Starożytne korzenie karkonoskiego Ducha Gór


Zechciejcie, że zabiorę Was w pozornie dobrze wszystkim znane Góry Ryfejskie. Nic Wam nie mówi ta nazwa? Nic dziwnego, gdyż wywodzi się ona ze starożytności i dawno już wyszła z użycia. Mowa tymczasem o Sudetach, których pierwotne miano jest podobnie stare, jak wierzenia praktykowane przez ludy zamieszkujące te góry przed tysiącleciami. Z wierzeń tych, do dnia dzisiejszego przetrwały legendy o tajemniczym duchu, który przemierzał te ziemie trzymając nad nimi swą pieczę. Być może po lekturze tego tekstu zupełnie inaczej spojrzycie na jego królestwo, nieco zdeptane dziś przez turystów oraz odarte z wszelkiego już czaru.


Góry Ryfejskie są dawną nazwą Sudetów - pasma górskiego oddzielającego ziemie dzisiejszej Polski i Czech. Polacy jeszcze w XVII wieku używali czasami tej nazwy, jako zamiennika wobec czeskiego miana Gór Czeskich (Montes Bohemiae). Pierwsze wzmianki w historii, które używają tej nazwy pochodzą jednak ze starożytnej Grecji. Żyjący w okresie 550-475 p.n.e. Hekatajos z Miletu, słynny grecki historyk, w swoim dzieje "Ges Periodos" (Obejście świata) opisał lud Hiperborejczyków, zamieszkujący tereny pomiędzy górami Ryfejskimi a oceanem Atlantyckim. Była to według niego kraina wiecznej szczęśliwości, której mieszkańcy prowadzili beztroskie życie, wolne od chorób i cierpień. Starożytni Grecy używali dokładnie nazwy Rhipaeos Montes lub Rhipaei Montes. Blisko brzmiące słowo "rhipaeus" z języka łacińskiego znaczy tyle, co "burzliwy", więc nazwa gór mogła wskazywać na ich burzliwy charakter pogodowy. Żyjący w I wieku naszej ery Rzymianin Pliniusz Starszy wnosi nawet w dziele "Naturalis Historia" opis klimatu tego terenu pisząc: „później leżą Góry Ryfejskie i kraj nazywany Pteroforos (co można tłumaczyć jako „uskrzydlony” lub „opierzony”) z powodu częstych opadów śniegu, którego płatki przypominają pióra; część świata, skazana przez wyrok natury na pogrążenie w gęstych ciemnościach pod działaniem chłodu i mrozu Akwilonu." Wystarczy spojrzeć na twory zimowej przyrody na karkonoskich szczytach, aby zauważyć nasuwające się obrazowe skojarzenia z owym "opierzeniem".

Na zdjęciu oszroniony szczyt Śnieżki w latach 1920-1925.

Kolejnym ze starożytnych autorów wspominających o dzisiejszych Sudetach był Klaudiusz Ptolemeusz, słynny grecki astronom, matematyk i geograf, który naniósł na swojej (oczywiście niedokładnej względem dzisiejszych standardów) mapie świata Góry Ryfejskie, gdzieś pomiędzy terenami dzisiejszej Polski i Czech. On też jako pierwszy użył nazwy Sudeti Montes w odniesieniu do zachodniego fragmentu tych gór, tak więc nawet współczesna nazwa Sudetów wywodzi się bezpośrednio ze starożytności. Ptolemeusz zaczerpnął ją jednak najprawdopodobniej z jeszcze wcześniejszych źródeł - od Celtów, którzy osiedlali się w rejonach tych gór już pomiędzy II i I wiekiem p.n.e. Wyraz Sudety zawiera rdzeń „sud” z ich języka, oznaczający "dziki" oraz przyrostek „-éta”, oznaczający las. Byłby to więc ni mniej, ni więcej Dziki Las (niektórzy podają tłumaczenie "Dziczy Las"). Do Ptolemeusza nazwa ta dotarła najprawdopodobniej przez kupców, którzy byli bardzo częstym źródłem jego informacji.

Legenda głosi, że te stare i dzikie ostępy górskie zamieszkiwane były przez tajemniczego stwora o przedziwnych kształtach. Przypisywano mu postać mężczyzny z rogami jelenia i nogami kozła, który wędrował w wyprostowanej pozycji, podpierając się kosturem. Zauważalne są tutaj wpływy antycznej kultury celtyckiej, w której również występowało podobne bóstwo. Był to Cernunnos, celtycki rogaty bóg lasów i zwierząt, natury oraz płodności. Poniżej widoczny jest jego wizerunek znajdujący się na kotle z Gundestrup - złotniczym zabytku z epoki celtyckiej odnalezionym w Danii.

źródło powyższej fotografii: Muzeum Narodowe Danii, Roberto Fortuna i Kira Ursem, Wikipedia

Nie tylko podobieństwo Cernunnosa do opisu wspomnianego stwora zamieszkującego Karkonosze jest tutaj uderzające. Zwróćcie bowiem uwagę na podobieństwo pomiędzy brzmieniem imienia Cernunnos oraz łacińskiej nazwy Karkonoszy - Cerconossios. ...Cernunnos i Cerconossios... czy nie jest to zastanawiające? Gdyby tego było mało, przypomnijmy sobie jakie miasto leży u stóp polskiej strony Karkonoszy? Jest nim Jelenia Góra, której polska nazwa jest bezpośrednim tłumaczeniem niemieckiej Hirschberg, wywodzącej się z XIII wieku! Kolejny przypadek? Czy może raczej nawiązanie do funkcjonujących na tych terenach od wieków wierzeń dotyczących boga-jelenia? Ze średniowiecza pochodzi też czeska nazwa opisywanego tu bóstwa przemierzającego sudeckie ostępy. Jest nią Krkonoš, brzmiący również w dość zbliżony sposób do celtyckiego Cernunnos. W Polsce ów górski stwór także nazywany jest Karkonoszem. Zwie się go również Duchem Gór, Duchem Karkonoszy, Rzepiorem, Rzepoliczem, choć najbardziej popularnym jego imieniem jest Liczyrzepa. Niestety jest to dość niefortunna zbitka wyrazów, ale o tym później.

Legenda o Liczyrzepie, czyli pogańskim Duchu Gór, pochodzi ze średniowiecza. Wtedy to zaczęto spisywać wszelką wiedzę, na bazie której z czasem powstały liczne wariacje oraz przeróbki przeradzające się następnie w legendy. Jak już jednak zarysowałem to powyżej, legenda ta ma swoje korzenie jeszcze w czasach starożytnych. Pierwotne bóstwo będące protoplastą Liczyrzepy, było uosobieniem sił przyrody, chroniącym górskie lasy i zwierzynę. Spędzało ono czas w dzikich ostępach, będąc ich władcą, do którego zwracano się z prośbami o opiekę i pomyślność przy wkraczaniu na jego tereny. Na myśl przychodzą od razu skojarzenia z greckimi i rzymskimi kultami Pana oraz Fauna. Bóstwo to czczone było prawdopodobnie przez wiele kultur i grup etnicznych - celtyckich, germańskich oraz słowiańskich, które przejmowały je kolejno od siebie. Dzięki temu pamięć o nim przetrwała liczne zawieruchy dziejowe aż do czasów średniowiecza. Nie wiemy jak długo żyjące na terenie Sudetów ludy praktykowały swoje wierzenia. Pewne jest jednak, że wszelkie informacje na ten temat przekazywane były z pokolenia na pokolenie, głównie drogą ustną. Myślę, że zważywszy na zbieżność terminologiczną, można śmiało przypuszczać, że zostały one przejęte częściowo od Celtów przez ludy germańskie i kontynuowane przez nie (a później w pewnej mierze też przez ludy słowiańskie), przez co ich ciągłość została zachowana od czasów sprzed naszej ery. Wierzenia, których fragmenty przetrwały z kolei do naszych dni od wieków średnich w formie legendy o Liczyrzepie, związane są z pogańskim kultem z okolic źródeł rzeki Łaby i mają korzenie czesko-niemieckie. Był to kult sił przyrody, w którym bóstwom nadawano częściowo ludzkie cechy. Takie personifikacje sił natury przetrwały także na niektórych nowożytnych rysunkach. Poniżej Śnieżka i podobizna Ducha Gór.


Tutaj również widać niegdysiejszy szczyt Śnieżki oraz Ducha Gór ukrytego w chmurach.


Do naszych czasów nie zachował się żaden starożytny wizerunek owego bóstwa, jeśli takowy w ogóle istniał. Pierwsza udokumentowana podobizna Ducha Gór pochodzi z XVI wieku, kiedy to wywodzący się z Brzegu śląski kartograf Martin Helwig stworzył w 1561 roku swoją mapę Śląska. Jest to mapa o orientacji południowej, na której w górnym prawym rogu widać łańcuch Sudetów w postaci kopczyków. Po dokładnym przyjrzeniu się obszarowi Sudetów (link do dużego rozmiaru), można zauważyć tam tajemniczy znak przedstawiający stwora z podpisem Rubenczal. Jest to przekształcenie niemieckiej nazwy Ducha Gór - Rübezahl.


Omawiany fragment mapy w powiększeniu.


Wyraźnie widać tam postać stwora stojącego na tylnych nogach, wspierającego się na kiju. 
Stwór ten posiada rosochate rogi, diabelski ogon, koźle kopyta i rozwartą paszczę z wyzierającym z niej językiem. 
Niektórzy dopatrują się tu również podobizny do wizerunku gryfa.
Nazwa Rübezahl jest dość trudna do wyjaśnienia i istnieje co najmniej kilka teorii przybliżających jej pochodzenie. Jedna z nich głosi, że imię to brzmiało pierwotnie Riphen Zabel, czyli Ryfejski Diabeł, który miał podobno straszyć ludzi przemierzających Góry Ryfejskie, czyli Sudety. Wraz z upływem czasu imię to miało następnie zostać przekształcone w Rübezahl. Według innej teorii jego imię pochodzi od rubinów - kamieni szlachetnych, które były wydobywane w Karkonoszach przez walońskich poszukiwaczy skarbów, pochodzących z pogranicza Belgii i Francji. Nazwa ta tłumaczona byłaby wtedy na Liczącego Rubiny, co również miałoby sens, gdyż Rübezahlowi przypisywano między innymi pełnienie roli strażnika karkonoskich skarbów. Stąd też zapewne cechy gryfa w wizerunku helwigowego Rübezahla, ponieważ te mityczne stwory często występowały w roli strażników skarbów. Walonowie (czy też Walończycy) już w XI wieku zaczęli przynosić ze sobą w Karkonosze mnóstwo własnych wierzeń, podań oraz legend, które w połączeniu z ich ogromną wiedzą na temat cennych kruszców i sposobów ich wydobycia, w istotny sposób wpłynęły na Karkonosze, ich mieszkańców, kulturę oraz folklor. Prawdopodobna jest również teoria, iż to oni przynieśli tutaj podania o Rübezahlu. Celtyckie korzenie tych wierzeń nadal byłyby wtedy możliwe. Ciężko jednak ustalić czy przed Walonami istniał na tych terenach kult boga-jelenia. Jeśli nie, to wykluczałoby to raczej pogańskich Słowian z kręgu jego pierwotnych wyznawców. Słowianie mogliby wtedy częściowo go odziedziczyć lub uczestniczyć jedynie w tworzeniu i powielaniu legend o tym bóstwie w okresie, w którym jego kult był już tępiony przez chrześcijaństwoHistoria Walonów jest niezwykle interesująca i nadaje się zdecydowanie na osobny artykuł, który być może w przyszłości jeszcze napiszę. Wracając jednak do znaczenia nazwy Rübezahl... jeszcze inna hipoteza łączy "rübe" z bieluniem. Jedna z polskich, folklorystycznych nazw tego ziela to durna rzepa, czyli po niemiecku Narren Rübe. W związku z narkotycznymi i trującymi właściwościami bieluń nazywano również czarcim, lub diabelskim zielem i często stosowano go w różnych rytuałach magicznych i religijnych. Jest to jednak najsłabsza z teorii, która wydaje się być nawet usankcjonowaniem polskiego tłumaczenia imienia Rübezahl, czyli Liczyrzepy. Skoro "Rübe" to rzepa a "zahl" można połączyć z niemieckim "zählen" oznaczającym liczenie, to w łatwy sposób otrzymujemy Liczyrzepę, czy Rzepolicza. Na potrzeby zakorzenienia tej nazwy w powszechnym użyciu wymyślono nawet legendę. Liczyrzepa porwał według niej pewnego razu świdnicką księżniczkę Dobrogniewę, ukochaną raciborskiego księcia Mieszka. Udało się jej uciec dopiero po tym, jak dla odwrócenia jego uwagi nakłoniła porywacza do liczenia rzepy w polu. Osobiście uważam, że Liczyrzepa jest bardzo naciąganym i niefortunnym tłumaczeniem, przez co zdecydowanie bardziej wolę miano Ducha Gór lub Karkonosza, wywodzące się od czeskiej nazwy Krkonoš. Te ostatnie jest w dodatku starsze od samego imienia Rübezahl, gdyż pojawiło się już co najmniej pod koniec XV wieku. Jednocześnie podobieństwo Krkonoša do wspomnianego wcześniej celtyckiego bóstwa Cernunnosa jest dość łatwo zauważalne, nie tylko w brzmieniu, ale i w wyglądzie. Poniżej jeszcze jeden wizerunek celtyckiego protoplasty Karkonosza.

Okładka książki Jerzego Gąssowskiego pt. "Mitologia Celtów"

Średniowieczny wizerunek Karkonosza zdecydowanie ma swoje źródło w starożytnych wierzeniach. Ciężko stwierdzić, czy do Martina Helwiga dotarły jakieś jego wcześniejsze, ustne opisy, czy może stworzył go samodzielnie, personifikując w ten sposób znane mu z lokalnych wierzeń przymioty bóstwa oraz nadając im umiejętnie kształt zaczerpnięty z wielu kultur starożytnych. Poniżej znajduje się tablica "Bogowie, stwory mityczne, demony i diabły: protoplaści wizerunku Ducha Gór" autorstwa Stanisława Firszta, na której można zauważyć, że helwigowski wizerunek Ducha Gór ma swoje korzenie w kręgach wielu kultur antycznych. Przeplatają się tutaj egipskie, babilońskie, syryjskie, kreteńskie, etruskie, scytyjskie, rzymskie a nawet indyjskie motywy gryfów z rogatymi bóstwami Sumerów, Celtów, Babilończyków i Greków oraz greckie wizerunki przedstawiające satyrów z chrześcijańskimi zobrazowaniami diabłów. Na samym dole po prawej widać natomiast późniejsze, uczłowieczone wizerunki Ducha Gór, które w długiej perspektywie czasu pojawiły się nagle i bardzo niespodziewanie. Powiązane to było z postępującym chrystianizowaniem Europy i wypieraniem z niej pogańskich wierzeń.

źródło: https://najstarszedrzewa.blogspot.com/2011/07/on-linguistic-origins-of-names-rubezahl.html

Chrystianizowanie Europy nie było zapewne łatwym i prostym procesem. O ile samo przyjęcie chrztu przez duchowieństwo było kwestią formalności, o tyle pozbycie się wszystkich starych wierzeń było już zadaniem niebywale trudnym. Prości ludzie wyznający od pokoleń lokalnych bogów, drżący przed ich mocą i liczący na ich pomoc, nie potrafili tak po prostu się od nich odwrócić. Przedstawiciele nowej wiary uciekali się więc do przeróżnych, czasami przebiegłych środków mających na celu wykorzenienie oraz ostateczne pokonanie starych bogów. Najczęściej spotykanym sposobem było ich ośmieszenie i zdyskredytowanie. Jeśli to nie działało, starano się wzbudzić w ludziach strach przed nimi i przed konsekwencjami oddawania im czci. W ten sposób od około IV w. n.e. starzy bogowie otrzymywali stopniowo atrybuty diabłów i demonów. Ich demonizowanie postępowało do około X wieku, kiedy to postać szatana była już dobrze ukształtowana. Proces ten nie oszczędził również Ducha Gór. W świadomości ludzi istniał nadal, ale już jako potężny, górski diabeł, którego należy się bać. Jego wizerunków nie tworzono, gdyż diabły nie były godne uwieczniania a jednocześnie nie chciano w ten sposób wywoływać złego. Przez długi czas bano się więc Ducha Gór. Z czasem zaczęto z niego szydzić. Tworzono liczne legendy, przypowieści i żarty, w konsekwencji czego potężne uosobienie sił natury stało się z czasem obiektem żartów i sposobem na straszenie niegrzecznych dzieci. W legendach tych, Rübezahl przedstawiany był jako kapryśny gigant, gnom, lub duch górski. Dla dobrych ludzi bywał często przyjazny, jeśli jednak ktoś go wyśmiewał, czekała na niego sroga zemsta. W tym właśnie okresie powstały imiona Rübezahl i Liczyrzepa a niedługo później pierwszy wizerunek stworzony przez Martina Helwiga. Nieco później przyszła kolej na uczłowieczenie mitycznego bóstwa i niemal ostateczne pozbycie się go ze świata duchowego chrześcijan.

Wraz ze wzrostem ilości legend, podań i opowieści dotyczących Liczyrzepy, zaczęło pojawiać się też coraz więcej rysunków przedstawiających jego wizerunek. Jako, że nie chciano przedstawiać jego w pełni diabelskiej formy, ponieważ diabły nie były tego godne a jednocześnie bano się, że może przynieść to pecha, zaczęto przedstawiać go jako człowieka. Często były to rysunki, które nadawały mu częściowo diabelskie kształty lub inne demoniczne cechy, które podkreślały, że jest to postać niebezpieczna. Poniżej widać stworzony przez Adriana Ludwiga Richtera - niemieckiego malarza i filozofa, jednego z czołowych twórców niemieckiej filozofii romantycznej, rysunek przedstawiający Rübezahla jako olbrzyma z diabelskim ogonem, rozprawiającego się z człowiekiem.


Oprócz nadawania pogańskim bóstwom cech diabelskich w celu wykorzenienia ich kultu z chrześcijańskego społeczeństwa, bardzo często zastępowano ich również postaciami świętych. Dla przykładu, w rejonie Karkonoszy czczony był również Świętowit, którego zamieniono na świętego Wita. W Czechach był to Svątevit, którego zastąpił svatý Vít. Podobnie rzecz się miała w przypadku czeskiego Krkonoša. Chcąc pozbyć się połabskich obrzędów przesilenia letniego, duchowieństwo rozpowszechniło na tych terenach kult św. Jana Chrzciciela a Krkonoša zaczęto nazywać Panem Janem. W wyniku takich zabiegów Rübezahl/Liczyrzepa/Krkonoš zaczął być często przedstawiany jako potulny mnich.


To jedynie przyspieszyło proces odczarowania tej mitycznej postaci, ponieważ przestała ona być wyłącznie demonem wzbudzającym strach.
W następnym kroku zaczęto przedstawiać go jako poczciwego starca przemierzającego z kosturem Karkonosze.


Spowodowało to wzrost liczby pojawiających się rysunków z tajemniczym wędrowcem i szczytem Śnieżki w tle.


Przedstawiam tylko kilka z nich, gdyż po wpisaniu w wyszukiwarce internetowej nazwy Liczyrzepa lub Rübezahl, można ich znaleźć na pęczki.


Wszystkie one pochodzą z XIX i XX wieku.


Poza podobnym wizerunkiem Liczyrzepy, ich cechą wspólną jest szczyt Śnieżki wraz ze znajdującymi się nań budynkami.


Budynki te, to stare schronisko turystyczne, stare obserwatorium meteorologiczne oraz jeszcze starsza kaplica św. Wawrzyńca.


Zarówno schronisko, jak i obserwatorium już dzisiaj nie istnieją. Oba budynki powstały w XIX wieku a rozebrano je w wieku XX. Na szczycie znajduje się obecnie Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne na Śnieżce, którego budowę ukończono w 1974 roku. Do dzisiaj przetrwała tam jednak stara kaplica św. Wawrzyńca.


Kaplicę tą wzniesiono w 1681 roku po 16 latach prac nie pozbawionych podobno pewnych przeciwności. Trzeba przyznać, że jak na tak mały obiekt, jego budowa trwała dość długo. Być może to Duch Gór stawiał opór przy stawianiu chrześcijańskiej świątyni w jego królestwie. Fundatorem budowli był katolicki ród Schaffgotschów, jeden z najpotężniejszych rodów na Śląsku, będący w posiadaniu ogromnych majątków i licznych zamków. Wybudowanie kaplicy było przede wszystkim gestem politycznym w podzięce za odzyskanie przez nich ziem cieplickich, jednak wykorzystano go również w celu walki ze starymi wierzeniami. Chrześcijańska świątynia w samym sercu krainy pogańskiego bóstwa była bowiem wyraźnym sygnałem, kto obecnie rządził na tych terenach. Poniżej widać kaplicę św. Wawrzyńca na Śnieżce w okolicach 1825 roku. W tym czasie obiekt przejściowo nie pełnił funkcji sakralnej a w środku znajdowało się pierwsze schronisko turystyczne na Śnieżce. Obecnie nadal odprawia się tam msze święte (raz w roku - w dniu św. Wawrzyńca, 10 sierpnia), co czyni ją najwyżej w Polsce położonym czynnym obiektem sakralnym oraz najwyżej w Polsce położonym zabytkiem sztuki barokowej. Jej wygląd przez ponad 300 lat nie uległ niemal zmianie.


Przypieczętowaniem końca panowania Liczyrzepy na tych terenach miało być odprawienie jego symbolicznego pochówku.
Poniżej widać tablicę na jego nagrobku z napisem Rübezahl Grab. Pomiędzy niemieckimi napisami widać odwrócony napis Karkonosz.

źródło: Wikipedia, autor: Antosh

Od tych wydarzeń kult tego pogańskiego bóstwa wyraźnie zanikał a jego miejsce zajęły liczne legendy, które mieszały fragmenty starych wierzeń z fantastycznymi opowieściami. Zjawisko to przetrwało po dzień dzisiejszy, będąc fenomenem na skalę europejską. Rzadko się bowiem zdarza, żeby starożytne wierzenia przetrwały w obiegu kultury powszechnej do dnia dzisiejszego, w postaci poniekąd nadal czynnej a nie jedynie jako muzealne artefakty i wzmianki w starych tekstach. Nieświadomie przyłożył się do tego żyjący na przełomie XIX i XX wieku niemiecki artysta Josef Madlener, który inspirowany opowieściami o Rübezahlu, stworzył obraz zatytułowany "Der Berggeist", czyli "Duch Gór"Córka tego malarza powiedziała niegdyś nawet w wywiadzie, że doskonale pamięta ojca malującego ów obraz i, że wzorował się wtedy na postaci o imieniu Rübezahl, wywodzącej się z niemieckiej mitologii. Na obrazie tym widać starca z siwą brodą, ubranego w długi płaszcz i kapelusz, który w górskiej scenerii karmi z ręki jelonka a całej sytuacji przyglądają się inne zwierzęta.


Tak się jakoś złożyło, że w 1911 roku pewien angielski student wracający z wakacji w Szwajcarii do swojego ojczystego domu, kupił kilka kartek pocztowych z reprodukcjami obrazów. Wśród nich znajdował się przedruk powyższego obrazu. Wydarzenie to mogłoby nie mieć żadnego znaczenia, gdyby tym studentem nie okazał się przyszły sławny pisarz. Był to bowiem młody John Ronald Reuel Tolkien we własnej osobie. Już wtedy tworzył on zręby swojego fantastycznego świata, Śródziemia. Widząc rysunek przedstawiający empatycznego i tajemniczego starca, Tolkien zawinął go staranie w papier, który opatrzył notatką "Pierwowzór Gandalfa". Można więc powiedzieć, że nasze Karkonosze są pośrednio połączone ze wspaniałym światem wykreowanym przez Tolkiena a nasz Liczyrzepa przetrwał nie tylko w starych legendach, ale również jako protoplasta słynnej postaci współczesnej literatury fantasy, która poprzez kinowe ekranizacje przedostała się następnie do kultury masowej. Poniżej wizerunek Gandalfa, bardzo zbieżny z późnymi wizerunkami Ducha Gór, wykonany przez znamienitego ilustratora twórczości Tolkiena, Johna Howe.

źródło: http://www.john-howe.com

Współcześnie nadal powstają obrazy przedstawiające Ducha Gór. Poniżej praca polskiego artysty, Kazimierza Perkowskiego.
Wyraźnie widać tutaj zarówno ukłon w stronę Gandalfa, jak i pierwszego, helwigowskiego wizerunka Ducha Gór.

źródło: http://www.bogowiepolscy.net/duch-gor-karkonosz-liczyrzepa.html

Inna polska artystka, Ewa Labak, stworzyła z kolei oryginalne, choć czerpiące u samych źródeł, demoniczne zobrazowanie tej mitycznej postaci.

źródło: https://pici.artstation.com/projects/v9PYa

Bezpośrednio do wizerunku stworzonego przez Martina Helwiga nawiązuje również rzeźba w Karpaczu. Postawiona jest ona przed budynkiem Karkonoskich Tajemnic - miejsca, w którym można zobaczyć ekspozycje związane z Duchem Gór i innymi ciekawostkami Karkonoszy. Widać więc, że stosunkowo mało znany helwigowski wizerunek Ducha Gór, coraz częściej wraca do obiegu.

źródło: http://www.wkarpaczu.pl/cms,1680.php

Przyjrzyjmy się teraz z bliska krainie Ducha Gór - starym Górom Ryfejskim a dokładnie najwyższej ich partii, czyli Karkonoszom. 
Ich najwyższym szczytem niezmienne pozostaje Śnieżka osiągająca wysokość 1602 m n.p.m. (niektórzy uważają, że 1603).


Jest ona najwybitniejszym szczytem w całej Polsce. Wybitność szczytu jest to minimalna deniwelacja względna, czyli liczba określająca, jak bardzo szczyt wyróżnia się ze swojego otoczenia. Innymi słowy definiuje się ją, jako różnicę wysokości między danym szczytem i najniższym punktem w jego otoczeniu. Wybitność Śnieżki wynosi aż 1203 metry. Jest ona również drugą pod względem ogólnej wysokości górą w Polsce poza Tatrami, zaraz po beskidzkiej Babiej Górze. Warto dodać, że najwybitniejszy szczyt polskich Tatr (Kominiarski Wierch) zajmuje dopiero 24 miejsce na liście najwybitniejszych polskich gór.


Karkonosze są jedynym górskim obszarem w Polsce poza Tatrami, na którym miały swoją aktywność lodowce.
Szczyt Śnieżki otoczony jest kotłami polodowcowymi. Poniżej widoczny jest jeden z nich - jest to czeska Úpská jáma.


Śnieżka zbudowana jest z bardzo odpornych na wietrzenie skał zwanych hornfelsami.


Skały te tworzą na jej zboczach rozległe gołoborza, które powstały w okresie zlodowaceń.


Z jej szczytu rozciąga się piękny widok na Równię pod Śnieżką.


Zbocza Śnieżki są bardzo strome i usiane licznymi oraz ostrymi skałami rogowymi, czyli właśnie hornfelsami.


Wierzchołek Śnieżki.


Widok na czeską stronę masywu.


Poniżej widać dolinę rzeki Úpy, którą niegdyś (w okresie plejstocenu) zsuwał się jęzor lodowca.


Jeszcze jeden widok na Równię pod Śnieżką i znajdujące się tam schronisko górskie Dom Śląski.


Na samym szczycie znajduje się wspomniane już wcześniej Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne na Śnieżce.


Obok niego od ponad 300 lat stoi kaplica św. Wawrzyńca.


Udajmy się teraz w dalszą część Karkonoszy.


Kopułę Śnieżki zostawiam za sobą.


Schronisko PTTK Strzecha Akademicka. Jest to drugie co do wielkości schronisko w polskich Karkonoszach.


Tuż obok znajduje się jeszcze jedno schronisko PTTK - Samotnia.


Jest ono położone w malowniczym kotle polodowcowym Małego Stawu.


Mały Staw jest jednym z kilku karkonoskich jezior polodowcowych.


Wypełnia on dno starego kotła wydrążonego niegdyś przez lodowiec górski.


Jeszcze jeden widok na kocioł Małego Stawu, na którym wyraźnie widać strome ściany wydrążone przez lodowiec.


Nieco dalej znajduje się kolejne jezioro polodowcowe - Wielki Staw. Poniżej widok znad jego kotła.
 Na grzbiecie w oddali widać grupę skał zwaną Słonecznikiem.


Na wschód rozciąga się z tego miejsca piękny widok na Śnieżkę, Mały Staw i karkonoskie schroniska.


Udajemy się teraz pod Słonecznik. Z tej perspektywy skała po prawej przypomina trochę posąg moai z Wyspy Wielkanocnej.


Nazwa Słonecznik wywodzi się stąd, iż dla mieszkańców Podgórzyna, Przesieki oraz Borowic słońce nad skałą wskazywało południe. 
Niemcy nazywali te skały Mittagstein, czyli Kamień Południa.


Słonecznik uważany był za siedzibę, lub też gniazdo Rübezahla. Zostało to zaznaczone na mapie Karkonoszy wykonanej w 1578 roku przez kronikarza, malarza i geodetę, Simona Hüttel. Przedstawia ona zarówno góry, jak ówczesne scenki zwyczajowe. Na widocznym poniżej fragmencie oprócz Rübezahla stojącego na Słoneczniku widać również laborantów pozyskujących ziele zwane wężownikiem, które było wykorzystywane w naturalnej medycynie. Sam Rübezahl był czasami przedstawiany jako nauczyciel ziołolecznictwa.


Widok ze Słonecznika na Śnieżkę.


Widok w przeciwnym kierunku, na Wielki Szyszak.


Kontynuuję trasę przez grzbiet Karkonoszy w stronę Wielkiego Szyszaka.


Widok na Przełęcz Karkonoską i tamtejsze schroniska: polskie Odrodzenie po prawej i czeska Špindlerova bouda po lewej.


Te same schroniska widziane z przeciwnej strony Przełęczy Karkonoskiej. Nad nimi Mały Szyszak.


Przełęcz Karkonoską zostawiam za sobą i udaję się w stronę Śląskich Kamieni.


Zbliżenie na Mały Szyszak i Schronisko PTTK Odrodzenie. Na grzbiecie widać wystający Słonecznik.


Po chwili docieram na Śląskie Kamienie.


Jest to kolejny szczyt w głównym grzbiecie Karkonoszy.


Występują na nim liczne i efektowne formacje skalne.


Warto zatrzymać się tu na chwilę i popodziwiać otaczające nas widoki.


Kawałek dalej znajduje się następny szczyt z licznymi skałkami - są to Czeskie Kamienie.


Na zachód od nich widać dobrze Wielkiego Szyszaka oraz Radiowo-telewizyjny Ośrodek Nadawczy Śnieżne Kotły.


Na wschodzie natomiast nadal można dojrzeć szczyt Śnieżki wyłaniający się zza grzbietu Smogorni.


Wiele ze znajdujących się w Karkonoszach skał sprawia wrażenie, jakby zostały poukładane przez jakiegoś olbrzyma.


Widok na Czeskie Kamienie z podejścia na Wielki Szyszak.


Nad Śnieżnymi Kotłami. Widoczny na zdjęciu budynek to Radiowo-telewizyjny Ośrodek Nadawczy Śnieżne Kotły. 


Niegdyś było to schronisko górskie. W 1944 roku niemieckie Luftwaffe zorganizowało w nim stację radiolokacyjną. 
Po wojnie Polacy utworzyli tam stację transmitującą programy radiowe i telewizyjne.


Widok w dół głębokich Kotłów Śnieżnych.


Te przepastne ściany również zostały wydrążone przez lodowiec.


Widok na wielki Szyszak znad Kotłów Śnieżnych. Widać też cień ośrodka nadawczego.


Ostatnim szczytem w zachodniej części Karkonoszy, który przekracza wysokość 1300 m n.p.m. jest Szrenica.


Udało mi się tam dotrzeć akurat na piękny zachód słońca.


Słońce zachodzące za rozciągającymi się na zachód od Karkonoszy Górami Izerskimi.


Na szczycie Szrenicy znajduje się schronisko górskie, w którym spędziłem noc.


Następnego dnia udałem się jeszcze zielonym szlakiem do Kotłów Śnieżnych. Widok na Szrenicę, którą zostawiłem za sobą.


Śnieżne Kotły z dołu wyglądają równie monumentalnie, co z góry. Składają się one z dwóch cyrków lodowcowych – Małego i Wielkiego Śnieżnego Kotła, które oddzielone są skalistą grzędą. Poniżej widać Mały Kocioł Śnieżny. Na grani można ponownie zauważyć RTON Śnieżne Kotły.


To z kolei jest już Wielki Kocioł Śnieżny.


Na jego dnie znajdują się jeziorka polodowcowe zwane Śnieżnymi Stawkami.


Pocztówka przedstawiająca Ducha Gór w Śnieżnych Kotłach.


Widok na Łabski Szczyt z zejścia ze Szrenicy.


Ostatnią atrakcją na moim szlaku jest Wodospad Kamieńczyka - najwyższy wodospad w polskich Karkonoszach.


Położony jest on w malowniczym Wąwozie Kamieńczyka i spada trójstopniową kaskadą o wysokości 27 metrów.


Mam nadzieję, że powyższy artykuł sprawi, iż w zupełnie nowy sposób spojrzycie na nasze pozornie dobrze poznane Karkonosze, które skrywają przed nami jeszcze wiele tajemnic.

Trasa przedstawiona na zdjęciach:

Myślę, że mogą zainteresować Cię również poniższe artykuły:

Pisząc powyższy artykuł korzystałem z:
- Wikipedia (hasła: Liczyrzepa, Góry Ryfejskie, Martin Helwig, Hekatajoz z Miletu, Klaudiusz Ptolemeusz, Cernussos, Śnieżka, Kaplica św. Wawrzyńca na Śnieżce)
- https://najstarszedrzewa.blogspot.com/2011/07/on-linguistic-origins-of-names-rubezahl.html
- Stanisław Firszt "Skarbiec Ducha Gór
- http://ksp.republika.pl/ryfejskie.htm
- http://www.bogowiepolscy.net/duch-gor-karkonosz-liczyrzepa.html
- http://www.fotopolska.eu (fotografie archiwalne)

Komentarze

  1. "Nazwa Słonecznik wywodzi się stąd, iż dla mieszkańców Podgórzyna, Przesieki oraz Borowic słońce nad skałą wskazywało kierunek południowy.
    Niemcy nazywali te skały Mittagstein, czyli Kamień Południa."

    Raczej od tego, że słońce dokładnie nad Słonecznikiem mówiło mieszkańcom okolicznych miejscowości, ze jest godzina 12:00 (południe).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna sugestia ;) Może wskazania nie były perfekcyjne jak w zegarku (albo były, ale jedynie w konkretnym dniu i w konkretnym miejscu) ale z grubsza można byłoby się tym sugerować. Również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Świetny tekst! Myślał Pan może o publikacji swoich tekstów w sieci steem? Np. na steemit.com lub busy.org? Jest tam spora społeczność Polaków pod tagiem polish ( https://steemit.com/trending/polish ), która doceniłaby Pana teksty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pokrewna tematyka - "Silva Hercynia" ("Las Hercyński"). Ty mianem określano puszcze górskie na wschód od Renu i na północ od Dunaju, czyli wszystko to, co leżało poza granicami Imperium Romanum. W "Pamiętnikach o wojnie galijskiej" Juliusz Cezar pisze: "Las Hercyński rozpoczyna się na obszarze Helveti, Nemeti i Rauraci i rozciąga się wzdłuż Dunaju na obszar Dacji i Anartów".
    Niektórzy starożytni autorzy twierdzili, że przedłużeniem Silva Hercynia miały być Montes Riphaei czyli góry opisane w Twoim tekście. Cezar pisał o dziwnych stworach, które miały zamieszkiwać Las Hercyński (m.in. jednorożce). Kto wie, może i Ducha Gór miał na myśli? ;)
    Podobno cesarz rzymski Marek Antoniusz w czasie wojen markomańskich (ich końcówkę przedstawił Ridley Scott w "Gladiatorze" :D) miał plan, by oprzeć limes (granicę Imprerium Rzymskiego) o górski wał Sudetów (i potem Karpat - Beskidy), ale tego ostatecznie zaniechał. Wtedy Karkonosze byłyby granicą między Imperium Romanum, a Barbaricum. Kto wie, może na Śnieżce byłby punkt obserwacyjny, a na Równi pod Śnieżką rzymski fort (castellum)? :-)

    No, ale wracamy do Lasu Hercyńskiego. Otóż w 1740 r. niejaki Trales (wrocławianin) stworzył opublikowany 10 lat później utwór, w którym napisał, iż Karkonosze są częścią Lasu Hercyńskiego. 120 lat przed Tralesem, w 1630 r., słynny śląski poeta Martin Opitz w samym środku wojny trzydziestoletniej pisze utwór uchodzący za opis Karkonoszy "Idylla o nimfie Hercynii".

    A teraz wracamy do Liczyrzepy. Zabrakło mi trochę w Twoim tekście "Daemonologia Rubinzalii … Ein ausführlicher Bericht von … dem Rübezahl" (Lipsk 1662) Johanna Praetoriusa (1630-1680). Śnieżka miała być miejscem sabatów czarownic (jak np. Brocken w Górach Harzu), które musiały się wszelako stamtąd wyprowadzić po zbudowaniu na szczycie najwyższego szczytu Sudetów kaplicy św. Wawrzyńca i za nowe miejsce zlotów obrały Radunię w Masywie Ślęży (skąd Śnieżkę widać, więc jakby na przedpolu Karkonoszy ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawe kwestie tu przytaczasz! A co do Raduni, to po trylogii husyckiej Sapkowskiego stwierdziłem, że muszę się tam wybrać. Może nie w taki pełen rozmachu sposób, jak Pomurnik, ale jednak ;) By odnaleźć wspomniany głaz i spędzić tam noc :D

      „Leciał w kierunku masywu Ślęży. Ale nie na samą Ślężę. Ślęża była dla amatorów, dla dyletantów, jako miejsce czarów odrobinę trywialna i raczej przereklamowana. Pomurnik leciał na Radunię, na jej wydłużony szczyt. Na kamienny wał i leżący w jego centrum magiczny, przypominający katafalk głaz. Monolit, który leżał tu już wtedy, gdy po Przedgórzu Sudeckim tupały mamuty.”

      Usuń
  4. Polecam serdecznie Radunię. Uwielbiam jej wąską polanę podszczytową, ciągnącą się w kierunku południowym w otoczeniu dąbrowy świetlistej (dęby karłowate). Wygrzewałem się tam nieraz, także we wczesnowiosennym słońcu. Cisza i spokój oraz brak galopujących tłumów tak charakterystycznych (zwłaszcza w ciepłe weekendy) dla sąsiedniej Ślęży. A na Raduni kilka miejsc jest ciekawych i tajemniczych;) Ślęża pozaszlakowa też oferuje wiele atrakcji :-)

    PS Małe sprostowanie - pisząc o wojnach markomańskich (lata 167-180 n.e.) popełniłem błąd. Wtedy w Imperium Rzymskim rządził cesarz Marek Aureliusz , nie Marek Antoniusz (ten drugi żył ponad 200 lat wcześniej, był oficerem Juliusza Cezara i kochankiem słynnej Kleopatry).

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję tekstu, bardzo mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję i pozdrawiam ekipę outdoor.org.pl!

      Usuń
  6. łooooo Panie, szacunek. Czytałem serie Mitologie Świata, w tym Celtów, później interesowałem się dość sporo Duchem Gór - uważam ten wizerunek Martina Helwiga po prostu za wspaniały, i bardzo dobrze że jest odwzorowany w formie grafiki wektorowej i pomnika - ale że to jest ze sobą połączone to nie wpadłem na to, otworzyłeś mi oczy człowieku...

    OdpowiedzUsuń
  7. Dominika Stelmach, wicemistrzyni świata w długodystansowym biegu górskim (Karpacz, 24.06.2018) ma wytatuowanego Karkonosza na lewym ramieniu. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna