Polsko-czeskie pogranicze w Masywie Śnieżnika


Jest pewien zakątek w naszych Sudetach, który przyciąga szczególnie mocno. Przynajmniej mnie. Niezależnie od pory roku. Powracam tam tak często, jak tylko mogę. Warte zobaczenia są obie strony tego pasma – zarówno polska, jak i czeska. Zapraszam Was na jesienną wędrówkę po wyjątkowym fragmencie naszego pogranicza. Zapraszam w Masyw Śnieżnika.




Tak się złożyło, że mój pociąg dotarł późno do celu i wędrówkę rozpocząłem w Międzylesiu po godz. 22:00. W październiku dawno jest już wtedy ciemno a noc była bez gwiazd i księżyca, więc jedyne zdjęcie, które mogę pokazać z pierwszego dnia drogi, to namiot rozbity na granicy państwa. Rozłożyłem go na rozstaju szlaków Pod Jasieniem, po nocnym przejściu 12 km.


Obudziłem się z chłodu, około godzinę przed wschodem słońca i szybko złożyłem namiot. Zanim zgodnie z planem wędrówki poszedłem dalej na czeską stronę pasma, wdrapałem się jeszcze na odległy o zaledwie 1,5 km Trójmorski Wierch. Wejście zajęło mi niecałe pół godziny. Widoczność nie była najlepsza ale miło było obserwować, jak dzień budzi się do życia. Poniżej zdjęcie zrobione jeszcze przed wschodem słońca. W dolinie widać nocne światła czeskiej Dolnej Morawy.


To natomiast zrobiłem chwilę po wschodzie słońca. Samego wschodu nie widziałem, gdyż przesłaniały go gęste chmury.


Wieża widokowa, z której robiłem powyższe zdjęcia.


Etymologia nazwy Trójmorskiego Wierchu jest bardzo dosłowna. Jest to jedyna góra w Polsce, której zbocza stanowią zlewiska trzech różnych mórz. W zależności od tego, na którą stronę jej szczytu spadną krople deszczu, spłyną one do jednego z trzech europejskich mórz - Bałtyckiego, Północnego lub Czarnego. Czeska nazwa tej góry nie jest już tak wyszukana i brzmi po prostu Klepáč.


Na zejściu z Trójmorskiego Wierchu zaczyna się powoli przejaśniać. 
Rozpoczynający się właśnie dzień wydobywa z otoczenia coraz więcej jesiennych kolorów.


Pod Jasieniem zabieram pozostawiony w zaroślach plecak i schodzę na czeską stronę granicy.


Schodząc do Dolnej Morawy delektuję się pełnią jesiennych barw.


Kolorowym drzewom dodają uroku stoki przeciwległych gór, wyłaniające się zza szybko płynących chmur . 
Całość krajobrazu nabiera dzięki temu nieco tajemniczego wymiaru.


Jeszcze tylko chwila i będę na dnie doliny.


Po drodze napotykam niewielką kaskadę wodną.


W Dolnej Morawie nie zatrzymuję się ani na chwilę i wchodzę od razu na przeciwległy stok górski. Przechodzę obok rurowego toru saneczkowego. Cieszę się, że po polskiej stronie nie ma takich atrakcji, ponieważ według mnie psują one krajobraz. Niemniej jednak widoczne w tle zbocza, z których przed chwilą zszedłem, wyglądają wspaniale. Strzępy chmur przelatujące pomiędzy jesiennymi drzewami tworzą na tych stokach niezwykle efemeryczne widoki.


Przyglądając się tej scenie przypomina mi się fragment piosenki "Solitude" zespołu Black Sabbath.

"My name it means nothing, my fortune is less. 
My future is shrouded in dark wilderness. 
Sunshine is far away, clouds linger on. 
Everything I posessed - Now they are gone."

Polecam posłuchanie tego przyjemnego utworu, szczególnie w wykonaniu zespołu Ulver.


Wcześniej tor saneczkowy, teraz widać kolejkę krzesełkową. Jak widać Czesi prężnie rozwijają swą infrastrukturę turystyczną. Ponad wszystkim wznosi się Klepáč, czyli po naszemu Trójmorski Wierch.


Pięknie ubarwione październikiem drzewo.


Dla takich widoków warto wstawać przed wschodem słońca.


Przez pełzające przy gruncie obłoki mgły człowiek ma czasem wrażenie, że niebo stanowi jedność z ziemią.


Krótki odpoczynek pod szczytem góry Chlum, na którą aktualnie wchodzę.


Miło się patrzy na tak sielankowo położone hale pasterskie.


Widać stąd również dobrze Trójmorski Wierch z jego wieżą widokową. 
Obecnie byłby z niej zapewne lepszy widok niż podczas mojego pobytu o wschodzie słońca.


Kawałek dalej przechodzę przez będącą w trakcie budowy czeską nartostradę pod Slamníkiem. 
Na jej trasie widać maszyny budowlane. Z boku natomiast widnieje Chata Slaměnka.


Ze Slamníka otwiera mi się widok na Podbělkę.


Wielobarwny grzyb na pieńku ściętego drzewa.


Powoli trawersuję zbocze za zboczem.


Pode mną mienią się ubarwione doliny górskie.


Na trasie znajduję kolejną kaskadę spływającą pomiędzy omszonymi skałami.


Całość tworzy swoisty mikrokosmos.


Nieco dalej moich oczom ukazuje się Śnieżnik – po naszemu Śnieżnik Kłodzki a po czesku Králický Sněžník. Szczyt góry jest zachmużony. Biała chmura ponad szczytem stwarza ułudę ośnieżonego, alpejskiego wierzchołka. Niestety, na Śnieżniku występują jedynie hale alpejskie.


Po chwili, moja offroadowa dotychczas trasa przez czeskie zbocza, zbiega się z niebieskim szlakiem biegnącym po grzbiecie pasma. W okolicach Sušiny odnajduję kilka bunkrów z czasów sprzed II wojny światowej.


Bunkry te stanowią część czechosłowackiego systemu umocnień Odra-Karkonosze.


Fortyfikacje te miały priorytetowe znaczenie dla Czechosłowaków i zostały wybudowana znacznie szybciej niż na innych fragmentach pogranicza. W ramach projektu wybudowano łącznie 245 schronów (stanowiło to mniej niż połowę pierwotnych założeń), które miały chronić kraj przed atakiem Niemiec od strony Śląska. Osoby słabo znające historię mogą dziwić się takimi umocnieniami przy granicy z niestanowiącą wielkiego zagrożenia Polską. Zdziwienie to spowodowane może być jedynie tym, że osoby te nie uświadamiają sobie, iż przed wojną Śląsk był niemiecki. Czechosłowacy natomiast, doskonale świadomi zagrożenia ze strony Niemiec, już w 1938 roku ukończyli ten fragment umocnień granicznych.


Za Sušiną otwiera się przede mną widok na Śnieżnik. Tym razem nie jest on już zachmurzony.


Za szczytem o wymownej nazwie Černá Kupa, wchodzę na obszar dotknięty katastrofą ekologiczną.


Także drzewostan na ogromnych połaciach góry Stříbrnická jest tutaj zupełnie spustoszony.


Ta deforestacja została dokonana głównie przez kwaśne deszcze.


W takich okolicznościach nie sposób nie wspomnieć klasyka KSU:

"Umarłe drzewa proszą o litość.
 Umarłe drzewa przed śmiercią krzyczą."


W końcu jednak wchodzę pomiędzy żywe drzewa na zboczach Śnieżnika.
Odnajduję tu ruiny dawnego budynku, gdzie postanawiam spędzić kolejną noc, gdyż jest to bardzo klimatyczne miejsce.


Następny dzień nie rozpieszczał pogodą. Było bardzo pochmurno, momentami rosił deszcz. Na widoki nie było co liczyć, więc wybrałem znaną mi od dawna, rzadko uczęszczaną ścieżkę na szczyt przez gołoborza. Zawsze to jakieś urozmaicenie.


W gruncie rzeczy jest to bardzo interesująca ścieżka. Poniżej widok z innego wyjazdu.


Pod szczytem Śnieżnika występują jedne z najrozleglejszych gołoborzy w całych Sudetach.


Najwięcej jest ich na wschodnim zboczu góry.


Jest to istne królestwo kamienia... oraz grzybów i glonów... czyli porostów!


Plamy widoczne na kamieniach to wzorzec geograficzny (Rhizocarpon geographicum), czyli gatunek porostów charakteryzujący się skorupiastą plechą, będący rekordzistą wśród wszystkich porostów pod względem osiąganego wieku oraz niezwykle niskiego tępa przyrastania. Najstarsze zbadane okazy tego gatunku liczą ponad 9 000 lat! Rosną one maksymalnie 0,5 mm rocznie.  Poza długowiecznością, charakteryzują się one niezwykłą odpornością na ekstremalne warunki. Nie dość, że są odporne na długotrwałą suszę, to potrafią również przetrwać nawet... w kosmosie! W 2005 roku przeprowadzono eksperyment, w którym na orbicie okołoziemskiej umieszczono otwartą kapsułę z tymi porostami. Po 15 dniach spędzonych w próżni i po wystawieniu ich na bardzo niską temperaturę oraz promieniowanie kosmiczne, porosty wróciły na Ziemię... po czym wznowiły czynności życiowe! Dlatego też, chodząc po górskich kamieniach starajcie się nie niszczyć rosnących na nich porostów, gdyż są to prawdziwi świadkowie antycznych wydarzeń.


Tak gołoborza te wyglądają przy dobrej pogodzie (inne warunki, inny wyjazd).


Widzieć chmury poniżej swego poziomu i nie być jednocześnie w samolocie, to coś naprawdę wyjątkowego!
Uwielbiam inwersję termiczną w górach!


Tym razem jednak nie miałem tyle szczęścia i ze szczytu w zasadzie nie miałem widoków.
W najlepszych momentach, pomiędzy chmurami zarysowywały się lekko przeciwległe grzbiety.


W dobrych warunkach pogodowych Śnieżnik oferuje jednak niezapomniane widoki! Widok na Czarną Górę.


Chmury przewalające się nad Górami Bystrzyckimi.


Morze chmur wlewające się w czeskie doliny.


Poniżej szczytu w kierunku południowym znajduje się największe skupisko wychodni skalnych w Masywie Śnieżnika.


Są to Jaskółcze Skały.


Przy dobrej pogodzie znacznie lepiej widać stąd szczyt.


Niemniej jednak, takie na wpół zachmurzone widoki potrafią być czasem znacznie bardziej klimatyczne.


Widok z tego samego miejsca podczas inwersji termicznej, na innym wyjeździe.


Tutaj z kolei widok na Jaskółcze Skały z czeskich zboczy Śnieżnika.


Wystarczy obrócić obiektyw nieco w bok i... oto efekt!


Nieco niżej perspektywa jeszcze bardziej się poszerza, dzięki lejowi schodzącemu w głęboką dolinę.


Z Jaskółczych Skał udaję się do Schroniska PTTK na Śnieżniku. Trzeba było podejść naprawdę blisko, aby je dojrzeć.


Przy dobrej pogodzie widoki są tu jednak zgoła odmienne...


Po spędzeniu około dwóch godzin w schronisku warunki jednak się poprawiły. Bateria w moim aparacie już dogorywała (nie miałem ze sobą ładowarki) ale zdążyłem jeszcze zrobić poniższe zdjęcie. Wyruszyłem ze schroniska sporo po zmierzchu, ponieważ pociąg miałem dopiero po szóstej rano. W planie miałem przed sobą jeszcze długi nocny spacer a później kimanko na dworcu w Domaszkowie.


Tak miejsce to wygląda w mniej chmurnych okolicznościach.


Przerwę na chwilę relację, pokazując jeszcze kilka innych zdjęć z okolic szczytu Śnieżnika przy dobrej pogodzie.
Widać wtedy stąd między innymi okoliczną górę Średniak.


Z kolei ze Średniaka widać doskonale Śnieżnik...


...oraz znajdujące się pod nim schronisko.


Nie gorszy widok jest ze Średniaka na Mały Śnieżnik. Szara plama na zboczu to kolejne gołoborze.


Równie piękne widoki roztaczają się pod szczytu Stromej (także inny, letni wyjazd).


Znajduje się tu moja ulubiona ambona myśliwska.


Uwielbiam obserwować z niej zachody słońca.


Słońce zachodzące za Karkonoszami. Najwyższy szczyt na horyzoncie, to charakterystyczny stożek Śnieżki.


W tym samym czasie, kiedy przede mną zachodzi Słońce, za mną wschodzi Księżyc. W tle Góry Bialskie.


Wracając do relacjonowanej wyprawy...
Na Żmijowcu nie powstrzymałem się, ryzykując zupełnym wyczerpaniem rozładowanych baterii w aparacie.
Efekt? ...poniższe, lunarne zdjęcie.


Ostatecznie udało mi się zrobić jeszcze jedno nocne zdjęcie z wieży widokowej na Czarnej Górze, po czym aparat zamilkł ostatecznie. Aż do powrotu do domu nie byłem pewien czy te zdjęcie w ogóle wyszło. Tym większa była radość, gdy po włożeniu do komputera karty pamięci, na dole otwartego okna zauważyłem miniaturkę tego zdjęcia z widokiem na Śnieżnik (nie jest może rewelacyjne ale jak na zdjęcie jednej próby uważam, że wyszło ok).


W innych okolicznościach zrobiłem jeszcze poniższe zdjęcia o poranku, z widokiem na Masyw Śnieżnika.
Chmury leniwie parują z kotliny, w której znajduje się miejscowość Międzygórze.


Na lewo od Międzygórza wznosi się szczyt Igliczna.


Na zboczach Iglicznej widać Sanktuarium "Maria Śnieżna". 
Dokładnie nosi ono nazwę Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości.


Warto odwiedzić również samo Międzygórze, by zobaczyć liczne, zabytkowe wille w stylu norweskim i tyrolskim z XIX wieku.


Znajduje się tam również drugi pod względem wysokości wodospad sudecki - Wodospad Wilczki.
Nie zachowało mi się żadne cyfrowe zdjęcie tego obiektu, więc posiłkuję się Internetem.

źródło: fotopolska.eu

Niezależnie od tego w jakich warunkach pogodowych wybierzecie się na Śnieżnik, (o ile nie będzie lało, jak z cebra) powinniście wrócić w pełni zadowoleni. Poniżej zdjęcie, które zrobiłem obserwując wschód słońca ze zboczy Śnieżnika, leżąc sobie w śpiworze. Każdemu życzę podobnych doświadczeń!


Pokonana trasa (dystans ok. 50 km):

Komentarze

  1. Dzięki, za to co robisz! Dzięki Tobie mam ochotę ruszyć tyłek i jechać w góry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zachęcam do spakowania plecaka przed weekendem... i w drogę! ;)

      Usuń
  2. Świetna str. internetowa, można się sycić na 100%. Niezamierzam żadnej turystyki, ale widząc Pana fotki można poczuć uroki i sens takich wędrówek. Wystarczający tekst utwierdza wartość fotografi.
    Foto pod księżyc chyba najlepsze, napewno osobliwe i wyjątkowe, te gołoboża i skałki do zastosowania na ekran blokady na 100%.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura