Malinowska Skała - niemy świadek klęski ekologicznej w Beskidzie Śląskim


Miejsce to jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych symboli Beskidu Śląskiego. W pierwszej dekadzie XXI wieku szalała wokół niego katastrofa ekologiczna, która zupełnie odmieniła oblicze tych gór. Mamy jednak szansę odwrócić nierozważną gospodarkę leśną zapoczątkowaną przez Habsburgów w XIX wieku. Jeśli się to uda, nasi potomni na powrót będą mogli oglądać piękną buczynę karpacką zniszczoną tam przed dwoma wiekami.



Malinowska Skała jest zwornikowym szczytem w głównym grzbiecie pasma Baraniej Góry, który wznosi się na wysokość 1152 m n.p.m. Łączy on ze sobą cztery grzbiety górskie, które rozchodzą się od niego promieniście w różnych kierunkach: północno-zachodni grzbiet Malinowa, południowy grzbiet Baraniej Góry, północny grzbiet Skrzycznego oraz wschodowi grzbiet Kościelca. Masyw Malinowskiej Skały zbudowany jest z unikatowych górnokredowych zlepieńców, które poza tym miejscem występują jeszcze tylko w Beskidzie Śląsko-Morawskim. Skała ta tworzy nieciągły poziom złożony z izolowanych soczewek skalnych, które powstały od 100 do 65 milionów lat temu na dnie znajdującego się tu niegdyś morza w jednym z podmorskich osuwisk.


Kilkadziesiąt metrów na północ szczytu góry zlepieniec ten buduje sporą wychodnię skalną. Ma ona kształt rozczłonkowanej ambony o długości 13 m, szerokości 5 m i wysokości około 5 m. Po tym jak teren ten został wypiętrzony w wyniku ruchów górotwórczych a zlepieńce przebiły się w tym miejscu ponad powierzchnię ziemi, tworząca je skała została wystawiona na bezpośrednie działanie czynników atmosferycznych, które z wolna zaczęły ją niszczyć.


W procesie erozji na ścianach wychodni utworzyły się liczne i ciekawe formy wietrzenia, m.in. charakterystyczna, okrągła nisza skalna.


Skała ta wygląda naprawdę fantazyjnie.


Wychodnia na Malinowskiej Skale od długiego już czasu jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Beskidu Śląskiego.


Jest to według mnie jedna z ładniejszych górskich wychodni skalnych w kraju.


W 1977 roku została ona objęta ochroną, jako pomnik przyrody nieożywionej.


Stanowi ona dogodną platformę widokową, z której roztacza się ładna i szeroka panorama.


Widok na Kopę Skrzyczeńską, Małe Skrzyczne oraz Skrzyczne - najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego.


Nie zawsze jednak tak tu wyglądało. Poniżej zdjęcie zrobione w tym samym miejscu niecałą dekadę temu, w 2009 roku.
Powodem tak diametralnej zmiany krajobrazu była klęska ekologiczna, która dotknęła Beskid Śląski w latach 2006 – 2010.

źródło powyższej fotografii: e-gory.com

Jak widać, wystarczył tylko rok, aby zniknęły stąd niemal wszystkie drzewa.


Aby dostrzec skalę katastrofy zerknijcie na jeszcze jedno zdjęcie archiwalne.
Zrobiono je również w 2009 roku, czyli w czasie gdy klęska ekologiczna siała spustoszenie.
Widać tu ogromne połacie wyciętego lasu, jednak sam szczyt Malinowskiej Skały wraz z wychodnią skalną były nadal gęsto zalesione.

źródło powyższej fotografii: e-gory.com

Tak natomiast wygląda to obecnie. Porównajcie - zmiany drzewostanu widać także na zboczach w tle.


Ze względu na wycięcie całego lasu, wychodnię skalną na Malinowskiej Skale widać już z oddali.


Klęska ekologiczna, która doprowadziła do tych drastycznych zmian krajobrazu objęła około 60 tysięcy hektarów lasów na stokach Beskidu Śląskiego. Początkowo twierdzono, że jej przyczyną było zanieczyszczone powietrze znad Górnego Śląska i z zakładów przemysłowych w Czechach w okolicach Trzyńca. Ostatecznie okazało się jednak, że był to tylko jeden z czynników a prawdziwych przyczyn katastrofy należało szukać aż w XIX wieku, kiedy na ziemiach tych urzędowali Niemcy. Oni to bowiem rozpoczęli okres przemian górskiego drzewostanu poprzez masową wycinkę drzew na potrzeby gwałtownie rozwijającego się wtedy przemysłu. W wielu górskich miejscowościach powstawały wówczas potężne zakłady przemysłowe. Wśród nich wymienić można np. hutę żelaza w Węgierskiej Górce, hutę szkła w Złatnej oraz fabrykę papieru w Milówce. Zakłady te potrzebowały do swojego funkcjonowania ogromnych ilości drewna a tego na okolicznych stokach górskich było pod dostatkiem.

Poniżej widok na hutę szkła w Węgierskiej Górce. W tle widoczny jest grzbiet Glinnego. Zdjęcie z 1930 roku.


Zanim rozpoczęła się masowa wycinka drzew na potrzeby przemysłu, w beskidzkich lasach rosły głównie buki, jawory oraz jodły. W mniejszych ilościach występował również świerk. W wyniku wprowadzenia zasad niemieckiej gospodarki leśnej miało się to jednak niedługo zmienić. Podporządkowana była ona bowiem wyłącznie celom ekonomicznym – las miał przynosić zyski. Wysoko energetyczne drewno pozyskiwane z drzew liściastych wykorzystywano w hutach, natomiast drzewa iglaste, charakteryzujące się prostymi i strzelistymi pniami, używano do celów budowlanych. Przeznaczano je głównie na stemple wykorzystywane do zabezpieczania chodników rozwijających się wówczas kopalni węgla na Górnym Śląsku. Dodatkowo, z roku na rok zapotrzebowanie na ten rodzaj surowca ciągle rosło. Postanowiono więc zoptymalizować korzyści płynące z wycinania lasów. Zauważono wówczas, że drewno świerkowe jest najbardziej wydajne, ponieważ na tym samym obszarze można upchnąć znacznie więcej świerków niż drzew liściastych. W konsekwencji sadzono coraz więcej świerków, ściągając ich sadzonki nawet z Alp, spod Wiednia i z Transylwanii. Przez sukcesywne wycinanie buczyny karpackiej oraz nasadzanie w jej miejsce nowych pokoleń świerka, w zupełności zmieniła się struktura beskidzkiego drzewostanu. Niezależnie od tego jak imponujące były efekty ekonomiczne płynące z tych działań, okazało się to jednak ekologiczną bombą z opóźnionym zapłonem.

Początkowo świerki dobrze się przyjmowały w Beskidach, ze względu na odpowiednie warunki glebowe i klimatyczne. Po kilku dekadach okazało się jednak, że ogromne ilości drzew nasadzonych z sadzonek sprowadzonych z terenów dolinnych, nie są w stanie dostosować się do warunków typowo górskich. Ponadto, monokultura świerka doprowadziła do silnego zakwaszenia gleby. Kolejnym problemem było atakowanie drzew przez powszechnie znane grzyby – opieńki. Ich grzybnia w szczytowym okresie przyczyniała się do rozkładania nawet połowy systemu korzeniowego świerków, powodując ich gnicie. To z kolei przyciągnęło korniki, które miały tu istne eldorado, przez co szybko powiększały swą populację. Jakby tego było mało, swoje zrobiło również zanieczyszczenie powietrza powodowane przez prężnie rozwijające się zakłady przemysłowe. W wielu miejscach Beskidu Śląskiego jony glinu przekroczyły dopuszczalne normy od 100 do 1000 razy. W efekcie, dobrze rokujące początkowo świerki zaczęły od lat 50-tych ubiegłego wieku usychać. W następnych dekadach sytuacja stawała się coraz bardziej beznadziejna.

Tutaj rósł niegdyś gęsty i zdrowy las świerkowy...


Prawdziwa katastrofa wybuchła jednak dopiero w 2006 roku. Przyczyniły się do tego zmiany klimatu. Lato tego roku było najsuchsze i najgorętsze w całym powojennym okresie pomiarów meteorologicznych. W konsekwencji umarły setki tysięcy drzew. Tylko w pierwszej połowie lipca wycięto wtedy w Beskidzie Śląskim oraz Żywieckim (jego teren również został dotknięty klęską) aż 120 tysięcy drzew. To był jednak zaledwie początek. Kiedy świerki zaczęły masowo schnąć, rozprzestrzeniła się istna plaga korników. Aby ją zatrzymać, trzeba było podjąć się wycinki drzew na ogromną, bezprecedensową skalę. W samym Nadleśnictwie Węgierska Górka w latach 2008-2010 w pracę tę angażowano codziennie około 2 tysiące osób. Kolejne tysiące wycinały i usuwały chore świerki w sąsiednich nadleśnictwach.

Tam gdzie świerki nie usychały same z siebie, powalały je masowo silne wiatry, tworząc spotykane w wielu miejscach wiatrołomy.


W 2010 roku sytuacja została opanowana. Beskidzkie lasy zaczynają powoli ożywać. Poradzono sobie z plagą kornika, chociaż nie rozwiązano jeszcze problemu opieńki, która znajduje się w glebie i może zaatakować drzewa podczas jakiegoś kryzysu pogodowego. Niemniej jednak od tego czasu leśnicy starają się przywrócić naturalny, bardziej zróżnicowany drzewostan tym górom – taki, który znajdował się tu 200 lat temu. Nasadza się więc buki i jawory, modrzewie oraz jodły. Świerka ma tu być znacznie mniej niż dotychczas. Na powrót dojrzałego drzewostanu trzeba będzie jednak poczekać jeszcze co najmniej kilkadziesiąt lat. Skutki ekologicznej katastrofy, która w wyniku nierozważnej gospodarki leśnej ogołociła beskidzkie stoki będą więc jeszcze długo odczuwane. 

Beskidzkie lasy ulegają ciągłym przemianom a niezmienna z pozoru wychodnia na Malinowskiej Skale niemo się im przygląda.


Do Malinowskiej Skały najłatwiej jest dotrzeć zielonym szlakiem ze Skrzycznego - najwyższego szczytu Beskidu Śląskiego.


Szlak ten idealnie nadaje się na łatwą i przyjemną wędrówkę. Ułatwia to fakt, iż na szczyt najwyższej góry w Beskidzie Śląskim można wjechać ze Szczyrku kolejką linową. Jeśli więc nie dysponujecie dużą ilością wolnego czasu lub najzwyczajniej nie macie ochoty na długie i wyczerpujące podejścia, a mimo to chcecie pochodzić po górach, to szlak ten doskonale się do tego nadaje. 


Wjeżdżając wyciągiem można beztrosko cieszyć się widokami.


Wjazd jest dwuetapowy - w połowie trasy znajduje się pośrednia stacja kolejki Jaworzyna.


Bilet można wykupić zarówno do Jaworzyny, jak i na sam szczyt Skrzycznego.
Aktualne ceny znajdziecie tutaj, pod cennikiem skipassów narciarskich.


Wjeżdżając z Jaworzyny na Skrzyczne można zauważyć pierwsze skutki minionej klęski ekologicznej.


W wielu miejscach las jest bowiem mocno przerzedzony lub też wycięty zupełnie.


RTON Skrzyczne, czyli powstały w 1992 roku na szczycie Skrzycznego Radiowo-Telewizyjny Ośrodek Nadawczy. Składa się na niego 87-metrowa stalowa wieża oraz budynku zarządu. Obejmuje swoim zasięgiem większą część województwa śląskiego, zachodnią część województwa małopolskiego (w tym Kraków) i wschodnią część opolskiego. Oprócz tego sygnał dociera stąd także na obszary przygraniczne Czech i Słowacji. Nadaje się stąd zarówno analogowy sygnał radiowy, jak i cyfrowe pakiety telewizji DVB-T.


Widok z górnej stacji kolejki w kierunku Szczyrku. Na wprost Magura pod Klimczokiem a po prawej zachodnie rubieże Beskidu Małego.


Tego dnia było gorąco i wilgotno, przez co widoczność była mocno ograniczona. W mglistym powietrzu ledwo widać Jezioro Żywieckie.


Przede mną grzbiet, po którym będę wędrował. Od prawej widoczne są: Barania Góra, Zielony Kopiec, Malinowska Skała (cel wycieczki), Kopa Skrzyczeńska, Małe Skrzyczne oraz szczytowa partia Skrzycznego, gdzie stoję. Niegdyś grzbiet ten był zalesiony. Obecnie rozlegają się z niego widoki na obie strony pasma. Wszystko przez opisaną klęskę ekologiczną, która zniszczyła rosnący tu las świerkowy, po którym nadal widać ślady.


Widok do tyłu na szczyt Skrzycznego i stojący na nim nadajnik.


Zbliżenie na szczyt.


Ścieżka prowadząca grzbietem na Małe Skrzyczne. Z tyłu widać Kopę Skrzyczeńską oraz Malinowską Skałę.


Ogołocone górskie zbocza.


W niektórych miejscach pozostały jeszcze niewielkie skupiska świerków, które przetrwały klęskę.


W przeważającej jednak części spotkać tu można sterczące lub powalone pnie martwych drzew.


Pomiędzy nimi widać jednak narastający młody las. Częściowo są to samosiejki, jednak występują tu również szkółki leśne.


Z czasem krajobraz będzie stawał się coraz ładniejszy aż ślady klęski zabliźnią się zupełnie.
W tle górny etap wyciągu narciarskiego na Małe Skrzyczne.


Widok na Czantorię Wielką po lewej oraz Równicę po prawej.


Małe Skrzyczne oraz Skrzyczne.


Widok na Baranią Górę. Przed nią Magurka Wiślańska, Zielony Kopiec i schowana za rzadko spotykanymi tu drzewami Malinowska Skała.


Z miejsca tego łatwo można zauważyć zwornikową rolę Malinowskiej Skały.


Na północny-zachód od Malinowskiej Skały ciągnie się kolejny grzbiet - Malinów.


Na prawo od niego wznoszą się w tle Czantoria Wielka oraz Równica.


Powoli zbliżam się do celu wycieczki. Spod widocznego poniżej siodła pod Malinowską Skałą roztaczają się szerokie widoki.


Widok w kierunku północnym, na Skrzyczne.


Dolina Potoku Malinowskiego.


Widok na szczyt Malinowskiej Skały. Stercząca na nim wychodnia skalna wygląda stąd niczym komin skalny.


To jest już widok z samej wychodni skalnej na odbijający stąd krótki grzbiet Kościelca. 
Za nim zbocza Magurki Radziechowskiej i odchodzący od niej grzbiet Muronki z Ostrą na końcu.


W trakcie pobytu na Malinowskiej Skale zauważyłem zbliżającą się z zachodu burzę.


Szybko skierowałem więc kroki z powrotem na Skrzyczne. Nie uchroniło mnie to jednak przed zmoknięciem.
Kiedy ponownie pojawiłem się na Małym Skrzycznem burza mnie dogoniła i na odcinku kilometra szedłem dalej w ulewie.


Przemoknięcie w górskiej ulewie nie zawsze jest przykrą sprawą. Czasami może być to zabawne, szczególnie kiedy za kilkaset metrów macie przed sobą schronisko. Miejmy tylko nadzieję, że nad Beskid Śląski nie nadciągną już więcej czarne chmury innego rodzaju - zwiastujące widmo kolejnej klęski ekologicznej. Oby odradzający się tutaj las jak najszybciej i bez przeszkód dojrzał. Byłoby to sporym dziełem naszych leśników, którzy naprawiliby tym samym błędy swych habsburskich poprzedników. Polecam Wam wybranie się na przedstawioną tutaj wycieczkę. Będzie to bardzo dobrą okazją, aby na własne oczy zobaczyć konsekwencje inwazyjnej ludzkiej ingerencji w środowisko naturalne. Poza tym na pewno nie zabraknie tam jednak wielu malowniczych widoków, które dzięki którym Beskid Śląski na długo zapadnie Wam w serca.



Odwiedź inne miejsca w Beskidzie Śląskim >>>



Pisząc ten artykuł korzystałem z:
- www.wikipedia.pl

Komentarze

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura