Pieniny Właściwe i Małe Pieniny



Pieniny są niskim i niepozornym pasmem górskim, jednak bogactwem rzeźby krajobrazu potrafią zaskoczyć bardziej niż większość pozostałych gór w Polsce. Zapraszam na ponad 50 kilometrów wędrówki przez ten niezwykle piękny zakątek naszego kraju.




Pieniny stanowią najwyższy i jednocześnie najbardziej efektowny fragment wapiennego górotworu nazywanego pienińskim pasem skałkowym. Góry te mają wyjątkową i skomplikowaną historię geologiczną. Od otaczających je łańcuchów górskich odróżnia je to, że były one wielokrotnie wypiętrzane, wchłaniane przez wodę, fałdowane, zgniatane, rozciągane... i tak w kółko przez miliony lat. Ta bogata historia ruchów geologicznych wpłynęła bezpośrednio na ich obecną, zróżnicowaną rzeźbę. W Pieninach występują też ślady po zjawiskach wulkanicznych z okresu, kiedy góry te były wypiętrzane. Na szczytach takich jak, Jarmuta, czy Wdżar (leżący na granicy Pienin i Gorców, przez niektórych badaczy włączany do Pienin) można znaleźć spore intruzje andezytowe, które są dowodem na to, że niegdyś lawa wydostawała się tu na powierzchnię (lub zastygała nieco pod nią). Raczej na pewno góry te nigdy nie były klasycznymi wulkanami. Najprawdopodobniej były to wypływy magmy poprzez spękaną skorupę ziemską. Innym miejscem o podobnym charakterze jest Skałka Bazaltowa nieopodal wylotu wąwozu Białej Wody, jednak skała ta jest starsza niż same Karpaty i pochodzi z okresu jury. W Sudetach zjawiska wulkaniczne spotkać można w wielu miejscach wielu pasm. W polskich Karpatach występują w kilku miejscach, jednak są to zwykle skały stare, powstałe jeszcze przed wydźwignięciem Karpat. Natomiast skały wulkaniczne powstałe w okresie formowania Karpat znajdziemy jedynie w Pieninach i w ich najbliższym sąsiedztwie na skrajnych wzniesieniach Beskidu Sądeckiego i Gorców, które bezpośrednio graniczą z Pieninami.

Polska część Pienin dzieli się na trzy części:
  • Pieniny Spiskie na zachodzie z kulminantą w postaci góry Żar (883 m n.p.m.). Jest to najniższa część całego pasma.
  • Pieniny Właściwe w części centralnej z najwyższym szczytem Okrąglicą - 982 m n.p.m.(najwyższa z trzech skał tworzących masyw Trzech Koron). Jest to najbardziej urozmaicona część pasma, z licznymi skałami, stromymi ścianami i urwiskami oraz z widowiskowym Przełomem Dunajca.
  • Małe Pieniny na wschodzie, oddzielone od właściwej części pasma Przełomem Dunajca. Jest to grzbiet ciągnący się wzdłuż granicy państwowej, na którym występują liczne i malownicze polany. Najwyższy szczyt Małych Pienin, czyli Wysoka (1050 m n.p.m.), zwana również  Wysokimi Skałkami, jest jednocześnie najwyższym wzniesieniem w całych Pieninach.
Podczas swojej wędrówki przeszedłem wzdłuż Pieniny Właściwe oraz Małe Pieniny schodząc z głównego ich grzbietu w najciekawsze wąwozy: Szopczański, Białej Wody i Homole. Na przyszłość zostawiłem sobie jeszcze do przejścia Pieniny Spiskie. Cała trasa zajęła mi niepełne trzy dni spokojnej wędrówki, podczas której pokonałem około 51 km.

Pieniny Właściwe

Na "Starcie" pojawiam się punkt 13:00, po ponad pięciu godzinach transportu środkami publicznymi. Najpierw był autobus KZK GOP do stolicy Górnego Śląska, czyli Katowic, później autokar do Krakowa, dalej bus do Krościenka nad Dunajcem, skąd ostatnim już busikiem dojeżdżam na miejsce, z którego przez najbliższe 51 km poruszać się będę wyłącznie na własnych nogach (będzie jeden drobny wyjątek od tej reguły ale o tym później). Startuję na Przełęczy Snozka, nieopodal miejscowości Kluszkowce. Wjeżdżając na przełęcz, chwilkę po wyjściu z busa moim oczom ukazuje się pierwszy wspaniały widok na Tatry i polski Spisz. Jestem zachwycony i nie waham się tego okazać, choć nie mam specjalnie komu, gdyż wybrałem się na samotną wędrówkę. Krzyczę przez chwilę do siebie z radości, wyciągam aparat, robię poniższe zdjęcie, zarzucam bagaż na plecy i ruszam w drogę szlakiem niebieskim.


Na pierwszym etapie trasy moje oczy cieszą zarówno odległe Tatry, jak i Pieniny Spiskie wznoszące się tuż za Jeziorem Czorsztyńskim, które rozciąga się stąd niemal przez całe moje pole widzenia.


Daleko na zachodzie, na linii horyzontu dostrzegam charakterystyczny kształt Babiej Góry.


Już po chwili marszu natrafiam na całe stado ochoczych modelek i modeli.


Zostawiam owce za sobą, żeby spokojnie skubały sobie trawę, którą przerobią później na mleko, by baca mógł zrobić z niego przepyszne oscypki. Wchodząc na grzbiet podziwiam widok na Tatry, Pieniny Spiskie i Jezioro Czorsztyńskie. 


Wprawne oko dojrzy tu również ruiny Zamku Czorsztyn (na wzgórzu po lewej).


Na początku Czorsztyna po raz pierwszy mam szeroki widok na Pieniny Właściwe. Po lewej widać Trzy Korony.


Za Czorsztynem wchodzę na teren Pienińskiego Parku Narodowego. 


Tuż za bramą znajduje się pawilon wystawowy parku a w nim najstarsza w kraju trójwymiarowa makieta gór, powstała w 1932 r. W tym samym roku utworzono sam Pieniński Park Narodowy, poprzez wykupienie po wygórowanych stawkach najciekawszych, prywatnych terenów. Jako ciekawostkę dodam, że niemal równocześnie utworzono rezerwat przyrodniczy na terenie dzisiejszej Słowacji. Tym samym powstał pierwszy w Europie międzynarodowy park natury.


Zaraz za pawilonem wchodzę na Polanę Majerz. Na jej początku znajduje się bacówka, w której produkowane są tradycyjnymi metodami regionalne przetwory mleczne - oscypki, bundz i żentyca. Produkty z tej bacówki badane są przez jednostkę Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz posiadają certyfikat zdrowej żywności. Ja jednak swoje sery zakupiłem na drugim końcu trasy, nad Jaworkami w bacówce starej daty - niecertyfikowanej. Na terenie bacówki znajduje się tylko jeden baran z owcą, zapewne jako "maskotki" - reszta na łące na wypasie.


Na Polanie Majerz odnajduję pozostałe owce z bacówki.


Trzeba przyznać, że wypasane są one w naprawdę sielskich okolicznościach przyrody.


Pasterz zapytał mnie dokąd idę. Odpowiedziałem mu, że na Trzy Korony a później do schroniska pod tym szczytem. Popatrzył na mnie zdziwiony i spytał: "To tam jest schronisko?" a następnie dodał, machając ręką w tym kierunku: "Jo tam nigdy nie był..." Odpowiedziałem, że to bardzo częste zjawisko, że górale nie chodzą po górach a on mi na to: "Jo nie góral, jo Auschwitz!" Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym ruszyłem dalej. W tle widać wieżę widokową na szczycie gorczańskiego Lubania.


Z Polany Majerz roztaczają się piękne widoki na Jezioro Czorsztyńskie z otoczeniem oraz Spisz i Tatry.


Rzut oka za siebie, po przejściu ogromnej polany Majerz. Pasterz z owcami został za grzbietem.


Dalej szlak wiedzie głównie lasem ale czasem zdarzają się prześwity na nieco mniejszych niż poprzednia polanach.


Przed 16:00 docieram pod szczyt Okrąglicy.


Widok ze szczytu w kierunku, z którego przyszedłem z Babią Górą na horyzoncie.


Widok na Tatry, Spisz, Słowackie Pieniny oraz miejscowość Sromowce Niżne z Dunajcem na pierwszym planie.


Na pierwszym planie: wystająca skała po lewej to Sokolica a szpiczasta góra po prawej, to słowacka Golica. Obie góry przedzielone są płynącym poniżej Dunajcem. Na drugim planie, ciągnący się ukośnie grzbiet, to Małe Pieniny z wyraźnie zarysowaną Wysoką na końcu.


Pola w okolicach Sromowiec Niżnych.


Dunajec i słowacki Czerwony Klasztor po jego lewej stronie oraz nasze Sromowce Niżne po prawej.


Na małej platformie widokowej na szczycie szybko robi się tłoczno, więc schodzę do Przełęczy Szopka i żółtym szlakiem, przez Wąwóz Szopczański udaję się do Schroniska PTTK Trzy Korony w Sromowcach Niżnych. Poniżej kilka zdjęć z Wąwozu Szopczańskiego. 


Niestety słońce w tym miejscu i o tej porze dnia nie było moim sprzymierzeńcem, stąd mała ilość zdjęć.


Polecam odwiedzenie tego wąwozu, gdyż jest to całkiem malownicze miejsce.


Wylot Wąwozu Szopczańskiego.


Schronisko PTTK Trzy Korony w Sromowcach Niżnych. Z tyłu po lewej widoczny jest słowacki Czerwony Klasztor.


Trzy Korony widziane spod podnóża masywu.


Głównym celem zejścia do Sromowiec Niżnych było zobaczenie i uwiecznienie widoku "od frontu" na najpopularniejszy szczyt Pienin Właściwych. Początkowo plan był taki, aby zaraz po zejściu rozbić tam namiot, jednak życie często weryfikuje plany. Nie dość, że godzina była jeszcze młoda, to zdecydowanie miałem jeszcze ochotę zobaczyć tego dnia coś ciekawego. Stwierdziłem ostatecznie, że żal byłoby odpuścić sobie zobaczenie zachodu słońca ze szczytu Trzech Koron, więc spędzam w schronisku jedynie pół godziny, odpoczywam i ponownie ruszam na szczyt.


Funduję sobie tym samym dwukrotne wejście na Okrąglicę, co okazuje się trasą od serca... dosłownie! 
Zerknijcie na kształt jaki zatoczyłem wokół szczytu!


To miejsce emanuje miłością i nie są to puste słowa! 
Ponad siedem i pół roku temu (w Sylwestra 2009) oświadczyłem się mojej żonie na szczycie Okrąglicy. 
Góry są idealnym cementem dla ludzkich emocji!

Po niepełnych dwóch godzinach od opuszczenia schroniska, drugi raz w ciągu tego dnia pojawiam się na Okrąglicy.


Gra świateł na spiskich pagórkach na chwilę przed zachodem słońca, widziana ze szczytu.


Zachód słońca na Okrąglicy okazał się przepiękny a refleksy światła na tafli Jeziora Czorsztyńskiego niezapomniane.


Słońce schowało się bezpośrednio za Babią Górą.


Jako, że niebo było bezchmurne, po zachodzie słońca czekam jeszcze, aż niebo rozgwieździ się tak, jak to tylko w górach jest możliwe. Po jakimś czasie, unosząc głowę do góry, momentalnie przypomina mi się sentencja Kanta:

"Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią, niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. 
Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie".


Wielki Wóz nad Lubaniem. Pod nim światła Grywałdu i Kluszkowców.


Po zrobieniu tych zdjęć wróciłem do Sromowiec Niżnych i rozbiłem w nocy namiot. Budzik ustawiłem sobie na środek nocy, gdyż miałem zamiar obejrzeć również wschód słońca z Trzech Koron. Po wstaniu nieco się zmartwiłem, gdyż świat dookoła zasnuwała gęsta mgła. Tak czy inaczej zwinąłem jednak obóz i ruszyłem pod górę. Wraz z pokonywaniem wysokości mgła zdawała się rzednąć, jednak po drodze nie było żadnych otwartych przestrzeni, więc nie potrafiłem ocenić, czy ze szczytu będę coś widział. Dlatego wchodząc ponownie na platformę widokową dosłownie zatkało mi dech w piersiach. Przede mną roztaczał się niesamowity widok na Tatry a pod nimi na mgłę, z której wyszedłem, czy raczej na morze chmur w dolinie Dunajca!


Tam gdzie wczoraj widziałem stąd doliny, rzekę i miejscowości, dziś widzę mglistą zasłonę.


Takich widoków się nie zapomina, niezależnie od tego, jak dużo się chodzi po górach.


Pełnia mistycyzmu!


Tuż przed wschodem słońca.


Mając w głowie ciągle żywe wspomnienie migoczących gwiazd oraz wschodzące słońce przed oczyma, przypomina mi się fragment poematu z "Księgi Zaginionych Opowieści" J.R.R. Tolkien'a, wykorzystany przez zespół Summoning w utworze "Old Mornings Dawn" (6 min 36 sek):

"The misty stars thy crown, the night thy dress,
most peerless magical thou dost possess my heart,
and old days come to life again,
old mornings dawn..."


Słońce coraz bardziej wychyla się zza Beskidu Sądeckiego, wydobywając z mroku coraz więcej detali.


Również tam, gdzie wczoraj widziałem Jezioro Czorsztyńskie, dziś widać tylko kołdrę z chmur.


Tymczasem budzący się dzień wydobywa ze świata coraz więcej barw.


Można stwierdzić, że dzień zaczął się na dobre!


A więc w drogę! Pozostaję wierny niebieskiemu szlakowi i idę w kierunku Zamkowej Góry.


Wejście na teren ruin Zamku Pieniny.
Obok postawiono kapliczkę fundatorki zamku - św. Kingi, żony Bolesława Wstydliwego. Średniowieczne żywoty i kroniki wskazują, że będąc dzieckiem przeżyła ona w Polsce dwa najazdy Mongołów. Nieco później, będąc już księżną, przed trzecim najazdem uciekła wraz z siostrami zakonnymi z ufundowanego przez siebie klasztoru klarysek w Starym Sączu do tegoż oto zamku. Według tych podań, zamek został wzniesiony na jej polecenie, na taką właśnie okoliczność.


Badania przeprowadzone pod koniec lat 70'tych dowodzą, że zamek został wzniesiony w trzeciej ćwierci XIII w. a więc jest to najstarszy zamek murowany w Małopolsce (jego mur tarczowy, który widać na poniższych zdjęciach, jest starszy od wawelskiego). 


Jednocześnie jest to najwyżej położony zamek w polskich Karpatach - usytuowano go pomiędzy 740 a 760 m n.p.m.


Po spełnieniu swej roli i zapewnieniu schronienia św. Kindze, zamek nie był zbyt często używany i stopniowo popadał w ruinę. Większą popularność zdobył ponownie na początku XX w., kiedy to na jego ruinach wybudowano pustelnię. Mieszkało w niej dwóch pustelników - pierwszym był Andrzej Stachura. Niestety podczas pobytu drugiego pustelnika, Wincentego Kasprowicza, domek spłonął w 1949 r.

źródło: fotopolska.eu

Opuszczam Zamek Pieniny i udaję się dalej niebieskim szlakiem.


Na tym odcinku nawet trasa przez las, bez otwartych przestrzeni, potrafi zaskoczyć ciekawymi miejscami.


Nieco za Polaną Wyrobek wchodzę na Sokolą Perć - bardzo interesujący szlak wiodący po grani, na której znajdują się takie szczyty, jak Czertezik i Sokolica. Większa część szlaku jest zalesiona, jednak nawet wtedy trasa obfituje we wrażenia.


Szlak wiedzie bowiem przy samej krawędzi stromej przepaści.


W wielu miejscach są jednak prześwity z ciekawymi widokami, jak poniżej - na Sokolicę (szpiczasta skała).


Nieco dalej wchodzę na szczyt Czertezik, z którego rozpościera się już otwarty widok na całą okolicę - od masywu Trzech Koron, przez Tatry i przełom Dunajca...


...po Sokolicę, na którą za chwilę również się udam.


W tym celu muszę pokonać jeszcze najbardziej skalisty i urozmaicony odcinek Sokolej Perci.


Uwielbiam takie ścieżki!


W końcu staję na szczycie Sokolicy - jednego z najbardziej widokowych szczytów Pienin Właściwych. 
Widok na Trzy Korony i zakole Dunajca.


Wyraźnie widoczna wyrwa Przełomu Dunajca pomiędzy Golicą a Trzema Koronami.


Sosna reliktowa na szczycie Sokolicy. 


Jest to najprawdopodobniej najsławniejsza i najczęściej fotografowana sosna w kraju. Jednocześnie jest to prawdopodobnie też jedna z najstarszych przedstawicielek tego gatunku. Sosny reliktowe w Pieninach mają około 500 lat i są pozostałościami z ostatnich okresów polodowcowych. Niegdyś porastały one spore połacie lasów. Obecnie, ze względu na ocieplenie klimatu, zostały wyparte przez świerki i przetrwały jedynie na najwyższych, najbardziej niedostępnych skalistych ostojach.


Po nasyceniu oczu widokami pora na zejście w dół.  
Nietypowo ukształtowana gałąź jednego z buków na zejściu z Sokolicy.


Trasę kontynuuję niebieskim szlakiem. 
Po drodze jest polanka, z której widać Szczawnicę oraz Schronisko PTTK Orlica (po prawej).


W pewnym momencie szlak się urywa a moją drogę przecina Dunajec. 
W miejscu tym czeka już na mnie pieniński flisak, który przewozi turystów przez Dunajec niczym Charon przez Styks.


Czas na przeprawę przez Dunajec. Miejsce, w którym jestem nazywa się Przeprawą pod Sokolicą.

========================================================================
Flisacy przewożą turystów codziennie od kwietnia do października wg poniższego harmonogramu:

15.04 - 30.06 od 8:00 do 19:00
01.07 - 31.08 od 8:00 do 20:00
01.09 - 30.09 od 8:00 do 18:00
01.10 - 30.10 od 8:00 do 17:00

Koszt przeprawy:
osoby dorosłe - 3 zł
dzieci do lat 10 - 1,5 zł

Warto mieć na uwadze, że czasami kursy mogą zostać zawieszone, np. przez złe warunki pogodowe. Dlatego przed uwzględnieniem przeprawy w planach wycieczki warto najpierw zadzwonić i zorientować się w aktualnej sytuacji.

Informacja telefoniczna dostępna pod nr:
+48 517 359 505
+48 512 977 289
========================================================================

Na pokładzie tratwy flisackiej.


Przeprawa przez Dunajec była jedynym momentem tej wyprawy, w którym nie poruszałem się na własnych nogach. 
Poniżej zdjęcie pośrodku nurtu Dunajca.


Małe Pieniny

Schodząc z tratwy na drugim brzegu Dunajca, opuszczam tym samym Pieniny Właściwe a moje stopy stawiam już na terenie Małych Pienin. Przez chwilę spoglądam na odpływającą tratwę, po czym zarzucam bagaż na plecy i ruszam w dalszą drogę.


Na dobry początek zachodzę do Schroniska PTTK Orlica. Jeszcze do niedawna był to obiekt o dość niskim standardzie, jednak niedawno przeszedł kapitalny remont i jak na schronisko turystyczne, prezentuje teraz naprawdę wysoki poziom. Chwilę odpoczynku wykorzystuję na podładowanie telefonu i rozładowanego poprzedniego dnia akumulatora aparatu (zawsze noszę ze sobą dwa). Posiliwszy się pysznym gulaszem pienińskim z dużą ilością mięsa oraz wypiwszy mocną kawę, ruszam dalej.


Po chwili podejścia wychodzę z lasu na polanę, z której roztacza się wspaniały widok na słowackie Pieniny z Tatrami w tle.


Dobrze widać stąd również Trzy Korony oraz Sokolicę (białe skały po prawej).


Cała panorama polanki.


Na szczycie Szafranówki zastaję stado owiec.


Pilnowane jest ono przez pięknego i przyjacielsko nastawionego owczarka.


Baran przygląda mi się trochę z zainteresowaniem a trochę z nieufnością. 
Na szczęście nie zechciał przepędzić mnie swym okazałym porożem.


Była to bardzo przyjemna chwila odpoczynku na szczycie kolejnej pienińskiej góry.


Ruszam dalej wraz z przemieszczającym się po chwili stadem. 
Po lewej widoczna Jarmuta (z nadajnikiem na szczycie) - góra z wulkanicznymi korzeniami.


Malownicze Łaźne Skały


Wraz z oddalaniem się od nich, krajobraz jeszcze bardziej nabiera malowniczości.


Początek polany pod szczytem Cyrhle. 
Nazwa tego miejsca wywodzi się z mowy wołoskiej a odnosi się do procesu tworzenia hali pasterskich zwanego cyrhleniem.


Hale beskidzkie posiadają długą historię, związaną z wypasaniem owiec na ich terenach. Zanim do tych wypasów doszło, same hale musiały jednak powstać. Nie są to bowiem naturalne polany występujące w lasach górskich.


Większość z hal beskidzkich została założona przez Wołochów. Wołosi byli wędrownym ludem pasterskim, zamieszkującym pierwotnie Półwysep Bałkański. W wyniku swoich wędrówek, na przełomie XIV i XV wieku dotarli oni w Karpaty, gdzie stopniowo zaczęli odchodzić od nomadycznego trybu życia. Miejscowy klimat bardziej sprzyjał do osiedlania się w jednym miejscu. W ten sposób Wołosi zaczęli lokować swoje osady oraz tworzyć hale pasterskie. Przed nimi te tereny były przeważnie niezamieszkane. Ten okres historii określany jest mianem kolonizacji wołoskiej. Nie będę poruszał tutaj wszystkich kwestii związanych z tym okresem. Na potrzeby artykułu opiszę tylko sposób, w jaki Wołosi tworzyli górskie polany i hale pasterskie.


Dokonywali tego w procesie zwanym "cyrhleniem", od którego miejsce to wzięło swą nazwę. Proces ten przebiegał w kilku etapach. Nie wystarczyło bowiem po prostu wypalić lasu na pożądanym terenie. Groziłoby to rozprzestrzenieniem się pożaru.


Najpierw wybierano więc teren leśny, który nadawał się ze względu na swoje położenie pod wypas owiec i kóz. Następnie, na wysokość dorosłego mężczyzny drzewa odzierano z kory a wszelkie inne rośliny rosnące pomiędzy drzewami trzebiono. W przeciągu roku drzewa obdarte z kory obumierały i usychały. Najlepsze z nich wycinano na budowę bacówek pasterskich a resztę zostawiano na miejscu. 


W kolejnym kroku podpalano wytrzebioną i uschniętą roślinność. Dzięki uprzedniemu przygotowaniu terenu ryzyko rozprzestrzenienia się pożaru było niskie. Po wygaszeniu ognia ponad powierzchnię ziemi nadal sterczały pnie martwych drzew, których jednak nie karczowano. Drewno to było na bieżąco wykorzystywane na opał w szałasach pasterskich, w których ogień palił się przez cały sezon pasterski. Na wypalonym terenie stopniowo pojawiała się roślinność pastwiskowa i zaczynano wypasy. Ostateczny kształt hala przybierała często dopiero po kilkudziesięciu latach użytkowania. Co prawda ze względów ekonomicznych pasterstwo w Karpatach, szczególnie na wysoko położonych polanach i halach przestało być opłacalne, jednak warto mieć to wszystko na uwadze odwiedzając miejsca, które ktoś w pocie czoła tworzył ponad 600 lat temu, by móc żyć w tym górskim, nie zawsze gościnnym klimacie.

Poniżej widok na tak właśnie powstałą wieki temu polanę Cyrhle.


Po kilkunastu minutach dochodzę w okolice Wysokiego Wierchu. 
Gdyby świerki zamienić tu na buki, poczułbym się jak w Bieszczadach! 


Tak rozległe hale, poza połoninami, nie zdarzają się chyba nigdzie indziej w polskich Karpatach.


Na mojej drodze pojawia się wolno stąpający koń.


Jest tu też sporo krów rasy czerwonej. 
Według oryginalnych przepisów, mleko wyłącznie od tej rasy można mieszać z owczym przy produkcji oscypków.


Nieco dalej szykuję się do podejścia na Wysoki Wierch, widoczny po prawej.


Na podejściu na tą górę zauważam liczne kanie.


Są to jedne z moich ulubionych grzybów, jednak nie mam warunków do ich przygotowania do spożycia.


Pod szczytem jeszcze bardziej nasuwa mi się na myśl bieszczadzkość tego krajobrazu.


Dziwi mnie, że w tych okolicach jest zdecydowanie mniej turystów niż w Pieninach Właściwych.


Widoki z Wysokiego Wierchu. Tatry, Spisz i słowackie Pieniny.


Od słowackich Pienin, przez Trzy Korony po Lubań w Gorcach.


Tak bardzo mi się tu podoba, że stwierdzam, iż wrócę tu na zachód słońca. Póki co jednak, udaję się w dalszą drogę.


Przy Ośrodku Szkolno-Wypoczynkowym pod Durbaszką rozbijam namiot. 
Widok na Pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim.


Po solidnym odpoczynku zawierającym prysznic, posiłek, lekturę oraz drzemkę, wracam na Wysoki Wierch.


Kolory nieba oraz gra światła i cieni zdążyły już znacznie się zmienić odkąd byłem tu kilka godzin temu.


Oto bohater całego wydarzenia - słońce chylące się ku zachodowi.


Podobnie jak dzień wcześniej, tym razem słońce również skrywa się za Babią Górą.


Po zmierzchu wracam do namiotu, gdzie wykonuję jeszcze kilka ujęć rozgwieżdżonego nieba.


Ponownie charakterystyczny Wielki Wóz, tym razem nad Szlachtową.


Budzę się tuż przed wschodem słońca. Wychodzę przed namiot, żeby zrobić kilka zdjęć.


"Bo nowy dzień wstaje, bo nowy dzień wstaje, nowy dzień", jak w piosence Edwarda Stachury spopularyzowanej przez SDM.


Po zwinięciu namiotu i ogarnięciu się jem śniadanie, piję kawę, którą przygotowuje mi pani krzątająca się w jeszcze zamkniętym bufecie ośrodka, po czym wyruszam w dalszą drogę. Widok spod Durbaszki na Wysoki Wierch i Trzy Korony pozwala mi w pełni cieszyć się nowym dniem. Tym razem w dolinie Dunajca również widać kłębiące się gęsto poranne mgły.


Na tym zdjęciu widać trzy pasma naraz: Pieniny, Gorce i Beskid Sądecki.


To z kolei jest już widok z Wysokiej, na którą docieram po około godzinie.


Tatry prezentują się nadzwyczaj przejrzyście.


Ten szpiczasty cypelek po prawej stronie, to Giewont.


W okolicach Doliny Dunajca nadal zalegają poranne mgły.


No i jak tu nie kochać gór?


Widok od Tatr Bielskich po Trzy Korony.


Po zejściu ze szczytu Wysokiej nadal trzymam się niebieskiego szlaku. 


Poniższe hale przemierzałem niecałe osiem lat temu idąc na Wysoką od Wąwozu Homole.


Skraj polskich Pienin a w tle Beskid Sądecki.


Wysoka widziana spod Uroczyska Zaskalskiego.


Małe Pieniny potrafią uraczyć serce zdecydowanie bardziej sielskimi widokami niż Pieniny Właściwe.


W okolicach Uroczyska Zaskalskiego.


Spotykam tam ogromną ilość motyli. Poniżej Rusałka Admirał.


Rusałka Pokrzywnik.


Rusałka Żałobnik.


Paź Królowej.


Do kompletu zabrakło mi słynnego Niepylaka Apollo - jednego z największych polskich motyli dziennych. Niepylak Apollo objęty jest ścisłą ochroną. Nieszczęśliwie wyginął już w całych polskich Karpatach pozostając obecnie jedynie w Pieninach oraz nielicznie w Tatrach. Poniższe zdjęcie Niepylaka Apollo zaczerpnięto ze strony terrarium.com.pl.


Okolice Przełęczy Rozdziela.


Nad Przełęczą Rozdziela schodzę z niebieskiego szlaku, którym szedłem dokładnie przez 31,4 km (odbijając oprócz tego w kilku miejscach na inne szlaki). Skręcam teraz na żółty szlak w kierunku Jaworek.


Zastaję tu jeden z najładniejszych widoków na całej trasie.
W środkowym planie widać okolice wąwozu Biała Woda z charakterystyczną Smolegową Skałą po prawej.
W dalszym planie od lewej: Wysoki Wierch, Trzy Korony i Lubań.
Zbliżam się do bacówki, przy której pasą się konie.


Łącznie były tam aż trzy konie.


Jeden z nich był jednak wyjątkowo fotogeniczny.


W bacówce trwa wędzenie oscypków. Ponad wejściem widać nawet dym wydostający się ze środka.


Mroczne przyozdobienie nad portalem.


Oscypki wędzą się wisząc na sznurkach.


Na ogniu będącym jednocześnie źródłem dymu, w którym wędzą się sery, stoi kocioł z podgrzewanym skrzepem serowym. Po odciśnięciu zeń żentycy ser wyląduje w drewnianych formach nadających mu charakterystyczny kształt. Od "scypania", czyli rozszczepiania tych foremek pochodzi właśnie nazwa sera. Następnie przez dobę ser moczyć się będzie w solance, która usunie z niego nadmiar wody. Na koniec zawiśnie na sznurkach lub zostanie położony na półce pod stropem bacówki aby spokojnie się wędzić.


W bacówce jestem zaledwie chwilę, jednak jej zapach czuję na sobie jeszcze przez długi czas!
Wychodzę z zapasem serów w plecaku. Przede mną początek Rezerwatu Biała Woda.


Ten malowniczy wąwóz został wydrążony w wapiennych skałach pienińskiego pasa skałkowego przez potok Biała Woda.


Podobnie jak inne pienińskie wąwozy, charakteryzuje się on bardzo stromymi ścianami skalnymi.


Mały wodospad na potoku Biała Woda.


Przed 1947 r. teren obecnego rezerwatu stanowił centrum wsi Biała Woda zamieszkałej przez Rusinów Szlachtowskich. Zostali oni wysiedleni w ramach "Akcji Wisła". Nie jest to miejsce ani czas na opisywanie przyczyn, przebiegu oraz skutków tej akcji. Każdy zainteresowany może to zrobić we własnym zakresie. Zachęcam do przeczytania tego artykułu. Tym bardziej nie w moim zakresie leży ocena słuszności wysiedleń. Podobno nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych środków, ja natomiast nie byłem ich uczestnikiem. Faktem jest jedynie to, że obecnie Rusinów Szlachtowskich tutaj już nie ma. Po dawnych mieszkańcach pozostało jednak dużo śladów m.in. charakterystyczna dla ich kultury kryta gontem kapliczka z Chrystusem wyciętym z blachy.


Nadal można zauważyć tu również liczne zdziczałe drzewa owocowe rosnące w niegdysiejszych sadach.


Smolegowa Skała.


U stóp tej skały wije się Biała Woda.


Skała Bazaltowa - pomnik przyrody.
Jedno z nielicznych miejsc w polskich Karpatach, w którym mamy dowód na niegdysiejszą aktywność wulkaniczną tych terenów. Skała ta stanowi zastygniętą niegdyś lawę wydostającą się na powierzchnię przez spękaną litosferę.


Spod Skały Bazaltowej roztacza się dobry widok na Smolegową Skałę.


To samo miejsce w latach 1967-1968.
Porównajcie poniższe zdjęcie z powyższym. Na pierwszy rzut oka powyżej jest znacznie więcej roślinności. Przyczyną tego stanu rzeczy jest to, że zamieszkujący niegdyś te tereny Rusini Szlachtowscy wykorzystywali dosłownie każdy fragment dostępnej im ziemi - zarówno do celów rolniczych, jak i do wypasu owiec. Po ich wysiedleniu tereny te zaczęły stopniowo zarastać.

źródło: fotopolska.eu

Kolejnym miejscem, w którym można zauważyć zmianę krajobrazu na przestrzeni dziesięcioleci po wspomnianych wysiedleniach jest Wąwóz Homole. Poniższe zdjęcie przedstawia wejście do tego wąwozu. Gdybym stanął kilka metrów w lewo lub w prawo, uchwycenie tego kadru byłoby niemożliwe ze względu na rosnące wszędzie drzewa. 


Zerknijcie więc i porównajcie, jak wyglądało to miejsce w 1937 r. Poniższe zdjęcie przedstawia Rusinów z Jaworek przed wejściem do Wąwozu Homole, ubranych w ich autentyczne stroje. Ponownie w oczy rzuca się ubogość szaty roślinnej, która nie miała szans na rozwinięcie się przy systematycznym wypasie owiec.


Pomimo, że wąwóz znacznie zarósł od tamtych czasów, nadal jest on miejscem godnym uwagi.


Ścieżka wiedzie mnie dnem wąwozu a nade mną wznoszą się wysokie, urwiste ściany.






Krajobraz ten został wydrążony w ciągu milionów lat przez płynący dnem wąwozu niepozorny potok Kamionka.


Miło jest posiedzieć nad jego brzegiem i wsłuchać się w szum wody odbijający się od ścian wąwozu.


Ponad wąwozem i poza szlakiem znajduje się jeszcze punkt widokowy przy stacji wyciągu narciarskiego.


Napawam się przez chwilę po raz ostatni otwartymi widokami, po czym schodzę do dołu.


Po przejściu Wąwozu Homole moja wyprawa dobiega końca. Udaję się na przystanek autobusowy skąd busem dojeżdżam do Szczawnicy. Stamtąd z kolei dalsze środki transportu zabierają mnie z powrotem w wir codziennych wydarzeń.

Poniżej mapa całej trasy. Pokonany dystans - 51 km. 


Zachęcam Was do odkrywania tego pasma górskiego na własną rękę - czy to w całości, czy w krótszych fragmentach. Zapewniam, że dostarczy ono Wam mnóstwo wrażeń. Spróbujcie zobaczyć przy tym nie tylko najbardziej popularne miejsca, jak Trzy Korony i Sokolica, ale również liczne, zaciszne zakątki, których jest tu naprawdę sporo.



Komentarze

  1. Witam,
    przypadkiem trafiłem na artykuł o Beskidzie Niskim w serwisie wykop.pl i od tej pory nie mogę się oderwać od Pańskiego bloga. Nie ogranicza się Pan do opisywania samych wypraw i gór ale również historii danego regionu. Skąd Pan bierze te informacje bo często nie są to podstawowe wiadomości z wikipedii :) Będę śledził Pana bloga i czekam na kolejne wpisy.
    PS Góry pamiętam z wypraw w licemu ale jak tylko skompletuje sprzęt wychodzę z domu za próg.
    Pozdrawiam
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że blog przypadł Panu do gustu oraz, że udało mi się Pana zainteresować nie tylko samymi górami. Zapraszam ponownie ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura