Pilsko i Babia Góra, czyli Matka Niepogód


Jeżdżąc w góry nie zawsze natrafiamy na taką pogodę, jakiej byśmy sobie życzyli. Widoczność jest wtedy mocno ograniczona i ciężko o dobre zdjęcia z wyjazdu. Nawet wtedy jednak góry potrafią się do nas uśmiechnąć i zrzucić na moment zasłonę z chmur tak, byśmy mogli doświadczyć ich piękna w nieco tajemniczej, przelotnej odsłonie. Kuszą nas wtedy niczym niewiasta, która odsłania to tylko, co sama chce nam pokazać, będąc jednocześnie o wiele bardziej pociągającą, niż gdyby odkryła nam wszystko.


Takie właśnie warunki miałem już podczas kilku wyjazdów. Nie przeczę, że zrazu jest się wtedy nieco mniej zadowolonym z wyprawy niż zwykle, jednak bardzo często potrafią się zdarzyć w takich warunkach momenty, które ostatecznie przechylają szalę satysfakcji na plus. Zechciejcie, że zaprezentuję Wam relacje z dwóch wyjazdów na Babią Górę, na których  doznałem czegoś takiego.

Pierwszy wyjazd miał miejsce pod koniec pewnego listopada. Poza Babią Górą wszedłem wtedy najpierw na Pilsko - drugą co do wielkości górę Beskidy Żywieckiego. Chmury od samego początku ścieliły się grubą warstwą, aż po horyzont, nie napawając mnie zbytnio optymizmem.


Podchodziłem z Korbielowa.


Chcąc najwyraźniej rozchmurzyć nieco całą tę atmosferę, w pewnym momencie dołączył się do mnie kot.


Było to nieco ponad skrajem miejscowości i myślałem, że za chwilę zwierzę pójdzie swoją drogą, jednak nie nastąpiło to szybko.


Po jakimś czasie dołączyła do niego kotka.


Oba koty weszły ze mną na wysokość ponad 1 000 m. n.p.m. Później zrezygnowały, bo ziemia była już zamarznięta.


Na Hali Miziowej choć oko wykol...


Pod szczytem Pilska widoki również okazały się mocno ograniczone...


Niemniej jednak gęste chmury zaczęły rzednąć i dało się już cokolwiek zobaczyć.


Mimo sporego zachmurzenia, cała sceneria była bardzo przyjemna dla oka.


Horyzont ginący we mgle oraz szron pokrywający wszystko dookoła nadawały krajobrazowi nutki tajemniczości.


Po chwili jednak wiatr przepędził chmury i można było dojrzeć szczyt Pilska.


Ze szczytu jednak widoków już nie zaznałem. Już to ze względu na duże zachmurzenie...


...już to przez zapadający zmrok.


Kolejnego dnia wyruszyłem na Babią Górę.
Na Przełęczy Krowiarki była jeszcze dobra pogoda.


Jednak już na Sokolicy, po wyjściu powyżej lasu, wszelka widoczność niemal całkowicie zanikła.


Jak widać nie tylko Pieniny mają swoją Sokolicę.


Pod szczytem Babiej Góry byłem przed zmrokiem.


Wtedy to chmury uznały, że nieco się jednak rozstąpią.
Przepraszam za jakość zdjęcia ale było już ciemno a ja nie miałem statywu.
Uważam jednak, że warto je dodać ze względu na zjawisko inwersji.


Następnego dnia ponownie udałem się na szczyt.


Sceneria była bajkowa ale tylko na krótkim dystansie.


Na najbardziej niebezpiecznych odcinkach przejście wspomagały łańcuchy.


Tam gdzie nie było łańcuchów, trzeba było liczyć na raki.


Co jakiś czas, chmury nieco się przerzedzały i można się było trochę rozglądnąć.


Lubię takie stonowane, niemal pozbawione kolorów zimowe widoki.


Są zapewne surowe ale bez wątpienia posiadają swój urok.


Poniżej stroma ścieżka w takich właśnie okolicznościach.


Pod szczytem ponownie straciłem dalszą widoczność.


Chyba dawno nikt nie korzystał z tej tablicy informacyjnej.


Uwielbiam patrzeć na grube, fraktalne wytwory szronu.


Na szczycie Babiej Góry panowały niemal arktyczne warunki.


Królową Niepogody zdobyłem tym razem bez żadnych widoków z jej wierzchołka.


Przy dobrej pogodzie można cieszyć się stąd pięknymi widokami na Tatry.


Chodzenie po górach w zimowych warunkach tak czy inaczej wzbudza we mnie zazwyczaj satysfakcję.
Poniżej wspaniale oszroniony murek na szczycie Diablaka.


Murek ten idealnie chroni przed kąsającym wiatrem, jednak nawet wtedy nie można spędzić tu dużo czasu.


W maju ponownie wróciłem na Babią Górę. Królowa Niepogody i tym razem pokazała swą wyższość. 
Przez większość wędrówki nie widziałem dalej niż na kilka metrów wokół siebie. Nawet w lesie było mgliście.


Miało to swój urok, jednak nadal miałem nadzieję, że pogoda jeszcze mnie mile zaskoczy.


Strumyk przecinający szlak.


Na Perci Akademików sytuacja nie stawała się ani trochę bardziej optymistyczna.


Pokonywanie skalistej ścieżki było jednak przyjemne samo w sobie.


Jest to chyba jedyne miejsce w Beskidach z drabinką na skałach. 
Łańcuchy można spotkać jeszcze tylko poniżej Hali Pawlusiej pomiędzy szczytami Rysianki i Romanki.


Kiedy wszedłem w pasmo szczytowe, chmury zaczęły się na szczęście uprzejmie rozpływać.


Nawet ślimak przyspieszył kroku, czy też ślizgu na swej jedynej nodze.


Zrazu nieśmiele...


...jednak z czasem coraz szybciej okolica zaczęła się przejaśniać.


Z początku nie chciałem zapeszać, jednak kiedy zobaczyłem prześwity błękitnego nieba, uśmiechnąłem się na dobre.


Babia Góra zaczęła ukazywać swoje piękno.


Trzeba przyznać, że robiła to w wyjątkowo tajemniczy sposób.


Kilka chwil później mogłem się cieszyć wspaniałym zjawiskiem inwersji przy zachodzącym słońcu.


Inwersja termiczna, zwana również inwersją temperatury, jest zjawiskiem meteorologicznym, które polega na wzroście temperatury powietrza wraz z wysokością. W normalnych warunkach sytuacja wygląda zazwyczaj odwrotnie - cieplejsze powietrze zalega nisko przy nagrzanej powierzchni ziemi i schładza się dopiero podczas unoszenia do góry. Znaczna inwersja temperatury, jak na przedstawionych zdjęciach, może utrzymywać chmury w kotlinach i dolinach górskich, podczas gdy ponad nimi powietrze jest cieplejsze i w pełni przejrzyste. Powstawaniu takich warunków pogodowych sprzyjają układy wysokiego ciśnienia atmosferycznego.

Refleksy zachodzącego słońca migoczące w obiektywie mojego aparatu.


Widok w kierunku szczytu.


Powyżej chmur wystawał jedynie szczyt Diablaka (Babiej Góry) oraz Cyla, czyli Małej Babiej Góry.


Poza tym - ocean chmur ciągnący się za horyzont...


...w każdym kierunku.


Dzień dobiegł końca.


Czas było zostawić Babią Górę za sobą.


Widoki na zejściu w stronę Przełęczy Krowiarki.


Zmierzwione bałwany pomiędzy mną a Zawoją.


W pewnym momencie ponad chmury wyjrzała jeszcze Polica.


Pasmo Policy wchodzi w skład Pasma Babiogórskiego.


Wiedząc, jakie warunki panowały jeszcze przed chwilą i widząc coś takiego przed sobą, człowiek zastanawia się wtedy: czy to zwykły przyrodniczy przypadek sprawił, że miał możliwość to ujrzeć?... czy może zaszło to w wyniku kwantowego efektu obserwatora?... a może, litując się nad nim, wtrącił się tu sam Stwórca? Tak czy inaczej, niezależnie od odpowiedzi, patrząc przed siebie w takich momentach, człowiek doświadcza czegoś nieopisywalnego... czegoś... mistycznego...


... i po to właśnie jeździ się w góry! Każda wyprawa ma jednak swój koniec. Nie inaczej było i w tym przypadku.


Jak na przekór, następnego dnia zapanowały już idealne warunki widokowe. Widok na Babią Górę.


Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło! Tak właśnie powstaje niedosyt, który pcha człowieka na kolejne wyprawy! Podsumowując, w góry warto pojechać czasami nie tylko przy idealnej pogodzie. Zdarza się bowiem, że niepewna pogoda umożliwi nam dostrzeżenie piękna, którego nie dałoby się dostrzec przy bezchmurnym, błękitnym niebie. A jakie Wy macie o tym zdanie?

Komentarze

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura