Przez Tatry Zachodnie w Tatry Wysokie



W Tatry jeżdżę tylko w jednym celu - po wyjątkowo intensywne doznania górskie! W innych pasmach górskich szukam jeszcze takich aspektów, jak: ciszy, spokoju, odpoczynku, śladów odległej historii... W Tatrach zapominam o tym wszystkim i nawet na to nie liczę. Tu ważne są tylko: wysiłek, ryzyko oraz twarda, wysoka skała!



Żeby nikt mnie mylnie nie zrozumiał... Ze wspomnianym ryzykiem nie chodzi mi o to, że przyjeżdżam tutaj po to, aby właśnie go szukać. Bynajmniej! Za każdym razem tak planuję trasę oraz ekwipunek, który ze sobą na nią zabiorę, aby jak najbardziej zminimalizować ryzyko wystąpienia jakiegokolwiek wypadku. Uważam bowiem, że wzięcie go pod uwagę jest niesamowicie istotne. Wyjeżdżając w Tatry należy mieć zawsze świadomość, że po wejściu na szlaki wysokogórskie, ryzyko czyha na turystę niemal na każdym kroku, więc trzeba mieć się nieustannie na baczności... szczególnie w zimowych warunkach, czyli w takich, w jakich wybrałem się tym razem. 

Był to początek kwietnia, czyli w zasadzie wiosna, jednak w wyższych partiach Tatr nadal królowała zima. Jest to według mnie najlepszy moment na wysokogórskie wędrówki w zimowych warunkach. W przeciwieństwie do miesięcy jesiennych, we wczesnych miesiącach wiosennych w górach nadal zalega gruba i stabilna pokrywa śnieżna, która dodatkowo utwardzana jest powierzchniowo przez zamarzający w nocy, lekko nadtopiony w ciągu dnia śnieg. Poruszanie się po niej w rakach jest zazwyczaj bezpieczne. Niebezpieczeństwo wzrasta znacząco dopiero wraz z nastaniem roztopów, które w wyższych partiach gór mają miejsce najczęściej w maju. Natomiast jesienią, świeżo utworzona pokrywa śnieżna jest jeszcze cienka i mocno niestabilna a często występujące oblodzenia mające miejsce na nasłonecznionych zboczach powodują, że pokrywa ta jest jeszcze bardziej krucha i podatna na pękanie oraz osuwanie się spod stóp. Poruszanie się po takiej nawierzchni nawet w rakach może stanowić niebezpieczeństwo, nie wspominając o chodzeniu po niej w samym obuwiu, niezależnie od tego jak profesjonalnym. Jeśli chodzi z kolei o miesiące zimowe, to nie sądzę, aby poruszanie kwestii amatorskiej turystyki wysokogórskiej w tym okresie miało w ogóle jakikolwiek sens. Warunki panujące wtedy na szlakach są naprawdę bardzo trudne i niejednokrotnie nawet profesjonaliści nie są w stanie im sprostać. Dlatego właśnie polecam wszystkim amatorom śnieżnych wędrówek po górach głównie wczesnowiosenny okres.

Na wędrówkę wybrałem się z kolegą. Generalnie, to lubię jeździć w góry sam, jednak we dwójkę jest zarówno raźniej, jak i bezpieczniej, co w Tatrach ma szczególne znaczenie. Trasę zaplanowaliśmy na trzy dni. Łącznie mieliśmy do przejścia około 37 km szlaków, na których pokonaliśmy niemal 3 km podejść i tyle samo zejść. Zależało mi na tym, aby podczas trasy zobaczyć zarówno znane i często odwiedzane przez turystów miejsca, jak i kilka mniej popularnych lokacji.

Dzień 1
Kiry - Przysłop Miętusi - Polana Strążyska - Siklawica - Sarnia Skała - Kalatówki - Dolina Kondratowa


Wędrówkę rozpoczęliśmy w Kirach, czyli w części wsi Kościelisko, położonej u wylotu Doliny Kościeliskiej. Miejsce to jest doskonałym punktem wypadowym w ten rejon Tatr. Jako, że Dolinę Kościeliską widziałem już kiedyś, przy okazji innego wyjazdu, tym razem postanowiłem przejść przez przełęcze położone pomiędzy Hrubym Reglem a Czerwonym Gronikiem. Trasa wiedzie tam przez Staników Żleb, który podczas mojego przejścia był mocno zdewastowany przez ostatni halny. Wszędzie walały się złamane drzewa. Po osiągnięciu przełęczy Wyżnie Stanikowe Siodło okolica zrobiła się jednak znacznie ładniejsza. Z jej okolic dostrzegłem w oddali Babią Górę wyłaniającą się sponad warstwy smogu.


Natomiast w przeciwnym kierunku otwierały się pierwsze szerokie widoki na tatrzańskie szczyty.
Poniżej Małołączniak, Krzesanica i Ciemniak widziane z okolic Jaworzynki Miętusiej.


Schodząc w kierunku Przysłopu Miętusiego zwracam uwagę na Gubałówkę zrzucającą zasłonę z porannej mgły.


Po chwili docieramy na skraj Miętusiej Polany.


Roztaczają się stąd piękne widoki na Czerwone Wierchy i znajdujące się pod nimi kotły polodowcowe.


Dobrze widać stąd również Kominiarski Wierch.


Cała polana usiana była zamkniętymi, ze względu na poranny szron, krokusami.


Na dole polany znajduje się przełęcz zwana Przysłopem Miętusim. Krzyżują się tu szlaki turystyczne.


Kolejny punkt na trasie to równie widokowa Wielka Polana Małołącka.


Nieco dalej znajduje się tzw. Mała Polanka Małołącka.


Położona jest ona przy tzw. Ścieżce nad Reglami.


Wędrując dalej czarnym szlakiem, idziemy głównie przez las, jednak w pewnym momencie ukazuje nam się szczyt Sarniej Skały.


Zanim jednak udamy się w jego kierunku, przed nami krótki postój na Polanie Strążyskiej z pięknym widokiem na Giewont.


Zostawiamy tam na chwilę plecaki i krótkim, żółtym szlakiem dojściowym idziemy w górną część Doliny Strążyskiej. 
Cel jest nie byle jaki, gdyż zobaczyć chcemy Siklawicę.


Jest to wodospad znajdujący się bezpośrednio pod północną ścianą Giewontu. 
Opada on z dwóch, niemal pionowych ścian o łącznej wysokości 23 metrów (dolna 13 m a górna 10 m).


Po chwili wracamy tą samą drogą, bierzemy plecaki i wspinamy się dalej czarnym szlakiem w kierunku Sarniej Skały.


Po niespełna godzinie dość forsownego podejścia, znajdujemy się już pod szczytem Sarniej Skały.


Wysiłek w pełni się opłacił, gdyż Sarnia Skała oferuje odwiedzającym ją osobom jeden z najlepszych widoków na Giewont.


Poza Giewontem widać stąd jednak znacznie więcej, gdyż roztacza się stąd 360-cio stopniowa panorama.
W środku kadru Mały Giewont. Na prawo od niego Kobylarzowa Turnia i Upłaziańska Kopa.


Widok w kierunku zachodnim.
Po lewej Kobylarzowa Turnia. Biały, łagodny grzbiet to Upłaziańska Kopa. Dalej, w głębi, widać Wołowiec a ośnieżony szczyt pośrodku kadru to Kominiarski Wierch. Bliżej, na prawo od niego zalesione Łysanki. Jeszcze bardziej na prawo słowacka Osobitá.


Na północnym zachodzie widać dwa ośnieżone beskidzkie szczyty.


To Pilsko (po lewej) i Babia Góra (po prawej).


Sarnia Skała to również idealny punkt widokowy na Zakopane. W tle widać m.in. Gorce.


Na horyzoncie po lewej główne pasmo Gorców, w środku pasmo Lubania a po prawej Beskid Sądecki. 
Niewyraźnie widać nawet Trzy Korony w Pieninach (poniżej środka Beskidu Sądeckiego).


Widok w kierunku wschodnim. 
Na horyzoncie od lewej: słowackie Tatry Bielskie (Havran, Ždiarska vidla i Hlúpy), Mała i Wielka Końszysta, Żółta Turnia i Granaty.
Bliżej widać szczyty poprzedzające Dolinę Gąsienicową: Małą i Wielką Kopę Królową, Kopę Magury i Uhrocie Kasprowe.
Jeszcze bliżej znajdują się zbocza Kalackiej Kopy przechodzące przez Przełęcz Białego w Małą Krokiew.


Ostatni rzut oka na Śpiącego Rycerza.


Pora na dalszą wędrówkę czarnym szlakiem.
Z tej perspektywy nie sposób odgadnąć, że po drugiej stronie tego szczytu znajduje się najbardziej popularny obiekt sportowy w Zakopanem.


Mowa o skoczni narciarskiej Wielka Krokiew. Przed nami bowiem szczyty: Krokiew oraz Mała Krokiew, widziane od południowego zachodu.


Na końcu czarnego szlaku wchodzimy na Polanę Kalatówki.


Jest to bardzo dobry punkt widokowy na Kasprowy Wierch. Na lewo od niego widać Uhrocie Kasprowe. 
Na Suchej Kopie usadowiono stację kolejki linowej.


Tu widać nawet wagonik kolejki będący w drodze na Kasprowy Wierch.


Widok w kierunku Nosala. Daleko na horyzoncie gorczański Lubań.


To z kolei są już południowe ściany Giewontu widziane z początku Kondratowej Polany.


Na polanie tej znajduje się małe i przytulne schronisko PTTK, w którym spędzamy noc.


Trasa pokonana tego dnia była bardzo dobrą rozgrzewką przed kolejnym, najbardziej forsownym dniem trasy. Pokonaliśmy nieco ponad 14 km. Suma podejść - 1331 m, suma zejść - 925 m. Następny dzień liczbami nie odstawał znacznie od pierwszego (13 km, 1356 m podejść i 1017 m zejść), jednak był dużo bardziej wymagający - zarówno kondycyjnie, jak i technicznie.

Dzień 2
Dolina Kondratowa - Przeł. pod Kopą Kondracką - Kasprowy Wierch - Świnica - Dolina Pięciu Stawów Polskich


Dolina Kondratowa z widokiem na Kopę Kondracką i Suchy Wierch Kondracki.
Dzień rozpoczynamy od podejścia na Przełęcz pod Kopą Kondracką znajdującą się pomiędzy widocznymi szczytami.


Po prawej ręce mamy ściany Giewontu. 
Względem popularnego widoku tego szczytu, znanego z wszelkich widokówek, znajdujemy się obecnie za Giewontem.


Szczyt Giewontu.


Podejście robi się coraz bardziej strome.


Po chwili mogę ująć już w kadrze cały Giewont widziany "od tyłu".


Tymczasem przed nami jeszcze spory kawał szlaku przed osiągnięciem przełęczy.


Na tym odcinku po raz pierwszy zakładamy raki. Zdecydowanie ułatwiają podejście i zabezpieczają przed ślizganiem się na zmrożonym śniegu.


Uważne oko dostrzeże w dole Schronisko PTTK na Hali Kondratowej, z którego rozpoczęliśmy dzisiejszą wspinaczkę.


Nieco przed przełęczą znajdujemy się już niemal na równi ze szczytem Giewontu.


Ostatni zryw...


...i Przełęcz pod Kopą Kondracką zdobyta.


Pierwsze spojrzenie (na tym wyjeździe) na słowacką stronę Tatr. Widok od góry Kriváň po Holý vrch.
Pomiędzy szczytami ciągnie się Cicha Dolina Liptowska a na horyzoncie widać Tatry Niżne.


Dzikie pogranicze polsko-słowackie.


Dlaczego dzikie? Widoczne tutaj szczyty znajdują się na granicy państw, jednak nie prowadzi na nie żaden szlak - ani polski, ani słowacki.
To Kamienista, Smreczyński Wierch, Tomanowy Wierch Polski, Suchy Tomanowy Wierch i Stoły.


Stoły, Krzesanica, Małołączniak i Kopa Kondracka.


To z kolei Kopa Kondracka i Giewont.


My jednak kierujemy się teraz w innym kierunku - przed nami Tatry Wysokie. 
Najwyższy widoczny szczyt to Świnica, na której za kilka godzin staniemy.


Od Świnicy po Kriváň.


Ostatni rzut oka w tył, na trzy spośród czterech Czerwonych Wierchów.


Przed nami główna grań Tatr. Na pierwszym planie, na dole zdjęcia, widać cienką linię szlaku a nim kolegę.


Kruk i Kriváň w tle.


Widok z Goryczkowej Czuby na Kasprowy Wierch i Świnicę.


To samo miejsce, lecz szersza perspektywa.


Na kolejnych zdjęciach widoczne są dalsze kadry ukazujące resztę panoramę z Goryczkowej Czuby.


Poniżej widoczna jest Dolina Cicha. Kriváň zapewne już rozpoznajecie.


Dolina Cicha jest najdłuższą doliną w Tatrach - ciągnie się przez 16 km.


Widok na Tatry Zachodnie.


Goryczkowa Czuba (ze śladem po zejściu lawiny) widziana spod Kasprowego. Po prawej Giewont.


Giewont i Babia Góra.


Tak jak się spodziewałem, na Kasprowym zaroiło się od turystów, narciarzy i snowboardzistów.


Kilka widoków z Kasprowego Wierchu... na Kriváň i okolice,...


...kierunek, z którego przyszliśmy...


...oraz kierunek, w który się udajemy. Na zdjęciu m.in. Kościelec, Kozi Wierch oraz Świnica (po prawej), na którą właśnie idziemy.


Widok w tył z Przełęczy Liliowe.


Nasz tymczasowy cel wędrówki i jego otoczenie. W dole Dolina Gąsienicowa.


Ponownie... od Świnicy po Kriváň, ale tym razem z innego dystansu.


Jeszcze tylko trochę...


Oto i on... szczyt Świnicy w pełni okazałości a pod nim Przełęcz Świnicka, z której rozpoczniemy podejście. Jak widać, góra ta ma dwa wierzchołki. Różnią się one 10 metrami wysokości. Oddziela je od siebie przełęcz Świnicka Szczerbina Niżnia. Szlak turystyczny prowadzi tylko na wyższy z wierzchołków (2301 m n.p.m.). Niższy wierzchołek (2291 m n.p.m.), zwany taternickim, jest trudniejszy do zdobycia, szczególnie kiedy leży śnieg. Ponadto, na główny szczyt wiedzie z niego wąska ścieżka o dużych ekspozycjach po jej obu stronach. My obieramy trudniejszą drogę na szczyt - przez taternicki wierzchołek Świnicy (ten po lewej). Stanowczo odradzam podobne wyprawy osobom, które nie posiadają doświadczenia w wędrówkach po górach w podobnych warunkach, gdyż może się to skończyć tragicznie. Przy okazji zwróćcie uwagę, jak mali są ludzie w porównaniu z ogromem góry. Widać ich w kilku miejscach - na wierzchołkach, na podejściu i na przełęczy.


Po drodze rzucamy okiem m.in. na Kościelec.


Tuż pod taternickim wierzchołkiem Świnicy pojawia się kruk, który wręcz prosi się o sfotografowanie.


Robi on wokół nas kilka okrążeń.


Sprawia przy tym wrażenie, jakby pozował do zdjęć.


Z chęcią zamieniłbym się z nim chociaż na chwilę miejscami.


Ostatecznie kruk przysiada ma głównym wierzchołku Świnicy. 
Zdjęcie zrobiłem z wierzchołka taternickiego. Widać na nim też kolegę w drodze na szczyt.


Po kilku minutach kolega znajduje się już na miejscu kruka. Pomiędzy nami Świnicka Szczerbina Niżnia.


Po chwili także i ja wchodzę na właściwy szczyt Świnicy. Widok na wierzchołek taternicki.


Kierunek, z którego przyszliśmy.


Cicha Dolina i jej wspaniałe otoczenie.


Widok na skutą lodem Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Powyżej góry: od Mięguszowieckich Szczytów po Kriváň.


Na lewo od Mięguszowieckich Szczytów widać Kończystą, Wysoką, Rysy i Gerlach - wszystkie o ponad 200-300 m wyższe od Świnicy.


Widok na Orlą Perć.


Granaty i Żółta Turnia.


Pora na zejście ze Świnicy. Zamarła Turnia. Jest tu naprawdę stromo. Bez czekana i raków ani rusz!


Stromiznom nie ma końca... W tle górują: Mięguszowieckie Szczyty, Wysoka, Rysy i Gerlach.


Podczas zejścia cienie coraz bardziej się wydłużają.


W końcu dostrzegamy Przełęcz Zawrat (najniższy punkt na grani po lewej).


Przełęcz Zawrat osiągnięta. Mimo zapadającego zmierzchu czujemy już się bezpiecznie. Najtrudniejsze za nami. Zejście tutaj ze Świnicy nie było łatwe. Pomimo posiadania odpowiedniego sprzętu, odcinek zajmujący normalnie (latem) około 50 minut, zajął nam 2 godziny.


Wieczorne widoki z Zawratu... na zachód (okolice Zawratowej Turni),...


...na wschód (Orla Perć z Kozim Wierchem)...


...i na południe. W dole widać przykryty śniegiem Zadni Staw.


Zmrok szybko zapada - pora schodzić do Doliny Pięciu Stawów Polskich.


Ostatnie zdjęcie przed wyciągnięciem latarek. Stąd jeszcze pond pół godziny szliśmy do Schroniska PTTK w DPSP.


Ten dzień był bardzo wymagający - zarówno kondycyjnie, jak i technicznie, głównie na Świnicy. Wejście, a już szczególnie zejście z tej góry, wymagało nieustannej koncentracji. W wielu miejscach liczył się dosłownie każdy krok, dlatego droga zajęła dłużej, niż pierwotnie mogłoby się wydawać. Niemniej jednak satysfakcja przejścia tej trasy w nie najłatwiejszych warunkach zrekompensowała nam wszelkie trudy. 

Dzień 3
Dolina Pięciu Stawów Polskich - Dolina Roztoki - Palenica Białczańska


Trzeci dzień wyprawy, to jednocześnie pożegnanie z Tatrami. Uda nam się jednak zobaczyć jeszcze kilka ciekawych miejsc.
Poniżej piękny, biały poranek przed Schroniskiem PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Po lewej zamarznięty Przedni Staw.


Nad Małym Stawem Polskim.


Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, w którym spędziliśmy noc.


Lubię wracać do tej doliny. Po prawej widać strażnicówkę TPN. 
Budynek ten postawiono po II wojnie światowej i pełnił wtedy funkcję schroniska.


Ten sam budynek z Kozim Wierchem w tle.


Wielki Staw.


Moje ulubione miejsce w dolinie. 
Przy tej charakterystycznej skale bierze swój początek wypływający z Wielkiego Stawu Potok Roztoka.


Widać nawet, że woda jest tu w wystarczającym ruchu, aby nie zdążyła zamarznąć. 


Widok w przeciwnym kierunku - na potok spływający do Doliny Roztoki.


Tam właśnie kierujemy nasze stopy.


Ściany Granatów.


W ciepłych miesiącach w miejscu tym huczy i spada z łoskotem największy polski wodospad - Siklawa. 
Teraz jednak przykryty jest on niemal w całości śniegiem.


Na samym dole znajduje się jednak otwór w śniegu, w którym widać płynącą ciągle pod spodem wodę.


Próg skalny, z którego opada Siklawa, osiąga wysokość ok. 65 m.


Widok spod Siklawy w dół Doliny Roztoki.


W oddali widać Havran w Tatrach Bielskich.


Buczynowa Strażnica, czyli jedna z turni w północno-wschodniej grani Koziego Wierchu, zwanej Kozim Murem.


Ten sam szczyt a pod nim Potok Roztoka.


Buczynowe Turnie i Wołoszyn nad Potokiem Roztoka.


Po przecięciu asfaltowej drogi z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka, kontynuujemy zejście Doliną Roztoki. 
W miejscu tym miała miejsce klęska ekologiczna. Jest tutaj mnóstwo martwych drzew. Nad okolicą góruje słowacka Holica.


Widok w tył przez martwe drzewa na Turnię nad Szczotami, Zagonny Wierch i Turnię nad Dziadem.


W Schronisku PTTK w Dolinie Roztoki posilamy się i przygotowujemy do wyjazdu.


Ostatni widok przed zejściem do Palenicy Białczańskiej.
Waksmundzki Potok i słowacka Červená skalka.


Podsumowując, był to bardzo udany i jednocześnie intensywny wyjazd. Czas wyjazdu okazał się trafny nie tylko ze względu na dobre warunki śniegowe, ale również na niewielką ilość turystów na szlakach. W zasadzie tylko w okolicach Kasprowego Wierchu widzieliśmy dużo ludzi. Poza tym, tylko my, Tatry i sporadyczni wędrowcy. Polecam!

Poniżej mapa całej pokonanej trasy.



Komentarze

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura