Mała Fatra Krywańska - kraina Janosika



Pomimo niewielkiej odległości, Słowacja w znacznej części jest dla mnie jeszcze mało poznana. Udało mi się jednak  zobaczyć już kilka ciekawych miejsc w tym karpackim kraju. Na chwilę obecną, moim "numer jeden" wśród słowackich gór, jest zdecydowanie Mała Fatra Krywańska. Być może poniższa relacja przekona Was o tym, dlaczego wiele osób uważa podobnie.



Mała Fatra wielokrotnie kusiła mnie i jakby wzywała z daleka, podczas wędrówek po Beskidzie Żywieckim. 
Pierwszy raz zwróciłem na nią uwagę na zboczach Wielkiej Raczy.


Innym razem przykuła moją uwagę na Hali Rysiance.


Spoglądałem na nią również z zaciekawieniem z Redykalnego Wierchu.


Szczególnie utkwił mi jednak w pamięci widok na poszarpaną linię ośnieżonego Rozsutca ze zboczy Małej Rycerzowej. 


Wielokrotnie zaintrygowany tym pasmem, postanowiłem w końcu czegoś się o nim dowiedzieć a następnie je zwiedzić!

Według polskiej regionalizacji fizycznogeograficznej Mała Fatra należy do Centralnych Karpat Zachodnich. Po Tatrach, Niżnych Tatrach i Masywie Babiej Góry, stanowi ona czwartą co do wysokości część Karpat Zachodnich. Pasmo to rozciąga się z północnego wschodu na południowy zachód, na obszarze długim na około 50 km i szerokim na maksymalnie 17 km. Mniej więcej w połowie pasma, rzeka Wag dokonuje przełomu Małej Fatry dzieląc ją na dwie części. Na poniższej mapie widać obie wyspy górskie podzielone wyżej wspomnianą doliną, znajdującą się miedzy miejscowościami Strečno i Vrútky.


Na południowy zachód od doliny rzeki Wag znajduje się Mała Fatra Luczańska. Po tych górach jeszcze nigdy nie chodziłem. 

W ramach niniejszej relacji pokażę Wam przejście wzdłuż całej północno-wschodniej części Małej Fatry zwanej Małą Fatrą Krywańską. Jest to jednocześnie wyższa, bardziej znana, stąd też pewnie bardziej interesująca część tych gór. Najwyższe szczyty to: Veľký Kriváň (1709 m), Malý Kriváň (1671 m), Chleb (1646 m), Hromové (1636 m), Veľký Rozsutec (1610 m), Stoh (1607 m), Suchý (1468 m), Poludňový Grúň (1460 m) i Malý Rozsutec (1344 m). Podczas wyprawy, którą właśnie zaczynam relacjonować, wszedłem na wszystkie z nich, oprócz Stoha i Poludňovego Grúňa (dlaczego, opiszę później).

Jak sugeruje tytuł artykułu, w górach tych miał swoją siedzibę sławny rozbójnik - Juraj Jánošík.  Wiele osób może mylnie uważać, że był on Polakiem. Do tego powszechnego błędu przyczynił się głównie Kazimierz Przerwa-Tetmajer, który napisał epopeję tatrzańską "Legenda Tatr". Wynika z niej, że Janosik był Polakiem i działał po naszej stronie gór. Na podstawie motywów literackich Tetmajera powstał następnie serial telewizyjny oraz film pełnometrażowy o Janosiku, który luźno nawiązywał do prawdziwej historii i w konsekwencji utrwalił fałszywy obraz karpackiego rozbójnika. Tymczasem Jánošík urodził się w 1688 roku w miejscowości Terchová u podnóża Małej Fatry i do dzisiaj traktowany jest przez Słowaków, jako bohater narodowy. W 1703 roku brał udział w powstaniu antyhabsburskim a w czasie swej działalności zbójnickiej (rozpoczętej najprawdopodobniej po dezercji z wojska austriackiego), wspierał miejscową biedotę. W Terchovej postawiono mu nawet pomnik o wysokości 7,5 metra (niestety nie widziałem go na własne oczy, więc posiłkuję się zdjęciem znalezionym w sieci).

źródło: Panoramio, autor: Martin Bohm

Przenieśmy się jednak na górskie trakty. Łączna długość wszystkich oznakowanych szlaków na Małej Fatrze wynosi około 150 km. Podczas pięciodniowej wyprawy, na którą wybrałem się z żoną, udało się nam przejść dokładnie połowę z nich, dzięki czemu mogę zaprezentować Wam zdjęcia z aż 75-ciu kilometrów najatrakcyjniejszych małofatrzańskich tras turystycznych. Każdemu polecam wybrać się kiedyś w te góry. Mam nadzieję, że co niektórych przekona do tego poniższa fotorelacja.


Dzień 1
link do mapy

Wędrówkę rozpoczęliśmy w Terchovej. Zaraz po wejściu powyżej miejscowości, zachwyciły nas wspaniałe kształty terenu, wszechobecna zieleń oraz niebywała moc barw ukwieconych łąk.


Po chwili marszu dostrzegliśmy skaliste ściany, z którymi za moment przyjdzie nam się zmierzyć.


Przed nami wejście na Malý Rozsutec.


Po wejściu w las porastający jego zbocza, droga zrazu była lekka i przyjemna.


Jednak już po chwili  rozpoczęło się forsowne podejście, utrudniane dodatkowo ciężkimi plecakami.
Poniżej moja żona brnąca dzielnie pod górę. Ja miałem jeszcze większy bagaż na swoich plecach.


Pod szczytem stromizny były jeszcze większe, jednak tutaj sprawę ułatwiała możliwość skorzystania z łańcuchów.


Spoza kęp kosodrzewiny zaczyna wyłaniać się Veľký Rozsutec.


Najgorsze mamy już za sobą.


W końcu stajemy na pierwszym małofatrzańskim szczycie - jesteśmy na wysokości 1344 m n.p.m.
Jak na tak stosunkowo niewielką wysokość, Malý Rozsutec dał nam solidnie w kość.


Tymczasem przed nami  wspinaczka na jego większego brata, czyli na Veľký Rozsutec, osiągający wysokość 1610 m n.p.m.

Już tutaj zauważyliśmy, że Mała Fatra dość mocno przypomina swoim krajobrazem Tatry Zachodnie. Chodząc po niej, w kolejnych dniach wędrówki, w wielu momentach przypominały nam się też nasze Bieszczady, czasami również Karkonosze. Są to bardzo różnorodne góry. Można tu zobaczyć zarówno masywne, skaliste szczyty, rozległe hale pasterskie, długie i głębokie doliny, liczne i efektowne wychodnie skalne, nieliczne i małe jaskinie, jak również wąskie wąwozy z rwącymi potokami i stromymi ścianami. 


W kierunku, w którym będziemy schodzić ze szczytu, mamy widok na najwyższy szczyt Gór Choczańskich - Veľký Choč.


Nad przepaścią otwierającą się na szczycie Małego Rozsutca.


Mały Rozsutec widziany po zejściu ze szczytu, z przełęczy Sedlo Medzirozsutce.


Z przełęczy kierujemy się w stronę podejścia na Wielki Rozsutec.


Widoczna tu roślina, to objęty w Polsce ochroną ścisłą ostrożeń głowacz. Występuje u nas tylko w nielicznych miejscach w Karpatach (oraz koło Przemyśla) i jest zagrożony wyginięciem. Na Małej Fatrze często go widywaliśmy.


Na swojej drodze napotkaliśmy pasące się wysoko w górach krowy.


Nieopodal siedział pasterz z psami, który nijak nie przejmował się tym, że jego podopieczne się oddalają. 


Zapytany o to, odpowiedział: "Nájdu ich!", wskazując na krowie dzwonki. Beztroskie jest życie górala!


Nieco dalej rozpoczęliśmy podejście na Wielki Rozsutec. Problem w tym, że popsuła się nam pogoda.


Wraz z pokonywaniem wysokości weszliśmy w chmurę, która nijak nie chciała się rozrzedzić.


We mgle widać było tylko zarysy najbliższych skał.


Na szczycie warunki pogodowe niczym nas nie zaskoczyły - niezmiennie tkwiliśmy w mleku.


W całej wyprawie był to jedyny szczyt, z którego nie mieliśmy widoków. Może i dobrze - teraz mamy powód, aby tam wrócić.


Najgorsze było to, że na zejściu ze szczytu zaczął padać deszcz. Mieliśmy odpowiednie ubranie, które chroniło nas od wilgoci, jednak szlaki zrobiły się bardzo śliskie. Schodzenie w dół po błotnistej brei z ciężkim bagażem na plecach nie należy ani do rzeczy przyjemnych, ani bezpiecznych. Nie byłoby problemu, gdyby w okolicy istniało nadal schronisko górskie, które wybudowano w 1935 roku.


Niestety w czasie II wojny światowej Niemcy spalili ten obiekt, ponieważ stanowił zaplecze dla partyzantki oraz ukrywali się w nim uciekinierzy z obozów jenieckich. Miało to miejsce w 1944 roku. Po wojnie schronisko odbudowano, jednak nie dotrwało do naszych czasów, ponieważ w 1985 roku uległo zniszczeniu w wyniku kolejnego, tym razem przypadkowego pożaru. Gdyby nie to, nie bylibyśmy zmuszeni schodzić w deszczowy i nieprzyjemny wieczór do miejscowości Štefanová na noc. Zdecydowanie wolałbym zostać tego dnia wysoko w górach, niż ślizgając się z ciężkim plecakiem po błocie, schodzić w deszczu w dolinę. Moglibyśmy wtedy zdobyć kolejnego dnia dwa wspomniane wcześniej szczyty... Stoh i Poludňový Grúň. Tymczasem zejście do Štefanovej było bardzo długie i męczące. W końcu jednak dotarliśmy tam sporo po zmierzchu, cali ubłoceni. Na szczęście szybko udało nam się znaleźć kwaterę. Spałem tej nocy jak dziecko!

Dzień 2
link do mapy

Kolejny dzień przywitał nas piękną pogodą. Po dżdżystej końcówce dnia poprzedniego, poranek okazał się nad wyraz słoneczny. Wielki Rozsutec niemal na przekór prezentował tym razem swe piękno, obiecując odwiedzającym go osobom piękne widoki ze swego szczytu. 


Niemniej jednak nasze nogi kierowały się już w innym kierunku, zostawiając go z tyłu...


Najpierw przeszliśmy przez malowniczą polanę pod Grúňem.
Następnie ruszyliśmy w kierunku doliny Vrátnej.


Na miejscu postanowiliśmy oszczędzić sobie wdrapywania się na główną grań Małej Fatry z ciężkimi plecakami. 
Skorzystaliśmy więc z dobrodziejstwa kolejki linowej.


Górna stacja kolejki położona jest na przełęczy Snilovské Sedlo, znajdującej się między Chlebem a Wielkim Krywaniem. 
Przez chwilę podziwiamy dostępne z niej widoki na Dolinę Vrátną i otaczające ją szczyty.


Następnie ruszamy w stronę Chaty pod Chlebem, gdzie zaplanowaliśmy nocleg.


Oglądając się za siebie, widzimy najwyższy szczyt Małej Fatry - Wielki Krywań. Wejdziemy na niego następnego dnia.
W oczy rzuca się, że zbocza tutejszych gór pokryte są na przemian gołoborzami oraz kępami kosodrzewiny.


Po zarezerwowaniu noclegu w Chacie pod Chlebem, podziwiam widok na ten szczyt z tamtejszej sławojki.


W schronisku pozostawiamy większość bagażu i ruszamy na rundkę po okolicznych szczytach.
Chleb wygląda z tej perspektywy, niczym duuuży skalniak ogrodowy.


W drodze na Steny.


Trawersując zbocze cieszymy się pięknymi widokami. W tle ponownie charakterystyczny Veľký Choč.


Na Kopiskach, poniżej szczytu Chleba. Nasz szlak wiedzie jednak w poprzek a nie w górę zbocza.


Kwiecista hala nieco pod szczytem Sten.


A to już wspaniałe widoki z tego szczytu.


Świetnie widać z niego skalisty Wielki Rozsutec oraz kopulasty Stoh, którego niestety ominęliśmy.


Na zdjęciu widać również wierzchołek Małego Rozsutca wyłaniający się zza zboczy jego większego brata.


Osiągnąwszy główną grań na Stenach (całkiem po prawej) wchodzimy następnie na Hromové a jeszcze później kierujemy się na Chleb. Jak widać, Wielki Rozsutec widoczny jest niemal zewsząd i faktycznie będzie nam towarzyszył niemal do końca przejścia granią Małej Fatry.


Pod szczytem Chleba.


Z niego również można oglądać piękne panoramy.


Poniżej na zboczu widać ścieżkę, którą podchodziliśmy na Steny.


Tutaj z kolei wprawne oko dojrzy Chatę pod Chlebem, w której spędzimy noc.


Niestety nie zachowało mi się żadne zdjęcie schroniska. Zamieszczam zdjęcie znalezione w sieci. 
Jest to mały i sympatyczny przysiółek z możliwością spania na materacach na poddaszu.  

(źródło powyższego zdjęcia: deadia.ngt.pl)

Wieczór upłynął nam na rozmowach przy piwku ze Słowakami. Jest to dobry sposób na zacieśnianie słowiańskich więzi.
Obyło się jednak bez zbędnych szaleństw i dość szybko poszliśmy spać.

Dzień 3
link do mapy

Następny dzień to dalsza wędrówka główną granią Małej Fatry. Pierwszy szczyt, na którym stawiamy stopy, to Veľký Kriváň - najwyższy szczyt pasma, wznoszący się na wysokość 1709 m n.p.m. Jak widać, Kia Motors jest sponsorem oznakowań na tamtejszych szlakach. Niedaleko Żyliny znajduje się duży zakład produkcyjny tej marki.


Ze szczytu (tuż ponad jego linią) widać fragment górnej stacji kolejki linowej.


Nieodzownie widać stąd również oba Rozsutce.


Tu natomiast widok na Sokolie i Boboty, pomiędzy które wcina się Wąwóz Tiesňavy.
Udamy się tam w ostatnim dniu wyprawy.


Widok na Malý Kriváň.


Piękne hale pasterskie na głównym grzbiecie Małej Fatry Krywańskiej, widoczne z Pekelníka.


Dolna granica tych hal została sztucznie obniżona w wyniku działalności człowieka. 


W trakcie wieloletniego pasterstwa wyrąbano tu duże połacie kosodrzewiny, jednak obecnie zaczęła ona stopniowo odrastać.


Spowodowane jest to utworzeniem w 1988 roku, na terenie całej Małej Fatry Krywańskiej, parku narodowego.


Chronione jest tu bardzo wiele roślin i zwierząt.


W dolnych partiach gór dominują lasy bukowe z domieszką świerka, jodły sosny, jawora oraz wiązu.


Wiele z tych lasów, to lasy o charakterze pierwotnym.


W górnych partiach wzniesień chronione są górskie łąki, zespoły roślinności naskalnej, kosodrzewina a także torfowiska.
Poniżej widok z Małego Krywania.


Z dużych zwierząt można tu spotkać niedźwiedzie, wilki, jelenie oraz rysie.


Z rzadkich ptaków siedliska mają tu pomurniki, orły przednie, orliki krzykliwe, krogulce, sokoły wędrowne i puchacze.


Nie bez powodu niektórzy nazywają te góry Tatrami w miniaturze. Szczególnie łatwo zauważyć podobieństwo Małej Fatry do Tatr Zachodnich. Podobnie jak tam, także i tutaj, w wielu miejscach ostre i poszarpane granie przechodzą nagle w łagodne grzbiety łączące poszczególne szczyty.


Powoli oddalamy się od Małego Krywania.


Kolejny szczyt na naszej trasie to Stratenec.


Dobrze widać z niego kolejne etapy wędrówki: Biele Skaly oraz Suchý.


Biele Skaly zyskały swą nazwę oczywiście od licznych wychodni skał wapiennych.


Widać stąd dobrze Stratenec i Malý Kriváň.


Nieco dalej wchodzimy na ostatni szczyt w głównej grani Małej Fatry Krywańskiej, czyli na Suchý.


Po nacieszeniu się ostatnimi widokami, schodzimy na noc do Chaty pod Suchym.


Niestety nie zachowało mi się żadne zdjęcie także i tego schroniska, więc zamieszczam fotografię znalezioną w Internecie.

źródło: fotky.sme.sk

Chata pod Suchym okazała się najdziwniejszym schroniskiem górskim, w jakim przyszło mi kiedykolwiek spać. Przede wszystkim, nie było możliwości wzięcia prysznica a woda dosłownie ledwo kapała z kranów. Spowodowane to było suszą, która dotknęła południowe stoki góry. Nazwa szczytu jednak zobowiązuje! Ponadto, po zmroku w schronisku zapadły niemalże egipskie ciemności. Wszystkie korytarze, pokoje oraz łazienki zamiast żarówkami, oświetlone były niebieskimi diodami LED, które w prowizoryczny sposób zostały rozmieszczone co jeden metr. W wyniku tego, całe schronisko tonęło w trupio bladym, niebieskim półmroku. Najwidoczniej gospodarzom zależało na oszczędnościach w każdym możliwym aspekcie. Ostatecznie jednak, pobyt tam wspominam dobrze.

Dzień 4
linki do mapy: 1 i 2

Kolejnego dnia pozostało nam już tylko zejście z gór do miejscowości Varin. Stamtąd autobusem wróciliśmy do Terchovej, z której wyruszyliśmy w trasę. Z etapu tego nie posiadam żadnych zdjęć. Napomknę jednak, że w okolicach warto odwiedzić zamek Strečno, który widzieliśmy z oddali, jednak nie mieliśmy czasu, aby zwiedzić go od środka.

źródło: Wikipedia, autor: Jerzy Opioła

Zamek ten, podobnie jak kilka innych grodów na terenie Małej Fatry, został zbudowany w XIV wieku przez lokalnych feudałów, którzy utworzyli w nich lokalne państewka. Skoro jesteśmy już przy średniowiecznych tematach, jako ciekawostkę dodam fakt, że tysiąc lat temu, czyli za panowania Bolesława Chrobrego, teren Małej Fatry wraz z całą Słowacją, należał do państwa polskiego, jednak został później utracony przez jego syna - Mieszka II, zwanego Gnuśnym.

źródło: Wikipedia, autor: Filip Schliemann

Jeszcze tego samego dnia, po dotarciu do Terchovej, udaliśmy się w Janošikove Diery.

Jest to system głębokich dolin o charakterze skalnych wąwozów. Znajduje się on między masywami Małego i Wielkiego Rozsutca. Nazwa „diery” w języku słowackim znaczy tyle, co „dziury", co całkiem dobrze oddaje charakter tego miejsca. Z kolei odniesienie do Janošika wąwozy zawdzięczają temu, że urodził się on w Terchovej – w miejscowości, w której diery się zaczynają. W miejscu tym miał najprawdopodobniej swoje kryjówki. Na całość systemu składają się cztery wąwozy: Dolné Diery, Horné Diery, Nové Diery i Tesná Rizňa. 


Woda wydrążyła tu bardzo skomplikowany labirynt, pełen zaułków, szczelin, skalnych progów i wodospadów.


Udając się tu na wędrówkę trzeba się nastawić na pokonywanie wielu przeszkód.


W wielu miejscach pomóc nam w tym mają liczne schodki, drabinki i pomosty.


Momentami odnosi się wrażenie, że kolejnym drabinkom nie ma końca.


Niektóre z nich mogą przyprawić o zawrót głowy.


Tam, gdzie nie musimy wspinać się po stopniach, czekają nas śliskie wąwozy,...


...strumyki,...


...powalone drzewa...


...oraz wodospady.


Pomiędzy kolejnymi częściami wąwozów zdarzają się jednak miejsca z szerszymi widokami.


Jednym z nich jest okolica Koliby Podžiar.


W środku znajduje się mini-muzeum oraz bufet.


Płaskie wytchnienie trwa jednak zaledwie chwilę, by przejść zaraz w kolejny system skalnego labiryntu.


W miejscu tym nie sposób się nudzić!


Janošikove Diery są obowiązkową atrakcją podczas pobytu na Małej Fatrze. 
Wrażenia nabyte w załomach skalnych doskonale kontrastują z widokami dostępnymi ze szczytów gór.


Po powrocie do Terchovej przygotowywaliśmy się powoli do powrotu do Polski, jednak na ostatni dzień pobytu zaplanowaliśmy jeszcze jedną pieszą wycieczkę. Postanowiliśmy wykorzystać dany nam tu czas do granic możliwości.

Dzień 5
link do mapy

W ostatnim dniu wyprawy udaliśmy się do Wąwozu Tiesňavy. Powstał on na skutek działalności potoku Vrátňanka, odprowadzającego wodę z doliny Vrátnej. Wąwóz ma długość 1 km, szerokość w najwęższym miejscu niewiele ponad 10 m. Charakteryzuje się on stromymi ścianami ze strzelistymi formacjami skalnymi. Część wąwozu zobaczyliśmy z samochodu a kolejną, wchodząc na szlak. 


Z wąwozu weszliśmy jeszcze na Malé nocľahy pod szczytem Sokolie.


Roztacza się z niego ładny widok na Terchovą.


Również występują tu liczne iglice oraz strome ściany skalne.


Do zobaczenia został mi jeszcze sąsiedni szczyt Boboty, ale to zostawię sobie na kolejną okazję.
Być może wtedy uda mi się również nadrobić straty i wejść na Wielkiego Rozsutca przy dobrej pogodzie?


Jedno jest pewne... opuszczając Małą Fatrę wiedziałem, że jeszcze na pewno tam kiedyś powrócę.


Góry te są tak bardzo różnorodne, że w Polsce nie znajdziemy pasma o podobnej wysokości, które choć w połowie byłoby równie interesujące. Babia Góra jest, co prawda, wyższa o kilkanaście metrów od najwyższej góry Małej Fatry, jednak stanowi ona odosobniony szczyt tego kalibru. Tu natomiast nieznacznie niższych gór jest wiele. Są one bardzo zróżnicowane krajobrazowo i stanowią sporą wyspę górską, poprzecinaną licznymi wąwozami i malowniczymi dolinami. Wszystko to sprawia, że Mała Fatra jest niezwykle interesującym celem wypraw turystycznych. Dodatkową zaletą jest to, że nie jest położona daleko od polskiej granicy, przez co śmiało można wybrać się tam nawet na weekend. Gorąco polecam Wam odkrywanie tych gór na własną rękę!

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy wpis i piękne zdjęcia, które inspirują do podróży w tamte regiony. Ile razy do roku wybierasz się na wycieczkę w góry? Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się choć raz w miesiącu gdzieś wyjechać, choć nie zawsze są to góry - często trafiam też na Jurę.

      Usuń
    2. Super, to dość często. W takim razie dalsze relacje z tych wojaży będę obserwować na blogu.

      Usuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura