Ruiny zamku Rogowiec - najwyżej położonego zamku w Polsce i zimowy nocleg pod chmurką


Niezwykle barwna historia, wyjątkowo malownicze położenie oraz niespotykana nigdzie indziej w Polsce wysokość, na jakiej posadowiono ten zamek sprawiają, że jest to obiekt ze wszech miar unikatowy. W doskonały sposób przejawia się w nim upływ czasu oraz zawiła przeszłość naszych ziem. Interesująca pod względem krajobrazowym okolica wraz z monumentalną Skalną Bramą dopełniają całości, czyniąc zeń obowiązkowy cel pieszych wycieczek. Zapraszam na zamek Rogowiec, w którego ruinach spędziłem mroźną, zimową noc "pod chmurką".


Ruiny zamku Rogowiec są zwieńczeniem szczytu o tej samej nazwie. Ta stożkowata, skalista góra, charakteryzująca się głęboko powcinanymi dolinkami, położona jest w północno-wschodniej części Gór Suchych, czyli najwyższej części Gór Kamiennych. Już sam kształt Rogowca sugeruje, że jest to stożek pochodzenia wulkanicznego, natomiast jego budowa geologiczna jedynie tego dowodzi. Zbudowany jest on bowiem z permskich melafirów - wulkanicznych skał, które stanowią liczne i malownicze wychodnie skalne, czyniące ten szczyt jeszcze bardziej atrakcyjnym. Co prawda porośnięty jest on mieszanym lasem bukowo–świerkowym regla dolnego, jednak z wierzchołka roztacza się naprawdę wspaniały widok. Poniżej widok z okolic Rybnicy Leśnej na masywny Jeleniec oraz nieco niższy, szpiczasty Rogowiec.


W artykule tym kontynuuję rozpoczęty niedawno przeze mnie cykl "Sudeckie warownie" oraz trasę, która miała swój początek w Wałbrzychu, wiodąc mnie przez ruiny zamku Nowy Dwór, szczyt Borowej i Jałowiec Mały. Na poniższym zdjęciu Góry Wałbrzyskie zostawiam już za sobą i zaczynam strome podejście na Rogowiec w Górach Kamiennych. Pode mną widać drogę wojewódzką DW380, łączącą Głuszycę z Rybnicą Leśną. Jest to bardzo stara droga, będąca niegdyś historycznym traktem handlowym łączącym Śląsk z Czechami przez doliny rzek: Ścinawki, Sokołowca, Rybnej i Bystrzycy. Trakt ten przebiegał również u podnóża Rogowca. W średniowieczu nazywany był Wysoką Drogą (nie mylić z drogą królewską, Via Regia, która łączyła Hiszpanię z Rosją, przebiegając w Polsce przez Zgorzelec, Legnicę, Wrocław, Opole, Bytom, Kraków, Rzeszów oraz Lublin). Po raz kolejny spotykam się więc na tych ziemiach ze śladem odległej historii, co wprowadza w wędrówkę trudny do wysłowienia i niezwykle przeze mnie lubiany element tajemniczości. 


Trasa, którą przedstawię w tym artykule:
Trasa do: Schronisko PTTK Andrzejówka | mapa-turystyczna.pl

Na trasie na przemian zdarzają się odcinki strome i łagodne, co czyni podejście urozmaiconym i niemonotonnym.


Po chwili podejścia niebieskim szlakiem docieram do szlaku czerwonego. Jest to Główny Szlak Sudecki (GSS), prowadzący od Świeradowa-Zdroju do Prudnika przez najciekawsze partie Sudetów i prawie wszystkie ich pasma. Szlak ten ma w całości około 440 kilometrów długości, co czyni go jednym z najdłuższych szlaków turystycznych w Polsce. Być może uda mi się kiedyś znaleźć czas na przejście go w całości. Tym razem musiałem zadowolić się jedynie jego fragmentem, aczkolwiek za to bardzo ciekawym. Gdyby ktoś chciał zmierzyć się z wyzwaniem pokonania całej jego długości, to akurat nadarza się ku temu dobra sposobność, gdyż w tym roku ukazał się szczegółowy przewodnik po Głównym Szlaku Sudeckim, wydany przez wydawnictwo Compass.


Po niespełna godzinie podejścia ujrzałem pomiędzy drzewami szpiczasty wierzchołek Rogowca.


Usadowienie zamku na trudno dostępnej grzędzie skalnej z pewnością dawało dobre możliwości obronne.
Obecnie z tej perspektywy widać zaledwie fragmenty murów na górze skały.


Pod nieco innym kątem również widać po prawej na górze część ruin.


Na dole, przy grzędzie skalnej także znajduje się fragment muru zamkowego. Z pewnością są to zabudowania zamku dolnego. 
Nie wiem jednak czy jest to fragment muru obwodowego, czy jakiegoś budynku w jego obrębie.


Pora udać się na sam szczyt, aby zobaczyć ruiny zamku górnego z bliska.


Wchodząc na górę widzę pomiędzy drzewami szczyt sąsiedniego Jeleńca.


Pierwszy fragment muru wyłaniający się zza linii grzbietowej.


No i w końcu jestem na szczycie Rogowca.


Biorąc pod uwagę teren całej Polski, tylko tutaj wymurowano zamek na tak dużej wysokości, czyli na 870 m n.p.m. Na następnych miejscach plasują się sudeckie zamki Karpień (782 m n.p.m.) i Radosno (ok. 770 m n.p.m.). Dalej z kolei jest Zamek Pieniński, będący jednocześnie najwyżej położonym zamkiem w polskich Karpatach, jednak wybudowano go o ponad sto metrów niżej, czyli pomiędzy 740 a 760 m n.p.m. Tak więc pod względem wysokości Rogowiec zdecydowanie deklasuje swoją średniowieczną konkurencję.


Rycina z połowy XIX wieku przedstawiająca ruiny zamku Rogowiec ze Śnieżką w tle dowodzi, że już wtedy miejsce to było celem wycieczek.


Poniżej rysunek przedstawiający Hornschloss, czyli Rogowiec, stworzony przez Adriana Ludwiga Richtera - niemieckiego malarza i filozofa, jednego z czołowych twórców niemieckiej filozofii romantycznej. Na horyzoncie również widać Śnieżkę.


Tak szczyt Rogowca prezentuje się obecnie z lotu ptaka, latem. Ja spędziłem na tym otwartym wierzchołku zimową i mroźną noc "pod chmurką".

źródło powyższej fotografii: zamki.pl

Tak natomiast wyglądają z bliska ruiny znajdującej się tam cylindrycznej wieży obronnej - jednej z lepiej zachowanych części zamku. Do czasów dzisiejszych przetrwała jedynie część jej przyziemia. Całość ruin prezentuje się raczej skromnie, jednak takowy ich kształt został wymuszony przez interesującą historię samego zamku, o której jeszcze wspomnę. Zadowalającym uzupełnieniem słabo zachowanych ruin okazują się jednak walory widokowe szczytu Rogowca. Na horyzoncie po prawej widać Chełmiec w Górach Wałbrzyskich.


Zbliżenie na Chełmiec.


Bardziej na zachód widać Grzbiet Rybnicki wraz z Borową w sąsiedztwie Suchej i Wołowca.
 Wędrówkę tamtędy przedstawiłem w poprzednim artykule.


Panorama Gór Wałbrzyskich widziana z Rogowca.


Pora ściągnąć plecak i zapoznać się nieco lepiej z ruinami zamku.


Pierwsza warownia na szczycie Rogowca została wybudowana za panowania Bolesława Wysokiego pod koniec XII wieku i była to konstrukcja drewniana. Stulecie później książę świdnicko-jaworski Bolko I Surowy wzniósł na jego miejscu zamek murowany. Świadczą o tym zapiski znajdujące się w księgach cystersów z Krzeszowa, spisane w 1292 i 1299 roku. Zamek ten miał stanowić część łańcucha umocnień mających zabezpieczać księstwo przed napadami królestwa czeskiego oraz kontrolować Wysoką Drogę - trakt handlowy, o którym wspominałem na początku artykułu. Takie samo zadanie postawiono przed sąsiednimi zamkami: Nowy Dwór (opisałem go w poprzednim artykule) oraz Radosno, który przedstawiam w następnym wpisie.

Fragment zabudowań zamku górnego na Rogowcu.

Sukcesorem Bolka I Surowego był Bolko II Mały, o którym pisałem poprzednio. Za jego panowania zamek Rogowiec pełnił tę samą funkcję chroniącą południową granicę księstwa. Bolko II zapisał zamek swojej bratanicy Annie, żonie króla Czech Karola IV. Ze względu na jeszcze inne międzynarodowe umowy podpisane przez Bolka II, po jego bezdzietnej śmierci całe księstwo świdnicko-jaworskie wraz z opisywanymi tutaj zamkami przeszło niestety w skład Korony czeskiej.

Ta sama część z zamku z widocznymi fragmentami podpiwniczeń.

Po przejęciu przez Czechów Rogowiec stracił swą strategiczną rolę i stał się własnością prywatną. 
Niedługo później nadeszły wojny husyckie, w trakcie których zamek został opanowany przez husytów - krzewicieli "prawdziwej wiary". 

Widoczne na powyższych zdjęciach mury stanowią część wieży mieszkalnej. Są one częściowo zrekonstruowane.

Po opuszczeniu zamku przez husytów Rogowiec został opanowany z kolei przez rozbójników. Był to początek końca jego historii. W 1420 roku został on zajęty przez raubrittera Franza von Pogorella a 9 lat później przejął go Wenzel von Schellendorf, pochodzący z rodu rycerskiego trudniącego się mało rycerskim zajęciem, a mianowicie rozbojem. Ród Schellendorfów opanował również sąsiednie Radosno, o którym jest mowa w kolejnym artykule. Panowali oni na tych zamkach do 1497 roku, siejąc strach i popłoch wśród mieszkańców okolicznych miejscowości, pozbawiając ich dobytku, paląc niejednokrotnie ich domostwa oraz odbierając ich życia. W końcu przyszedł jednak czas na zakończenie okresu ich brutalnych grabieży. 

Zachodni fragment  murów wieży obronnej.

W 1497 roku (niektóre źródła podają rok 1483) występkom rozbójników postanowił dać kres węgierski król Maciej Korwin. Był on wówczas antykrólem czeskim, czyli kontrkandydatem wobec legalnie panującego w Czechach Władysława II Jagiellończyka, syna króla Polski, Kazimierza IV Jagiellończyka. Korwin zlecił wtedy swemu pacyfikatorowi Georgowi von Stein rozprawienie się z Rogowcem i z innymi gniazdami rozbójników w okolicach. 

Fragment ruin wieży obronnej i Borowa w tle.

Von Stein zdobył opanowany przez zbójnickich Schellendorfów Rogowiec w niezwykle spektakularnym stylu. Po opanowaniu zamku i rozprawieniu się z przysparzającymi wielu kłopotów rozbójnikami von Stein nakazał wysadzenie Rogowca w powietrze, aby żaden z nich się już więcej w nim nie zagnieździł. Po odpaleniu podłożonych ładunków wybuchowych zamek dosłownie rozleciał się na strzępy i już nigdy nie podniósł się z ruiny.

Pozostałości wieży obronnej zbudowane z łupanego kamienia o charakterystycznym zabarwieniu, będącego naturalnym, powulkanicznym budulcem góry Rogowiec.

Od tych wydarzeń zamek Rogowiec po dziś dzień znajduje się w stanie zaawansowanej ruiny.


Myśląc o upływie czasu, który się tu dokonał i o diametralnej przemianie świata oraz stylu życia zamieszkujących go ludzi, przypomniała mi się Pieśń o Durinie z Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkien'a. Mimo, iż dotyczy ona fikcyjnego świata, z łatwością można znaleźć w niej alegorie pasujące dobrze do otaczającej nas rzeczywistości. Kiedyś bowiem, tak samo jak w tym poemacie, świat był młody a góry zielone, dziś natomiast świat jest szary a góry już stare, na zamkach nie dmie się w trąby i nie kują już młoty. Polecam odsłuchać sobie tę nastrojową pieśń w wykonaniu Clamavi De Profundis (linkuję wersję skróconą, zainteresowani z łatwością odnajdą wersję pełną).


Zarówno ta pieśń, jak i przesiadywanie w ruinach zamków, wprawiają mnie w głęboką zadumę.
Jeśli w dodatku mam z nich takie widoki, jak na zdjęciu poniżej, to mógłbym tam siedzieć i dumać do rana.


W mroźnych okolicznościach przyrody zbliżający się nieuchronnie zachód słońca zmusza jednak w końcu człowieka do ruszenia się z miejsca.



Widok na szczyty Gór Kamiennych położone na zachód od Rogowca.


Jeszcze jeden rzut oka na Borową - najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich.


Dogorywający dzień zabarwia niebo nad ruinami zamku Rogowiec.


Tymczasem na północy, u podnóża Chełmca, zauważam dym z koksowni Victoria.
Jest to jeden z ostatnich zakładów w Wałbrzychu związanych jeszcze z węglem.


Odebrałem to jako odpowiedni sygnał, aby samemu również zająć się rozpaleniem ognia. Sprawę miałem poniekąd ułatwioną, ponieważ miejsce na ognisko było już przygotowane. Obok znajdował się nawet niewielki stosik drewna, niewykorzystany przez osoby przebywające tutaj przede mną. O tej porze roku trudno co prawda o drewno w pełni suche, jednak przewidziałem to i dlatego wziąłem ze sobą na wyprawę wiązkę suchego drewna świerkowego, które porąbałem przed wyjazdem na cienkie kawałki.


Dzięki temu znacznie łatwiej było mi rozpalić ogień i utrzymać go w celu upieczenia kawałka kiełbasy.


Z ciepłą strawą na żołądku znacznie przyjemniej się siedzi nawet w tęgie mrozy. 
Ciepło ognia oraz trzask iskier z ogniska dodatkowo potęgują to doznanie.


Mając jednak do dyspozycji jedynie odrobinę suchego drewna, nie można siedzieć przy ogniu zbyt długo. Zważywszy na zapadający zmrok, przygasający ogień i nieustannie spadającą temperaturę, należy jak najszybciej zacząć przygotowywanie miejsca na nocleg. Przed położeniem się spać mój termometr wskazywał -7°C. Jesteście zainteresowani gdzie i jak spałem w takich warunkach? Pod chmurką... w śpiworze!


Na śniegu rozłożyłem najpierw karimatę a następnie nadmuchałem materac turystyczny.


Korzystam celowo z materaca zwężającego się ku dołowi. 
Dzięki temu mogę go w całości włożyć później do wiatro- i wodoodpornej płachty typu bivy bag.


Do bivy bag wkładam następnie śpiwór, który pozwala mi spać komfortowo przy około -10°C w samej bieliźnie.
Bivy Bag nie dość, że chroni mnie później przed wiatrem i ewentualnymi opadami, to zapobiega jeszcze przed zsuwaniem się z materaca.


Po rozłożeniu miejsca noclegowego wyciągnąłem jeszcze z ogniska rozgrzany kamień. Jak już nieco ostygł, włożyłem go do reklamówki i wrzuciłem do śpiwora. Zyskałem tym samym termofor, który nagrzał mi śpiwór zanim się do niego wpakowałem. Po wejściu do śpiwora nie był mi już on dłużej potrzebny. Usunąłem go, ciesząc się ciepłym i miękkim wnętrzem mojego podniebnego łoża.


Zanim jednak śpiwór się w pełni nagrzał, postanowiłem wykonać jeszcze kilka nocnych zdjęć z widokami roztaczającymi się ze szczytu Rogowca.
Poniżej Borowa wraz z Grzbietem Rybnickim a z tyłu światła Wałbrzycha. Po lewej Chełmiec i światła znajdujących się na nim nadajników.


Borowa, Chełmiec oraz miejscowość Rybnica Leśna.


Fragment zamkowych ruin, Chełmiec po prawej a na środku smuga światła pozostawiona przez jadący z Rybnicy Leśnej samochód.


Noc upłynęła ciepło i przyjemnie. W pewnym momencie poczułem jednak spadające na moją twarz przez szczelinę w śpiworze płatki śniegu. Zaciągnąłem więc nad głową szczelniej bivy bag i spałem już spokojnie do rana. Kiedy się obudziłem, przyszedł czas na najmniej przyjemny fragment noclegu, czyli na wyjście ze śpiwora. Było nieco po 6:00. Termometr wskazywał -9°C. Wstrzymałem więc oddech, rozpiąłem śpiwór i bivy bag z chęcią szybkiego wyskoczenia z legowiska, ale okazało się, że muszę to zrobić bardzo powoli i ostrożnie, ponieważ cały byłem przykryty kołderką śniegu, podobnie jak otaczający mnie świat. Gdybym zrobił to w pośpiechu cały obsypałbym się śniegiem, co z pewnością nie byłoby przyjemne. Po wyjściu wyciągnąłem szybko z plecaka ubrania oraz buty ze śpiwora, które przed pójściem spać zapakowałem do niego w reklamówce, aby mi nie zamarzły. Poniżej miejsce mojego noclegu już po spakowaniu obozowiska. Niestety poranek nie dawał szans na obserwację wschodu słońca, ponieważ wszystko spowite było we mgle. Patrząc na miejsce po ognisku można spostrzec, że faktycznie padał śnieg kiedy spałem, gdyż jest ono pokryte świeżym puchem.


Mając przed sobą w najbliższych godzinach trasę głównie do dołu z kilkoma zaledwie podejściami, postanowiłem skorzystać po raz pierwszy z raczków turystycznych Rapeks, aby zabezpieczyć się przed upadkiem na śliskich fragmentach szlaków. Wybrałem sobie najbardziej zaawansowany ich model (Rapeks Pro), który ma cztery podwójne zęby oraz trzy paski utrzymujące raczki solidnie na bucie.


Muszę przyznać, że bardzo dobrze sprawdzają się one na wszystkich średnio stromych szlakach, które pokryte są oblodzeniami lub śniegiem. Nie widzę potrzeby, aby na zwykłe szlaki turystyczne zaopatrywać się celowo w profesjonalne i znacznie droższe raki turystyczne. Jeśli nie mamy zamiaru uprawiać zimowej turystyki wysokogórskiej, w której konieczne jest w wielu momentach przenoszenie ciężaru ciała na czubki butów, w zupełności wystarczą nam takie raczki. W większości polskich gór, poza wysokimi partiami Tatr, but przylega bowiem podczas marszu powierzchnią całej podeszwy do podłoża, więc prezentowane tutaj raczki zdecydowanie wystarczą w celu zwiększenia bezpieczeństwa w trakcie wędrówki.


Ostatni rzut oka na moje zamkowe obozowisko.


Zakładam plecak i ruszam w drogę w jeszcze bardziej zimowych okolicznościach przyrody, jak dnia poprzedniego.


Zamek Rogowiec zostawiam za sobą.


Będę wspominał to miejsce z ogromnym sentymentem.


Jeszcze jedno spojrzenie na wierzchołek Rogowca, tym razem w mglistej odsłonie.


Z Rogowca kieruję się na południe.


Po chwili docieram do bardzo interesującego pod względem geologicznym miejsca. 
Bardzo łatwo je rozpoznać, gdyż postawiono tam drewniany krzyż.


Przy dobrej pogodzie roztaczałby się stąd zapewne ładny widok.


Tym co może jednak zainteresować turystę przychodzącego tutaj w pogodę taką jak ja, jest wyjątkowe osuwisko skalne. Występujące tutaj trachyandezyty, czyli ciężkie skały wulkaniczne, pod wpływem erozji grawitacyjnej osuwają się powoli w dół zbocza. Dzieje się tak dlatego, że miększe od nich skały osadowe, które znajdują się pod nimi, nie wytrzymują naprężeń i masywne wulkaniczne głazy wędrują po stoku do dołu.


Wynikiem tego jest widoczny tutaj fragment tzw. strumienia blokowego pod Rogowcem, który osiąga długość około 350 metrów. 
Jest to unikatowy obiekt geologiczny w skali całych Sudetów.


Zaledwie kilkadziesiąt metrów od krzyża znajduje się najbardziej widowiskowy fragment owego strumienia blokowego.


Jest nim Skalna Brama - najbardziej znana w Górach Suchych formacja skalna.


Skała ta stanowiła niegdyś jedną bryłę, jednak w wyniku wewnętrznych naprężeń pękła na dwie części.


Po pęknięciu, odspojona część skały oddaliła się następnie na około 10 metrów i zatrzymała się, nie ulegając dalszemu osuwaniu.
W wyniku tego powstała efektowna brama skalna, która od stuleci jest tutejszą atrakcją turystyczną.


Przy bramie znajduje się węzeł szlaków turystycznych.


Wypiętrzone tutaj wulkaniczne skały, które przebiły się przez miękkie skały osadowe, osiągają całkiem imponującą wysokość.


Do skał przytwierdzona jest tablica z napisem "Tym co na zawsze odeszli i tym co przyjdą po nas".
Kiedy ją zauważyłem, pomyślałem o Tomaszu Mackiewiczu, który w styczniu tego roku pozostał na zawsze pod szczytem Nanga Parbat.


Najbardziej efektowny widok na Skalną Bramę jest od jej południowej strony.


Obraz z 1909 roku dowodzi, że turyści już wtedy chętnie odwiedzali to miejsce.


Spod Skalnej Bramy udaję się w dalszą wędrówkę.


Po godzinie marszu z niewielkim okładem docieram do cywilizacji.


W mglistym powietrzu dostrzegam znane mi już z poprzednich wypraw Schronisko PTTK Andrzejówka.


Sielski widok na spowite mgłą góry, które zostawiam za sobą.


Zbocza w pobliżu schroniska służą jako stoki narciarskie.


Schronisko to położone jest na Przełęczy Trzech Dolin, która zawdzięcza swą nazwę unikalnemu położeniu, dzięki któremu schodzą się w niej doliny trzech potoków: Rybnej, Sokołowca i Złotej Wody. Ponadto spotykają się tutaj trzy główne grzbiety Gór Suchych.


Z przełęczy tej rozpościera się piękny widok na najwyższy szczyt tych gór, czyli na widoczną poniżej Waligórę.


Samo schronisko wybudowano w 1933 roku. Inicjatorem budowy był Wałbrzyski Związek Górski, a właściwie to Waldenburger Gebirgsverein. Trzeba bowiem pamiętać, że ziemie te należały wtedy do Niemiec. Pomysłodawcą był Andreas Bock, ówczesny prezes związku, od którego imienia schronisko przyjęło swą nazwę "Andreasbaude". W 1936 roku schronisko odwiedziła królowa holenderska Wilhelmina wraz z córką księżną Julianną, która uczyła się tam jazdy na nartach. Po II wojnie światowej Polacy jedynie spolszczyli oryginalną nazwę budowli, honorując tym samym jego historię i po dziś dzień brzmi ona "Andrzejówka". W 1953 roku, niedługo po utworzeniu PTTK, obiektowi próbowano co prawda nadać imię Mirosława Krajewskiego, jednak nazwa ta nie przyjęła się wśród turystów.


W 1944 roku, czyli pod koniec II wojny światowej, schronisko zostało przejęte przez hitlerowców. Początkowo utworzono tam ośrodek wypoczynkowo-szkoleniowy dla Hitlerjugend. W ostatnich miesiącach wojny obiekt został zajęty przez Wehrmacht, który utworzył w nim siedzibę grupy obrony przeciwlotniczej. Na zdjęciu oprócz schroniska widać nie zalesiony jeszcze ówcześnie wierzchołek Waligóry.


Przed wejściem do Andrzejówki wita mnie serdecznie schroniskowy kot dopraszający się o pogłaskanie.


Po krótkim odpoczynku jestem gotów na dalszą wędrówkę. Na Przełęczy Trzech Dolin znajduje się duży węzeł szlaków.


Dalszą wędrówkę będę relacjonował jednak w kolejnym artykule, w którym opiszę jeszcze jedne ruiny zamku w Górach Suchych.

Tymczasem myślę, że mogą zainteresować Cię również poniższe artykuły:

Pisząc powyższy artykuł korzystałem z:
- Wikipedia (hasło Zamek Rogowiec)
- fotopolska.eu (fotografie archiwalne)


Komentarze

  1. Dzięki za to zdjęcie stoku koło Andrzejówki! uczyłem się tam jeździć na nartach 25 lat temu i od tamtego czasu nigdy go nie widziałem. Dokładnie tak go zapamiętałem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł z przyjemnością go przeczytałem. Świetny pomysł z noclegiem muszę spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super się czyta :) miejscówka na szczycie wypas! czy możesz podać nazwę/model swojego śpiwora oraz pompowanego materaca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Nie korzystam z niczego wyszukanego: śpiwór North Face Aleutian, materac Termite Thermo Expand M oraz bivy bag Milo. Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Miło poczytać o terenach, gdzie byłem tak wiele razy (ile własnych wspomnień uruchamia Twój tekst!) i gdzie historia jest tak namacalna i wszechobecna. Warto może dodać, że wg nowszych ustaleń na terenie Dolnego Śląska był wyżej położony zamek. Cytat wypowiedzi usera "cisy2" z forum NPM:
    "Informacje o domniemanym zamku Herrenschloss (Herrenhaus) w Karkonoszach, znajdującym się w pobliżu Polany, na wysokości około 940 m n.p.m., pojawiły się w krajoznawczych i przewodnikowych opracowaniach Tadeusza Stecia już na początku lat 60. XX w. (m.in. w pomnikowym przewodniku "Sudety Zachodnie, tom I"). Autor ten nie prowadził jednak własnych prac terenowych, tylko przytaczał niektóre informacje dotyczące tego obiektu, na które natrafił w przedwojennych niemieckich periodykach turystycznych i krajoznawczych (m.in. na łamach "Wanderer im Riesengebirge"). Mam tę satysfakcję, że pierwszym świadomym archeologiem na tym obiekcie byłem ja. Tuż po studiach, przy okazji badań w czerwcu 1988 r. terenów między pobliską Sosnówką, Marczycami i Podgórzynem, które miały być kilka lat później zalane wodami zbiornika "Sosnówka". Prof. Józef Kaźmierczyk, mój nauczyciel, podpuścił mnie, abym w wolnej chwili, w jakąś sobotę lub niedzielę, poszukał tego mitycznego zameczku. Uspokoił mnie, że gdybym podpadł strażnikom Karkonoskiego Parku Narodowego, to on mnie na pewno wybroni (miał znakomite kontakty z jeleniogórskim środowiskiem naukowym). Badania miały być bezinwazyjne, tzn. bez użycia łopaty, a jedynie powierzchniowe, polegające na szukaniu artefaktów na powierzchni ziemi i ewentualnie w wykrotach po powalonych drzewach.

    Poszedłem zatem w miejsce, w którym według niemieckich i steciowych opisów miał znajdować się Herrenhaus, ... i znalazłem kilka średniowiecznych podków i ułamków naczyń ceramicznych.

    Opublikowałem te znaleziska (w zalinkowanym artykule jest nawet przypis ;-) ) a po dalszych kilkunastu latach kolejny przedstawiciel wrocławskiej archeologii - Tomek Miszczyk, pracujący dzisiaj w Muzeum Karkonoskim w Jeleniej Górze (i jednocześnie przewodnik sudecki) - przeprowadził w tym miejscu zakrojone na większą skalę badania wykopaliskowe. I coś fajnego rzeczywiście "z ziemi wyszło"."
    [http://npm.pl/forum/viewtopic.php?t=6091&postdays=0&postorder=asc&start=15&sid=976fcc91f1faa19633fa0e31be734cee ]

    Zainteresowanym tematyką zamków dolnośląskich polecam gorąco monumentalną pracę:
    Małgorzata Chorowska, Tomasz Dudziak, Krzysztof Jaworski, Artur Kwaśniewski: ''Zamki i dwory obronne w Sudetach, tom II, Księstwo Jaworskie''. Instytut Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2009.

    Zawiera ona wszystkie najnowsze ustalenia. Mnóstwo zdjęć, szkiców, wizualizacji jak wyglądały zamki w czasach, gdy funkcjonowały etc. Co prawda zakres terytorialny ww. tomu nie obejmuje terenów, o których piszesz w swoim cyklu relacji (Nowy Dwór - Rogowiec - Radosno), ale inne sudeckie i podsudeckie zamki położone przy szlakach lub w ich pobliżu tam się znalazły :-)

    Przy okazji - wszystkim miłośnikom zamków polecam zielony Szlak Zamków Piastowskich (Grodziec-Grodno). 146 km przygody i co najmniej 2-3 zamki/ruiny zamków na każdym etapie dziennym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głośno kibicuję prowadzeniu prac w celu potwierdzenia istnienia zamku, o którym tu piszesz. Póki co jest to jednak tylko hipoteza. Odkryto tam tylko fragmenty podków oraz nieliczne fragmenty ceramiki, zaklasyfikowane jako późnośredniowieczne, pozostałości po miejscu do wypalania węgla drzewnego z XVIII-XIX wieku oraz kafle z zabytkowych, renesansowych pieców.

      "Nie udało się na razie ustalić dokładnej funkcji i chronologii obiektu. Nie wiadomo, czy można chronologię obniżyć od renesansu do późnego średniowiecza, brak dotychczas odkrycia jakichkolwiek pozostałości po zabudowie nie pozwala na razie mówić o możliwym wyglądzie założenia. Jednakże fakt odkrycia zabytków, jakie do tej pory występowały w obiektach rezydencjonalnych pozwala stwierdzić z całą pewnością fakt istnienia w okolicach Polany Karkonoskiej niezwykle interesującego obiektu. Jeśli w wyniku przyszłych badań potwierdzi się funkcja zamkowa, będziemy mieli do czynienia z najwyżej położonym (ok. 990 m npm) zamkiem w Polsce (dotychczas uznawany na najwyżej położony Rogowiec koło Głuszycy leży prawie sto metrów niżej!)" (cytat za: http://www.muzeumkarkonoskie.pl/index.php?page=alias-85)

      Póki co więc, w pełni uprawnionym jest określanie Rogowca, jako najwyżej położonego zamku w Polsce. Nie potwierdzono bowiem, że obiekt, o którym wspominasz był zamkiem.

      Usuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna