Góry Stołowe - geologiczny ewenement na skalę całej Europy


Góry Stołowe są miejscem unikalnym zarówno na terenie Polski, jak i całej Europy. Ich wyjątkowa budowa geologiczna oraz fenomenalne twory skalne sprawiają, że ściągają tam setki tysięcy turystów rocznie. W wielu miejscach nadal można jednak liczyć na ciszę i spokój. Szczególnie warto pojechać tam zimą, kiedy tłum turystów rzednie i nawet na często uczęszczanych szlakach można spacerować samotnie, oddając się w pełni podziwianiu tego wspaniałego zakątka kraju.



►♪♫ 
Tym razem jako podkład muzyczny do artykułu proponuję Wam utwór I'm the Mountain ukraińskiej formacji Stoned Jesus.
Jego tekst idealnie pasuje do prastarych skał, które będę tu opisywał:

"Days go by but I don't seem to notice them. 
Just a roundabout of turns. 
All these nights I lie awaken on my own. 
My pale fire hardly burns.

I'm the mountain, rising high. It's the way that I survive.
I'm the valley, I'm the hills. Look at me im standing still.
I'm the mountain, climb me up. And we never gonna stop."
►♪♫ 

O wyjątkowości Gór Stołowych decyduje ich budowa geologiczna. Należą one do rzadko spotykanych gór płytowych, w których zalegające poziomo skały osadowe zostały wyniesione w górę bez fałdowania i deformacji ich jednolitej struktury. Z podobnych europejskich gór należy wymienić jeszcze Góry Połabskie położone na terytorium Niemiec i Czech oraz Czeski Raj. W ich przypadku można mówić jednak  tylko o częściowo płytowej rzeźbie krajobrazu, ponieważ dodatkowo charakteryzują się one powulkanicznymi stożkami, które w trakcie wypiętrzania przebiły się przez spękane płyty piaskowca. W Górach Stołowych mamy natomiast do czynienia z jedynymi w Europie typowymi górami płytowymi, w których brak naleciałości innych rodzajów rzeźby terenu. Ponadto, znajdująca się tutaj płyta piaskowcowa jest najwyżej wyniesioną płytą tego rodzaju w całej Europie.

Pasmo to położone jest na terenie Polski i Czech, na styku Sudetów Środkowych i Wschodnich i aż dwukrotnie przekracza granicę państwową. Na południowym wschodzie granica oddziela położoną w Polsce właściwą, najwyższą i najbardziej popularną część tych gór, od znajdującej się w Czechach nieco niższej ale równie interesującej Broumovskiej vrchoviny. Za tą z kolei, na północnym zachodzie, góry te po raz kolejny przekraczają granicę, gdzie ponownie na terenie Polski stanowią mało znany zakątek górski zwany Zaworami.

Ze względu na swą wyjątkową budowę geologiczną Góry Stołowe wyróżniają się zarówno z całych Sudetów, jak i ze wszystkich gór w Polsce. Tylko tutaj można bowiem spotkać u nas góry płytowe. Zdecydowały o tym bardzo specyficzne warunki, w jakich górom tym przyszło powstawać. Otóż około 100 milionów lat temu na ich terenie znajdowało się płytkie i ciepłe morze, do którego spływały rzeki z okolicznych pasm górskich. Rzeki te transportowały piach i inne osady, które osadzały się warstwami na dnie morza, tworząc ławice piaskowcowe. Kiedy morze ustąpiło z tych terenów, ławice pod wpływem wysokiej temperatury, ciśnienia oraz przemian chemicznych ulegały zespojeniu i stwardnieniu. W ten sposób, na przestrzeni milionów lat, w okresie górnej kredy powstała tam gruba warstwa skał piaskowcowych, które później, już w okresie trzeciorzędu, zostały wypiętrzone w wyniku ruchów górotwórczych, zwanych orogenezą alpejską. Wypiętrzenie to miało jednak bardzo unikalny charakter. Przeważnie podczas takich procesów warstwy skorupy ziemskiej są ściskane i fałdowane a następnie wypychane do góry. Tutaj natomiast gruba i twarda warstwa skał została w całości podniesiona w poziomie do góry, pękając jedynie w kilku miejscach. Dlatego właśnie góry te mają charakterystyczny płaski kształt w swych najwyższych partiach oraz strome zbocza schodzące ku ich dolinom. Aby jednak góry te przybrały znaną nam dobrze ich dzisiejszą formę, potrzebny był jeszcze jeden długofalowy czynnik - erozja. To pod jej wpływem w wypiętrzonym jednolitym bloku skalnym na przestrzeni kilkunastu milionów lat zostały wyrzeźbione odosobnione stoliwa, czyli góry o płaskich i rozległych szczytach oraz fantazyjne kształty poszczególnych skał, które możemy tam dzisiaj podziwiać. W procesie tym brały udział zarówno chemiczne przemiany skał, jak i czynniki bezpośrednie, czyli woda, wiatr i mróz. Płynące wody z łatwością wypłukują bowiem skały piaskowcowe. Następnie wiatr przenosi wymyte drobinki piasku a te uderzając w litą skałę powoli i niezauważalnie przyczyniają się do dalszego zmieniania ich kształtu. Z kolei mróz doprowadza do rozsadzania skał poprzez zamarzanie wody, która wpływa w popękane lub wypłukane szczeliny skalne. W ten właśnie sposób proces erozji trwa po dziś dzień i nadal z wolna zmienia krajobraz Gór Stołowych. Zmiany te są jednak tak powolne, że my nie jesteśmy w stanie ich zauważyć nawet na przestrzeni wielu pokoleń. Naukowe obserwacje przekonują nas jednak, że jak najbardziej mają one miejsce.

Wyjątkowa rzeźba terenu Gór Stołowych sprawia, że od długiego już czasu są one celem wycieczek setek tysięcy turystów rocznie. Sam odwiedzałem je już wielokrotnie i nadal wracam tam z ogromną chęcią. W artykule tym przedstawię zdjęcia z trzech różnych wyjazdów, których wspólnym mianownikiem jest okres, w jakim się one odbyły, czyli zima. Autorskie zdjęcia urozmaicę dodatkowo fotografiami archiwalnymi oraz starymi pocztówkami, które zaczerpnąłem ze strony internetowej fotopolska.eu

Poniżej widoczna jest litografia F.A. Tittela z 1825 r. przedstawiająca Szczeliniec Wielki oraz panoramę Radkowa.


Podobny widok na Szczeliniec Wielki miałem podczas jednej z moich wypraw w inne pasmo sudeckie. Jadąc samochodem w Karkonosze specjalnie zatrzymałem się na chwilę w okolicach Bożkowa, by uwiecznić sielankowy widok z tamtejszym pałacem i kościołem na pierwszym planie.


Wycieczkę w Góry Stołowe, którą teraz przedstawię, odbyłem jednak zimą i innym środkiem transportu, gdyż podróżowałem pociągiem. Poniżej zdjęcie zrobione na wieloprzęsłowym, kamiennym, jednotorowym i niezelektryfikowanym wiadukcie kolejowym w Lewinie Kłodzkim, wybudowanym przez włoskich inżynierów w latach 1903-05. Osiąga on wysokość 27 metrów i ma 120 metrów długości.


Pociągiem tym dotarłem do Kudowy-Zdrój, z której busem dojechałem następnie do Karłowa. 
Miejscowość ta położona jest w samym sercu polskich Gór Stołowych i przez kilka następnych dni była moją bazą wypadową.

Szczeliniec Wielki

Najwyższą górą w całych Górach Stołowych jest polski Szczeliniec Wielki, który wznosi się na wysokość 919 m. n.p.m. Zgadza się więc - nie są to wysokie góry. Niemniej jednak to nie wysokość a ich wyjątkowa rzeźba sprawia, że warto je odwiedzić. Na teren wierzchowiny stołowogórskiej można z łatwością wjechać samochodem, dlatego wyruszając na szlaki z Karłowa nie będziemy mieli przed sobą żadnych długich i forsownych podejść. Z tego też względu miejsco to idealnie nadaje się na rodzinne wycieczki. Rożnica poziomu pomiędzy Karłowem a szczytem Szczelińca Wielkiego wynosi niespełna 200 metrów. Poniżej widok z Karłowa na Szczeliniec Wielki oraz wznoszący się tuż obok Szczeliniec Mały.


Z łatwością można stąd dostrzec skalne tarasy i kilkudziesięciometrowe pionowe ściany, które piętrzą się pod szczytem góry. Szczeliniec Wielki stanowi klasyczny przykład stoliwa, czyli góry będącej rozległym i płaskim szczytem. Stoliwo to zbudowane jest z poziomych warstw twardego piaskowca, które oparły się erozji usuwającej miękkie warstwy tej skały, znajdujące się niegdyś na tym samym poziomie.


Szczelineic Mały wznosi się na wysokość 895 m. Nigdy nie był on udostępniony turystom a na jego szczycie znajduje się rezerwat przyrody.


Trasa na Szczeliniec Wielki wiedzie przez przełęcz położoną między tymi dwoma górami. Nie jest ani długa, ani forsowna. Wychodząc z Karłowa mamy do przejścia około 4 km, podczas których pokonuje się nieco ponad 200 metrów przewyższeń a cała wycieczka powinna się zamknąć w 2-3 godzinach wraz z odpoczynkami i przerwami na podziwianie widoków. Tych bowiem jest tam od groma a pomimo swojej łatwości, trasa ta należy do jednej z najbardziej efektownych tras w całych polskich Sudetach.


Po opuszczeniu Karłowa wchodzi się na kręty szlak prowadzący na szczyt Szczelińca Wielkiego. Wiedzie on pomiędzy licznymi skałami a na znacznej jego długości pokonywać trzeba stopnie schodów, których jest tu łącznie około 665. Ułożył je w 1814 roku Franz Pabel - sołtys Karłowa, który słynął z propagowania turystyki w swoim sołectwie. Za swe zasługi został mianowany przez króla Prus oficjalnym przewodnikiem po Szczelińcu Wielkim. Była to najprawdopodobniej pierwsza nadana w Europie licencja przewodnika. Podobno w tym też okresie wydano nawet obiad dla króla na płaskim jak stół kamieniu na szczycie góry a na pamiątkę tego wydarzenia nazwano te góry Stołowymi.


Dość szybko dochodzi się do skał, które stanowią partię szczytową.


Droga na szczyt jest krótka i przyjemna, choć niektórym dokuczają położone przez sołtysa schody.


Po ich pokonaniu teren stopniowo się wypłaszcza a ścieżka niemal poziomo lawiruje pomiędzy skałami.


Szczyt góry odwiedzany był w przeszłości przez wiele znamienitych osobistości. Byli wśród nich m.in. król pruski Fryderyk Wilhelm II oraz Johann Wolfgang von Goethe. W swoich pamiętnikach wspominał o tej górze również przebywający w 1826 roku na leczeniu w Dusznikach-Zdroju Fryderyk Chopin, jednak lekarz zabronił mu wtedy wizyty na szczycie. W 1800 roku wszedł tam również ówczesny amerykański poseł w Prusach, późniejszy prezydent USA - John Quincy Adams. W 2002 roku umieszczono nawet tablicę upamiętniającą owe wydarzenie.


Jest sporo prawdy w powyższych słowach. Z lotu ptaka oba Szczelińce wyglądają jak dwie skalne wyspy na morzu zieleni.


Widok ze Szczelińca Wielkiego na Szczeliniec Mały.


Na północy rozciąga się widok na czeskie Góry Stołowe a dokładnie na ich część zwaną Broumowskimi Ścianami.


Widok na wschód i na pionowe ściany tarasów widokowych na szczycie Szczelińca Wielkiego.
Poniżej chmur ciągną się Góry Sowie.


Za barierkami otwiera się przepaść głęboka na kilkadziesiąt metrów.


Nawet wysokie świerki są małe w porównaniu do sterczących nad przepaścią ścian skalnych.


Przechadzając się szczytem tej góry można napotkać najbardziej fantazyjne kształty skał, jakie tylko można sobie wyobrazić.


Wiele skał posiada swe nazwy jednak w wielu przypadkach najlepiej samemu nazwać je sobie na nowo.


Na pierwszy rzut oka aż trudno uwierzyć, że te potężne i złożone struktury zostały wyrzeźbione przez wiatr i wodę.


Na wiele skał prowadzą schody i można z nich podziwiać okoliczne panoramy.


Przyglądając się skałom można z łatwością dojrzeć warstwy piaskowca, które odkładały się milionami lat.


W wielu miejscach skały tworzą tu zwarty labirynt, którego przemierzanie przynosi ogromną satysfakcję.


Oto jedna z najbardziej popularnych i charakterystycznych skał na Szczelińcu Wielkim. Zwana jest ona Małpoludem.


Poniżej zdjęcie tego samego miejsca wykonane w latach 60-tych ubiegłego wieku. Jak widać, wtedy także tłumnie ściągali tam turyści.


Jeśli przyjrzymy się uważnie, to spostrzeżemy, że "na ramieniu" Małpoluda zarówno wtedy, jak i teraz rośnie drzewo.
Różnica polega na tym, iż wtedy był to iglak a teraz jest to drzewo liściaste. 
Widocznie znajdują się tam szczeliny odpowiednie dla systemów korzeniowych drzew.


 Wędrując po Szczelińcu należy uważać, aby przypadkiem nie wpaść w którąś z wielu głębokich przepaści.


Nad wieloma przepaściami przerzucone są potężne głazy, jednak nie polecałbym używania ich jako pomostów.


Istnieją tu jednak pomosty oraz przejścia wykonane ręką człowieka. Wiele z nich zostało wykonanych jeszcze w XVIII wieku przez Prusaków, którzy przymierzali się do utworzenia na szczycie tej góry fortu obronnego. Oni to właśnie jako pierwsi stworzyli system przejść między skałami i przepaściami, umożliwiając tym samym pokonanie tego skalnego labiryntu. Na szczęście nie zrealizowali oni swego fortyfikacyjnego planu a niedługo później zaczęli napływać tam turyści, których potok nie ma końca do dnia dzisiejszego. Poniżej zejście przez wąską szczelinę do najgłębszej rozpadliny na Szczelińcu Wielkim. Swoją drogą, nazwa tej góry wzięła się właśnie od niezliczonej liczby szczelin znajdujących się w tamtejszych skałach. 


Schodząc szczeliną w dół zauważam kolejną szczelinę, położoną prostopadle do tej, którą schodzę.
Była ona nachylona pod pewnym kątem, dzięki czemu jedna ze ścian pokryta była śniegiem a druga nie.


Widok w górę, po pokonaniu zejścia.


Przede mną najgłębsza ze szczelin Szczelińca Wielkiego - Piekiełko.


Szczelina ta ma około 20 metrów głębokości i jest długa na 100 metrów. 


Widok w górę z dna Piekiełka.


Dalej systemem kolejnych schodów ponownie wydostaję się na wierzchowinę.


Otwiera się tam szeroki widok na Broumowskie Ściany.


Ścieżka szybko chowa się jednak pomiędzy strzelistymi skałami, którędy kluczy w stronę następnych tarasów widokowych.


Tarasy te znajdują się na południowo-wschodnim krańcu góry. Widać je było na zdjęciach, które zrobiłem z Karłowa.


W tle pasmo Skalniaka – drugiego pod względem wysokości szczytu w Górach Stołowych.


Tarasy z tej strony szczytu są bardzo rozległe a pomiędzy niektórymi można przedostawać się przez skalny labirynt.


Boczna, nieuczęszczana odnoga labiryntu.


Miejsce to wygląda tak, jakby człowiek przyczynił się do jego uformowania, jednak budowniczym była tu wyłącznie natura.


Po przeciśnięciu się przez skalne korytarze docieram na ostatni taras widokowy.


Jeszcze jeden rzut oka w stronę Skalniaka, który będzie celem kolejnej wędrówki.


Czas spędzony na tym szczycie zawsze należy do przyjemnych, jednak powoli trzeba szykować się na jego opuszczenie.
Przede mną zejście po schodach ze skalnych tarasów.


U stóp pionowych ścian Szczelińca Wielkiego.


Szczyt ten nie bez powodu jest najbardziej popularnym miejscem w Górach Stołowych. Jego zdobycie nie jest trudne a przynosi mnóstwo frajdy. Dodatkową atrakcją jest fakt, iż wchodzi on w skład Korony Gór Polskich, więc jest obowiązkowym celem wyprawy dla każdego górołaza. W Górach Stołowych znajduje się jednak jeszcze sporo innych interesujących miejsc, spośród których kilka mam zamiar Wam jeszcze pokazać.

Błędne Skały

Miejsce, do którego się teraz udamy zaraz po II wojnie światowej nazywane było najczęściej Wilczymi Dołami. Nazwę tą nadali mu żołnierze Wojsk Ochrony Pogranicza. Przed wojną Niemcy nazywali je z kolei Wilde Löcher. Obecnie w turystyce przyjęła się nazwa Błędne Skały, która bardzo dobrze oddaje charakter tego miejsca. Błędne Skały położone są na zachodnim krańcu Stoliwa Skalniaka, niedaleko granicy z Czechami. Można tam dotrzeć z różnych kierunków i na różne sposoby, m.in. samochodem. Ja wybrałem się tam jednak pieszo przez szczyt Skalniaka.


Z okolic szczytu Skalniaka rozpościera się wspaniały widok na oba Szczelińce i położony u ich stóp Karłów, z którego rozpocząłem wędrówkę.


Widok na zachodnie zbocza Szczelińca Małego.


Po około dwóch godzinach marszu docieram do rezerwatu Błędne Skały.


Miejsce to tworzy zwarty labirynt skalny, w którym bez oznaczeń łatwo można byłoby zmylić drogę.


Skały nie są tutaj tak wysokie jak na Szczelińcu Wielkim, jednak to również ma swój urok. 
Ciasne i niskie przejścia oraz korytarze niejedną osobę mogą przyprawić o klaustrofobiczne wrażenia.


Ze względu na nierówną odporność poszczególnych warstw skalnych na wietrzenie, czyli procesy erozyjne, powstające między skałami szczeliny mają zmienną szerokość na różnych wysokościach. Stąd też często zdarza się, iż skały są węższe na dole a szersze u góry. Najbardziej charakterystyczną skałą tego typu w Błędnych Skałach jest tzw. Kurza Stopka. 


Jako ciekawostkę dodam, że kręcono tutaj scenę filmu "Opowieśći z Narnii: Książę Kaspian" w reżyserii Andrew Adamson. Z resztą nie tylko tutaj – wiele scen tego filmu nakręcono w Górach Stołowych, jednak Kurza Stopka jest na tyle charakterystyczna, że bardzo łatwo można ją rozpoznać w kadrach tej hollywoodzkiej produkcji (poniżej).


Jest to bardzo osobliwe miejsce, którego sława rozpoczęła się jednak znacznie wcześniej. 
Można znaleźć wiele starych zdjęć i pocztówek, które świadczą, iż zachwycało ono ludzi od dawna.
Poniżej pocztówka wydana w okresie międzywojennym, w latach 1930-35.


Dalsza część labiryntu.


Ścieżki między skałami prowadzą w pewnym momencie do miejsca, które wygląda niemal jak komnata z filarami.


To samo miejsce na przedwojennej pocztówce.


Bardzo wyraźnie widać tutaj poziomy układ warstw piaskowca.


Na niektórych skałach, przy sprzyjających warunkach, tworzą się czasami błyszczące pokrywy lodowe.


W wielu miejscach, pomiędzy skałami, znajdują się obszerne place, niczym zamkowe dziedzińce.
W powojennej Polsce zdarzały się nawet czasami porównania Błędnych Skał do ruin zamczyska. 


Deski na dnie korytarzy mają za zadanie ułatwienie poruszania się po rezerwacie. Często zalegają tam bowiem błotniste kałuże.


Aż trudno uwierzyć, że teren ten stanowił niegdyś jedną litą skałę, która z czasem uległa tak znacznej erozji.


Na koniec jeszcze jedno zdjęcie z dwudziestolecia międzywojennego przedstawiające  ciekawą skałę w kształcie grzyba.


Wszystkich zachęcam do odwiedzenia Błędnych Skał. Idealnie nadają się one na rodzinne wycieczki a ich zwiedzanie nie sprawia większych trudności. Mówiłem już, że stanowiły one scenerię amerykańskiego filmu ale nie wspominałem jeszcze, że kręcono tu również rodzime produkcje. Pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku realizowano tu niektóre sceny przygodowego serialu fantasy adresowanego do młodzieży pt. "Tajemnica Sagali". Znajdowałem się wtedy akurat w docelowej grupie odbiorców tej produkcji, dlatego odczuwam pewien sentyment z nią związany. Szkoda, że obecnie nie kręci się już takich seriali! Jeśli chodzi natomiast o skały przypominające kształtem grzyby, to poza Błędnymi Skałami występują one jeszcze w jednym miejscu i jest ich tam nawet więcej. Zabiorę Was teraz w te właśnie rejony.

Radkowskie Skały i Skalne Grzyby

Na południowy-wschód od Szczelińca Wielkiego znajdują się jeszcze dwa interesujące skupiska skalne, które zdecydowanie warto odwiedzić. Są to Radkowskie Skały oraz Skalne Grzyby. Ich zwiedzanie można rozbić na dwie osobne części jednak można także zaplanować trasę pozwalającą bez problemu zwiedzić oba miejsca w trakcie jednej pieszej wycieczki. Trasę, którą sobie zaplanowałem najlepiej rozpocząć z parkingu znajdującego się w pobliżu Radkowskich Skał. Na wyjeździe, z którego przedstawię teraz zdjęcia, przemieszczałem się samochodem, więc łatwiej było zaplanować taką trasę.


Parking położony jest przy drodze wojewódzkiej nr 387 (DW387), zwanej również Drogą Stu Zakrętów. Nazwę tą nosi w zasadzie tylko odcinek tej drogi o długości 23 km, który łączy Radków, Karłów i Kudowę Zdrój. Jest to droga o wyjątkowych walorach krajobrazowych, poprowadzona śmiało licznymi serpentynami przez szczytowe partie Gór Stołowych. Opady śniegu sprawiają czasami, że jest ona nieprzejezdna, jednak mi udało się pokonać ją bez większych ekscesów.


Droga ta została wybudowana w latach 1867-70 przez Prusaków i stanowi odtąd główną arterię komunikacyjną w tych terenach. Poniżej widok na Stroczy Zakręt z 1940 roku. Ówcześnie teren ten był mniej zalesiony. Swoją drogą warto wspomnieć, że Góry Stołowe porośnięte są obecnie głównie nasadzoną przez człowieka monokulturą świerka, która zastąpiła wycięte pierwotne lasy liściaste. Od pewnego czasu podejmuje się jednak starania mające na celu przywrócenie naturalnego drzewostanu tym górom. Przebudowie poddawane jest około 3000 hektarów lasu. Paradoksalnie jednak, odradzające się lasy stopniowo, lecz sukcesywnie przesłaniają unikatową rzeźbę Gór Stołowych.


Niemniej jednak podobnie jak kiedyś, także i dzisiaj Droga Stu Zakrętów dostarcza nadal wspaniałych wrażeń i widoków. Poprowadzono ją bowiem ponad głębokimi przepaściami i pod stromymi, wysokimi ścianami skalnymi. Przejazd w wielu miejscach potrafi naprawdę zaprzeć dech w piersiach. Poniżej zdjęcie zrobione w dwudziestoleciu międzywojennym.


Jeszcze jedna fotografia przedstawiająca wycieczkę na Drodze Stu Zakrętów w 1929 roku.


Droga Stu Zakrętów prowadzi m.in. w pobliżu Radkowskich Skał.
Tworzą one bardzo atrakcyjne tarasy widokowe odległe zaledwie kilka minut marszu od parkingu.
Idąc w ich kierunku napotyka się tzw. Baszty.


Jest to grupka skał, które stercząc blisko siebie, tworzą coś na kształt skalnej warowni.


Znajduje się tu również kilka innych efektownych skał.


Z tarasów Radkowskich Skał roztacza się dobry widok na wschodni skraj Gór Stołowych.


Na zachodzie ponad ośnieżonym lasem góruje płaski szczyt Szczelińca Wielkiego.


Na północy natomiast widać strome zbocza przechodzące w płaskie stoliwa Broumowskich Ścian.


Na poniższym przedwojennym zdjęciu kobieta, prawdopodobnie Niemka, zerka z zaciekawieniem w dół przepaści pod Radkowskimi Skałami.


Dalsza trasa prowadzi w zdecydowanej części przez las, w moim przypadku przyozdobiony świeżym śniegiem.


Ścieżka w wielu momentach wiedzie po samym skraju stoliwa i często pomiędzy drzewami zdarzają się szersze widoki na wschód.


Szlak ciągle mija też mniejsze bądź większe skały.


W pewnym momencie po mojej prawej ręce wyrastają jednak prawdziwe kolosy.


Są to wysokie i strzeliste ściany Słonecznych Skał.


Kolejną dużą skałą jest Pielgrzym.


Na jego szczycie znajduje się dogodny taras widokowy, więc warto na chwilę odbić na niego ze szlaku.
Roztacza się z niego dość szeroka panorama od południowego-wschodu po północ.


Widok na wschód. U stóp gór widać miejscowość Wambierzyce a w tle Góry Bardzkie.


Zbliżenie na Góry Bardzkie widoczne na horyzoncie. 
Po lewej odosobniona Kalwaria a w centrum główne pasmo wraz z Kłodzką Górą. Całkiem po prawej widać fragment Gór Złotych.


Na północnym-wschodzie majaczą w chmurach Góry Sowie. Przy lepszych warunkach widać byłoby też Góry Kamienne.


Za Pielgrzymem kieruję swoje stopy w kierunku Skalnych Grzybów.


Jest to skupisko skał rozsianych na sporym fragmencie południowo-wschodniej części Gór Stołowych.


Skały te charakteryzują się fantazyjnymi kształtami, którym zawdzięczają swoją nazwę.


Nierówna odporność poszczególnych warstw piaskowca na erozję sprawiła, że skały te uformowane są w kształty przypominające grzyby.


Pod warstwą twardszych piaskowców tworzących skalne "kapelusze" znajduje się warstwa mniej odpornych na wietrzenie skał. 
Eroduje ona znacznie szybciej, tworząc w efekcie "nóżki" skalnych grzybków.


Za jakiś czas dolna część tych skał zapewne się przełamie a kapelusze spadną i zaczną stanowić luźne głazy skalne. 
Czas ten jednak wykracza poza możliwości ludzkiej obserwacji, gdyż procesy przyczyniające się do takich zdarzeń przebiegają bardzo wolno.


Poza skałami, które przypominają swym kształtem grzyby, znajdziemy tu jednak również inne ich formy, np. kręgle,...


...baszty,...


...maczugi,...


...skalne bramy,...


...iglice...


...oraz wiele innych wymyślnych kształtów.


Poniżej zdjęcie z lat 60-tych wśród wyraźnie młodszego lasu.


Oprócz przedstawionych powyżej miejsc, w polskich Górach Stołowych jest jeszcze kilka innych lokacji godnych odwiedzenia, jednak póki co sam jeszcze do nich nie dotarłem. Wśród nich warto wymienić Białe Skały, Skały Puchacza, Wielkie Torfowisko Batorowskie, ruiny Fortu Karola, Wodospady Pośny, czy Łężyckie Skałki zwane również Sawanną Afrykańską. Warto również pamiętać o małym zakątku tych gór w okolicach Mieroszowa, zwanym Zaworami. Znajduje się tam interesujący Rezerwat Głazy Krasnoludków. Ponadto, osoby lubiące zwiedzać zabytki miejskie muszą koniecznie odwiedzić słynne uzdrowiska położone u podnóża Gór Stołowych. Mowa o takich miastach, jak Kudowa-Zdrój, Duszniki-Zdrój i Polanica-Zdrój, w których znajduje się wiele interesujących miejsc, w tym pijalnie wód mineralnych, które od kilku już stuleci przyciągają rzesze ludzi ze względu na swe właściwości zdrowotne. Tak się bowiem składa, że materiały, z których zbudowane są Góry Stołowe, czyli chłonące łatwo wodę piaskowce oraz położone pod nimi nieprzepuszczalne margle, sprzyjają występowaniu wód mineralnych. To tyle, jeśli chodzi o polską stronę Gór stołowych. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się nadrobić zaległości i odwiedzić również wspomniane przed chwilą miejsca.

Adršpašsko-teplické skály

Mówiąc o Górach Stołowych należy jednak pamiętać, że położone są one nie tylko na terenie Polski ale również w Czechach. W naszym kraju znajdują się najwyższe szczyty tego pasma, jednak to u naszych sąsiadów znajdziemy najbardziej spektakularne twory, które natura wyrzeźbiła w stołowogórskich piaskowcach. Do najciekawszych miejsc należy zaliczyć tam górę Ostasz, Broumowskie Ściany a przede wszystkim Skały Adrszpasko-Cieplickie, do których Was teraz zabiorę. Wycieczkę najlepiej rozpocząć w miejscowości Teplice nad Metují a zakończyć w Adršpach, skąd można wrócić później do punktu wyjścia pociągiem.


Najwyższe wzniesienie tego masywu wznosi się zaledwie na 786 m. n.p.m. czyli jest aż o 130 niższe od Szczelińca Wielkiego. Niemniej jednak szczeliny, które powstały w piaskowcach tutejszego rezerwatu są znacznie głębsze, przez co wywierają jeszcze bardziej monumentalne wrażenie. Cały rezerwat noszący nazwę „Národní přírodní rezervace Adršpašskoteplické skály” dzieli się w zasadzie na dwie części: Cieplickie Skalne Miasto oraz Adrszpaskie Skały. Poniżej widoczny jest zaledwie skraj Skalnego Miasta. W tle natomiast rozciągają się Góry Kamienne. Widok ze skalnych wieży, na których w średniowieczu posadowiony był drewniany zamek Střmen.


Wewnątrz rezerwatu można dostać prawdziwego oczopląsu! 
Z każdej strony otaczają nas skały o przeróżnych kształtach i aż prosi się, aby spróbować nadać im własne nazwy.


Cieplickie Skalne Miasto jest nieco mniej popularne wśród turystów niż Adrszpaskie Skały mimo, iż jest rozleglejsze, dziksze i wyższe. Za to wśród wspinaczy jest ono jednym z najczęściej odwiedzanych piaskowcowych terenów wspinaczkowych na świecie. Decydują o tym liczne strzeliste ściany, które wznoszą się pionowo z poziomu samego szlaku na wysokość około 100 metrów. Ilość tych skał jest naprawdę ogromna! Niechaj wystarczą Wam liczby - tutejszy system szczelin i kanionów rozciąga się na terenie aż 1800 hektarów, stanowiąc najrozleglejszy skalny rejon w Czechach.


Przesmyki pomiędzy blokami skalnymi są czasami bardzo wąskie, a żeby ujrzeć ich szczyt trzeba zadrzeć głowę wysoko do góry.


Po polskiej stronie Gór Stołowych nigdzie nie uświadczycie tak wysokiej iglicy skalnej.


Tak z kolei wygląda z góry ów wyrzeźbiony przez naturę kanion.


W dawnych czasach mieszkańcy okolicznych miejscowości szukali między tymi skałami schronienia za każdym razem, gdy zagrażało im jakieś niebezpieczeństwo stwarzane przez najeźdźców. Poza tym, raczej nikt się tu nie zapuszczał. Dopiero w XVIII wieku zaczęli napływać tu turyści. Paradoksalnie, w Adrszpaskich Skałach pomógł w tym potężny pożar, który w XIX wieku szalał tam przez wiele tygodni, niszcząc niemal całą roślinność. Pożoga odsłoniła w pełni skały czyniąc labirynty bardziej dostępnymi a ludzie rozpoczęli budowanie pierwszych szlaków turystycznych.


Adrszpaskie Skały różnią się tym od Cieplickiego Skalnego Miasta, że stanowią złożony, wielopoziomowy i rozgałęziony labirynt o zdecydowanie bardziej zróżnicowanych kształtach, niż ociosane i płaskie teplickie bloki. O ile w Skalnym Mieście jesteśmy świadkami efektów pęknięć oraz uskoków skalnych, o tyle w Adrszpaskich Skałach o wiele bardziej daje o sobie znać długofalowy proces erozji.


Niemniej jednak także i tutaj odnajdziemy skały, przy których poczujemy się wyjątkowo maluczcy.


Jednym z bardziej charakterystycznych miejsc jest Rynek Słoni. 
Niektóre skały faktycznie przypominają tam pociągłe głowy słoni ze zwieszonymi trąbami.


Żegna mnie brama zapraszająca do powrotu w przyszłości na teren skrywającego się za nią skalnego labiryntu.


Na zdjęciach pokazałem zaledwie znikomą część wspaniałości, które można zobaczyć w Adrszpasko-Cieplickich Skałach. Byłem tam dokładnie 10 lat temu, kiedy nawet nie myślałem, że w przyszłości będę tworzył bloga o górach. Jadąc tam ponownie zapewne odwiedziłbym też ruiny dwóch pozostałych zamków: Adršpach oraz Skály. Ponadto wybrałbym się w ciepłym sezonie, aby móc zobaczyć jeziorko położone na terenie dawnej piaskowni. Otoczone jest ono Adrszpaskimi Skałami i można po nim pływać łódkami. Nie zawsze jednak można zobaczyć wszystko na raz. Nawet i dobrze, ponieważ mam teraz chęć i motywację aby wybrać się tam ponownie. Będzie to idealna okazja, aby poświęcić temu miejscu odrębny artykuł, gdyż w pełni na to zasługuje. Was również zachęcam do wybrania się w to wspaniałe miejsce położone blisko państwowej granicy.

Podsumowanie

Jak już zostało to powiedziane, Góry Stołowe to miejsce unikalne na skalę całej Europy. Skłaniają się ku temu zarówno zwykli turyści przyjeżdżający podziwiać ich walory, jak i naukowcy, którzy od stuleci zajmują się ich badaniem. W Polsce obszar tych gór chroniony jest dzięki utworzonemu w 1993 roku Parku Narodowego Gór Stołowych, który rozciąga się na powierzchni 63 km². Jest to jedyny park narodowy w Polsce, który chroni przyrodę nieożywioną. Przed jego utworzeniem, już od 1981 roku, funkcjonował w tym miejscu Stołowogórski Park Krajobrazowy. W obrębie parku utworzono jak dotąd trzy rezerwaty, jednak planuje się zakładanie kolejnych, więc piękno tych okolic powinno zostać w pełni zachowane dla przyszłych pokoleń. W Czechach w ich obrębie nie funkcjonuje, co prawda, żaden park narodowy, ale utworzono tam narodowy rezerwat przyrody, czyli najwyższą czeską kategorię ochrony niewielkich obszarów. Z powyższych względów zachęcam wszystkich do zobaczenia na własne oczy cudów natury, które mamy tuż pod nosem - w naszym kraju i zaraz za jego granicą. Zjeżdża tu w tym celu cały świat, więc wstydem byłaby nieznajomość naturalnego bogactwa, z którego możemy być naprawdę dumni.


Komentarze

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien