Ruiny zamków Bydlin i Udórz



Zapraszam Was na wędrówkę po najbardziej tajemniczych warowniach spośród wszystkich Orlich Gniazd. 





Wśród ruin zamków zwanych dzisiaj Orlimi Gniazdami znajduje się wiele monumentalnych budowli, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem turystów. Mało kto nie słyszał o ruinach warowni w Ogrodzieńcu, Olsztynie koło Częstochowy czy o odnowionym zamku w Bobolicach, a stanowią one jedynie skromną część naszego dziedzictwa narodowego, które pozostało po czasach średniowiecza na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Poza tymi sztandarowymi obiektami obronnymi, obleganymi rocznie przez setki tysięcy turystów, na Jurze można natrafić jednak także na pozostałości zamków, które rzadko kiedy odwiedzane są przez turystów. Historia tych miejsc tonie w mrokach dziejów i owiana jest mgłą tajemnicy a same ruiny niejednokrotnie trudno jest nawet dostrzec wśród lasów i dzikich zarośli. Czasami niewiele już z tych obiektów zostało a w źródłach historycznych ciężko doszukać się jakichś konkretnych informacji na ich temat. Dla znacznej, jeśli nie przeważającej liczby turystów, miejsca te będą zapewne mało interesujące. Być może określone nawet zostaną mianem „zwykłej kupy kamieni”, niewartej odwiedzenia. Niemniej jednak dla osób, które interesują się tematem i lubią obcować z zanikającymi śladami prastarej przeszłości, okażą się one kamiennymi sanktuariami szepczącymi pradawne historie, których czasami nie sposób już w pełni dosłyszeć a co dopiero zrozumieć. Rozbrzmiewa w nich już tylko blada i cicha melodia prastarych pieśni, które wyłącznie „uszami wyobraźni” można nadal wychwycić wśród tych kamiennych ostoi. Tak… w owych miejscach wieki przemawiają niemo, gdyż nikt nie jest już w stanie zrozumieć tego, co wyziera z odmętów ich przeszłości. Dzięki temu, odwiedzający je (myślący i świadomy) turysta, może doznać wyjątkowej, niemal namacalnej aury tajemniczości. Właśnie dla owego typu turysty - tego, który potrafi dojrzeć wielkość w małym i usłyszeć tyradę wieków w ciszy, przygotowałem niniejszy artykuł. Mam nadzieję, że zainspiruje on Was do udania się w te wyjątkowe miejsca w celu obcowania z historią w zupełnie niekomercyjnym stylu.

Zamek Bydlin

Zacznę od miejsca dość dobrze zachowanego, którego historia na tle innych, przedstawionych później obiektów, jest w sumie stosunkowo dobrze poznana. Niemniej jednak porównując tę wiedzę do tego, co wiemy o głównych warowniach jurajskich, śmiało można powiedzieć, że także i w tym przypadku mamy do czynienia z bardzo tajemniczą i mało poznaną budowlą. Mowa o ruinach zamku w Bydlinie. Poniżej widok frontalny na ruiny zamku.


Pozostałości tej budowli wznoszą się na wysokim i skalistym wzgórzu, z trzech stron otoczonym bagnami. Niegdyś zamek widać było zapewne z daleka jednak dzisiaj jego ruiny otoczone są drzewami. Nieopodal przebiega czerwony Szlak Orlich Gniazd, więc dostanie się tutaj nie stanowi większego problemu.


Tajemniczość tej fortyfikacji polega na tym, iż naukowcy po dziś dzień nie są pewni jaką funkcję pełniła ona w przeszłości. Pewnym jest fakt, że co najmniej przez pewien czas odgrywała ona rolę świątyni. Pojawiają się jednak również opinie, że budowla ta nigdy nie była zamkiem i od momentu wybudowania spełniała wyłącznie funkcje sakralne.


Pierwsze źródła historyczne dotyczące Zamku Bydlin pochodzą z końca XIV w, kiedy to na wzgórzu wzniesiono warownię w postaci wieży obronnej. Ze względu na małą ilość wzmianek historycznych nie sposób jednoznacznie określić, kto i kiedy ją zbudował. Przypuszcza się jednak, że powstała za czasów Kazimierza Wielkiego, który był inicjatorem większości pozostałych murowanych warowni na Jurze.


Przypuszczenie to jest na tyle zasadne, że z 1398 roku pochodzą pierwsze wzmianki w dokumentach, według których właścicielami warowni byli niejacy Pełka i Niemierza. Badacze twierdzą, że mogli to być nieślubni synowie Kazimierza Wielkiego i kobiety o imieniu Cudka, ponieważ z innych zapisków dowiadujemy się, że owocem ich romansu byli trzej synowie: Jan, Niemierza i Pełka. Całkiem jest więc możliwe, że warownia w Bydlinie należała przez pewien czas do kazimierzowskich bękartów. 


Wątpliwym jest jednak twierdzenie aby pozostawała ona w ich władaniu przez długi czas. 
Wiadomym bowiem jest fakt, że następca Kazimierza Wielkiego, jego siostrzeniec Ludwik Węgierski, jedyny prawowity spadkobierca (Kazimierz Wielki nie posiadał dzieci z prawego łoża), unieważnił kazimierzowski testament uposażający na różne sposoby jego nieślubne dzieci. 


Z późniejszych dziejów zamku... Wiadomo, że na początku XVI w. ród Firlejów przebudował zamek na kościół a w okresie reformacji, w okolicach roku 1570, Jan Firlej przeobraził kościół na zbór ariański. Ćwierć wieku później jego syn Mikołaj ponownie zrobił ze świątyni kościół katolicki pod wezwaniem Świętego Krzyża. Nazwę tę przejęło całe wzgórze i jest ona aktualna do dnia dzisiejszego.


W 1655 r. kościół został zburzony przez Szwedów ciągnących swe wojska na oblężenie Częstochowy. 
Kilkadziesiąt lat później odbudowała go rodzina Męcińskich, jednak pod koniec XVIII w. budynek został opuszczony i popadł na stałe w ruinę.


W 1989 r. przeprowadzono tam badania archeologiczne, w wyniku których odkryto fundamenty nieznanych dotąd budynków, w tym wieży bramnej. 
Dzięki tym odkryciom można ostatecznie uznać bydlińskie ruiny jako niegdysiejszy zamek.


W 2009 roku zawaliła się część południowego muru ruin, jednak w 2012 roku przeprowadzone prace remontowo-konserwatorskie. 
Miały one na celu renowację zaistniałych zniszczeń oraz zabezpieczenie korony murów przed dalszą degradacją.


Pięknie ubarwiona jaszczurka zwinka wygrzewająca się na zamkowych ruinach.


Bitwa pod Krzywopłotami

Opisując Bydlin nie sposób nie wspomnieć o bitwie, która miała tu miejsce na początku I wojny światowej. Mowa o Bitwie pod Krzywopłotami, która rozegrała się między 16 a 19 listopada 1914 roku. Przenieśmy więc na chwilę wątek artykułu ze średniowiecza do krwawego XX wieku. Początkiem listopada 1914 roku legioniści Piłsudskiego  cofali się spod Dęblina walcząc z wojskami rosyjskimi, po czym zatrzymali się w okolicach wsi Krzywopłoty, niedaleko Bydlina. Na skutek rozkazu, Piłsudski zabrał trzy z pięciu swoich batalionów i udał się na zwiad w kierunku Krakowa, pozostawiając na miejscu dwa bataliony pod dowództwem majora Mieczysława Rysia-Trojanowskiego. Jego zadaniem była obrona frontu o długości 1 km pomiędzy wzgórzem Św. Krzyża, na którym znajdują się ruiny zamku a lasem Zawadka. Na zamkowym wzgórzu po dziś dzień można uświadczyć okopy legionistów wykute w litej skale przez austriackich saperów uzupełniających ich szeregi. W wyniku bitwy straty po obu stronach frontu były znaczne. Po stronie polskiej, spośród 440 legionistów zginęło 46 żołnierzy, 133 odniosło rany a 8 kolejnych zmarło w ciągu roku w wyniku odniesionych ran. Bitwa pod Krzywopłotami miała o tyle duże znaczenie, że Rosjanie nie poszli już dalej i zostali zatrzymani na progu Zagłębia. Piłsudski nazwał tę bitwę "Krzywopłockimi legionowymi Termopilami". Z kolei w 1920 roku na cmentarzu przy wzgórzu Św. Krzyża, na którym legioniści dzień po zakończonej bitwie pochowali swoich poległych towarzyszy broni, postawiono 7-metrowy krzyż ozdobiony legionowymi symbolami. Stoi on tam do dzisiaj.

Zabytkowa, kamienna kaplica z XVIII wieku znajdująca się przy wejściu na ów cmentarz.


Kaplica ta służyła niegdyś jako pustelnia.


Miejsce, w którym pochowano 46-ciu legionistów, w tym oficerów por. Stanisława Paderewskiego (krewnego Ignacego) i por. Eugeniusza Medyńskiego.


Krzyż legionistów.


Inskrypcje na pomniku z widocznymi symbolami legionistów.


Stojąc w tym miejscu i dumając nad losem poległych tu żołnierzy, przypomniał mi się utwór zespołu Caladan Brood zatytułowany Book of the Fallen. Pierwsza i ostatnia strofa tego utworu przywodzą mi na myśl tych nowożytnych rycerzy, którzy złożyli głowy w powyższym grobie, "z ciężkim sercem pragnąc ziem, które niegdyś zwali domem".


(0:00)
 Still we ride, fight, and die 
Wayward path far beyond the pale 
We are lost, marching on 
Heavy hearts longing for those lands we once called home 

(14:11)
Strap on your shields and raise your banners 
Hear the call of raging battle 
Beneath a hail of burning arrows 
Push ever forward, never surrender 
Siege weapons tolling out like thunder 
Ripping the city walls asunder 
Columns of flame reach ever skyward 
Horizons filled with burning pyres

Co prawda legioniści nie używali tarcz, w boju unikali ołowianych kuli a nie płonących strzał, kończąc swój żywot w mogile zamiast na stosie pogrzebowym, jednak wykazali się pełnym heroizmem, zawziętością i iście rycerską postawą w walce o odzyskanie niepodległości Polski, dlatego uważam, że powyższe porównanie nie jest ani trochę na wyrost. Jeśli komuś spodobał się utwór, polecam zapoznać się z całym albumem. Generalnie cały ten artykuł pisałem z podkładem muzycznym w postaci płyty zespołu Caladan Brood zatytułowanej "Echoes of Battle". Osoby lubiące epickie wątki muzyczne w ciężkiej odsłonie brzmieniowej zachęcam do posłuchania. Kapela idealnie nadaje się jako tło średniowiecznych klimatów, o ile komuś nie przeszkadza black metalowy wokal.

źródło obrazu: adamtsiolas.deviantart.com

Po tym dwudziestowiecznym przerywniku cofnijmy się ponownie w mroki średniowiecza. Przeniesiemy się obecnie w miejsce zdecydowanie gorzej zachowane i jeszcze bardziej tajemnicze niż Zamek Bydlin. Miejsce to znajduje się na uboczu Jury, z dala od często uczęszczanych szlaków. Mam tu na myśli relikty średniowiecznego zamku w Udorzu. Jestem przekonany, że nazwa ta, jak i sam obiekt, są znane raczej niewielkiej liczbie osób a większość z nich stanowią mieszkańcy okolicznych miejscowości lub nieliczni fascynaci Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej oraz średniowiecznych fortyfikacji.

Zamek Udórz

Ruiny zamku Udórz, a raczej ich pozostałości, znajdują się na szczycie wzgórza zwanego Zamczyskiem, w dolinie potoku o nazwie Udorka. Najłatwiej trafić tam z miejscowości Udórz, kierując się żółtym szlakiem turystycznym w kierunku południowo-zachodnim. Po minięciu zabudowań, szlak wiedzie początkowo szeroką drogą leśną. Po pewnym czasie po lewej stronie zaczynają wznosić się coraz bardziej strome zbocza, z których sterczą strzeliste wapienne skały. W pewnym momencie trzeba odbić w lewo i wspiąć się na strome zbocze słabo oznakowaną ścieżką.


Po drodze mija się pozostałości po dawnej suchej fosie. 
Będąc tu łatwo wyobrazić sobie ostrokół zaostrzonych drewnianych pali, który być może bronił niegdyś dostępu do zamku.


Szukając tego miejsca po raz pierwszy wspomagałem się opcją geolokalizacji w mobilnej wersji mapy-turystycznej.pl
W sumie udałoby mi się tam dotrzeć bez owej pomocy, jednak muszę przyznać, że jest to spore udogodnienie.


W końcu pomiędzy drzewami zauważam pierwsze pozostałości kamiennych ścian.


Poniżej widać prawdopodobnie resztki bramy wjazdowej. Ja stoję już wewnątrz zamku.


Ruiny te to relikty jednego z najbardziej tajemniczych zamków na całej Jurze, ponieważ nie został on wspomniany w żadnych źródłach historycznych.


W dokumentach z 1232, które wspominają o wsi Udórz, nie ma ani słowa o zamku. Jedyne pisane wzmianki na jego temat to parafialne zapiski z Pilicy z końca XVIII wieku, które mówią zaledwie o „śladach ruin zameczku”. Można więc przypuszczać, że co najmniej od około trzystu lat wygląd tego miejsca niewiele się zmienił.


O samym zamku niewiele wiadomo. Przypuszcza się, że mógł on powstać w drugiej połowie XIV wieku, na terenie wcześniejszej osady obronnej. Najprawdopodobniej stanowił, lub miał stanowić, jeden z elementów systemu umocnień granicy polsko-czeskiej za panowania Kazimierza Wielkiego.


Zamek ten powstał na planie wieloboku o powierzchni około 600 m2 wykorzystując atuty obronne szczytu wzgórza, na którym go wybudowano. Budowla wchodziła w skład większego projektu obronnego, otoczonego wałami drewniano-ziemnymi, których pozostałości można dopatrzyć się nawet dzisiaj. Wały te zostały wzniesione najprawdopodobniej jeszcze przed wybudowaniem zamku, przez przedstawicieli kultury łużyckiej.


Badania archeologiczne przeprowadzone na terenie ruin w latach 1987-88 i w 1990 r. nie wykazały istnienia budowli wewnątrz murów zamkowych, co może oznaczać, że warowni nigdy nie ukończono. To z kolei może tłumaczyć dlaczego nie zachowały się żadne wzmianki historyczne na temat tego miejsca. Tak czy inaczej przechadzanie się pośród tych sześciowiekowych pozostałości nieznanej budowli wprawia w wyjątkowy, trudny do opisania nastrój.


Niedaleko zamku przebiega również Szlak Partyzancki, który upamiętnia różne miejsca i wydarzenia związane z walkami, które partyzanci prowadzili z okupantami naszego kraju podczas II wojny światowej. Muszę przyznać, ze między innymi właśnie to kocham w Polsce, że tutaj na każdym kroku krzyżują się różne etapy naszej ponad tysiącletniej (przynajmniej jeśli chodzi o czas udokumentowany) historii.


Przeszedłem tym szlakiem zaledwie kawałek, chcąc odnaleźć zaznaczone na mapie miejsce pomordowania partyzantów. 
Odnalazłem tam pomnik z wymownym cytatem naszego papieża. 


W przeciwnym kierunku znajduje się jeszcze kamień pamięci partyzantów, jednak nie miałem już czasu aby go szukać. Zbliżał się wieczór a należało przygotować jeszcze miejsce noclegowe. Poniżej mój zestaw do spania. Od lewej: płachta bivy bag, dmuchany materac, karimata i śpiwór.


Tej nocy po raz pierwszy używałem owego materaca. Specjalnie wybrałem dla siebie wersję o kształcie mumii tak, aby móc włożyć go do środka płachty bivy bag. Dzięki temu w nocy nie ma możliwości zsunięcia się z  materaca na twarde podłoże.


Zdecydowałem się na nocleg wśród ruin zamku Udórz. Poniżej moje legowisko. Materac i śpiwór włożyłem do płachty bivy bag a całość dodatkowo położyłem na karimacie tak, aby zabezpieczyć się przed niepotrzebnymi uszkodzeniami pozostałego ekwipunku. Noc była niezwykle klimatyczna, m.in. za sprawą pohukujących w lesie sów. Rano obudziłem się rześki i wyspany. Od tej pory ani myślę sypiać już więcej na samej karimacie, jednak nadal ją ze sobą zabieram jako podkład pod legowisko oraz miejsce do siedzenia podczas postojów w trasie.


Planując pisanie tego artykułu miałem zamiar zakończyć go mniej więcej w tym miejscu. W trakcie pisania doszedłem jednak do wniosku, że niedopatrzeniem byłoby nie wspomnieć tutaj o kilku innych obiektach, które odwiedziłem niedawno na Jurze, a które jak najbardziej kwalifikują się do wymienienia ich w tym zestawieniu. Co prawda opisywałem je już w poprzednich artykułach, jednak uważam, że należy pobieżnie wspomnieć o nich również tutaj tak, aby powstała kompletna lista najbardziej tajemniczych jurajskich warowni.

Zamek Ostrężnik

Jednym z takich obiektów są niezaprzeczalnie ruiny zamku w Ostrężniku. Znajdują się one na szczycie wzgórza położonego w lesie tuż obok małej miejscowości o tej samej nazwie. W miejscu tym krzyżuje się Szlak Warowni Jurajskich ze Szlakiem Orlich Gniazd. Zamek ten pod wieloma względami jest podobny do pozostałości zamku w Udorzu.


O zamku w Ostrężniku nie zachowały się żadne relacje kronikarskie. Przypuszcza się jednak, że także stanowił on część umocnień granicznych w systemie Orlich Gniazd. Brak pisanych wzmianek niektórzy odbierają jako znak, iż zamek ten nie został nigdy ukończony lub, że był jedynie krótko używany. Istnieją hipotezy głoszące iż stanowił on królewskie tajne więzienie, w którym bez sądu przetrzymywano przeciwników politycznych. Jeszcze inni twierdzą, że była to twierdza zbójecka. Nie wiadomo też kiedy i jak zamek uległ zniszczeniu.


Do dzisiejszych czasów z tej tajemniczej warowni pozostały jedynie fragmenty murów, które nie przekraczają metra wysokości.
Poza tym są tu ziemne wały otaczające przyległe podzamcze.





Po zwiedzeniu ruin zamku spędziłem noc w jaskini znajdującej się tuż pod nim, wewnątrz wzgórza, na którym się on znajduje. 
Poniżej widoczne jest wejście do tej jaskini.


Była to bardzo przyjemna noc. Wyspałem się komfortowo pomimo minusowej temperatury. 
Nawet jeśli komfort nie mógł dorównać temu, który osiąga się zwykle w łóżku, widok po otworzeniu oczu rekompensował wszelkie niedogodności!


Więcej na temat Ostrężnika i jego niezwykle ciekawych okolic znajdziecie tutaj.

Ruiny strażnicy w Przewodziszowicach

Jest to kolejny jurajski obiekt obronny o nie do końca zbadanej historii. Niecały kilometr od Przewodziszowic w kierunku północnym znajdują się ruiny strażnicy z XIV wieku. Do naszych czasów pozostał po niej jedynie fragment muru o długości 26 m i wysokości około 10 m, znajdujący się na krawędzi wysokiej skały. Strażnica została wybudowana na polecenie Kazimierza Wielkiego lub księcia śląskiego Władysława Opolczyka. Badacze do dziś nie rozstrzygnęli jednak tego dokładnie.


Strażnicę zbudowano na szczycie stromej skały wapiennej na wysokości 390 m n.p.m. Miała ona formę wieży mieszkalno-obronnej a dostęp do niej był możliwy jedynie po wysuwanych w tym celu drabinach.


Widok na tył ostańca.



Widok frontalny.


W pierwszej połowie XV wieku strażnica weszła we władanie Mikołaja Kornicza zwanego Siestrzeńcem. 
Był on miejscowym zbójnikiem, który niczym Janosik rabował możnowładców oraz bogatych kupców, zyskując przez to sympatię biednych.


Do dzisiaj opowiada się legendy, zgodnie z którymi na terenie strażnicy znajduje się zasypana studnia z ukrytymi w niej przez Kornicza skarbami. 
Studni tej do tej pory nie odnaleziono - ani na terenie samej strażnicy, ani na terenie podzamcza.


Odnaleziono jednak studnię wykutą w skale na pobliskiej Grzędzie Rajce - najwyższym wzniesieniu powiatu myszkowskiego. 
Obecnie studnia przykryta jest stalową kratą a obok znajduje się miejsce służące do odpoczynku. Przy dobrej pogodzie można podziwiać stąd widoki.


Przez kratę można zaglądnąć w głąb studni. Dzisiaj ma ona głębokość 15-tu metrów, jednak jest obecnie w połowie zasypana. W czasach kiedy korzystali z niej ludzie z pobliskiej strażnicy, miała ona około 30-tu metrów głębokości. Kto wie... być może to tutaj Kornicz ukrył swe skarby nim został ostatecznie złapany i stracony? Według miejscowych opowieści, w mgliste poranki nad studnią pojawia się cień zakapturzonej postaci. Podobno jest to właśnie Kornicz pilnujący swoich bogactw.


Ruiny strażnicy w Ryczowie

Tworząc listę tajemniczych, mało poznanych warowni należy wspomnieć również Ryczów oraz znajdujące się w nim ruiny strażnicy z XIV wieku.


Strażnica położona była na szczycie samotnej, wysokiej skały. 


Jej pozostałości nie są okazałe ale stanowią niezwykle interesujący obiekt będący świetnym uzupełnieniem Szlaku Warowni Jurajskich.
Pierwsza wzmianka o Ryczowie pochodzi z 1388 r. jednak możliwe, że dotyczy ona którejś z dwóch innych miejscowości o tej samej nazwie.


Strażnica została wzniesiona w czasach Kazimierza Wielkiego w ramach umocnień granicznych. Była to najprawdopodobniej czworoboczna wieża. Wejście ulokowane było we wschodniej części budynku a prowadził do niego drewniany most. Pod skałą znajdował się mały dziedziniec a całość otoczona była fosą i wałem ziemnym. Przypuszcza się, że strażnica funkcjonowała jeszcze w XV w.


Po skałach można dostać się na szczyt, jednak jest to dość ryzykowne.


Widok z ruin strażnicy w kierunku zachodnim...


...oraz północnym.


Resztki murów pozostałe na szczycie skały niesamowicie skutecznie potrafią poruszyć wyobraźnię odwiedzających je osób.


Ruiny strażnicy w Suliszowicach

Suliszowice to mała miejscowość, w której również znajdują się ruiny strażnicy z XIV wieku. Będąc w ich okolicach dowiedziałem się, że ruiny te położone są na terenie prywatnej posesji, więc zaniechałem ich eksploracji. Mimo to znalazłem w sieci zdjęcie, na którym widać pozostałości murów.

[źródło powyższego zdjęcia: Wikipedia, CC BY-SA 3.0, autor: Jerzy Strzelecki] 

Strażnica ta została wybudowana najprawdopodobniej przez Kazimierza Wielkiego lub przez Władysława Opolczyka w latach 1370-1391 na szczycie odosobnionej skały. W zapiskach historycznych po raz pierwszy pojawia się ona w 1581 roku lecz już wtedy była opuszczona. Składała się z dwóch części – wieży na skale i podgrodzia u jej podnóża, otoczonego wałem i fosą. Do dziś zachował się tylko fragment muru o długości niespełna 20 m oraz nieliczne pozostałości zabudowań u podnóża skały. 

Pozostałości strażnicy w Łutowcu

Na drugim planie poniższego zdjęcia widać Skałę Zamkową w Łutowcu.


Nazwa tej skały nie pochodzi jedynie od jej wyniosłego kształtu. Na jej szczycie istniała niegdyś murowana strażnica wzniesiona w XIV wieku w systemie Orlich Gniazd. Nie zachowało się zbyt wiele pisemnych wzmianek o niej, przez co jej historia i przeznaczenie nie są dobrze znane. Wg jednych hipotez pełniła funkcję obronną a wg innych więzienną. Została zniszczona w wyniku pożaru. Do czasów dzisiejszych zachował się jedynie niewielki fragment muru na szczycie skały.


Pierwsze źródła pisane wspominające o Łutowcu pochodzą z 1399 roku. Nie ma w nich mowy o samych fortyfikacjach, jednak najprawdopodobniej istniały one już wtedy. Nie wiadomo kto był ich fundatorem. Przypuszcza się jednak, że była to strażnica wzniesiona przez Kazimierza Wielkiego. Jak inne obiekty tego typu, broniła ona zachodniej granicy królestwa. Pojawiają się jednak również hipotezy, jakoby budowla mogła powstać z inicjatywy Władysława Opolczyka. Ciężko też określić kształt i wielkość budynku ze względu na nikłe fragmenty, które z niego pozostały.


Po wejściu na skałę Zamkową można podziwiać szeroką jurajską panoramę.


Relikty strażnicy Biśnik

Jednymi z najgorzej zachowanych i najmniej poznanych obiektów na Jurze są pozostałości ruin strażnicy na Skale Biśnik. Droga na szczyt tej skały wiedzie schodkami pomiędzy imponującymi ostańcami. W średniowieczu na Skale Biśnik znajdowała się obronna budowla wieżowa, jednak do dnia dzisiejszego niemal nic z niej nie zostało. Resztek budowli na tyle trudno się tam dopatrzeć, że nawet bym nie wiedział, że po nich stąpałem, gdybym o tym nie przeczytał już po wizycie w tym miejscu...


Szczyt Biśnika, czyli miejsce gdzie niegdyś wznosiła się strażnica, jest w znacznej części porośnięty drzewami. Utrudnia to dojrzenie pozostałości strażnicy i rozejrzenie się po okolicy, jednak spośród gałęzi można wywalczyć kilka szerokich widoków.


Po prawej widoczne są Skały Zegarowe. 


To już w zasadzie wszystkie ruiny zamków i strażnic na Jurze, które spędzają sen z powiek archeologom i innym badaczom przez to, że ciężko odpowiedzieć na zasadnicze pytania dotyczące ich początków i pozostałej historii. Przynajmniej jeśli chodzi o obiekty murowane, ponieważ w okolicach tych istniało znacznie więcej warowni drewnianych, z których tylko niektóre przeobrażono z biegiem czasu w kamienne. Zapewne nie wszystkie z nich zostały do tej pory odkryte. W zdecydowanej większości przedstawione tu obiekty były pomniejszymi zamkami lub nawet nie zasługiwały na to miano, będąc zaledwie strażnicami, w których na co dzień stacjonowały skromne oddziały zbrojnych mających za zadanie patrolowanie granicy polsko-czeskiej. Pomimo nikle zbadanego wpływu tych budowli na zdarzenia historyczne, samo ich istnienie i umiejscowienie w strategicznych punktach ówczesnej granicy naszego państwa sugeruje, że były one uzupełnieniem obronnych luk pomiędzy głównymi zamkami i warowniami. Całość owego systemu obronnego składa się na wspaniały i przemyślany obraz, świadczący o zdolnościach osób, które go tworzyły. Kiedy sobie myślę, jak mogło wyglądać funkcjonowanie tego systemu obronnego w praktyce, na myśl przychodzi mi scena z "Powrotu Króla" (trzeciej części trylogii Władcy Pierścieni), w której Królestwo Gondoru (a w zasadzie Gandalf rękami Pippina) daje znaki ostrzegawcze przed niebezpieczeństwem ze strony władcy ciemności, Saurona, dla zaprzyjaźnionego Królestwa Rohanu, przy pomocy systemu ognisk ostrzegawczych ulokowanych na szczytach gór i wzniesień.

Kadr z filmu "Powrót Króla" w reżyserii Petera Jacksona.


Kto wie... być może podobnie funkcjonowało to w średniowiecznej Polsce? Wszak większość z budowli obronnych na Szlaku Orlich Gniazd oddalona jest od siebie w zasięgu wzroku, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę obiekty wymienione w tym artykule oraz inne, hipotetyczne, których istnienia nie sposób już dziś stwierdzić ze względu na zbyt duży upływ czasu...  Miejsca te długo zapewne będą jeszcze poruszać naszą wyobraźnię. Być może kiedyś jakieś nowe odkrycia rzucą nieco więcej światła na ich niebywale interesującą historię.



Zobacz inne miejsca na Jurze >>>



Komentarze

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura