Zamek Lipowiec - twierdza biskupów oraz więzienie dla duchownych



Niewiele jest w Polsce zamków, które byłyby uwikłane w historię tak bogatą i fascynującą, jak Zamek Lipowiec. Niezwykły konflikt "biskupa-germanizatora" z przyszłym królem Polski, więzienie i poprawczak dla duchownych czy główna kwatera Szwedów podczas potopu, to tylko niektóre z epizodów, przez które przeszła ta wyjątkowa warownia. Zachęcam do zapoznania się z jej historią!


Zamek Lipowiec został wybudowany na południowo-zachodnim skraju Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, w miejscu, w którym graniczy ona ze Śląskiem. Wapienne wzgórze, na którym go postawiono nosi tę samą nazwę i od wieków pełniło strategiczną funkcję ze względu na częsty brak stabilizacji politycznej na otaczających je terenach. Osiąga ono wysokość 362 m. n.p.m. i wyraźnie góruje nad okolicznymi miejscowościami Wygiełzów oraz Babice. 

Dziewiętnastowieczna grafika przedstawiająca ruiny Zamku Lipowiec

Wzgórze Lipowiec wchodzi w skład Grzbietu Tenczyńskiego, u którego stóp przebiega Rów Krzeszowicki – geologiczne obniżenie terenu, przez które od wieków prowadził szlak handlowy łączący Śląsk z Małopolską. W ślad na kupcami z łatwością mogli jednak wkroczyć na niego również wojska, stąd też obrona i kontrola tego traktu była jednym z głównych zadań stojących przed wybudowanymi tu fortyfikacjami.

Wzgórze i Zamek Lipowiec w 1914 roku

Ciężko dokładnie stwierdzić kiedy powstały tu pierwsze umocnienia, jednak najprawdopodobniej już w IX wieku istniała tu drewniana warownia zwana Lipową. Nieco później, bo w okresie rozbicia dzielnicowego Polski, w pobliżu przebiegała granica pomiędzy dzielnicą krakowską a śląskim księstwem Opolsko-Raciborskim. Prawdopodobnie już wtedy powstał tam silny punkt obronny oraz strażnica mająca na celu kontrolę szlaku handlowego prowadzącego z Krakowa na Śląsk, który przebiegał u stóp wzgórza zamkowego. Są to jednak tylko hipotezy badaczy, nie mające potwierdzenia w żadnych pewnych źródłach ani w wynikach badań. Natomiast pierwsze pisemne wzmianki potwierdzające istnienie Zamku Lipowiec pochodzą z XIII wieku i mają swe źródło w jednym z dzieł słynnego średniowiecznego historyka - Jana Długosza. Dowiadujemy się z niego, że na początku XIII wieku teren zamku należał do Gryfitów - małopolskiego rodu rycerskiego. W 1238 roku należący do tego rodu kasztelan krakowski, Klemens z Ruszczy, przekazał drewniany gród wraz z otaczającą go posiadłością klasztorowi Benedyktynek w Staniątkach pod Krakowem. Zaledwie pięć lat później Lipowiec przeszedł w ręce biskupstwa krakowskiego i pozostał w nich aż do końca XVIII wieku. Poniżej widoczny jest herb kapituły krakowskiej z XIII wieku.


Pod koniec XIII wieku warownia była w posiadaniu biskupa krakowskiego Jana Muskaty, który jako pierwszy umieścił powyższy herb w swojej pieczęci. Warto przyjrzeć się bliżej jego biografii, gdyż była to niezwykle barwna persona, która wniosła dużo zarówno w historię naszego kraju, jak i w dzieje lipowieckiego zamku. Jego działania nie przyniosły jednak Polsce niczego dobrego. Historycy nie szczędzą słów by opisać postać, która zapisała się na kartach historii jako bezwzględny wróg polskości. Nazywany jest przez nich „wrogiem zaciętym księcia i narodu polskiego”, „biskupem - germanizatorem”, „renegatem” czy „nieoficjalnym przywódcą politycznym krakowskich Niemców” oraz „nieprzejednanym wrogiem Łokietka i polskości”. Także wśród ludzi mu współczesnych biskup Jan Muskata budził strach a czasami odrazę, gdyż zasady moralne miał naprawdę za nic. W 1306 roku prepozyt sandomierski Zdzisław powiedział o nim, że „Nie ma na świecie niebezpieczniejszego odeń człowieka”. Natomiast w jednej z wersji „Katalogu biskupów krakowskich” opisane jest widzenie pewnego franciszkanina, w którym biskup Muskata pojawia się pod postacią stojącego na tylnych łapach krwiożerczego wilka ubranego w biskupie szaty i trzymającego pastorał. 

Wizjonerska karykatura biskupa Jana Muskaty

Czym wobec tego ów biskup zasłużył sobie na tak złą sławę? Otóż, nie przebierając w środkach, dążył do zjednoczenia Polski z będącym ówcześnie pod silnym niemieckim  wpływem Królestwem Czeskim. Za nic miał przy tym wszelkie świętości, był bezwzględny i lekceważył swoich zwierzchników. Całkiem możliwe, że gdyby jego knowania polityczne zostały wówczas zrealizowane, mówilibyśmy dzisiaj po czesku lub po niemiecku.

Kiedy piszę ten artykuł, na ekranach polskich telewizorów emitowany jest serial TVP „Korona Królów”, który przedstawia historię rządów króla Kazimierza Wielkiego. Serial ów budzi przeróżne, najczęściej skrajne emocje. Niezależnie od indywidualnych opinii na jego temat, opisywana w nim historia jest jak najbardziej godna uwagi i niezwykle interesująca. Niemniej jednak historia panowania ojca Kazimierza Wielkiego, czyli Władysława Łokietka, jest równie, jeśli nawet nie bardziej ciekawa. Kazimierz Wielki, jako król, miał bowiem dość łatwy start, ponieważ to jego ojciec dokonał z pozoru niemożliwego dzieła politycznego, jakim było zjednoczenie rozbitej na skłócone ze sobą dzielnice Polski. Musiał przy tym borykać się z wieloma wrogami, w tym z osobami pokroju Jana Muskaty. Cała historia jest bardzo złożona i wielowątkowa a w przywołanym wyżej serialu TVP jest ona ledwie wspomniana, bez wdawania się w jej przebieg. Tymczasem idealnie nadawałaby się na film historyczny z prawdziwego zdarzenia – z trzymającą w napięciu fabułą, z licznymi zwrotami akcji oraz z wyraźnie zarysowanymi bohaterami. Zechciejcie poświęcić chwilę, by zapoznać się ze skróconym opisem tych niezwykle ciekawych wydarzeń.

Jan Muskata, czyli czarny charakter niniejszej historii, został powołany na biskupa krakowskiego w bardzo niejasnych i szemranych okolicznościach. W trakcie elekcji zjednał sobie kanoników obietnicami awansów oraz drogimi darami. Ponadto, przekupił krakowskiego starostę obietnicą nadania mu wsi i dochodów a ten w zamian zrobił wszystko, by przekonać księcia krakowskiego Wacława II do kandydatury Muskaty. Wacław II, będący jednocześnie królem Czech, miał już u Muskaty pewien dług wdzięczności, więc nie potrzebował długich namów do wsparcia Muskaty, ponieważ wiedział, że będzie on zaufanym człowiekiem w służbie politycznej. W efekcie starosta pojawił się przed budynkiem obrad kapituły wraz z wojskiem i książęcym listem sugerującym jego wybór. Duchowni nie mogli z tym za bardzo dyskutować. 

W trakcie swego biskupiego pontyfikatu Muskata był zagorzałym przeciwnikiem Władysława Łokietka, walczącego o zjednoczenie Polski pod swym panowaniem. W interesie Muskaty leżało bowiem uniemożliwienie powrotu Piastów na krakowski tron. Pragnął umocnić gospodarczo oraz militarnie swoje biskupstwo a przede wszystkim swoją władzę w jego obrębie. Piastowski król u jego boku byłby jedynie przeszkodą. W tym celu osobiście przyczynił się do osadzenia na tronie Polski czeskiego króla Wacława II z dynastii Przemyślidów, który do tej pory był jedynie księciem krakowskim. Aby tego dokonać, w 1300 roku Muskata wziął udział w zbrojnej wyprawie przeciw Łokietkowi, która zakończyła się wygnaniem go z Polski oraz koronacją czeskiego władcy. Wacław II podejmował natomiast decyzje polityczne z odległej Pragi, pozostawiając Muskacie dużą swobodę działania, co było biskupowi jak najbardziej na rękę. 

Król Wacław II na obrazie Jana Matejki

Z pomocą Wacława II Muskata budował zamki, które miały umocnić jego władzę. Należał do nich prawdopodobnie Zamek w Chęcinach pod Kielcami, który został mu później oficjalnie nadany przez Władysława Łokietka, najprawdopodobniej w celu załagodzenia ich konfliktu. Muskata rozbudowywał ponadto istniejące do tej pory zamki i drewniane grody obronne. Jednym z nich był właśnie Zamek Lipowiec. Badania archeologiczne wykazały, że za życia Muskaty zamek ten został w znacznym stopniu rozbudowany. Powstała tam wtedy m.in. murowana wieża obronna, kamienny stołp, wykuta w skale studnia oraz otaczające wszystko drewniane zabudowania gospodarcze i mieszkalne. 

Dzisiejszy kształt ruin zamkowych oraz wykutej w skale fosy. Widok z terenu podzamcza.


Trzynastowieczna, wykuta w skale studnia.


Ze względu na swe zawzięte zaangażowanie w sprawy państwowe, Muskata był bardziej politykiem, niż biskupem. Za panowania Wacława II pełnił nawet funkcję starosty, czyli królewskiego namiestnika na ziemiach krakowskich i sandomierskich. Dopuszczał się wtedy wielu czynów niegodnych osoby duchownej. Lista jego występków była naprawdę długa. Zlecał egzekucje swoich przeciwników politycznych, palił i grabił wsie oraz miasta a nawet zrównywał z ziemią znajdujące się w nich kościoły, jeśli tylko zarządzane były przez księży wspierających Łokietka. Podczas jednego z takich wydarzeń wręczył podobno swoim najemnikom topór, mówiąc: „Macie tu klucz św. Piotra, który otworzy wam kościoły”. Ponadto, zarzucano mu bezczeszczenie cmentarzy w poszukiwaniu bogactw, więzienie na zamkach niewinnych osób w celu wyłudzania okupów, nie mówiąc już o tym, że zaniedbywał przy tym obowiązki liturgiczne, wychodził ze świątyń w trakcie nabożeństw, a także… nie przestrzegał celibatu. Jego zwierzchnik, arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka, niejednokrotnie wytaczał mu przez to procesy kanoniczne, jednak zuchwały Muskata nic sobie z tego nie robił mając poparcie u samego króla.

Wizerunek arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnki

Protektorat Wacława II nie pomógł jednak Muskacie w realizacji jego antypiastowskiej krucjaty. W 1304 roku Łokietek powrócił z wygnania ze wspierającymi go wojskami. Popierali go wówczas zarówno węgierscy możnowładcy, jak i antyczeska opozycja. W Małopolsce wybuchła wojna domowa. Łokietek zdobywał kolejne ziemie i miasta stosując często elementy wojny podjazdowej. Po jednym z takich podjazdów na Kraków zmuszony był ratować się ucieczką. Wtedy to skrywać się miał podobno przez jakiś czas w ojcowskich jaskiniach, co zaowocowało nazwaniem jednej z nich Jaskinią Łokietka.

Poniżej widoczne jest wyjście z Jaskini Łokietka.


Według legendy życie uratował mu wtedy ogromny pająk, który zasłonił otwór jaskini pajęczyną, wprowadzając tym samym pościg w błąd.
Dlatego też brama zamykająca współcześnie wejście do jaskini ma kształt pajęczej sieci.


Legendarne czy nie, ukrycie się Łokietka w ojcowskiej grocie rozbudzało nawet wyobraźnię artystów.

Obraz Wojciecha Gersona zatytułowany "Łokietek pod Ojcowem"

W trakcie wojny domowej mającej miejsce po powrocie Łokietka z wygnania, Wacław II z niewyjaśnionych przyczyn zmarł w odległej Pradze a większość rycerstwa małopolskiego przeszła na stronę polskiego księcia, nie będąc już dłużej związana złożonymi królowi przysięgami. Oficjalnie Wacława zmogła gruźlica, jednak młody wiek króla (33 lata) oraz to, co spotkało jego syna niespełna rok później (jeszcze o tym wspomnę), sprawiło, że ludzie nabrali podejrzeń co do jego naturalnego zgonu. Dowodów na przeciwny przebieg zdarzeń jednak nikt nie posiadał. W konsekwencji Muskacie grunt zapalił się pod nogami, więc musiał szybko działać. Po tym jak następcą zmarłego króla został jego szesnastoletni wówczas syn, Wacław III, Muskata uknuł nową intrygę. Pod wpływem porad biskupa, młody król Polski postanowił zabezpieczyć zdobycze swego ojca i przystąpił do organizowania wyprawy wojennej przeciw Łokietkowi. 

Wacław II i jego następca, młody Wacław III, na akwaforcie Ludwiga Kohla 

W międzyczasie Muskata został jednak na krótko porwany przez rycerzy z małopolskiego rodu Toporczyków. Zmuszono go wtedy do złożenia przysięgi wierności wobec Władysława Łokietka. Biskupa nie dało się jednak łatwo zastraszyć ani zmusić do posłuszeństwa. Jego apetytu nie dało się także zaspokoić w żaden znany Łokietkowi sposób. Nie wystarczały mu bogactwa, nadane zamki ani tytuły. Pragnął dla siebie realnej oraz niemal niczym nieograniczonej władzy i nie potrafił przy tym zaakceptować polskiego władcy u swego boku. Dlatego Muskata nawet nie próbował przysięgi dotrzymać a zaraz po uwolnieniu przystąpił do przygotowania gruntu pod wyprawę wojenną Wacława III. W tym celu doprowadził do jego zaślubin z Wiolą Elżbietą, córką księcia cieszyńskiego Mieszka, która została tym samym królową Polski. Małżeństwo to miało pozwolić Wacławowi III przeprowadzić bezpiecznie jego wojska do Polski. Tym razem to Władysław Łokietek znalazł się więc w tarapatach, gdyż z jednej strony nadciągał Wacław III z potężną armią, on sam siedział w Krakowie otoczony mieszczanami w znacznej części sprzyjającymi Czechom a na domiar złego szwagier biskupa Muskaty najechał i spalił sprzyjające mu opactwo benedyktynów w Tyńcu. Sytuacja była naprawdę beznadziejna dla Władysława, jednak w ostatniej niemal chwili fortuna uśmiechnęła się do niego. Okazało się bowiem, że tuż przed wymarszem na Polskę, niecały rok po niejasnej śmierci ojca, Wacław III został zasztyletowany na Morawach przez najemnego niemieckiego żołnierza. Zabójca został na miejscu zabity a żołnierze na wieść o śmierci króla zaczęli rozboje i rabunki, przez co wszelkie ślady mordu zostały zatarte i nikt nigdy nie wyjaśnił na czyje zlecenie Wacław III stracił życie. Zleceniodawcą mógł być zarówno Władysław Łokietek, niemiecki król Albrecht Habsburg, jak i odsunięci od władzy czescy możnowładcy, jednak ze względu na okoliczności zdarzenia, po dziś dzień pozostaje to zagadką. Grunt, że sytuacja polityczna uległa natychmiastowej i diametralnej zmianie, w dodatku na korzyść Łokietka. Czeska armia podzieliła się i nie ruszyła na Polskę, wdając się w dynastyczne walki o czeską koronę. Tym samym Muskata i jego poplecznicy stracili szansę i wszelką nadzieję na realizację swych politycznych planów. W rezultacie, 1 września 1306 roku na krakowskim tronie ponownie zasiadł Piast, największy przeciwnik biskupa Muskaty – książę Władysław Łokietek.

Pieczęć książęca Władysława Łokietka

W obliczu braku innej możliwości Muskata był zmuszony do zaakceptowania kandydatury nowego księcia. Początkowo zawarli oni ugodę. Nie minął jednak rok a ich konflikt rozgorzał na nowo. Muskata nie potrafił pogodzić się z faktem, iż Łokietek został krakowskim księciem, więc nadal wichrzył przeciwko niemu próbując nawiązać kontakty z jego przeciwnikami - księciem opolskim Bolkiem I, opawskim Mikołajem oraz głogowskim Henrykiem III. Spisek jednak szybko wykryto. W efekcie Muskata został na pół roku wtrącony do lochów wieży nieopodal jego własnej katedry. Interweniował wtedy ponownie, będący po stronie Łokietka, arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka, który zaocznie zawiesił Muskatę w czynnościach biskupich i wyczyścił kapitułę krakowską z jego popleczników. Ten jednak okazał się niereformowalny i nadal wracał do swej antypolskiej polityki. Dlatego to Łokietek w 1309 roku podjął decyzję o wygnaniu Muskaty z Krakowa. Na wygnaniu ukrywał się on m.in. na Zamku Lipowiec, skąd stawiał czynny opór wojskom Łokietka. Pod wpływem papieskich nacisków pozwolono jednak na jego powrót do Krakowa, gdzie nadal pełnił swoje biskupie obowiązki. Jego działalność nie była już jednak tak aktywna ani zajadła. Ostatecznym ciosem, będącym jednocześnie symboliczną klęską jego wcześniejszych działań politycznych, była koronacja Władysława Łokietka na króla Polski, która odbyła się 20 stycznia 1320 roku. 

Król Władysław I Łokietek na obrazie Jana Matejki

Dalsza walka biskupa nie miała już sensu. Dwa tygodnie po koronacji Łokietka Jan Muskata zmarł. Po jego śmierci biskupem krakowskim został Nankier Kołda, który w przeciwieństwie do swego poprzednika, był propagatorem polskości. Najtrwalszym materialnym śladem, który Muskata po sobie pozostawił, i który widoczny jest po dziś dzień, są wybudowane przez niego zamki. Najokazalszym z nich jest właśnie Zamek Lipowiec. 

Współczesna bryła zamku i jego potężne mury obronne.

źródło powyższej fotografii: autor Jerzy Strzelecki, licencja CC BY-SA 3.0

Skupmy się teraz na historii zamku, gdyż nie zakończyła się ona wraz ze śmiercią Muskaty. Kiedy władza w kraju przeszła z Łokietka na jego syna Kazimierza Wielkiego a sytuacja polityczna ustabilizowała się, Lipowiec, podobnie jak wszystkie wybudowane wówczas kamienne zamki, zwane dzisiaj Orlimi Gniazdami, spełniał funkcję twierdzy broniącej granicy ze Śląskiem oraz kontrolującej przebiegający tamtędy szlak handlowy z Małopolski na Śląsk. Kształt zamku niewiele się w tym okresie zmienił i prawdopodobnie przez cały XIV wiek wyglądał tak samo, jak pozostawił go po sobie Jan Muskata. Z badań wynika jednak, że już w kolejnym, XV wieku, twierdza została parokrotnie przekształcona. Luźno stojące dotychczas budynki zamku górnego zostały zespojone murami w jedną całość, tworząc w środku widoczny poniżej dziedziniec.


Przeciwna strona dziedzińca z górującą nad nim wieżą obronną.


Inicjatorami ówczesnej przebudowy byli biskupi Wojciech Jastrzębiec i Zbigniew Oleśnicki. 
Kamienne tarcze ich z herbami wmurowano w jedną ze ścian dziedzińca, gdzie znajdują się do dzisiaj.


Po zakończeniu zainicjowanych przez nich prac, zarys murów zewnętrznych zamku górnego w zasadzie pokrywał się z ich obecnym kształtem. 
Podzamcze zostało ponadto otoczone własnymi murami obronnymi, z bramą zlokalizowaną w północnej ich części.


Widok od środka na bramę w murach podzamcza.


Podwyższono wtedy również XIII-wieczną kamienną wieżę, dostosowując ją do zmieniających się taktyk wojennych i rozwoju artylerii. 


W nadbudowanej części baszty umieszczono okrągłą klatkę schodową z kamiennymi stopniami. 


Jako ciekawostkę dodam, że taki a nie inny kierunek skrętu schodów jest obecny raczej we wszystkich średniowiecznych wieżach obronnych i wcale nie jest przypadkowy. Chodziło o to, aby osoby broniące się na wieży (z założenia raczej prawo- a nie leworęczne) mogły bez przeszkód posługiwać się bronią, przede wszystkim mieczami. Z drugiej strony, praworęcznym osobom próbującym zdobyć wieżę, znacznie ciężej było zadać przez taką konstrukcję schodów skuteczne ciosy jej obrońcom.


Na dwóch poziomach wieży wybudowano w tym okresie działobitnie, widoczne pod jej szczytem.
 Były to pomieszczenia z otworami z murze, z których można było razić wrogie wojska ogniem taraśnic, czyli lekkich, długolufowych dział.


Widok od środka działobitni.


Na szczycie baszty powstał natomiast taras obronny ze strzelnicami.


Przeprowadzone wówczas prace nie były oczywiście bezpodstawne. Zwiększenie możliwości obronnych twierdzy miało bowiem naglącą potrzebę w postaci coraz częstszych i zajadlejszych konfliktów z czeskimi husytami stacjonującymi ówcześnie w Gliwicach. Zwolennicy Jana Husa motywowani chęcią reform religijnych, a także zdobywania łupów wojennych, wypuszczali się ze Śląska do Małopolski pod wodzą bratanka Władysława Jagiełły, księcia Zygmunta Korybutowicza. Jan Długosz opisał nawet starcie lipowieckiej załogi z jedną z takich husyckich wypraw. Zamek służył jednak wtedy nie tylko do celów obronnych. Warownia zaczęła w tym okresie pełnić coraz częściej rolę więzienia. Biskup Zbigniew Oleśnicki uwięził tam m.in. skłóconego z nim opata Mikołaja z Buska. Po 1456 roku było to już jej główne przeznaczenie. Wtedy to bowiem król Kazimierz Jagiellończyk oddał biskupom krakowskim pełną władzę sądową nad świeckimi poddanymi dóbr lipowieckich. W praktyce oznaczało to, iż duchowni oskarżali, sądzili a zarazem skazywali swych poddanych za wszelkie przewiny natury materialnej oraz duchowej, po czym zamykali ich w celach lipowieckiej warowni, bez możliwości odwołania się od wyroku do jakiejkolwiek innej instancji. Andrzej Sapkowski wspomina o tym miejscu w trzeciej części swej śląskiej trylogii o Reynevanie i umieszcza je wśród najcięższych polskich więzień, pisząc: "Za dobrego króla Władysława Jagiełły kilka było w Polszczę ciężkich więzień, więzień budzących strach. Wieża krakowska. Chęciny. Sandomierz. Olkusz. Olsztyn, w którym zamorzono głodem Maćka Borkowica. Ostrężnik. Iłża. Lipowiec"

Król Kazimierz IV Jagiellończyk na obrazie Jana Matejki

W XVI wieku niewiele się zmieniło. Sytuacja uległa wręcz ugruntowaniu a lipowiecka warowania dorobiła się nawet renomy więzienia o wyjątkowo złej reputacji. Ściągano do niej bowiem głównie osoby stanu duchownego, które dopuszczały się przeróżnego rodzaju przestępstw na terenie całej Małopolski. Jak już wcześniej wspominałem, nie stawali oni przed sądami świeckimi, lecz sądzeni byli przez innych duchownych a następnie wtrącani do więzienia. Wiele osób może być zdziwione, że istniało wtedy zapotrzebowanie na tak duże więzienie wyłącznie dla duchownych. W rzeczywistości owo zapotrzebowanie ciągle rosło! W konsekwencji, jedyne przebudowy zamku w tym stuleciu miały na celu zwiększenie ilości dostępnych cel więziennych. Poniżej pokazana jest jedna z takich cel. Widoczny pod oknem otwór nie jest wcale częścią systemu obronnego, przez który wylewało się na głowy żołnierzy próbujących zdobyć zamek rozgrzaną smołę. Jego przeznaczenie jest znacznie bardziej przyziemne, gdyż jest to po prostu ustęp, poprzez który więźniowie załatwiali swoje fizjologiczne potrzeby.


Ucieczka z więzienia nie była zapewne łatwa ze względu na wysokość, na której były umieszczone cele.
Nie była jednak niemożliwa, o czym jeszcze napiszę.


Obchód wokół zamkowych murów również nie mógł należeć do przyjemności, choćby przez zalegające pod nimi fekalia osadzonych więźniów.


Potrzeba rozbudowy więzienia spowodowana była między innymi przez to, że prawo do wystawiania kandydatów na proboszczów mieli wtedy nie tylko duchowni, ale również właściciele dóbr ziemskich, którzy nie zwracali za bardzo uwagi na przymioty moralne i duchowe swych kandydatów, ale na to, czy będą oni dla nich użyteczni. Tym samym, do stanu duchownego powoływane były często osoby o wątpliwej reputacji, które później należało sądzić i karać za popełnione przestępstwa. Niektóre z tych osób były nawet skazywane tu na śmierć, jak na przykład kilkoro franciszkanów, którzy dopuścili się zabójstwa Alberta Fontiniego, komisarza franciszkańskiej prowincji czesko-polskiej.

Obok grzesznych duchownych, do więzienia wtrącano także wszelkich reformatorów religijnych. Biskupi krakowscy byli bowiem zdecydowanymi wrogami panoszącej się w Europie Reformacji. W XVI wieku osadzono w Lipowcu wielu zwolenników Marcina Lutra i jego następców. Najsłynniejszym więźniem był włoski teolog, wykładowca Akademii Krakowskiej, Francesco Stancaro, oskarżony o szerzenie kalwinizmu. Był on znany w całej Europie, dlatego o jego zamknięciu od razu zrobiło się głośno. Dzięki swym zwolennikom oraz przyjaciołom szybko udało mu się zbiec z więzienia, co niezmiernie rozwścieczyło kapitułę krakowską. Ku ich jeszcze większej goryczy, dwa lata po ucieczce wydał on drukiem w Krakowie książkę "Canones reformationis ecclesiarum polonicarumo" o reformie Kościoła w Polsce, którą zaczął pisać w właśnie w Lipowcu. Z miejsca została ona uznana za dzieło heretyckie. Cały jej nakład spalono, a do dzisiaj w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej przetrwało tylko kilka jej kart.

Więzienny korytarz Lipowca.


W XVII wieku nad Lipowiec nadciągnęły czarne chmury kładąc kres okresowi jego świetności. Pierwszym z wydarzeń, które nadszarpnęły kondycję warowni był wybuch pożaru zaprószonego w 1629 roku przez woźniców przywożących nocą siano na przedzamcze. Pożodze uległy najpierw wszystkie drewniane zabudowania podzamcza, skąd płomienie przeniosły się na przedbramie i zamek górny. Pomoc miejscowej ludności uratowała fortecę od całkowitego zniszczenia a także życie przebywającemu wtedy na zamku biskupowi Marcinowi Szyszkowskiemu. Po pożarze odbudowano całkowicie most i budynek bramny.

Współczesna rekonstrukcja mostu.


Budynek bramny.


Brama wjazdowa.


Pożar z 1629 roku był jednak zaledwie przedsmakiem nieszczęść, które miały w tym stuleciu spaść na biskupią twierdzę. Prawdziwa rozpacz i zniszczenie nadciągnęły wraz ze Szwedami w 1655 roku. Tak jak inne zamki graniczne, mury Lipowca nie były w stanie oprzeć się nowoczesnej artylerii, którą dysponowali zalewający nas swym potopem Szwedzi. Po kapitulacji Krakowa zajęli oni Lipowiec bez walki a z uwagi na jego strategiczne położenie, dowodzący nimi generał Paul Würtz uczynił z zamku swoją główną kwaterę. Po dwóch latach pobytu Szwedzi opuścili Lipowiec, a generał Paul Würtz, Niemiec w służbie szwedzkiego króla Karola X Gustawa, nakazał jego podpalenie.

Szwedzki generał Paul Würtz

Zdewastowanie oraz spalenie twierdzy przez Szwedów przypieczętowało jej dalszy los. Nie została zniszczona doszczętnie jednak nikt nie widział sensu jej odnawiania. Z militarnego punktu widzenia była już przestarzała. Nie nadawała się również na reprezentacyjną siedzibę biskupów, którzy od podniszczonych średniowiecznych murów woleli nową siedzibę w stylu barokowym, którą wybudowali sobie u podstawy lipowieckiego wzgórza. Uszkodzony Zamek Lipowiec odwiedził niemniej jednak w 1683 roku król Jan III Sobieski, w trakcie swojej słynnej wyprawy wojennej zwanej odsieczą wiedeńską. Wydarzenie to upamiętniono poniższą tablicą.


Minęło 75 lat od pożaru. Rozpoczęła się czwarta dekada XVIII wieku. Zamek Lipowiec pod wpływem czasu popadał w coraz gorszą ruinę.


Proces niszczenia starej warowni powstrzymał dopiero biskup Felicjan Szaniawski, który w 1732 roku zdecydował, że w odnowionych ruinach urządzi dom poprawy dla duchownych. Już nie więzienie, ale poprawczak. Po przeprowadzonym remoncie kształt budowli i murów obwodowych w zasadzie się nie zmienił. Zmieniło się jedynie przeznaczenie pomieszczeń wewnątrz zamku oraz układ schodów, który zachował się do dzisiaj. Na parterze urządzono pomieszczenia gospodarcze, wozownię, jadalnię oraz skarbiec. Poniżej widoczne są współczesne pozostałości po skarbcu.


Poprzez niezachowany strop skarbca widać pozostałości po kaplicy ufundowanej przez biskupa Andrzeja Załuskiego w 1754 roku.
Zajmowała ona aż dwie kondygnacje środkowej części zachodniego skrzydła zamku.


Widok przez zawalony strop na refektarz, czyli pomieszczenie służące za jadalnię.


Na pierwszym piętrze w dawnych celach więziennych urządzono pomieszczenia mieszkalne dla duchownych, którzy odbywali tu pokutę. Na drugim z kolei piętrze znajdowały się apartamenty biskupie, jednak nie przebywali oni w nich na stałe, gdyż jak już wcześniej napisałem, preferowali raczej wygodniejszy, nowo wybudowany po pożarze dwór barokowy.


Nowa siedziba biskupów krakowskich a ponad nią wzgórze i wieża Zamku Lipowiec.

źródło powyższej fotografii: mnpe.pl

Biskupi nie zagrzali jednak w nowym przybytku miejsca na zbyt długo. Po pierwszym rozbiorze Polski, w 1789 roku, władze austriackie przejęły całość dóbr lipowieckich na rzecz skarbu państwa. Tym samym, po ponad pięciu wiekach, Lipowiec przestał był własnością biskupstwa krakowskiego. Z początkiem XIX wieku okoliczne ziemie przeszły natomiast w ręce prywatnych właścicieli, którzy nie dbali o sam zamek. Wtedy też wybuchł trzeci już w historii zamku pożar, który przyniósł zarazem największe zniszczenia. Ogień strawił doszczętnie dach zamku, naruszył konstrukcję jego murów i zniszczył zamkowe wnętrza. Był to ostateczny cios dla lipowieckiej warowni. Otaczające ją ziemie na przestrzeni stulecia zmieniały właścicieli jednak żaden z nich nie był zainteresowany odbudową zamku, który ponownie popadał w coraz większą ruinę.

Widok ze szczytu wieży obronnej na dzisiejsze ruiny zamku.


Dziedziniec i otaczające go zabudowania.


Widok na most prowadzący do budynku bramnego.


Most, podzamcze oraz jego mury.


Z tarasu widokowego na wieży roztacza się piękna panorama. Widok na wzgórze Lipowiec.


Na terenie tego wzgórza w 1959 roku utworzono Rezerwat Lipowiec o powierzchni 11,36 hektara. 
Chroni się tam fragment naturalnej buczyny karpackiej. Rosnące w niej buki osiągają nawet 160 lat.


Widok na miejscowość Babice. W tle Karpaty z górującą nad wszystkim Babią Górą.


Widok na miejscowość Wygiełzów i pobliski Rezerwat Bukowica.


Mając za sobą trzy pożary i zdewastowanie, Zamek Lipowiec przetrwał w stanie zaawansowanej i ciągle postępującej ruiny aż do połowy lat 50-tych ubiegłego wieku. Tak wyglądał w latach poprzedzających wybuch II wojny światowej na zdjęciu zrobionym z przelatującego samolotu.


Po wojnie rozpoczęto na nim szeroko zakrojone badania archeologiczne a w 1953 roku zamek wpisano do Katalogu Zabytków Sztuki w Polsce. Jeszcze w tej samej dekadzie podjęto decyzję o konieczności zabezpieczenia warowni w formie trwałej ruiny, po czym przystąpiono do prac konserwatorskich. W prowadzonych pracach kierowano się zasadą mającą na celu zachowanie autentycznego charakteru obiektu, przez co do niezbędnego minimum ograniczano użycie współczesnych materiałów oraz technik budowlanych. Dzięki temu, po udostępnieniu zamku dla ruchu turystycznego, odwiedzające go do dzisiaj osoby mogą obcować z prawdziwie historycznym obiektem a nie tylko z jego rekonstrukcją.


Współcześnie niegdysiejsza twierdza biskupów krakowskich stanowi część utworzonego w 2007 roku "Muzeum Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie i Zamek Lipowiec". Dojście do zamku zajmuje około pół godziny z centrum Wygiełzowa i stanowi łatwy oraz przyjemny spacer.


Poza Zamkiem Lipowiec warto również odwiedzić Nadwiślański Park Etnograficzny, który stanowi część tego samego muzeum. Położony jest on tuż u podnóża zamkowego wzgórza. Znajduje się w nim skansen, dzięki któremu przeniesiecie się do wspaniałego świata naszych przodków, zwanych Krakowiakami Zachodnimi. Odwiedzicie w nim 25 zabytkowych obiektów drewnianych z przełomu XVII i XIX wieku, wśród których znajdują się chałupy, stodoły, spichlerze, chlewik, kuźnia, olejarnia, kościół oraz liczne obiekty małej architektury,  takie jak: kapliczki, studnie, pasieki, rzeźby i wiele, wiele innych.

Jedna z wielu zabytkowych chałup w skansenie.


Wnętrze chałupy wypełnione przedmiotami codziennego użytku z tamtejszej epoki.


Osoby zainteresowane odwiedzeniem powyższych miejsc zapraszam na oficjalną stronę internetową muzeum.



Zobacz inne miejsca na Jurze >>>



Pisząc powyższy artykuł bazowałem na:
- www.zamek-lipowiec.republika.pl,
- www.wikipedia.pl,
- www.ciekawostkihistoryczne.pl,
- Tomasz Pietras "Krwawy wilk z pastorałem".

Komentarze

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura