Góry Sowie i ich mroczna, niemiecka przeszłość



Sudety wchodzą w skład Polski stosunkowo niedługo, gdyż od zakończenia II wojny światowej. Wcześniej tereny te przez długi czas znajdowały się pod władzą niemiecką. Najbardziej wyraźne ślady niemieckich wpływów w całych Sudetach widoczne są natomiast w Górach Sowich. Niestety w większości nie jest to spuścizna, z której szanujący się naród mógłby odczuwać dumę. 



Dlaczego? Ponieważ poza doniosłością architektoniczną, do której swoją drogą daleko jest nawet wielu współczesnym budowlom, większość z zachowanych tam obiektów stanowi niszczejące z wolna tryby niemieckiej machiny śmierci, która w pierwszej połowie XX wieku przetoczyła się przez Europę, zbierając żniwo w postaci milionów niewinnych istnień ludzkich. Zanim jednak przejdziemy do tej niechlubnej historii, zajmijmy się na chwilę tym, co w tych terenach najpiękniejsze, czyli samymi górami. Zaprezentuję Wam piętnastokilometrową  pętelkę przez najwyższy szczyt Gór Sowich, czyli przez Wielką Sowę. Link do mapki trasy.

Wędrówkę rozpoczynam we wsi Sokolec.


Widok z podejścia na Góry Sowie i znajdujące się za nimi Góry Wałbrzyskie i Kamienne.


Zimowe warunki pogodowe należą do moich ulubionych.


Ostatni zryw przed wejściem na szczyt. Ponad drzewami już widać wieżę widokową.


Wieża widokowa na szczycie Wielkiej Sowy została wybudowana w latach 1905-1906. Osiąga ona 25 metrów wysokości. Jest to jedna z około 250 wież Bismarcka, które zostały wybudowane przez Niemców w latach 1869-1934. Powstały one na terenach dzisiejszych Niemiec, Polski, Rosji, Czech, Francji, Danii i Austrii. Poza Europą wybudowano je również w Chile, na Papui-Nowej Gwinei, w Tanzanii i w Kamerunie, z czego zachowała się jedynie wieża chilijska. W Polsce do dnia dzisiejszego ostało się 17 z pierwotnych 40 wież Bismarcka. Wieże te miały wyrażać niemiecką dumę narodową i rozsławiać imię Żelaznego Kanclerza, czyli Ottona von Bismarcka, który w znacznym stopniu przyczynił się do zjednoczenia Niemiec w drugiej połowie XIX wieku. Na wielu wieżach kilka razy w roku rozpalano ku jego czci ogień. Zwyczaj ten zachował się szczątkowo na terenie Niemiec do dnia dzisiejszego. Poniżej zdjęcie wieży na szczycie Wielkiej Sowy zrobione niedługo po jej wybudowaniu.

źródło: fotopolska.eu

Jak widać, przetrwała ona w znakomitym stanie do dzisiaj.
Wieża otwarta jest od maja do października, codziennie, w godzinach od 9:30 do 19:00.
W pozostałych miesiącach otwierana jest tylko przy dobrej pogodzie i tylko w weekendy, od 9:30 do 15:30.
Zimą raczej na pewno nie będziecie musieli przeciskać się tutaj przez tłumy turystów obecne zazwyczaj latem.


Widok z góry na plac pod wieżą.


Ośnieżone drzewa widziane z lotu ptaka.


Ze szczytu wieży roztaczają się piękne widoki. Poniżej Mała Sowa a w tle Góry Kamienne i Wałbrzyskie.


Widok w przeciwnym kierunku na Góry Sowie.


Widok na północ - na Równinę Swidnicką i Masyw Ślęży.


Według jednej z kilku hipotez, to właśnie od szczytu Ślęży wywodzi się nazwa całego regionu - Śląska.


Zbliżenie na Małą Sowę. W tle Góry Kamienne. Przy mniejszym zachmurzeniu widać byłoby też Karkonosze.


Wzniesienie tuż za Małą Sową po prawej, to Włodarz - góra, wewnątrz której kryją się poniemieckie sztolnie Projektu Riese. Na zdjęciu tym spotykają się tym samym dwie, poniekąd sprzeczne ze sobą historie. O ile bowiem wieża Bismarcka, z której zrobiłem to zdjęcie, miała w zamyśle wyrażać niemiecką dumę narodową, o tyle to, co kryją podziemia Włodarza i kilku okolicznych gór, stanowi niechlubną plamę na historii i honorze Niemiec, której nigdy nie uda im się zmazać. Później przeniesiemy się do wnętrza kompleksu Riese, gdzie pokrótce przybliżę jego historię. Póki co, skupmy się jednak jeszcze na górskich wędrówkach.


Zostawiam za sobą szczyt Wielkiej Sowy.


Przede mną dalsza trasa w zimowych okolicznościach przyrody.


Po drodze mijam ciekawe wychodnie skalne zwane Lisimi Skałami.


Widoki na zejściu z gór.


Sielski krajobraz górskiej miejscowości.


Po przejściu 15 km wracam do Sokolca. Na tym skończyłaby się prawdopodobnie zwykła relacja z górskiej wędrówki.
 Winien Wam jednak jestem jeszcze kilka słów na temat poniemieckich sztolni Projektu Riese.


Jeśli macie ochotę, dalszą część artykułu możecie przeczytać przy akompaniamencie niezwykle mrocznej, momentami przerażającej muzyki z rodzaju Dark Ambient, która bardzo skutecznie uwydatnia klimat piekła, jakie Niemcy zgotowali swym więźniom w podziemiach Projektu Riese. Przedstawiam utwór Black Star brytyjskiego twórcy o pseudonimie Lustmord. Ostrzegam - może przyprawić o ciary!

"Projekt Riese" jest nazwą odnoszącą się do największego projektu górniczo-budowlanego rozpoczętego przez Niemcy w latach 1943-45, czyli pod koniec II wojny światowej. Ze względu na zakończenie wojny oraz porażkę imperialnych zapędów Niemiec, prace te na szczęście nigdy nie zostały ukończone. Riese, czyli Olbrzym... słowo to idealnie oddaje charakter tego projektu. Prace górnicze i budowlane prowadzone były na terenie kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, wewnątrz gór: Włodarz, Ostra, Jedlińska Kopa, Dział Jawornicki, Moszna, Osówka, Soboń i Gontowa. Prawdopodobnie kopano również na stokach Wielkiej i Małej Sowy ale teorie te nie zostały jak dotąd potwierdzone. Jednoczesne prace prowadzone były również pod odległym o kilkanaście kilometrów Zamkiem Książ. Niektóre teorie głoszą, że docelowo Kompleks Riese i podziemia Zamku Książ miały zostać ze sobą połączone. 

Pod względem zaawansowania prac inżynieryjnych, obiekty te osiągnęły najwyższe ówcześnie możliwości techniczne. Niemcy rozpoczęły ten niezwykle ambitny z architektonicznego punktu widzenia projekt najprawdopodobniej dlatego, że ich produkcja zbrojeniowa zaczęła być coraz bardziej zagrożona nasilającymi się nalotami aliantów. Zniszczono im na przykład poligon doświadczalny i fabryki rakiet w Peenemunde na wyspie Uznam, co opóźniło o pół roku prace nad produkcją broni V1 i V2. Między innymi z tych powodów na najwyższych szczeblach nazistowskiej władzy miano podjąć decyzję o przeniesieniu produkcji w bezpieczny, jak wtedy sądzono, rejon Sudetów. Pod realizację tego celu wybrano Góry Sowie, które zbudowane są głównie z twardych, prekambryjskich gnejsów - jednych z najstarszych skał nie tylko w całych Sudetach, ale nawet w całej Europie. Ich wiek szacuje się na 495 mln lat. Starsze są jedynie szarogłazy łużyckie. W tych prastarych skałach zaczęto drążenie sieci sztolni, bunkrów i innych podziemnych budowli.

Pod względem potworności, jakie jeden człowiek może okazać drugiemu, Niemcy przekroczyli tam wszystkie znane granice. Podczas prac budowlanych wykorzystywano więźniów, głównie Żydów, przywiezionych tu przez KL Auschwitz-Birkenau po likwidacji łódzkiego getta. Więźniowie ci zostali rozmieszczeni w obozach pracy, którym nadano nazwę Arbeitslager Riese. Była to sieć podobozów Groß-Rosen (Gross-Rosen). Trafiło tam również kilkudziesięciu mężczyzn z łódzkiego więzienia na Radogoszczu. Łącznie w prace zaangażowano co najmniej kilkanaście tysięcy osób, jednak niektóre dokumenty niemieckie wspominają nawet o liczbie 30 000 więźniów. Ich praca była niezwykle ciężka. Poza drążeniem sztolni wewnątrz gór, zajmowali się oni również budową dróg, torowisk i przeładunkiem materiałów. Warunki pracy, niedożywienie oraz nieludzkie traktowanie przez niemieckich oprawców, złożyły się na bardzo wysoką śmiertelność. Wielu więźniów zostało zabitych w ostatnich dniach prac, przed wycofaniem się Niemców, z tych terenów. Celem mordu było usunięcie świadków wykonywanych tam prac. Przeżyli tylko nieliczni... 

Projekt został zrealizowany tylko częściowo. Wycofując się z tych terenów przed Armią Czerwoną, Niemcy wysadzili w powietrze i zamaskowali najprawdopodobniej jedynie niektóre wyloty sztolni. Wejścia do znanych dzisiaj obiektów zostały po ich odejściu zupełnie drożne. Część podziemnych budowli zostało zniszczonych, jednak nie wiadomo do końca, czy wszystkie i kto ich dokonał. Część zniszczeń zostało dokonanych już po wojnie, prawdopodobnie przez Związek Radziecki lub władze PRL, choć znane są także pogłoski o obecnych tu wtedy oddziałach Werwolfu (niemiecki plan dywersji i walki partyzanckiej na ziemiach utraconych przez III Rzeszę). Na podstawie zachowanych dokumentów III Rzeszy można wnioskować, że dotychczas połowa podziemnych korytarzy nie została jeszcze odnaleziona. Na chwilę obecną znane są kompleksy Walim-Rzeczka, Włodarz, Głuszyca-Osówka, Soboń, Jugowice Górne-Jawornik i Sokolec-Gontowa. Pierwsze trzy zostały udostępnione turystom do zwiedzania. Ponadto przypuszcza się, że istniały również kompleksy w rejonie Małej i Wielkiej Sowy oraz wewnątrz góry Moszna, której centralne położenie względem innych obiektów sugerowałoby szczególną rolę obiektu, o którego istnieniu świadczą chociażby widoczne studzienki wentylacyjne. Jest bardzo prawdopodobne, że Niemcy podczas wycofywania się jedynie umiejętnie zamaskowali najważniejsze, być może ukończone już sztolnie licząc, iż po zakończeniu działań wojennych powrócą tam i wszystko odkopią. Nie spodziewali się zapewne, że będący od dawna w ich rękach Śląsk, przypadnie po wojnie napadniętej przez nich Polsce.

Poniżej, na zboczach Ostrej, widoczne są wyloty sztolni kompleksu Walim-Rzeczka, w którym utworzono Muzeum Sztolni Walimskich.


Na kompleks ten składają się trzy równoległe sztolnie oddalone od siebie o 45 m, przedzielone dużymi halami.
Łączna długość odkrytych tu korytarzy wynosi ok. 500 m.


Korytarze drążono w bardzo mozolny sposób. W skalistym wnętrzu gór wiercono otwory przy użyciu widocznych poniżej świdrów. Następnie w otwory wsuwano materiały wybuchowe, które rozsadzały skałę. Powstały w efekcie rumor skalny należało później wywieźć. Używano w tym celu zarówno zwykłych taczek...


...jak i wagoników kolejowych.


Wydrążone korytarze uzbrajane były żelbetowymi ścianami i sufitami. W niektórych miejscach zdążono położyć instalację elektryczną, telefoniczną, kanalizacyjną i wodociągową. W wielu miejscach powstały podziemne drogi i linie kolejowe. Nad ziemią z kolei wybudowano centralę telefoniczną, większą niż jej ówczesne odpowiedniki we Wrocławiu czy Legnicy.


Z kompleksu Walim-Rzeczka warto wybrać się czarnym szlakiem w kierunku Podziemnego Miasta Osówka.


Po drodze mija się dwa obiekty naziemne wchodzące w skład tego kompleksu.


Pierwszy z nich nosi umowną nazwę "Kasyno". Jest to żelbetowy budynek o długości ok. 50 m. W jego stropie znajduje się niecka, która miała zostać wypełniona ziemią, przez co całość byłaby zakamuflowana roślinnością rosnącą na dachu budowli.


Kolejny obiekt, to tzw. "Siłownia". Są to fundamenty niedokończonego budynku, w których znajdują się otwory kanalizacyjne łączące się z podziemnymi korytarzami. Nie zdołano ustalić jakie miało być dokładnie przeznaczenie Kasyna i Siłowni.


Przed wejściem do kompleksu w Osówce stoi stary pojazd. 
Był on rekwizytem w serialu "Tajemnice Twierdzy Szyfrów", nakręconego w oparciu o książkę Bogusława Wołoszańskiego.


Wejście do Tajemniczego Podziemnego Miasta w Głuszycy, czyli do kompleksu Osówka.


Obiekt ten jest najbardziej wykończonym z odkrytych obiektów Projektu Riese.


Powstały tu potężne hale i bardzo wysokie chodniki, które w znacznej części ukończono.


Można oglądnąć tu wystawy prezentujące odnalezione na miejscu przedmioty z czasów budowy.


Poniżej niedokończony korytarz o zastanawiającym kształcie "grzybka". Przyczyną owego kształtu jest metoda drążenia.


Ze względu na swą wysokość, korytarz powstawał w dwóch etapach. Najpierw drążono górny poziom a dopiero później dolny. Na zdjęciu widać, że w dolnym poziomie wykuto wąski korytarz, którego nie zdążono poszerzyć do właściwej szerokości chodnika, prezentowanej przez poziom górny.


W powstałych w ten sposób chodnikach bez problemu mogłyby poruszać się ciężarówki a nawet pociągi. 
Łączna długość odkrytych tu tuneli wynosi ok. 1700 metrów, z czego najdłuższy korytarz osiąga 450 metrów.


Potężne sople powstałe z przeciekającej przez skały wody, w niezabezpieczonych żelbetem korytarzach.


Trzecim z udostępnionych do zwiedzania obiektów jest kompleks Włodarz.


Do znajdujących się tutaj podziemi prowadzą łącznie cztery odkryte sztolnie. Poniżej jedna z nich.


Tu widać kolejną sztolnię, w której znajduje się wejście dla turystów.


Wolfsberg, czyli Wilcza Góra,  jest niemiecką nazwą góry Włodarz.


W jej wnętrzu wydrążono potężny kompleks korytarzy przecinających się pod kątem prostym.


Znaczna część kompleksu jest obecnie zalana wodą a jej zwiedzanie możliwe jest z pokładu łódki.


Przypuszcza się, że w niedostępnej części kompleksu, w 1945 roku Niemcy zamordowali kilka tysięcy więźniów pracujących przy jego budowie.


Przy wylocie sztolni, o tej porze roku również można zobaczyć efektowne sople lodu.


Mówiąc o Projekcie Riese, warto również wspomnieć o odległym o kilkanaście kilometrów Zamku Książ.


W czasie II wojny światowej zamek przejęły władze III Rzeszy i rozpoczęto tam szeroko zakrojone prace konstruktorskie. Oficjalna teoria głosi, że Niemcy mieli na celu utworzenie z zamku jednej z głównych siedzib Adolfa Hitlera. Nieoficjalnie mówi się jednak, że planowana kwatera Hitlera była jedynie przykrywką a cały obiekt najprawdopodobniej miał pełnić funkcję eksperymentalnej fabryki sprzętu wojskowego mającej doprowadzić do skonstruowania niemieckiej Wunderwaffe. Teorie te dotyczą w zasadzie całego Projektu Riese. Samo pojęcie "cudownej broni" jest bardzo szerokie i silnie nacechowane propagandowo, gdyż nazistowscy Niemcy podciągali pod nie zarówno zrealizowane projekty militarne (np. czołg Panzerkampfwagen VI Tiger, rakietowy samolot Messerschmitt Me 163, U-booty, czy rakiety V1 i V2), jak i projekty eksperymentalne, nad którymi dopiero prowadzono badania. Wielu z badaczy twierdzi, że właśnie w Książu odbywała się część z prac nad owymi eksperymentalnymi projektami wojskowymi. Jedni sądzą, że chodziło o broń atomową (Niemcy zapewne wiedzieli o występujących w Sudetach rudach uranu, które po wojnie wyeksploatowane zostały przez Związek Radziecki), inni twierdzą, ze chodziło o broń biologiczną a jeszcze inni uważają, że miały być to zaawansowane obiekty latające w postaci super szybkich latających spodków, zdecydowanie wyprzedzające swoją epokę (tzw. Dzwon - die Glocke). W książańskich podziemiach upatruje się również istnienia skarbca, w którym przechowywano zrabowane przez hitlerowców kosztowności i dzieła sztuki. Prawdopodobnie miały one także spełniać funkcję schronu przed bronią atomową, nad którą pracowały wszystkie strony ówczesnego konfliktu. Do pracy przy konstrukcji kompleksu zaciągnięto aż trzy tysiące ludzi a poszczególne etapy budowy rozplanowano do lat 50-tych XX wieku. Prace były prowadzone w atmosferze ścisłej tajemnicy a cały teren ogrodzono płotem z drutem kolczastym. W czasie przebudowy zniszczono wiele, jeśli nie większość z zabytkowego wyposażenia zamku. Pod zamkiem został wydrążony system podziemnych tuneli, do którego prowadził 40-metrowy szyb windowy, mający swój wylot przed głównym portalem zamku. Prawdopodobnie udało się też doprowadzić do podziemi linię kolejową. Do dzisiaj (oficjalnie) nie zbadano do końca owego kompleksu. Jak już wcześniej wspomniałem, wchodzić on miał w skład większego projektu, czyli Projektu Riese i (co najmniej w zamyśle) miał być połączony z podziemnymi kompleksami w Górach Sowich: z Walimiem, Włodarzem i Osówką. Oficjalna wiedza na ten temat nie jest jednak w stanie odpowiedzieć na pytanie, na ile udało się ten plan zrealizować. Utrudnia to fakt, że wiele z tuneli zostało przez Niemców zaminowanych i wysadzonych przed nadejściem wojsk radzieckich. Między innymi z tych powodów na temat podziemi w Książu narosło już tyle legend, że w ich wnętrzach można byłoby się spodziewać już w zasadzie wszystkiego - od Bursztynowej Komnaty po latające spodki III Rzeszy. Pewnym jest za to fakt, że przy ich budowie zginęło wielu przymusowych pracowników. Pod koniec wojny w Książu istniała nawet filia niemieckiego obozu koncentracyjnego Groß-Rosen.

źródło powyższej fotografii: Wikipedia, autor: Tomasz Leśniowski

Wydaje się być pewnym, że wokół całego Projektu Riese mamy obecnie do czynienia z ogromną liczbą domysłów, niedomówień, nierozwiązanych tajemnic i narosłych przez lata legend. Trudno powiedzieć, czy kiedykolwiek uda się zbadać ten projekt do końca. Z każdym rokiem szanse na to maleją. Pewne jest tylko jedno - cały projekt, zamiast umocnić pozycję Niemiec na mapie geopolitycznej Europy i utrwalić hegemonię nazistowskich władz, pożarł niczym olbrzym ukryty w jego nazwie tysiące niewinnych żyć. Należy więc w każdy możliwy sposób przypominać o sprawcach tych przerażających czynów tak, aby uniemożliwiać wybielanie historii naszych zachodnich sąsiadów. Wybielanie takie ma bowiem miejsce od co najmniej kilku dekad a ostatnio przybrało wręcz na sile, w wyniku czego słychać często, że to nie Niemcy a naziści przeprowadzili Holokaust a w światowych mediach, w tym także w niemieckich, coraz częściej pojawiają się fałszywe sformułowania o "polskich obozach śmierci". To Niemcy, jako konkretni obywatele, postawili w 1933 roku nazistów u swej władzy. To Niemcy, jako naród, dali się następnie ponieść i ogłupić szaleńczej, nazistowskiej ideologii, nawet jeśli było wśród nich sporo osób, które się temu sprzeciwiały, narażając się tym samym na represje. Z tych właśnie powodów Niemcy, jako kraj, muszą z pełną odpowiedzialnością wziąć na swoje barki wszystkie konsekwencje własnej, także przeszłej, polityki, bez haniebnych prób przerzucania odpowiedzialności na innych. Opisany powyżej Projekt Riese stanowi część ich niechlubnej historii. Jestem zdania, że my, Polacy, powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby odkryć, odkopać i utrwalić jak najwięcej z tych podziemnych sztolni, nie pozwalając im niszczeć i popadać w zapomnienie. Tak jak pozostałości po niemieckich obozach śmierci, tak i te niedokończone podziemne fabryki śmierci, powinny być trwałym pomnikiem przestrzegającym przed koszmarami przeszłości. Póki bowiem o tym pamiętamy, owe okropieństwa nie wrócą.

Komentarze

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura