Okolice Siedlca i Złotego Potoku



Gmina Janów, na terenie której leżą miejscowości Siedlec i Złoty Potok wraz z opisywanymi poniżej miejscami, to okolica unikatowa na całą Jurę. W wyjątkowy sposób łączą się tam ze sobą piękne krajobrazy, polska historia oraz znane większości osób od dziecka legendy.

Wielu z Was kojarzy zapewne najnowszą wersję legendy o panu Twardowskim przedstawioną w produkcji filmowej wyreżyserowanej przez Tomasza Bagińskiego. Jakkolwiek ciekawa, stanowi ona jednak raczej kontynuację zdarzeń przedstawianych w samej legendzie. Ta natomiast jest mocno związana z naszą, polską ziemią. Zapraszam Was w miejsca, które według podań ludowych Twardowski odwiedził na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej tuż przed swą ucieczką przed diabłem na Księżyc.

Jan Twardowski był autentyczną postacią żyjącą w XVI-wiecznym Krakowie. Według kronik historycznych był on nadwornym czarnoksiężnikiem króla Zygmunta Augusta. Może to dziwić, jednak inteligencja tamtych czasów była bardzo mocno zafascynowana magią i spirytyzmem. Sam Twardowski miał podobno wywoływać duchy na polecenie króla. Niemieccy badacze twierdzą, że był on Niemcem studiującym magię w Wittenberdze. Jego prawdziwe imię miało brzmieć Laurentius Dhur, z łaciny Durentius, czyli "twardy". Jeśli było tak faktycznie, to nazwisko Twardowski byłoby jedynie spolszczeniem nazwy łacińskiej. 

Wokół tej historycznej postaci narosło z czasem mnóstwo legend i tajemniczych opowieści, z których najbardziej popularna głosi, iż Twardowski zaprzedał swą duszę diabłu w zamian za magiczną wiedzę. Zależało mu również na sławie, bogactwie i uznaniu króla, co udało mu się ostatecznie osiągnąć przy pomocy sił nieczystych. Miał przy tym przechytrzyć samego diabła dodając do podpisanego własną krwią cyrografu paragraf stwierdzający, że diabeł może odebrać mu za swe usługi duszę jedynie w Rzymie. Tam natomiast Twardowski nie miał zamiaru nigdy się wybrać. Diabeł nie był jednak w ciemię bity i dorwał w końcu cwanego maga w karczmie o nazwie "Rzym". Twardowski podczas uprowadzenia do piekła po raz kolejny wykazał się na swoje szczęście sprytem i dzięki głośnym modlitwom oraz świętym pieśniom wymknął się diabłu, który nie mógł tego słuchać, zakrywając uszy. W tym momencie rozpoczęła się brawurowa ucieczka Twardowskiego przed diabłem, która według legend na stałe odcisnęła swój ślad w polskim krajobrazie.

Pan Twardowski na swoim kogucie, którego dosiadał niczym rumaka.

[Ilustracja z książki "Szopka. Wiersz Or-Ota", autor: Antoni Piotrowski, źródło: Wikimedia Commons]

Pustynia Siedlecka

Legenda głosi, iż diabeł goniąc Twardowskiego był tak mocno zdesperowany by go schwytać, że w pewnym momencie, mając go już niemal w garści otworzył przed nim czeluście piekieł. Ogień piekielny, który z nich buchnął wypalił kompletnie wokół ziemię i życie, które na niej istniało dając początek Pustyni Siedleckiej.

4 marca 2017


Taką genezę tego miejsca przedstawiają podania ludowe. Prawda jest oczywiście znacznie bardziej przyziemna jednak równie fascynująca! Pustynia ta powstała bowiem w bardzo długim procesie przyrodniczym. Około 150 milionów lat temu, w okresie późnej jury teren ten stanowił dno piaszczystego morza. Trochę ponad 50 milionów lat później, w okresie późnej kredy morze stąd ustąpiło, dając początek nowym lądom. Następnie, na początku obecnej epoki geologicznej - holocenu, kiedy to nieco ponad 11 tysięcy lat temu kończyło się właśnie ostatnie zlodowacenie, cofający się lądolód zepchnął i sfałdował jurajskie piaski formując z nich wydmy Pustyni Siedleckiej.


Po II wojnie światowej funkcjonowała tutaj piaskownia. Pustynia ta zajmuje obecnie teren około 25 hektarów. Niegdyś była ponad dwukrotnie większa jednak w latach 60-tych ubiegłego wieku została częściowo zalesiona.


Jak na pustynię przystało, Pustynia Siedlecka posiada swoją oazę. Jest do niewielkie bezodpływowe źródełko o nazwie... a jakże... "Oaza".


Ku uciesze pasjonatów, na terenie pustyni dopuszczono jazdę wszelkiego rodzaju pojazdami rajdowymi: samochodami, motocyklami i quadami. Organizowane są tu również rajdy terenowe. Ponadto gmina Janów organizuje corocznie imprezę Pustynny Piknik.


Wróćmy jednak do naszego bohatera - pana Twardowskiego. Legenda mówi, że kiedy uciekał on przed diabłem na swoim kogucie, w ostatniej chwili udało mu się odskoczyć przed ogniem piekielnym zmieniającym wszystko w pustynię.


Uchodząc szczęśliwie z kolejnej opresji, Twardowski miał według podań skryć się przed diabłem w kępie drzew na szczycie wzgórza widocznego na horyzoncie po lewej stronie poniższego zdjęcia.


Udajmy się więc tam i zobaczmy, co takiego kryje owo miejsce.


Jaskinia na Dupce

Wzgórze to wznosi się na wysokość 371 m n.p.m. i nosi bardzo sugestywną nazwę - Dupka. W języku staropolskim słowo "dupka" miało odmienne a raczej znacznie szersze znaczenie od dzisiejszego. Oznaczało bowiem po prostu dziurę... nie tylko w ludzkim ciele ale również, a nawet przede wszystkim - w ziemi, w skale, w drzewie, itp. Skąd więc wzięła się nazwa tego wzgórza?


Ano właśnie od dziury w ziemi, która znajduje się na jego szczycie! Jest to tzw. Jaskinia na Dupce.


Plan jaskini:
[źródło: jaskiniejury.pl]

Według legendy Twardowski, który uciekł właśnie diabłu i jego ogniom piekielnym zmieniającym okolicę w Pustynię Siedlecką, schował się tu między drzewami i przykucnął. Naśmiewał się przy tym z diabła, którego ponownie udało mu się przechytrzyć jednak nie chciał zdradzić śmiechem swej kryjówki więc zakrył usta dłońmi. Uwaga... teraz pora na najlepsze...


Według tej samej legendy, Twardowski tłumiąc śmiech... pierdział w ziemię a kiedy wstał, ku swojemu zdumieniu zobaczył własne dzieło - potężną dziurę.


Czego jak czego, ale fantazji naszym przodkom odmówić nie można... jaskinia ma bowiem 18 metrów głębokości!


Poniżej widok w górę z zaledwie połowy jej głębokości. 
Do tej pory jaskinia stanowi jedynie głębokie wgłębienie w ziemi.


Dalej jest jednak kolejny otwór prowadzący do zupełnie podziemnej części jaskini.



Na szczycie wzgórza oprócz jaskini można zobaczyć także liczne skałki wapienne.


Ze szczytu niektórych z nich można dostrzec pomiędzy drzewami okoliczną Pustynię Siedlecką.


19 lutego 2017

Brama Twardowskiego

Ciężko powiedzieć czy to hałas towarzyszący powstającej właśnie jaskini, czy coś innego zdradziło kryjówkę Twardowskiego na szczycie Dupki, jednak po chwili ponownie musiał on uciekać przed diabłem. Nieco ponad 3 km dalej dotarł do wysokiej skały wapiennej. Będąc zmęczonym już ciągłym uciekaniem przed hersztem piekieł, postanowił uciec mu raz na zawsze. Wspiął się na swoim kogucie na szczyt owej skały, odbił się od niej i pofrunął... na Księżyc. Siła koguciego odbicia była według legendy tak duża, że wybiła w skale dziurę na wylot.


Zagłębienia widoczne w zwieńczeniu bramy są podobno śladami po kogucich pazurach.


Inne podania ludowe głoszą, że panna, która przejdzie przez otwór w skale wkrótce wyjdzie za mąż.


Podobnie jak w przypadku Pustyni Siedleckiej, geneza tego malowniczego ostańca skalnego jest znacznie bardziej prozaiczna, niż chciałaby tego legenda o panu Twardowskim. Z geologicznego punktu widzenia jego powstanie jest jednak szalenie interesujące! Okazuje się bowiem, że skała ta wraz ze znajdującym się w niej otworem stanowiła niegdyś fragment podziemnej jaskini, która na przełomie kredy i paleogenu (ok. 66 mln lat temu) w wyniku ruchów tektonicznych została wypiętrzona powyżej powierzchni ziemi. Z czasem erozja wodna dodatkowo obrobiła ten blok skalny ze znajdującym się w nim otworem nadając mu charakterystyczny kształt bramy. Nazwę tej skale nadał jeden z polskich wieszczów - Zygmunt Krasiński. W 1857 roku przebywał on w Złotym Potoku i zachwycił się pięknem okolicznych terenów. Wtedy to obszar ten objęty został ochroną i zakazano wycinki drzew, tworząc park. Stąd też jego obecna nazwa - Rezerwat Parkowe.


Diabelskie Mosty

W przedstawiony powyżej sposób Twardowskiemu udało się w końcu na dobre uciec diabłu. Według legendy do tej pory przebywa on na Księżycu. Fakt ten nie dawał diabłu spokoju i co rusz starał się wypatrzeć tam Twardowskiego. Szukając dobrych punktów widokowych diabeł wszedł na wysoką na 15 metrów skałę koło Złotego Potoku. Wypatrując z niej maga, który w przebiegły sposób go przechytrzył diabeł wpadł w głęboką szczelinę w skale i się w niej zaklinował. Po dziś dzień jedna ze skał przypomina twarz diabła. Udało mu się jednak diabelskim sposobem stamtąd wydostać a żeby nie wpaść w szczelinę pod raz drugi, wyczarował na jej szczycie mosty ponad przepaściami. Stąd też legendarna nazwa skał - Diabelskie Mosty.


Skała ta faktycznie poprzecinana jest licznymi, głębokimi szczelinami a podczas jej zwiedzania należy zachować ostrożność.


W rzeczywistości jej nazwę, podobnie jak w przypadku Bramy Twardowskiego, nadał jednak poeta Zygmunt Krasiński. On też nakazał budowę drewnianych kładek pomiędzy wierzchołkami skał. Przetrwały one do lat 60-tych ubiegłego wieku. 


Łatwo sobie wyobrazić kładki, które jeszcze 60 lat temu pozwalały poruszać się nad tymi szczelinami. Szkoda, że nikt nie podjął się dotąd ich odbudowy. Nie byłaby to duża inwestycja a stanowiłaby świetną atrakcję turystyczną.


Diabelskie Mosty to jednak nie tylko atrakcja turystyczna i przedmiot legend. To także kawał historii, w dodatku tej krwawej i stosunkowo nowej. W czasie II wojny światowej cała okolica była sceną zajadłych walk z niemieckim okupantem. 


Na Diabelskich Mostach przeprowadzono wtedy udaną zasadzkę na hitlerowskiego kata i oprawcę okolicznej ludności - Juliana Schuberta zwanego Krwawym Julkiem. Był on folksdojczem z województwa poznańskiego, zastępcą komendanta żareckiej żandarmerii. Samym komendantem był natomiast Jugosławianin, Jan Bresinschek. Miał on jednak znacznie przyjaźniejszy stosunek do Polaków i często donosił nawet partyzantom o ruchach wojsk niemieckich. To dzięki jego informacjom udało się żołnierzom AK wyeliminować Krwawego Julka.


9 listopada 1944 partyzanci otrzymali wiadomość, że Schubert wybiera się na kolejną obławę z Żarek w okolice wsi Złoty Potok i Janów. Partyzanci zasadzili się na niego właśnie na Diabelskich Mostach. Było to idealne miejsce pod względem obserwacyjnym oraz taktycznym. Ponadto, wybór miejsca sprawił, iż Niemcy nie mieli później pretekstu do represji na cywilach za rzekomą pomoc udzieloną partyzantom, ponieważ miejsce to położone jest z dala od wsi.


Tym samym Diabelskie Mosty przyczyniły się do pomszczenia wielu ofiar nazistowskiego terroru a miejscowa ludność mogła odetchnąć ze spokojem, ponieważ po śmierci Krwawego Julka obławy i represje dobiegły końca.


Po dziś dzień stoi tutaj obelisk upamiętniający walki oddziału "Ponurego" - kapitana Jerzego Kurpińskiego, którego żołnierze wzięli udział w zasadzce na Juliana Schuberta, mimo iż on sam był wtedy chory i nie mógł wziąć udziału w akcji.


Rezerwat Parkowe

Będąc w tych okolicach warto zobaczyć także inne ciekawe miejsca, nie tylko te związane z legendą o panu Twardowskim. Jednym z nich jest w zasadzie cały Rezerwat Parkowe. Został on utworzony w 1957 r., jednak jego teren objęto ochroną częściową około 100 lat wcześniej, kiedy przebywał tu Zygmunt Krasiński. Znajdziemy w nim wiele fantazyjnych skał wapiennych o różnorakich kształtach. Najbardziej znane spośród nich to opisywane już wcześniej Diabelskie Mosty i Brama Twardowskiego, jednak warto przejść się po całym rezerwacie, gdyż jest w nim sporo innych ciekawych ostańców.



Rezerwat ten obejmuje także górną część doliny rzeki Wiercica wraz z jej źródłami. Wspominany już wcześniej poeta polskiego romantyzmu, Zygmunt Krasiński, nadał im nazwę Źródeł Zygmunta i Elżbiety, na cześć swoich dzieci. Są to bowiem dwa różne źródła łączące swój bieg po kilkuset metrach. 


Ze źródeł tych wypływa woda z osadów jurajskich, które charakteryzują się wysoką czystością wód klasy Ia. 


O czystości tych wód świadczą występujące tu relikty epoki lodowcowej - drobny skorupiak podobny do krewetki - Kiełż Zdrojowy oraz mały ślimak - Źródlarka Karpacka. Występują one wyłącznie w zbiornikach z zimną, dobrze natlenioną wodą o stałej temperaturze a taką zapewniają właśnie Źródła Zygmunta i Elżbiety - przez cały rok ich wody mają temperaturę około 10*C.


Nieco dalej połączone wody Źródeł Zygmunta i Elżbiety, czyli już rzeka Wiercica, rozlewają się w postaci malowniczo położonego stawu. Nazwał go również Zygmunt Krasiński nadając mu miano Sen Nocy Letniej. W zależności od pory roku staw ten przybiera różne barwy. Powiązana jest z nim również legenda mówiąca, że staw zapamiętuje ludzkie twarze, które się w nim przeglądają a letnią nocą w poświacie księżyca odtwarza ich wizerunki. W czasach prehistorycznych nieopodal istniał gród obronny a zamieszkujące go plemię słowiańskie traktowało ten staw jako miejsce rytualne. Stawów jest tu jednak znacznie więcej, z czego część to stawy hodowlane. Stanowią one system zbiorników wodnych połączonych rzeką Wiercicą. System ten powstał w II połowie XIX wieku, kiedy to hrabia Raczyński założył tutaj funkcjonującą do dzisiaj pstrągarnię. 


Po prehistorycznym grodzie nie pozostało do naszych czasów zbyt wiele. Miejsce to nosi nazwę Osiedle Wały. Pochodzi z czasów plemiennych i wczesnopiastowskich. Prehistoryczni Słowianie mieszkali tu od VIII do XI wieku n.e. Grodzisko posiadało trzy rzędy wałów ziemnych zbrojonych palami drewnianymi. Wały te widoczne są do dzisiaj i od nich gród wziął swą nazwę. Osiedle podupadło i zostało opuszczone wraz z nadejściem chrześcijaństwa, które było tu rozpowszechniane przez grupy kupieckie wędrujące szlakiem bursztynowym. 


Tuż obok stawu Snu Nocy Letniej na rzece Wiercica znajduje się zabytkowy młyn Kołaczew z 1807 r. wchodzący w skład Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Śląskiego. Źródła historyczne podają jednak, że już znacznie wcześniej, gdyż w co najmniej 1473 r. istniał tu inny drewniany młyn wodny. Obecnie młyn Kołaczew nadal pracuje, jednak napędza go już nie rzeka Wiercica a urządzenia elektryczne.


Zaledwie kilkaset metrów od stawu i młyna Kołaczew znajduje się kolejne interesujące miejsce - Grota Niedźwiedzia.


Plan jaskini:
[źródło: jaskiniejury.pl]

Jaskinia ta została odkryta przez samego Zygmunta Krasińskiego. On też nakazał powiększyć jej otwór wejściowy. 


Nasz wieszcz odnalazł w jaskini kieł mamuta wbity w skałę. Został on przez niego wysłany do muzeum w Warszawie.


W namulisku, czyli obszarze osadowym znajdującym się na dnie jaskini odkryto kości różnych zwierząt w tym kilku gatunków kopalnych, takich jak mamuty, renifery, nosorożce włochate i niedźwiedzie jaskiniowe, od których miejsce wzięło swą nazwę. Znaleziono tu również ślady bytowania ludzi pierwotnych.


Obecnie jaskinię w okresie zimowym zamieszkują jedynie nietoperze.


Tuż obok znajduje się drugi, mniejszy otwór prowadzący do innej komory tej jaskini.


Jej wnętrze również jest całkiem przestronne. Bez problemu można w niej stać w pozycji wyprostowanej.


Obie komory połączone są ciasnym korytarzem.


Mniejszy z otworów wejściowych widziany od środka.


Polecam Wam odwiedzenie Rezerwatu Parkowe. Można w nim zobaczyć więcej ciekawych miejsc niż udało mi się tu pokazać. Na pewno interesujący jest również sam Złoty Potok, jednak opisywanie miejscowości i ich atrakcji nie należy do zadań postawionych przed tym blogiem. Zachęcam jednak do odkrywania ich walorów na własną rękę.

Rezerwat Ostrężnik

Ostatnią naturalną atrakcją, którą można a wręcz należy zobaczyć będąc w okolicy jest Rezerwat Ostrężnik. Jest on bardzo mały, gdyż zajmuje powierzchnię zaledwie 4 hektarów, jednak to nie rozmiar stanowi o jego wartości. Rezerwat Ostrężnik obejmuje teren wzgórza wapiennego, na którego szczycie położone są ruiny XIV-wiecznego zamku, opisane przeze mnie pod koniec poprzedniego artykułu

Znajduje się tu również okresowe źródełko zwane Źródłem Zdarzeń. Wchodzi ono w skład doliny Wiercicy i w okresach, w których bije z niego woda stanowi ono praźródło tej rzeki. Okres wypływu wody nie jest niczym określony - jest zupełnie nieregularny, nieprzewidywalny i przybiera różną siłę - od słabego po bardzo intensywny. Zdarzało się podobno nawet, że tonęli w nim ludzie. Według legendy woda wypływa tu na powierzchnię diabelską mocą jedynie w złych czasach, zwiastując nieszczęścia, klęski i nieurodzaj. Najwidoczniej żyjemy w dobrych czasach, gdyż podczas mojej wizyty koryto źródła było suche. Pokażę je Wam jednak korzystając z trzech zdjęć dostępnych na stronie internetowej Gminy Janów.




Rezerwat Ostrężnik porośnięty jest naturalnym lasem, w którego górnej partii dominuje buczyna sudecka. Jest on zamieszkiwany przez liczne i rzadkie gatunki owadów i ptaków. Chronione są tu również siedliska nietoperzy z gatunku Gacek Wielkouchy. Jak się zapewne domyślacie, skoro są tu nietoperze, to pewnie jest też jaskinia. No i nie mylicie się.

Widok na wzgórze ostrężnickie.

Podchodząc pod wzgórze już z daleka widać główny otwór wejściowy do Jaskini Ostrężnickiej.


Inną rzeczą, która rzuca się w oczy jest sporej wielkości drewniany krzyż. Jest to krzyż powstańczy upamiętniający Powstanie Styczniowe, które wybuchło w 1863 roku, w czasach zaborów, przeciwko Imperium Rosyjskiemu. Sam krzyż postawiono 20 lat po tym zrywie niepodległościowym i od tej pory był on kilkukrotnie wymieniany - ostatnio w 2012 roku a wcześniej po II wojnie światowej.


Powstanie Styczniowe miało szeroki zasięg i prowadzono je także na tych terenach. Zajadłe walki powstańców upamiętniono w tym historycznym miejscu stawiając ów krzyż. Mimo, iż powstanie upadło i zostało krwawo stłumione, nie poszło na marne, gdyż nie zdławiono i nie puszczono w niepamięć naszej dumy narodowej i ogromnego pragnienia wolności, którą otrzymaliśmy ostatecznie w 1918 roku. Poeta Zygmunt Krasiński, który wielokrotnie był już wspominany w tym artykule nie dożył ani Powstania Styczniowego (zmarł cztery lata przed jego wybuchem w Paryżu), ani odzyskania przez Polskę niepodległości, jednak w utworze zatytułowanym "Tęsknota" wypowiedział znamienne, wieszcze słowa:

"Cokolwiek będzie, cokolwiek się stanie, Jedno wiem tylko: sprawiedliwość będzie, Jedno wiem tylko: Polska zmartwychwstanie."

Słowa te mogłyby być zapewne mottem i siłą napędową wszystkich powstańców walczących o wolność naszego kraju.


Z Powstaniem Styczniowym i Ostrężnikiem wiąże się jeszcze jedna niewyjaśniona historia. To gdzieś tutaj ukryty podobno został skarb zdobyty wtedy na Rosjanach przez wojska płk. Zygmunta Chmieleńskiego. Szacuje się, że stanowił on co najmniej półtorej tony złotych, rosyjskich monet. Nikt jednak go dotąd nie odnalazł. Być może zakopano go w lasach. A może skrywa go któryś z licznych, ukrytych korytarzy Jaskini Ostrężnickiej? Wzgórze to bowiem jest podziurawione tunelami i otworami jaskini niczym ser szwajcarski! Poniżej widoczny jest główny otwór wejściowy.


Oprócz niego istnieje jednak wiele innych otworów prowadzących pod ziemię. Poniżej przedstawiam zaledwie kilka z nich.





Oto jeden z nich widziany od środka. Ma wysokość niecałego metra.


A może skarb ukryto gdzieś na szczycie w ruinach starego zamku?


Jakkolwiek by nie było, nadal działa on na wyobraźnię poszukiwaczy skarbów i niejeden z nich stracił już krocie inwestując w sprzęt, który miał się zwrócić po odnalezieniu powstańczego łupu.


Zajrzyjmy jednak wgłąb głównego wejścia do Jaskini Ostrężnickiej. Jej charakterystyczną cechą jest kolumna, która dzieli jaskinię na dwa niemal bliźniacze korytarze o ciekawych barwach.


Plan jaskini:
[źródło: jaskiniejury.pl]

Lewy korytarz jest krótszy i po około dziesięciu metrach kończy się małym wylotem na zewnątrz.


Widok w stronę wejścia z lewego korytarza.


Prawy korytarz jest dłuższy a na jego końcu znajduje się przewężenie prowadzące do kolejnych komór jaskini.


Przewężenie to ma wysokość niecałego metra i długość około ośmiu metrów. Na podłodze widać lodowe stalagmity powstałe przez zamarzającą wodę kapiącą ze stropu jaskini.


Widok w stronę wejścia do jaskini z prawego korytarza.


W jaskini tej spędziłem noc rozkładając się w przewężeniu. o którym wspomniałem powyżej. Wybrałem do spania to miejsce, ponieważ było ono najbardziej poziome. Na namulisku rozłożyłem karimatę izolującą mnie od podłoża a na niej śpiwór włożony uprzednio do płachty bivy bag, którą opisywałem tutaj.


Moje jaskiniowe obozowisko.


Była to bardzo przyjemna noc. Wyspałem się komfortowo pomimo minusowej temperatury. Nawet jeśli komfort nie mógł dorównać temu, który osiąga się zwykle w łóżku, widok po otworzeniu oczu rekompensował wszelkie niedogodności!


Cieszę się, że wybrałem się na wycieczkę w opisane powyżej miejsca. Lubię kiedy zwiedzane przeze mnie lokacje łączą w sobie naturalne piękno, historię i elementy podań ludowych. Jest to bowiem mieszanka, która gwarantuje satysfakcję z doznań wzrokowych, możliwość odtwarzania i wczuwania się w zdarzenia historyczne w miejscach, w których historia była pisana oraz nieustanny powiew tajemniczości towarzyszący na każdym niemal kroku. Wszystkim polecam zapuszczenie się w te rejony, tym bardziej, że większość z opisanych tu miejsc można zobaczyć w ciągu jednodniowej wycieczki, jeśli tylko dysponuje się autem.

W celu zobaczenia Pustyni Siedleckiej i Jaskini na Dupce należy się udać do miejscowości Siedlec w gminie Janów. Jaskinia dostępna jest przez cały rok za darmo, jednak zwiedzając ją należy wziąć pod uwagę, że znajduje się ona na terenie prywatnego lasu, dlatego szczególnie należy zwrócić uwagę, by nie zostawić w niej oraz w jej okolicy żadnych śmieci.

Polska
[fragment mapy Compass, kliknij w obrazek aby przejść do większej mapy]

Pozostałe miejsca znajdują się w okolicach Złotego Potoku. Zwiedzanie można rozpocząć zostawiając auto na darmowym parkingu, z którego rozchodzą się zaznaczone poniżej szlaki.

Link do trasy




Zobacz inne miejsca na Jurze >>>




Komentarze

  1. Wspaniały wpis i cudowne miejsca, szczególnie ostreznik.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog, dziękuję za podróżnicze inspiracje!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura