oraz ZSRR zawarły umowy o wymianie ludności, na mocy których ludność łemkowska była przewożona z Beskidu Niskiego w głąb Ukrainy a ludność polska była transportowana z utraconych kresów na teren powojennego państwa polskiego. Wywózki te były początkowo dobrowolne, jednak z czasem przybrały charakter przymusowy i obejmowały nawet całe wsie. Większość Bojków wysiedlono wtedy z terenu PRL do ZSRR. Dzisiaj Bojkowie żyją głównie na Ukrainie, w obwodach iwanofrankowskim, lwowskim i zakarpackim.

Bojkowska chata w Bieszczadach

Nie rozwiązało to jednak do końca problemu UPA, dlatego w 1947 roku władze PRL podjęły decyzję o przeprowadzeniu Akcji „Wisła”. W jej wyniku prawie wszyscy Łemkowie zostali wywiezieni w głąb terytorium Polski, przeważnie na tzw. Ziemie Odzyskane na zachodzie kraju. Można więc śmiało powiedzieć, że Łemkowie oraz Bojkowie okazali się mimowolnymi ofiarami konfliktu polsko-ukraińskiego.

Bojkowska kobieta na progu chaty

Bezpośrednim pretekstem do przeprowadzenia tej operacji była potrzeba rozwiązania problemu ukraińskiej partyzantki, która pod postacią band Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), terroryzowała miejscową ludność polską, paliła mosty, niszczyła tory, wiadukty i linie telefoniczne. Niszczono także wszelkie inne elementy infrastruktury, które pozwalały na polskie osadnictwo na tych terenach oraz późniejsze wysiedlenia ludności rusińskiej. Najbardziej ucierpiała jednak niewinna ludność cywilna, która niejednokrotnie była bestialsko i masowo mordowana.

Ofiary UPA w Lipnikach. Rzeź wołyńska jest najlepszym dowodem na to, czego można było się spodziewać wówczas po ukraińskich nacjonalistach.

W Internecie znajduje się mnóstwo zdjęć przedstawiających potworne zbrodnie UPA na Polakach, jednak nie widzę potrzeby zasypywania Was nimi. Powodem nasilenia się ukraińskich ataków na terenie Beskidu Niskiego był brak akceptacji postanowień konferencji w Teheranie i Jałcie, na których ustalono, że ówczesna łemkowszyzna wejdzie po wojnie w skład Polski. Ukraińcy przez terror i partyzantkę chcieli ustanowić nową jednostkę terytorialną – Zakierzoński Kraj (inaczej Zakerzonie), w którego skład miały wchodzić ziemie leżące na zachód od demarkacyjnej linii Curzona. W wyniku ukraińskiego terroru tysiące Polaków było ofiarami lub świadkami makabrycznych wydarzeń. Poszkodowane były nawet zupełnie apolityczne instytucje.

Szkoła w Cisnej podpalona przez UPA w styczniu 1946 roku.

W Cisnej zamordowano 27 osób w tym dwie czteroosobowe rodziny z dziećmi, 3 przedwojennych policjantów, żonę jednego z nich i 1 milicjanta.  Zbrodni dokonała sotnia "Bira" i część sotni "Chrina". Sotnia to jednostka wojskowa stosowana przez UPA, oznaczająca pododdział wojskowy.

Członkowie sotni "Bira"

Zrozumiałe jest więc, że władze PRL musiały jakoś zaradzić przeciągającemu się konfliktowi, w którym prawo międzynarodowe opowiadało się jednoznacznie przy polskim stanowisku. Można jednak dyskutować ze sposobem, w jaki akcja ta została przeprowadzona. Największym nadużyciem ze strony władz PRL było potraktowanie wszystkich mieszkańców pochodzenia ukraińskiego, łemkowskiego, bojkowskiego, a nawet rodzin mieszanych z ludnością polską, jako zaplecza werbunkowego OUN-UPA oraz ich bazy zaopatrzeniowej. Jakkolwiek pewna część tej ludności faktycznie sprzyjała ukraińskiej partyzantce, to przesadą było pociągnięcie do odpowiedzialności za zbrodnie UPA wszystkich, jedynie ze względu na element etniczny. Często bowiem było tak, że miejscowa ludność, także ukraińska, była najzwyczajniej przymuszana do wspierania UPA. Ponadto, należy mieć świadomość, że bardzo często ludność ukraińska traktowała Łemków z góry, nazywając pogardliwie ich język "howirką". Zarzucano im, że są oderwaną od stuleciu częścią narodu ukraińskiego, podczas gdy Łemkowie sami siebie postrzegali jako osobną nację. Mimo to, także w polskiej świadomości wykształciło się zrównanie Łemków z Ukraińcami, za co przyszło im bardzo słono zapłacić.

Wysiedleńcy opuszczający swoją wioskę.

W wyniku wspomnianego nadużycia, z terenów Beskidu Niskiego oraz Bieszczadów przesiedlonych zostało mnóstwo niewinnych osób. Akcja „Wisła” jednak już w zamyśle miała taki charakter – była to wojskowa akcja pacyfikacyjna polegająca na masowym wysiedleniu ludności cywilnej. Jej celem było rozproszenie ludności ukraińskiej (za którą niesłusznie uznano także Łemków) po tzw. Ziemiach Odzyskanych, w celu późniejszej asymilacji z ludnością polską.

Oddział Milicji Obywatelskiej, ustawiony do przeglądu przed akcją na Pogórzu Dynowskim.

Można poniekąd powiedzieć, że była to operacja międzynarodowa, której inicjatorem były władze PRL podległe Związkowi Radzieckiemu. Ze strony polskiej w akcji wzięły udział 4 dywizje piechoty, dywizja Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, 3 pułki: piechoty, samochodowy i saperski oraz trzecia Pomorska Dywizja Piechoty, czyli łącznie ponad 20 tys. żołnierzy. Ponadto akcję wspierały WOP, MO, ORMO i UBP. Związek Radziecki po swojej stronie granicy wyznaczył do akcji dywizję pancerną, oddziały antypartyzanckie oraz pograniczne oddziały NKWD w celu blokowania granicy. Czechosłowacy z kolei utworzyli grupę operacyjną oraz wsparli stronę polską środkami transportu do przegrupowywania sił wojskowych.

Żołnierze Ludowego Wojska Polskiego podczas przeprowadzania wysiedleń.

Akcja rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 roku o 4 nad ranem.

Żołnierze Ludowego Wojska Polskiego w czasie wysiedleń w Bieszczadach.

Ludność ukraińska oraz łemkowska starała się za wszelką cenę i w przeróżne sposoby uniknąć trafienia na listę wysiedleńczą. 
Nie pomagały w tym jednak żadne zabiegi.

Posterunek LWP pod Sanokiem w trakcie Akcji "Wisła".

Przed świtem siły wojskowe otaczały daną wieś, aby uniemożliwić ucieczkę mieszkańców. Po zgromadzeniu wszystkich w jednym miejscu ogłaszano na czym akcja polega i w jaki sposób będzie przeprowadzana. Oznajmiano, że wszystkie osoby, które pozostaną we wsi lub w jej okolicy, zostaną uznane za członków band partyzanckich i tak będą później traktowane. Wyrażano zgodę na zabranie jedynie 25 kg bagażu na osobę (odzieży, żywności i drobnego sprzętu) a ponadto zwierząt hodowlanych i podstawowego sprzętu rolniczego. Reszta majątku miała zostać przewieziona w późniejszym terminie i sprawiedliwie podzielona między przesiedleńcami. Nie trzeba chyba wspominać, że do owego podziału nigdy nie doszło a pozostawione mienie posłużyło później polskim osadnikom. Mieszkańcy wsi musieli następnie na własnych nogach dotrzeć do punktu zbiórki pod eskortą wojska. Odległość ta wynosiła średnio około 30 km, jednak zdarzało się, że była nawet dwukrotnie większa. W punkcie zbiórki byli oni przesłuchiwani i dzieleni na kategorie a następnie pakowani do pociągów (czasami po miesiącu oczekiwania).

Transport wysiedleńców do punktu zbiórki.

Przesiedleńcy byli następnie przewożeni na zachód kraju i tam rozsyłani do przydzielonych miejsc osiedlenia. Plan rozmieszczenia ludności został opracowany przez Ministerstwo Ziem Odzyskanych. Zakładano, że przesiedleńcy mają zostać ulokowani 50 km od granic państwa, 10 km od granic przedwojennych, 30 km od wybrzeża morskiego i 30 km od miast wojewódzkich. Szybko jednak okazało się, że plan ten jest niemożliwy do wykonania i, że nie da się rozmieścić ponad 140 tysięcy ludzi przestrzegając jego postanowień. W wyniku tego, przy osiedlaniu bardzo często panował chaos, co dodatkowo uprzykrzyło los osobom dotkniętym wywózką.

Przesiedleńcy na Ziemiach Zachodnich.

W wyniku akcji rozbito ponad 1,5 tys. siły zbrojne UPA. 
Aresztowano prawie 3 tys. (aktywnych lub domniemanych) członków OUN oraz wysiedlono ponad 140 tys. cywilów.

Członkowie bandy UPA złapani przez żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Akcja „Wisła” trwała do końca lipca 1947 roku, jednak ostatnie 32 rodziny zostały przesiedlone dopiero w 1950 roku. Warto wspomnieć, że po zakończeniu Akcji „Wisła”, w październiku 1947 roku, władze Związku Radzieckiego przeprowadziły zbliżoną operację - Akcję „Z” (Zachód), po swojej stronie. W jej wyniku z terenów dzisiejszej Ukrainy wywieziono na wschód ponad 76 tysięcy ludzi oskarżonych o wspieranie UPA.

Grafika upamiętniająca przymusowe przesiedlenie Łemków.

Po tym pobieżnym zarysowaniu przebiegu Akcji „Wisła” należy jeszcze powiedzieć o tym, co działo się z osobami, które nie zostały przesiedlone, a które uznano za członków OUN-UPA lub za osoby wspierające te organizacje. Poza uzasadnionymi przypadkami wśród ludności cywilnej, za osoby sprzyjające UPA uznawano zazwyczaj wszystkich przedstawicieli ukraińskiej i łemkowskiej inteligencji oraz księży greckokatolickich. Poniżej widać partyzantów UPA transportowanych przez żołnierzy LWP.

Członkowie UPA transportowani przez Ludowe Wojsko Polskie.

Zatrzymane osoby oskarżone o wspieranie UPA lub walczenie w ich szeregach trafiały przeważnie do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie. Obóz ten został oficjalnie utworzony w kwietniu 1947 roku. W rzeczywistości jednak, na wniosek Biura Politycznego KC PPR, wykorzystano w tym celu i zaadaptowano niemiecki obóz koncentracyjny (filię KL Auschwitz), którego Niemcy nie zdążyli zniszczyć wycofując swoje wojska przed zbliżającą się Armią Czerwoną. Można więc śmiało powiedzieć, że był to obóz dwóch totalitaryzmów. Władze komunistyczne PRL więziły w tym miejscu przedstawicieli różnych narodowości oraz wszelkich grup społecznych, które były dla nich najzwyczajniej niewygodne. Więzieni tu byli Niemcy, Polacy, Ślązacy (głównie osoby, które podpisały volkslistę), Ukraińcy, Austriacy, Holendrzy, Francuzi, Jugosłowianie, Czesi, Rumuni, Łotysze oraz Łemkowie. W wyniku samej Akcji „Wisła” trafiło tam ponad 3800 więźniów, z czego 162 zmarło. Poza skazanymi Ukraińcami i Łemkami, w obozie tym życie stracili również (a nawet przede wszystkim) polscy działacze niepodległościowi, żołnierze AK oraz górnicy. Warto o tym wszystkim mówić, aby wiadomym było, iż decyzje zarówno o samej Akcji „Wisła”, jak i o obozie w Jaworznie, podejmowane były przez aparat państwowy, któremu wroga była wolna i niepodległa Polska.

Centralny Obóz Pracy w Jaworznie

Po zrzuceniu jarzma komunizmu, władze wolnej Polski wielokrotnie i oficjalnie wyrażały ubolewanie ze względu na przeprowadzenie tej czystki etnicznej. W 1990 roku operację potępił Senat RP, dwanaście lat później prezydent Aleksander Kwaśniewski a kolejne pięć lat później Prezydent Polski Lech Kaczyński we wspólnym wystąpieniu z Prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenko stwierdzili, że była ona sprzeczna z prawami człowieka. W tym samym roku, w 60 rocznicę Akcji „Wisła”, Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko podkreślił we Lwowie, że „winowajcą tej operacji był totalitarny reżim komunistyczny”, apelując jednocześnie, by przeszłość nie obciążała stosunków między Polską i Ukrainą.

Nic nie zmieni jednak faktu, że Akcja „Wisła” się odbyła. Miała swoje miejsce w historii i na zawsze już odmieniła oblicze ziem, na których ją przeprowadzono. Nic nie jest już teraz w stanie cofnąć wydarzeń i sprawić, by rzeczy miały się tak jak przed 71 latami. Wsie, w których żyli Łemkowie dawno już nie istnieją. Nie chodzi przy tym o to, że stoją opuszczone. Niejednokrotnie trzeba bowiem nie lada wysiłku, aby dostrzec, że w danym miejscu mieszkali niegdyś ludzie. Najlepszym tego dowodem są doliny Beskidu Niskiego, które niegdyś tętniły życiem i były gęsto zaludnione, natomiast dzisiaj bardzo często są zupełnie puste, pozbawione niemal w pełni śladów ludzkiej działalności.

Chaty Łemków w Bereźnicy Niżnej koło Soliny w czasie II wś.

Nielicznym przesiedleńcom udało się wrócić na ojcowiznę po 1956 roku. 
Ci, którzy wrócili, wyremontowali m.in. Cerkiew Świętych Kosmy i Damiana w Blechnarce.


Zaraz po wysiedleniu miejscowej ludności w owej cerkwi urządzono owczarnię. Swoją drogą ciekawe jest to, czy jedynie za sprawą zwykłej ironii losu, czy może celowego i złośliwego zamiaru, przez poniższą bramę wejściową cerkwi przez długi czas zamiast owieczek bożych przechodziły setkami owce…


Przy cerkwi umieszczono tablicę upamiętniającą deportacje miejscowej ludności w ramach Akcji „Wisła”.


W miejscowości tej znajdziemy obecnie także inne ślady po jej dawnych mieszkańcach, np. poniższą samotną kapliczkę.


W niektórych miejscach tli się jeszcze powolne, wiejskie życie w górskich miejscowościach.


Niestety większość z pozostałych tam domów jest bardzo zaniedbana.


Niektóre natomiast są w kompletnej ruinie.


W przeważającej jednak większości ślad po niegdysiejszych wioskach łemkowskich niemal zupełnie już dzisiaj zaginął.
Dobrym przykładem takiej miejscowości jest Regietów Wyżny. Poniżej widać nieistniejącą już dzisiaj tamtejszą cerkiew.


Była to cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem św. Michała Archanioła.  Zbudowano ją w 1864 i użytkowano do 1947, czyli do Akcji „Wisła”. 
W 1955 przewieziono ją do Żółkiewki w powiecie krasnostawskim.


Obecnie po zabudowaniach w Regietowie Wyżnym nie ma już żadnego śladu.


Jednym z nielicznych śladów przypominających o dawnym osadnictwie jest drewniana kapliczka przy drodze. 
Nie jest to jednak obiekt z tamtych czasów. Wybudowano ją w 2007 roku w hołdzie wysiedlonym mieszkańcom Regietowa Wyżnego.


Przechadzając się tamtędy odnosi się wrażenie, że dolina tej miejscowości jest pusta i  dzika "od zawsze".


Z mylnego wrażenia wyciągają wędrowców dopiero pomniki na starym cmentarzu świadczące, że w pobliżu istniała kiedyś osada.
Kaplica jest współczesna.


Niedaleko znajduje się zamieszkana nadal Zdynia, w której jednak wiele chat stoi opuszczonych.


We wsi stoi cerkiew pod wezwaniem Opieki Matki Bożej w Zdyni – zabytek na szlaku architektury drewnianej województwa małopolskiego. Została ona wybudowana w 1795 roku i od tego czasu funkcjonowała jako świątynia greckokatolicka. Po Akcji „Wisła” korzystały z niej osoby prawosławne i rzymskokatolickie. Od 2009 roku jest ona wyłączną własnością Kościoła Prawosławnego.


Wspominam tutaj o Zdyni, ponieważ w miejscowości tej co roku odbywa się festiwal kultury łemkowskiej - Łemkowska Watra.
Przyjeżdżają tu wtedy Łemkowie z odległych zakątków kraju i zdecydowanie warto wtedy odwiedzić to miejsce.


Kolejną nieistniejącą już wsią godną uwagi jest Radocyna. 
Poniżej umieściłem malowidło przedstawiające wygląd miejscowości w 1945 roku.


Jedna z chat w Radocynie przed II wojną światową.


W szczytowym okresie w Radocynie znajdowało się 87 domów i zamieszkiwało ją prawie 500 osób. Większość z nich stanowili Łemkowie z niewielkim odsetkiem Żydów. Znajdowały się tutaj dwie cerkwie - greckokatolicka i prawosławna. Poniżej widać jedną z nich. Obie rozebrano w 1955 roku.


Górna część doliny Radocyny jest dziś zupełnie dzika.


Przechodząc tamtędy nie sposób odgadnąć, że niegdyś miejsce to tętniło życiem setek osób.


Sytuacja się zmienia, kiedy nagle napotykamy stary krzyż przy drodze. Okazuje się, że jest to nagrobek.


W pobliżu jest ich więcej. Jest to stary wiejski cmentarz.


 W dolnej części doliny można spotkać nieliczne pozostałości starych zabudowań.


Pozostałości drewnianego domu sprawiają wrażenie, jakby stworzyły z czasem osobny ekosystem.


Znajduje się tu również zniszczony budynek szkoły. Jest to najlepiej zachowany ze starych budynków.


Aż trudno sobie wyobrazić, że miejsce to jeszcze nieco ponad 70 lat temu rozbrzmiewało dziecięcym gwarem.


W zupełnie dolnej części doliny znajduje się kilka użytkowanych nadal budynków oraz pole namiotowe, na którym warto się zatrzymać.


Nieopodal znajduje się następna opustoszała dolina.


Znajdowała się w niej wieś Długie. Także została wysiedlona w czasie Akcji "Wisła".


Podobnie jak w innych przypadkach, także i tutaj o dawnych mieszkańcach przypominają nagrobki na nieużytkowanym od dziesięcioleci cmentarzu.


Przy drodze stoi także kapliczka z 1904 roku.


Można tam również zobaczyć bardzo sugestywną instalację artystyczną. Niby nic takiego... zwykłe drzwi...


Kiedy jednak człowiek uświadomi sobie, że w tym miejscu kiedyś faktycznie stał dom, w którym toczyło się życie, rodziły się dzieci, ludzie przeżywali zarówno piękne chwile, jak i osobiste tragedie, po czym odchodzili ze świata dając miejsce kolejnym pokoleniom, to ogarnia go niewysłowione, przedziwne uczucie. Tym bardziej, gdy ma świadomość, że dla mieszkańców tego domu ni stąd, ni zowąd przyszedł nagle dzień, w którym przekroczyli jego drzwi po raz ostatni, po czym zapakowano ich na wozy, wywieziono na stację przeładunkową a następnie pociągiem przetransportowano w głąb obcej ziemi, by żyli odtąd niczym pariasi, tęskniąc za domem, który pozostał tu pusty, zniszczał, rozpadł się i bezpowrotnie zniknął na zawsze...


Na koniec zabieram Was do wsi Jasiel a raczej do miejsca, w którym się ona niegdyś znajdowała.


Jeszcze na początku XX wieku w Jasielu stało 58 domów, w których mieszkało około 350 osób, głownie Łemków. 
Wszyscy zostali wysiedleni w ramach Akcji „Wisła”.


Po osadzie zachowało się już niewiele śladów, między innymi cokoły kapliczek z niezatartymi napisami.


Oprócz kilku takich miejsc można tam znaleźć także ruiny strażnicy Wojsk Ochrony Pogranicza oraz pomnik ku czci kurierów beskidzkich.


Opisywałem te miejsca w innych artykułach. Tutaj pragnę wspomnieć jeszcze tylko o innym znajdującym się tam pomniku.


W 1985 roku odsłonięto w Jasielu monument upamiętniający zbrodnię UPA dokonaną 20 marca 1946 roku na ponad 90-ciu Żołnierzach WOP i funkcjonariuszach Milicji Obywatelskiej. Podczas ewakuacji do Komańczy zostali oni otoczeni przez połączone sotnie UPA, wzięci do niewoli i rozstrzelani.


Lista wysiedlonych miejscowości w Beskidzie Niskim jest bardzo długa. Wymienić należy na niej takie wsie jak: Banica k. Gładyszowa, Bieliczna, Ciechania, Czarne, Czeremcha, Czertyżne, Darów, Długie, Huta Pielgrzymska (Samoklęska), Hałbów, Jasiel, Jawornik, Kamionka, Królik Wołoski, Lipna, Nieznajowa, Przybyszów, Polany Surowiczne, Radocyna, Regetów Wyżny, Rostajne, Rudawka Jaśliska, Smereczne, Surowica, Szklary, Świerzowa Ruska, Tarnawka, Wernejówka, Wilsznia, Wola Wyżna, Wołtuszowa, Wólka, Zawoje, Żydowskie. Oprócz tych, które przedstawiłem na zdjęciach powyżej, byłem jeszcze w kilku innych w powyższej listy. We wszystkich panuje niewysłowiona atmosfera, której zdecydowanie warto doświadczyć na własnej skórze. W Bieszczadach również znajduje się sporo podobnych miejsc. Kilka z nich odwiedziłem w nieco odleglejszych czasach, kiedy nie wędrowałem jeszcze z aparatem fotograficznym. Zachęcam Was do odkrywania zapomnianych miejsc na własną rękę. Zapewniam, że zyskacie dzięki temu niezapomniane wspomnienia. W planowaniu tras pomogą Wam mapy Beskidu Niskiego i Bieszczadów opracowane przez wydawnictwo Compass.  Zaznaczono na nich zarówno te miejscowości, jak i ślady po nieistniejących wioskach, np. krzyże, kapliczki, cerkwiska oraz cmentarze. Wędrując po tych miejscach będziecie mieli sporo czasu i wystarczająco dużo spokoju, aby poddać refleksji wydarzenia, o których tutaj pisałem. 

Konflikt polsko-ukraiński, który doprowadził do Akcji "Wisła", czyli do największej akcji wysiedleńczej przeprowadzonej przez polskie władze, na zawsze już odmienił oblicze tych ziem. Problem leżący u jej podstaw, czyli terror ukraińskich band UPA dokonywany na polskich obywatelach, zdecydowanie wymagał pilnego rozwiązania i stanowczych środków ze strony rządzących wówczas krajem. Nie jestem wojskowym strategiem, aby oceniać czy dobór tych środków był adekwatny. Przekonany jestem jednak, że należy żałować cierpień i trudów niewinnych osób, które musiały wtedy opuścić swe domy. Wg danych Sztabu Generalnego WP w czasie trwania akcji wysiedlono 140 575 osób, w tym Ukraińców, Łemków i członków rodzin mieszanych. Równolegle z wysiedleniami prowadzono jednak uzasadnione działania wojskowe przeciwko UPA. W ich wyniku ukraińska partyzantka została zasadniczo rozbita. Co prawda struktury ukraińskiego podziemia istniały na terytorium Polski jeszcze w 1949 roku, jednak pozostali przy życiu dowódcy konkretnych sotni (w akcji zginęli niemal wszyscy główni dowódcy) zauważali przewagę wojska polskiego i bezcelowość dalszej walki, więc wycofywali się do ZSRR lub na Zachód. Wg oficjalnych raportów UPA straciła w czasie Akcji „Wisła” 1135 ludzi, w tym 543 zostało zabitych. Do bilansu ofiar akcji doliczyć należy również 162 ofiary obozu w Jaworznie oraz 27 osób zmarłych podczas trasportu wysiedleńców na Ziemie Odzyskane. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że podobne wydarzenia nie będą miały już nigdy więcej więcej miejsca w przyszłych relacjach polsko-ukraińskich.

Polecam Wam również poniższe artykuły:
Pisząc powyższy artykuł korzystałem z:
- Wikipedia (hasła: Akcja „Wisła”, Regietów, Radocyna, Jasiel).

Komentarze

  1. Zapoznałem się :-)
    Akcja "Wisła" to tzw. trudny temat. Zapewne inaczej oceniają ją historycy ukraińscy, inaczej polscy (a i nasi rodzimi nie są zgodni), inaczej polscy weterani walk z UPA, inaczej wysiedleni Łemkowie (sporo ich na moim rodzinnym Dolnym Śląsku, zwłaszcza w rejonie Legnicy) i Bojkowie.

    Faktem jest, że żadna partyzantka nie utrzyma się na danym terenie bez pomocy ludności cywilnej - i to niezależnie, czy mówimy o wojnie w Wietnamie w latach 60. i 70. XX w., czy o walkach w polskich górach (AK kontra Niemcy) w latach II w.św., czy o walkach z UPA. Pozbawienie partyzantów wsparcia miejscowej ludności można osiągnąć na wiele sposobów. W tym wypadku wybrano taki, jaki wybrano. Jak się okazało - skuteczny. A że ucierpieli także niewinni ludzie - przykre, ale na wojnie było tak zawsze, niestety...

    Dodać należy, że UPA zapewniała sobie wsparcie cywili "prośbą i groźbą", co uskuteczniali także (choć niechętnie się o tym mówi) także polscy partyzanci w latach II w.św. Stąd stosunek do polskiej partyzantki wcale nie był wśród polskiej ludności cywilnej taki "hurapatriotyczny", jak to zwykli pisać "czarno-biali" autorzy. Co nieco pisał o tym (w kontekście partyzantki w Gorcach w 1944 r.) Józef Nyka, wtedy 20-latek, później taternik, alpinista, autor publikacji górskich (m.in. przewodników).

    Łemkowie w ogóle mieli pecha, bo tereny Łemkowszczyzny przeorała najpierw I w.św. (front galicyjski 1914-1915), później końcówka II w.św. (operacja dukielsko-preszowska IX-X 1944 r.). Także nie wszystkie zniszczenia w Beskidzie Niskim (ale też w Bieszczadach) były rezultatem wysiedlenia... Podczas I w.św. Łemkowie oberwali zarówno od swoich (celowali w tym zwłaszcza węgierscy honwedzi), jak i od Rosjan (niby "bracia prawosławni", ale jednak obywatele państwa wroga...). Stąd Thalerhof (obóz koncentracyjny - jakby nie patrzeć - choć bez komór gazowych, za to na wzór tych z kilkanaście lat wcześniejszej II wojny burskiej), sprawa Maksyma Sandowycza itd.

    OdpowiedzUsuń
  2. M. Mastalerz-Krystjańczuk9 maja 2018 22:03

    Zdjęcie nr 16 podpisane "Członkowie bandy UPA złapani przez żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego", w książce L. Sowy "Od Drugiej do Trzeciej Rzeczypospolitej (1945-2001)" (tom "Wielkiej Historii Polski") jest opisane w następujący sposób: "Zdjęcie propagandowe z okresu akcji "Wisła" - żołnierze Ludowego Wojska Polskiego przebrani za wziętych do niewoli żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii (Wojskowy Instytut Historyczny)" (w podrozdziale "totalitaryzacja systemu sprawowania władzy 1947-1948). Pewnie można to sprawdzić. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... ciekawe i nie powiem, że nieprawdopodobne... Jeden z domniemanych członków UPA ma nawet na tym zdjęciu na głowie rogatywkę.

      Usuń
  3. Wydaje mi się, że zdjęcie z dwiema cerkwiami jest z Czarnego a nie Radocyny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie to znajduje się na tablicach informacyjnych w Radocynie, więc nie wydaje mi się...

      Usuń
  4. Tak jak ktoś wyżej już napisał. Gdyby ich nie przesiedlono , prędzej czy później zabito i spalono. Dramat ? Tak, ale zde zdecydowanie mniejszy niż dla ich nieżyjących poprzedników w tym rejonie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna