Polsko-niemiecka "wojna na pędzle" - konflikt, jakiego świat nie widział


Historia dowodzi, że Niemcy i Polacy pakują się w konflikty nawet w dziedzinach z pozoru typowo pokojowych… Mówiąc o wojnie mamy zwykle na myśli konflikt militarny, religijny, gospodarczy, informacyjny, psychologiczny, cybernetyczny, lub też po prostu hybrydowy. Sąsiedzka zażyłość Niemiec i Polski pokazuje tymczasem, że można pójść jeszcze dalej! Zachęcam do zapoznania się z historią prawdopodobnie jedynego takiego konfliktu w dziejach światowej turystyki! Miał on miejsce w czterech pierwszych dekadach XX wieku a do historii przeszedł pod nazwą "wojny na pędzle".


Wszystko zaczęło się w rejonie Babiej Góry. Jeszcze pod koniec XIX wieku, kiedy Polska nadal nie widniała na mapie Europy ze względu na dokonane wiek wcześniej rozbiory, wokół Babiej Góry rozpoczął swoją działalność bielski oddział niemieckiego stowarzyszenia turystycznego Beskidenverein. Organizacja ta była pionierem masowej turystyki w Beskidach. To oni jako pierwsi wytyczyli znaczną część beskidzkich szlaków oraz wymyślili sam sposób ich znakowania, który przyjął się następnie w wielu innych krajach (znany wszystkim kolorowy pasek pomiędzy dwoma białymi paskami). Oni też, chcąc rozpropagować turystykę górską, zbudowali pierwsze ogólnie dostępne schroniska turystyczne. Wcześniej w górach istniały jedynie pensjonaty dla arystokracji. Niemcy przodowali też, jeśli chodzi o liczbę turystów. Zanim Polska odzyskała niepodległość, 90% turystów w Beskidach stanowili Niemcy, resztę inne narodowości. Polacy stanowili ówcześnie zaledwie 1% beskidzkich turystów. Niemcy wytyczyli wtedy na Babiej Górze jedne z pierwszych szlaków turystycznych w Beskidach Zachodnich a niedługo później narodził się pomysł budowy schroniska turystycznego. Zrealizowano go w latach 1904-1905, stawiając murowany budynek z przeszkloną werandą oraz grawitacyjnym wodociągiem poprowadzonym z pobliskiego źródła Głodna Woda. Schronisku nadano nazwę Schlesinger-Schutzhaus i zlokalizowano je po ówczesnej węgierskiej strony granicy, na południowych stokach Diablaka, którego Niemcy nazywali Teufelspitze (Diabelski Szczyt). Znane ono było również pod nazwą Schronisko na Babiej Górze lub Schronisko pod Głodną Wodą. Do lat trzydiestych XX wieku było to najwyżej położone schronisko turystyczne na terenie polskich Karpat.

Zdjęcie nieistniejącego już dzisiaj schroniska Schlesinger-Schutzhaus, zrobione w 1925 roku.


Polacy rzadko i niechętnie odwiedzali ten obiekt, ze względu na wysokie ceny a przede wszystkim przez obowiązkowe komunikowanie się na jego terenie jedynie w języku niemieckim. Postanowili więc wyjść potrzebie naprzeciw i zaledwie rok po oddaniu do użytku schroniska organizacji Beskidenverein, czyli w 1906 roku, Polacy wybudowali własne Schronisko na Markowych Szczawinach. Inicjatorem był babiogórski oddział Towarzystwa Tatrzańskiego - polskiej organizacji turystycznej działającej na terenie Tatr od 1873 roku. Organizacja ta po odzyskaniu przez Polskę niepodległości została przekształcona w Polskie Towarzystwo Tatrzańskie a w 1950 roku w znane wszystkim Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, czyli PTTK. Wybudowane przez nich Schronisko na Markowych Szczawinach było doskonałą odpowiedzią na niemiecką ekspansję w rejonie Babiej Góry. Ze względu na sporą popularność, było ono kilkukrotnie rozbudowywane i modernizowane.

Nieistniejące już dzisiaj Schronisko na Markowych Szczawinach. Zdjęcie z 1925 roku.


Niestety Niemcom nie przypadła do gustu rozwijająca się po drugiej stronie babiogórskiego grzbietu polska konkurencja. 
Zapoczątkowało to konflikt polsko-niemiecki zwany dzisiaj "wojną na pędzle".

odznaki omawianych organizacji, źródło: wcn.pl i pictaram.org

Działacze Beskidenverein i Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego podczas trwania tego konfliktu wzajemnie zamalowywali lub całkowicie niszczyli tabliczki i inne oznakowania konkurencyjnych szlaków. Na tym się to jednak nie kończyło. Działania obu organizacji były skrajnie stronnicze. Beskidenverein działało wyłącznie na rzecz niemieckich turystów, tylko im świadcząc zniżki. Z kolei Polskie Towarzystwo Tatrzańskie za wszelką cenę starało się ograniczyć wpływy Beskidenverein na swoich terenach, niejednokrotnie utrudniając im realizację statutowych założeń. Czasami dochodziło do sytuacji naprawdę kuriozalnych - podobno  zdarzały się nawet podpalenia schronisk! Był to prawdopodobnie jedyny tego rodzaju konflikt w historii światowej turystyki.

W 1907 roku, nieco po otwarciu polskiego Schroniska na Markowych Szczawinach, Niemcy zaczęli systematycznie niszczyć polskie oznaczenia szlaków. Naszym rodakom doskwierało także to, że Niemcy pomijali w przewodnikach, na mapach i na tablicach terenowych polskie nazwy miejsc. W konsekwencji wytyczono Beskidenverein proces sądowy, jednak ich zachowanie nie uległo zmianie, nawet po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Być może dlatego, że w górach zaczęło pojawiać się wtedy coraz więcej polskich turystów. W 1920 roku Towarzystwo Tatrzańskie zostało oficjalnie przekształcone na Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, obejmując swoim zasięgiem teren byłej I Rzeczpospolitej, czyli nie tylko Tatry i Beskidy ale również Karpaty Wschodnie na terytorium obecnej Ukrainy. W tym samym momencie Polskie Towarzystwo Tatrzańskie zaczęło konkurować z Beskidenverein w przyciąganiu turystów do swoich obiektów. Niemcom było to wyjątkowo nie w smak i nic nie wskazywało na to, że atmosfera może ulec ociepleniu.

W latach 1925–1927 stosunki obu organizacji uległy wręcz dalszemu oziębieniu. Władysław Midowicz, polski geograf i meteorolog, działacz krajoznawczy, z zamiłowania turysta górski, zaobserwował wtedy na terenie masywu Babiej Góry ogromne zniszczenia polskich oznakowań turystycznych. Reakcja Polaków była do przewidzenia. Doskonale wyrażają ją słowa polskiego polityka, Józefa Becka, mimo iż zostały wypowiedziane dopiero w lutym 1933 roku: „Nasz stosunek do Niemiec będzie dokładnie taki sam, jak stosunek Niemiec do nas.” Tym razem nie bawiono więc się już w dyplomację. W odwecie usunięto wszystkie niemieckie tabliczki pisane gotycką czcionką a następnie spalono je na stosie w obecności jednego z najwybitniejszych polskich propagatorów krajoznawstwa - Kazimierza Sosnowskiego. Podobnych działań w obu kierunkach było jeszcze sporo, na różnych odcinkach wielu szlaków. Organizacje Beskidenverein i Polskie Towarzystwo Tatrzańskie wielokrotnie niszczyły szlaki konkurentów, skarżąc się wzajemnie w sądach i szkalując się nawzajem w prasie. W 1931 roku Polskie Towarzystwo Tatrzańskie oficjalnie zerwało wszelkie kontakty z Beskidenverein. Natomiast dwa lata później Polacy jednostronnym aktem przejęli wszystkie niemieckie szlaki w rejonie Babiej Góry a Lasy Państwowe zażądały od Beskidenverein opuszczenia schroniska Schlesinger-Schutzhaus ze względu na wygaśnięcie umowy dzierżawnej działki, podpisanej jeszcze w czasach Austro-Węgier. Niemcy odwoływali się od tego w procesach sądowych, jednak w 1936 roku, po wypłaceniu odpowiedniego odszkodowania, schronisko zostało ostatecznie przejęte przez Polaków a ilość szlaków Beskidenverein w Beskidach skurczyła się z ponad 400 do nieco ponad 100 km w okolicach Bielska.

Przejęte przez Polaków schronisko funkcjonowało do wybuchu II wojny światowej. Niestety już pierwszego jej dnia, czyli 1 września 1939 roku, zostało ono ostrzelane przez niemiecki samolot. Ciężko uwierzyć w przypadkowość tego zdarzenia. Tak czy inaczej, w jego wyniku spłonął budynek gospodarczy schroniska. W trakcie wojny ruch turystyczny był za mały, aby opłacało się prowadzić tam działalność. Po wojnie w schronisku stacjonowała krótko Armia Czerwona a po jej wycofaniu się, okoliczni mieszkańcy rozkradli wszystko, co nadawało się jeszcze do użytku. W 1949 roku Polskie Towarzystwo Tatrzańskie podjęło się remontu obiektu, jednak tuż przed jego zakończeniem schronisko spłonęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Do dzisiejszych czasów pozostały z niego jedynie fragmenty fundamentów, widoczne na poniższym zdjęciu.

Pozostałości Schroniska pod Głodną Wodą, przy zielonym szlaku na południowych stokach Babiej Góry.

autor powyższej fotografii: Ondřej Žváček

Jeśli chodzi o polskie Schronisko na Markowych Szczawinach, to przetrwało ono wojenną zawieruchę, głównie dzięki jego ówczesnemu gospodarzowi, Rudolfowi Wielgusowi, który w 1945 roku uratował obiekt przed spaleniem go przez wycofujących się Niemców. W latach sześćdziesiątych XX wieku schronisko przeszło generalny remont i kolejną rozbudowę, niemniej jednak w 2007 roku postanowiono zupełnie je rozebrać.

Bryła Schroniska na Markowych Szczawinach niedługo po rozbudowie, w 1977 roku.


W takim stanie znajdowało się ono z kolei przed rozbiórką w 2007 roku.


Początkowo mówiło się o planach przeniesienia schroniska do skansenu w Zawoi, jednak ostatecznie tego nie uczyniono. 
Na miejscu starego, drewnianego schroniska wybudowano nowoczesny, dwupiętrowy budynek, który został oddany do użytku w 2009 roku.

Nowe Schronisko na Markowych Szczawinach.


Na tym jednak nie kończy się historia "wojny na pędzle". Konflikt ten rozgrywał się bowiem nie tylko na terenie masywu Babiej Góry i nie dotyczył wyłącznie nieistniejących już dzisiaj tamtejszych schronisk górskich. Podobne sytuacje miały miejsce niemal w całych Beskidach. Poza rejonem Babiej Góry najlepszym przykładem są wydarzenia, które miały miejsce w Grupie Lipowskiego Wierchu, również w Beskidzie Żywieckim.

Zanim Polacy doprowadzili do przejęcia schroniska Beskidenverein na Babiej Górze, skutecznie uniemożliwiali oni Niemcom jego rozbudowę. Z tego też względu, aby móc realizować nadal założenia statutowe swojej organizacji, Niemcy postanowili wybudować sobie nowe schronisko w innej części Beskidu Żywieckiego - na Hali Lipowskiej. Nie obyło się bez utrudnień ze strony Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, jednak ostatecznie schronisko wybudowano w 1931 r. Obiekt nazwano „Dr. Stonawskihütte”, na cześć prezesa Beskidenverein, Edwarda Stonawskiego, który usilnie przeciwstawiał się „polskiej ekspansji w niemieckich Beskidach”.

Nowe niemieckie schronisko na Hali Lipowskiej w 1932 roku.


Tu jest już nieco starsze, po wojnie i przejęciu przez Polaków.


Dwa lata później Polak Gustaw Pustelnik, który był współwłaścicielem górnej części Hali Rysianka, nie posiadając stosownych pozwoleń rozpoczął tam nielegalną budowę domu. Nie spodobało się to innym współwłaścicielom działki, którzy podnieśli protest. Do protestu włączyło się także Beskidenverein, mając na uwadze rosnącą tuż pod ich nosem konkurencję. Władze wydały nakaz rozbiórki obiektu, jednak na skutek interwencji Tatrzańskiego Towarzystwa Narciarzy z Krakowa w 1937 roku na Hali Rysianka oficjalnie otwarto w tym budynku Schronisko Tatrzańskiego Towarzystwa  Narciarzy – „Lipowska”. Schroniska na Rysiance i na Hali Lipowskiej przez cały czas bardzo zajadle ze sobą konkurowały. Można nawet z przekorą powiedzieć, że wybuch II Wojny Światowej poprzedziła wojna schroniskowa w Grupie Lipowskiego Wierchu.

Schronisko Tatrzańskiego Towarzystwa Narciarzy "Lipowska" na Hali Rysianka.


W czasie II Wojny Światowej spór komercyjny siłą rzeczy ucichł. Zwykli turyści raczej tam nie zaglądali. Jako, że właściciel schroniska na Rysiance kolaborował z Niemcami, nie zostało ono zniszczone i działało dalej jako ośrodek wypoczynkowy dla niemieckich żołnierzy. Ruch był na tyle spory, że właściciel rozbudował nawet interes, stawiając obok drugi budynek. Od tego czasu schronisko na Rysiance nie zmieniło się prawie w ogóle. 

Współczesny widok na oba budynki Schroniska PTTK Rysianka.


W 1944 r zarówno schronisko na Hali Lipowskiej, jak i to na Rysiance, stanowiły bazy niemieckich wojsk zwalczających polską partyzantkę. Do końca wojny dotrwały w dość mocno zdewastowanym stanie. Po wojnie oba zostały przejęte przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Schronisko na Hali Lipowskiej zostało niemal całkowicie przebudowane w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Obecnie nie przypomina już oryginalnego schroniska wybudowanego przez Beskidenverein. Ze starego budynku pozostała jedynie część podpiwniczenia, co widać na poniższych zdjęciach.

Wygląd Schroniska na Hali Lipowskiej przed przebudową.




Jeszcze jedno stare zdjęcie.




Dzisiejsze Schronisko PTTK na Hali Lipowskiej.


Ten sam budynek z drugiej strony.


Paradoksalnie, gdyby to polscy żołnierze stacjonowali w tych schroniskach w trakcie okupacji naszego kraju, najprawdopodobniej zostałyby one zrównane z ziemią w ramach niemieckiego ataku i nie przetrwałyby do dnia dzisiejszego. Jak widać wojna i zło bywają czasem przewrotne. Trafnie pasują tutaj słowa, które Goethe włożył w "Fauście" w usta Mefistofelesa: "Jam jest tej siły cząstką drobną, co zawsze złego chce i zawsze sprawia dobro". Przebiegłe i wrogie fortele, które miały na celu nasze unicestwienie, na pewno nam zaszkodziły, jednak ostatecznie przetrwaliśmy je wzmocnieni. Narodowa mobilizacja ducha starczyła na kolejne cztery i pół dekady okupacji, tym razem sowieckiej. Parafrazując słowa Ernesta Hemingwaya: "Polskę można zniszczyć, ale nie można jej pokonać". Bo Polska to my! Tymczasem nam od dziecka się wpaja, że "jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy..."

Dzisiaj czas wojennych zawieruch mamy już za sobą. Także „wojna na pędzle” została przez nas wygrana, głównie za sprawą odzyskania niepodległości. Wszędzie jest pole na gościnność i tolerancję, ale kiedy obce organizacje zaczynają panoszyć się na naszych własnych ziemiach, należy w zdecydowany sposób ukrócić taki proceder. Tak właśnie uczynili nasi rodacy w latach trzydziestych XX wieku z niemiecką organizacją turystyczną Beskidenverein. Nieistotny jest przy tym fakt, że zaledwie kilka lat później nie mieli najmniejszych szans w starciu z militarnymi organizacjami Niemiec, czyli z Wehrmachtem i z Waffen-SS. Ważne jest to, że podjęli walkę.


„Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. (…) Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata ma swoją cenę. (…) My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.” 

Powyższe słowa, które Józef Beck wypowiedział w historycznej i mrocznej dla nas chwili, doskonale się tutaj wpasowują. Naszym przodkom udało się wówczas zachować honor i być może tylko dlatego, po kilku dodatkowych zakrętach historii, Polska ponownie jest wolnym krajem. Miejmy to na uwadze, gdy jako wolni obywatele będziemy podziwiać jej piękno. Jego bowiem naszej krainie odmówić nie można. Wystarczy zerknąć na kilka zakątków, w których toczył się opisywany w tym artykule konflikt, aby zdać sobie z tego sprawę.

Masyw Babiej Góry

Babia Góra jest najwyższym szczytem Beskidów Zachodnich. Osiąga wysokość 1725 m n.p.m., co czyni ją najwyższym szczytem w Polsce poza Tatrami oraz drugim pod względem wybitności szczytem poza Tatrami, zaraz po karkonoskiej Śnieżce. Na jej masyw składa się pięć wierzchołków: Sokolica (1367 m n.p.m.), Cyl (1517 m n.p.m.), Kępa (1521 m n.p.m.), Gówniak (1617 m n.p.m.) i najwyższy Diablak (1725 m n.p.m.). Wszystkie one gwarantują bardzo dobre warunki widokowe.

Widok na Diablak, czyli szczyt Babiej Góry z Cyla, czyli z Małej Babiej Góry.


Po lewej widać Pasmo Policy, które także stanowi część Pasma Babiogórskiego.


Diablak w całej okazałości.


Mała Babia Góra.


Na zbliżeniu na szczyt Diablaka dobrze widać pnący się w górę szlak, zwany Percią Akademików.


Zejście w kierunku Przełęczy Brona.


Na szczycie Babiej Góry.


Widok na łańcuch Tatr.


Po prawej za Tatrami widać stąd nawet łańcuch Niżnych Tatr.


Zbliżenie na Jezioro Orawskie. Na horyzoncie Niżne Tatry.


Mała Babia Góra widziana ze szczytu masywu.


Ciekawostka z czasów powojennych - ze starych, poniemieckich słupków granicznych uczyniono tutaj stopnie na szlakach.


Grupa Lipowskiego Wierchu

Grupa Lipowskiego Wierchu położona jest w centralnej części Beskidu Żywieckiego. W jej skład wchodzą cztery szczyty: Redykalny Wierch (1144 m. n.p.m.), Boraczy Wierch (1244 m. n.p.m.), Rysianka (1322 m. n.p.m.) oraz wyższy od niej o 1 m Lipowski Wierch (1323 m. n.p.m.). Same szczyty są zalesione, jednak szlaki poprowadzone tuż pod nimi stanowią doskonały cel trekkingowych przechadzek ze względu na niezwykle malownicze widoki rozpościerające się z licznych hal położonych na stokach tych gór.

Widok na Halę Boraczą i znajdujące się tam schronisko PTTK.
Pierwotnie powstało tam pierwsze na świecie żydowskie schronisko turystyczne, o którym piszę tutaj.


Widok z Hali Boraczej w stronę Hali Cukiernicy.


Po lewej widać Lipowski Wierch.


Prusów z Halą Boraczą a w tle Barania Góra i Skrzyczne.


Trzy Beskidy na jednym zdjęciu: Żywiecki, Śląski i Mały.


Drewniana bacówka na Hali Cukiernicy, w której w razie potrzeby można spędzić noc.


Na Hali Redykalnej. Jej nazwa pochodzi od słowa "redyk", które oznacza wiosenne wyjście owiec na halę lub ich jesienny powrót.


Hala Redykalna i góra Sucha.


Zbliżenie na słowacką Małą Fatrę z Hali Redykalnej.


Hala Bacmańska, zwana również Motykową.


Rozpościerające się stąd widoki są bardzo szerokie i sięgają od Tatr, przez Wielki Chocz i Małą Fatrę, po wzniesienia Beskidu Żywieckiego.


Hala Bieguńska, z której bardzo dobrze widać Pilsko, Tatry, Wielki Chocz i Małą Fatrę.


Widok w kierunku Tatr.


Z Hali Lipowskiej rozciągają się podobne widoki jak z Hali Bieguńskiej ale tylko z jej górnych partii, gdyż jest ona ściślej otoczona lasem.
To tutaj znajduje się schronisko wybudowane w 1931 roku przez Beskidenverein, które później zostało przebudowane przez PTTK.


Kierując się dalej na wschód od Hali Lipowskiej, dociera się na Halę Rysianka.
Widok na Pilsko i Babią Górę w tle.


Mała Fatra widziana z Hali Rysianka.


Zbliżenie na Tatry.


Widok od Tatr po Wielki Chocz.


Wzniesienie Romanka, położone na południe od Hali Rysianka.


Oznaczenia szlaków turystycznych na Hali Rysianka.


Dobrze, że minęły już czasy, w których konkurujące ze sobą organizacje turystyczne niszczyły nawzajem swoje oznakowania szlaków. Turystyka powinna być pozbawiona wszelkich napięć i animozji tak, by ludzie mogli podziwiać piękno przyrody, zamiast nakręcać spiralę nienawiści pomiędzy sąsiadującymi ze sobą narodami. Być może historia Beskidenverein i Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego będzie przestrogą na przyszłość, niosącą naukę polegającą na tym, że niezdrowa konkurencja nikomu nie przynosi na dłuższą metę pożytku.

Pisząc ten artykuł korzystałem z:
- www.wikipedia.pl (hasła: Wojna na pędzle, Beskidenverein, Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, Schronisko na Babiej Górze, Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach, Schronisko PTTK na Hali Lipowskiej)
- www.rysianka.vot.pl,
- www.fotopolska.eu (fotografie archiwalne).

Komentarze

  1. Ciekawy artykuł. Jednak Autorowi umknęło dwukrotnie, że organizacje realizują cele statutowe (zapisane w statucie), a nie "statusowe".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi na błąd. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Wszystko fajnie ale z jakiego powodu podpisy zdjęć są nad nimi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ przeważnie zdjęcia są "komentarzem" do tego, co przekazuję w tekście.

      Usuń
  3. To ciekawe a z drugiej strony znamienne. Konflikt miał stosunkowo łagodny przebieg. Jestem w trakcie lektury "Na tropach Smętka" Wańkowicza., opisującego tarcia polsko-niemieckie na Mazurach, w tym samym mniej więcej czasie. Tam nie ograniczano się do pędzli, w ruch szły pałki i karabiny, a kończyło się pogrzebami. Tyle że to były tereny administrowane przez Niemców.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

Miłośnikom Historii polecam Historykon.pl

oraz HISTORIA.org.pl

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Patroni medialni bloga:

Historykon.pl Historia.org.pl Polska Organizacja Turystyczna