Góry Bialskie, czyli sudeckie Bieszczady



Góry Bialskie są najdzikszym i jednocześnie najdziwniejszym pasmem górskim w całych Sudetach. Pod względem dziwności zasługują nawet na pierwsze miejsce w kraju. Dlaczego? A choćby dlatego, że według wielu badaczy takie pasmo górskie w ogóle nie istnieje! Ale po kolei…




Góry Bialskie wyodrębniane są z całego łańcucha sudeckiego jedynie przez polskich badaczy… i to nie przez wszystkich. Nawet wśród nich istnieją bowiem pod tym względem liczne spory. Większość z naszych geografów uważa, że Góry Bialskie stanowią odrębne pasmo Sudetów Wschodnich, położone pomiędzy Przełęczą Płoszyna a wsią o nazwie Bielice. Tuż obok nich, na wschód od Bielic, za potokiem Biała Lądecka, wyodrębniają oni Góry Złote, jako kolejne sudeckie pasmo. Jeszcze inni twierdzą, że należy je włączyć w skład Masywu Śnieżnika i tak też przedstawiane są na większości map turystycznych. Czescy geografowie z kolei są odmiennego zdania i uważają, że Góry Złote i Bialskie stanowią jedno pasmo, którego nie należy dzielić. Nadają mu oni nazwę Rychlebské hory. Wśród polskich badaczy znajdują się jednak również tacy, którzy skłaniają się do zdania Czechów. Należy do nich choćby prof. Jerzy Kondracki, autor najbardziej znanej regionalizacji fizycznogeograficznej Polski, który uważa, że Góry Bialskie stanowią część Gór Złotych. Podsumowując trzeba więc przyznać, że wokół Gór Bialskich mamy do czynienia z niemałym zamieszaniem. Dotyczy ono nie tylko samego pasma ale również przynależności poszczególnych szczytów. Wzniesienia, które jedni wliczają w obręb Gór Złotych, inni widzą bowiem jako część składową Gór Bialskich. Jeśli tego byłoby mało, Góry Bialskie stanowią ewenement również pod innym względem. Otóż w odróżnieniu od pozostałych pasm górskich, nie posiadają one punktu centralnego, czyli góry pełniącej funkcji zwornika, jak to ma miejsce w przypadku innych pasm. Tutaj góry rozchodzą się w kilku różnych kierunkach, bez „ładu i składu” i bez wzniesienia, od którego odchodziłyby pozostałe grzbiety górskie. Takiego układu nie znajdziemy w żadnych innych polskich górach. Być może właśnie ten chaotyczny układ przyczynił się do wytworzenia ich unikalnego charakteru.

Jeśli idzie o rzeźbę terenu, przychylam się do zdania czeskich uczonych, gdyż patrząc na mapę nie widzę wystarczająco wyraźnych granic pomiędzy Górami Złotymi i Bialskimi, aby zasadnym było ich rozróżnianie. Trzeba jednak przyznać rację polskim badaczom, iż Góry Bialskie różnią się znacznie od Złotych choćby pod względem mikroklimatu. Większość ze szczytów Gór Bialskich przekracza wysokość 1000 m n.p.m., przez co rejon ten charakteryzuje się bardziej surowym klimatem niż okoliczne Góry Złote, w których żaden szczyt nie przekracza kilometra wysokości. Dzięki temu zima w Górach Bialskich trwa dłużej a śnieg zalega tam nawet do maja. Ponadto są one zdecydowanie dziksze niż Złote, przez co wiele osób nazywa je nawet sudeckimi lub też śląskimi Bieszczadami. Niezależnie od sporów badaczy, trzeba bowiem przyznać, że Góry Bialskie stanowią najbardziej dziki zakątek w całych Sudetach. W ich obrębie znajdują się dwa rezerwaty będące ostoją dzikiej przyrody - Puszcza Śnieżnej Białki, która stanowi fragment pierwotnej puszczy jaworowej oraz Nowa Morawa zachowująca po dziś dzień pierwotny charakter Puszczy Sudeckiej. Ponadto, obszar Gór Bialskich charakteryzuje się bardzo niskim zaludnieniem, co dodatkowo przyczynia się do podtrzymywania naturalnej dzikości tego górskiego zakątka. Dzięki temu bardzo często można wędrować po tamtejszych szlakach przez cały dzień nie spotykając żywej duszy, nawet w sezonach typowo turystycznych.

Ze względu na kontrowersje dotyczące kwalifikacji dwóch wspomnianych pasm, w poniższej relacji przedstawię Góry Bialskie wraz z Górami Złotymi, ponieważ wędrując po tych terenach czasami ciężko stwierdzić, na terenie którego pasma jesteśmy w danym momencie. Bardzo często przechodzi się z jednego pasma w drugie, przy czym nawet jeśli jesteśmy na szczycie góry wliczanej przez jednych do Gór Bialskich, inni uznają, że byliśmy wtedy Górach Złotych. Idealnie wpasowuje się tu stare powiedzenie… bądź mądry i pisz wiersze! Nie mam jednak zamiaru klecić żadnych rymów. W typowy dla siebie sposób postaram się Wam przedstawić wędrówkę, którą odbyłem w pewien upalny, lipcowy weekend. Przeszedłem wtedy około 32 km. Ze względu na chęć skrócenia dojazdu samochodem, trasę rozpocząłem po czeskiej stronie granicy, w miejscowości Horní Lipová. Na poniższej mapie zaznaczyłem przebieg całej wędrówki (link do trasy).


Jak już wspomniałem, wędrówka miała miejsce w lipcu. Skwar lał się z nieba.
Już na samym początku miło było schłodzić się w sprytnie skonstruowanym ujęciu wody ze strumyka Staříč.


Początkowo szlak wiódł łagodnie przez las, w przyjemnym cieniu drzew.


W pewnym momencie trzeba było jednak zmierzyć się z ostrzejszym podejściem. 
Zbocza tych gór opadają bowiem stromo ku dolinom mimo, iż ich wierzchołki są często mocno spłaszczone. 
Na podejściu co jakiś czas zdarzały się szersze widoki, jak ten poniżej.


Po pokonaniu największej stromizny szlak ponownie stawał się coraz bardziej łagodny. W ten sposób dotarłem do Przełęczy u Trzech Granic. Nie chodzi tu o granice państw. Nazwa tej przełęczy wzięła się od tego, iż leży ona w miejscu styku historycznych granic trzech krain: Śląska, Moraw oraz ziemi kłodzkiej. Warto zwrócić tutaj uwagę na stare słupki graniczne. Poniżej widoczna jest czeska strona słupka. Na pierwszy rzut oka widać na nim literę "C" oznaczającą Czechy. Po uważniejszym przyjrzeniu się można jednak zauważyć, że litera ta jest naniesiona farbą na stare, wyryte w kamieniu litery "ČS", oznaczające Czechosłowację.


Kwestia oznaczeń na słupkach granicznych robi się jeszcze ciekawsza po ich polskiej stronie. Tutaj również widać przede wszystkim namalowaną, czarną literę "P", oznaczającą Polskę. Pod nią natomiast widać wyrytą literę "P". Dociekliwa osoba zwróci jednak uwagę, że litera ta jest nienaturalnie duża i nieproporcjonalnie większa od liter "ČS" znajdujących się po drugiej stronie słupka. Rozwiązaniem zagadki owego zastanawiającego rozmiaru litery "P" jest fakt, iż początkowo była to litera "D", oznaczająca "Deutschland", czyli Niemcy, których granica przebiegała tędy jeszcze przed II wojną światową. Po przejęciu Śląska przez Polskę, na słupkach granicznych jedynie przedłużono pionową kreskę w literze "D", przerabiając ją na "P". Pozwoliło to zaoszczędzić spore kwoty pieniędzy zniszczonej przez wojnę Polsce. Podobne słupki graniczne, na których widać nieproporcjonalnie duże polskie oznaczenia, można spotkać po dziś dzień także w innych górach.


Jako ciekawostkę dodam jednak, że w niektórych miejscach słupki graniczne zostały wymienione na nowe. Nic się jednak nie marnuje, bowiem stare, poniemieckie słupki wykorzystano jako stopnie na szlakach. Przykładem może być choćby podejście z Przełęczy Krowiarki na Babią Górę.


Z Przełęczy u Trzech Granic docieram w okolice szczytu czeskiej góry Smrek (po czesku Smrk). Sam szczyt leży nieco z boku, poza moim szlakiem, ja natomiast znajduję się na jego bocznej, północno-zachodniej, spłaszczonej kulminacji zwanej Smrekiem Trójkrajnym. Ze względu na trudności w ustaleniu jednoznacznego przebiegu granicy między Górami Bialskimi a Złotymi, Smrek jest przez jednych badaczy wliczany do Gór Złotych a przez innych uznawany jest za najwyższy szczyt Gór Bialskich (1125 m n.p.m.). Podobne kontrowersje tyczą się szczytu Postawna (1124 m n.p.m.). Większość polskich badaczy uznaje jednak za najwyższy szczyt Gór Bialskich górę o nazwie Rudawiec (1112 m. n.p.m.). Ze Smreka roztacza się dobry widok na Masyw Śnieżnika. W miejscu tym bardzo dobrze widoczna jest charakterystyczna cecha Gór Bialskich a mianowicie mocno spłaszczone wierzchołki gór. Mimo, iż znajduję się w terenie górzystym, ponad kilometr nad poziomem morza, można odnieść mylne wrażenie, że jest tu niemal płasko.


Ze Smreka udaję się czeskim, żółtym szlakiem wzdłuż granicy państwowej w kierunku Bielic.


Szlak ten jest rzadko uczęszczany przez co jest tu naprawdę dziko i łatwo na nim o spotkanie z dziką zwierzyną. Poniżej padalec,...


...popielica szara,...


...bliżej nieokreślony gatunek żaby...


...oraz trzmiele uwijające się przy zbieraniu pyłku kwiatowego.


Widok na Kowadło - najwyższy szczyt Gór Złotych według przyjętego przez Polaków podziału.


Spod Kowadła udaję się w kierunku Bielic.


Po chwili widzę już pierwsze zabudowania tej klimatycznej miejscowości.


Zanim jednak bliżej się z nią zapoznam, udaję się jeszcze w dalszą górską wędrówkę.


Początkowo idę wzdłuż potoku Biała Lądecka.


Odpoczywam chwilę nad małym wodospadem.


Według przyjętego podziału, to właśnie ten potok oddziela Góry Bialskie od Złotych.


Nieco dalej odbijam z doliny Białej Lądeckiej i zaczynam podejście na szczyt Czernicy.


Podejście wiedzie głównie przez las. Poniżej widoczny jest efekt pracy drwala z fantazją.


Po godzinie z hakiem docieram na szczyt Czernicy, na którym znajduje się stosunkowo nowa, wybudowana w 2014 roku wieża widokowa.


Szczyt Czernicy jest zupełnie zalesiony, jednak z wieży roztacza się bardzo ładna panorama. Poniżej widok na Masyw Śnieżnika. 
Na horyzoncie od lewej: Sviní hora, Sušina, najwyższy szczyt to Śnieżnik, dalej Średniak, długi grzbiet Żmijowca a na końcu Czarna Góra.


Na Czarnej Górze można dostrzec maszt z nadajnikami. Na prawo od niej, na horyzoncie widać Góry Bystrzyckie i Orlickie.


Widok w kierunku zachodnim.


Na zbliżeniu widać m.in. płaski wierzchołek Szczelińca Wielkiego a z tyłu zarysowują się odległe o ponad 100 km Karkonosze ze Śnieżką.


Tu z kolei, na horyzoncie po lewej stronie, dominują Góry Sowie a po prawej ledwo widoczna Ślęża. 
Bliżej, pomiędzy nimi widać wzniesienia Gór Złotych z charakterystycznym Jawornikiem Wielkim i podłużną Borówkową.


Zbliżenie w kierunku Gór Sowich.


Dalsza część Gór Złotych. Po prawej widać kopułę czeskiej góry Špičák. W oddali Przedgórze Sudeckie.


Na zbliżeniu widać Obniżenie Otmuchowskie wraz ze znajdującym się w nim Jeziorem Otmuchowskim.


Widok na wschód. Na środkowym planie po prawej widać Kowadło - najwyższy szczyt Gór Złotych (według polskiego podziału).
Na horyzoncie, trochę na prawo od środka zdjęcia, widać wychylający się wierzchołek Biskupiej Kopy w Górach Opawskich.


Na linii horyzontu po prawej widoczny jest Masyw Orlika ze szpiczastym szczytem o nazwie Medvědí vrch.
W centrum zdjęcia Kowadło.


Na prawo od Masywu Orlika widać pasmo Wysokiego Jesionika ze szczytami Šerák i Keprník.
Całkiem po prawej na środkowym planie widać Rudawiec - najwyższy szczyt Gór Bialskich (według polskiego podziału).


Po zejściu z wieży.


Po nacieszeniu się widokami z najlepszego punktu widokowego Gór Bialskich, udaję się do Bielic.


Bielice są najwyżej położoną wsią w dolinie Białej Lądeckiej. Przez wielu zwane są one wsią na końcu świata. 
Ów przydomek wcale nie powinien dziwić, gdyż Bielice wciśnięte są głęboko pomiędzy Góry Bialskie i Złote, z dala od innych miejscowości. 
Wystarczy spojrzeć na mapę Google, aby zobaczyć jak bardzo oddalone są one od reszty cywilizacji.


Muszę przyznać, że Bielice urzekły mnie niezwykle swojskim charakterem.


Szczyt zaludnienia Bielic przypadł na koniec wieku XIX, kiedy mieszkało tu około 490 mieszkańców. Po II wojnie światowej została ich niespełna setka a wieś ulegała dalszemu wyludnianiu, ze względu na peryferyjne położenie, surowy klimat i trudne warunki produkcji rolnej. W rezultacie, pod koniec lat 70-tych spośród 72 istniejących tam niegdyś gospodarstw ostało się jedynie 9. Zupełny zanik miejscowości został powstrzymany tylko dzięki funkcjonowaniu dwóch leśnictw. Z czasem utworzono bazę studencką i tzw. "Chatę Cyborga" założoną przez studentów wydziału cybernetyki Politechniki Wrocławskiej. Wieś nabrała z wolna charakteru letniskowego, jednak nadal zachowała swojski charakter.


Sporo domostw jest zniszczonych, jednak są tu również piękne i zadbane domostwa.


Przechadzając się przez Bielice odnosi się wrażenie, jakby człowiek cofnął się w czasie o co najmniej kilka dekad.


Stylowy wjazd do garażu - okna ze starego auta, maskotki i plakietka odstraszająca przed gospodarzem.


W sezonie letnim jest to naprawdę kolorowa miejscowość.


W trakcie mojego krótkiego pobytu w Bielicach nasunęły mi się skojarzenia z Beskidem Niskim i Bieszczadami.


Podobnie jak tam, tak i tutaj mamy do czynienia z łagodnymi wzniesieniami, łąkami pasterskimi i odludnym klimatem.


Pod wieczór udałem się z dala od zabudowań poszukać miejsca na nocleg.


Namiot rozbiłem w ustronnym miejscu pomiędzy świerkami.


Następnego dnia wszedłem na wznoszące się nad Bielicami Kowadło, czyli najwyższy szczyt polskich Gór Złotych.
Po drodze natrafiłem na głośne towarzystwo.


O dziwo nie spotkałem żadnego pasterza. Wypas owiec jest odwiecznym zajęciem ludności zamieszkującej te tereny. 
Pól uprawnych w Bielicach nie ma w ogóle, ze względu na ostry klimat i krótki okres wegetacji roślin.


Widok z Kowadła na Bielice i wznoszące się po drugiej stronie Góry Bialskie.


Na szczycie Czernicy widać zarys wieży widokowej, na której byłem poprzedniego dnia.


Kolejny szczyt KGP (Korony Gór Polskich) zaliczony, choć przyznać muszę, że jej zdobywanie nie należy do moich priorytetów. Czasami zdarza mi się wchodzić na inne, niższe szczyty, jeśli z jakichś względów uznam je za bardziej interesujące od tych najwyższych, które zostawiam sobie "na kiedyś". Tym sposobem ominąłem chociażby Rudawiec - najwyższy szczyt polskich Gór Bialskich, woląc wejść na Czernicę i znajdującą się tam wieżę. Niemniej jednak na Rudawiec jeszcze się udam, gdyż w jego okolicach znajduje się Puszcza Śnieżnej Białki, którą muszę kiedyś zobaczyć.


Z Kowadła udaję się w drogę powrotną do Hornej Lipovy. Wracam inną trasą chcąc zobaczyć po drodze ciekawe wodospady.


Są to Nýznerovské vodopády, noszące również nazwę Vodopády Stříbrného potoka.


Jest to system kilku kaskad wodnych o łącznej wysokości 14 m, z których największa, widoczna poniżej, ma około 3 m.
Pod wodospadem w ciągu milionów lat utworzył się efektowny kocioł eworsyjny.


Stříbrný potok wije się tu ciasno pomiędzy wypłukanymi przez siebie skałami.


Tuż obok płynie Bučinský potok, nad którym wznosi się interesujący mostek.


Jest to wysoka konstrukcja kamienna wzmocniona drewnianymi belkami.


Szczerze polecam Wam odwiedzenie tych terenów. Nie baczcie na sztuczne podziały i spory geografów. Niezależnie od tego czy są to Góry Bialskie, Złote czy Rychlebské, zapewniam Was, że doznacie tam cennych, górskich wrażeń, które wzmocnione zostaną dodatkowo obcowaniem z dziką, pierwotną przyrodą z dala od ludzkich siedzib. Nie bez powodu Marianna Orańska, królewna niderlandzka, nazwała ten kawałek ziemi już w XIX wieku rajem.

Komentarze

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura