Nóż survivalowy Bushman firmy Varms Knives



Dobry nóż survivalowy to nie zabawka ani gadżet turystyczny. Stanowi on solidne i wielozadaniowe narzędzie, które przyda się niejednemu miłośnikowi bytowania w terenie. Właściwie użyty, pomoże zarówno w codziennych zajęciach, jak i w poważnej sytuacji kryzysowej, jeśli do takiej kiedykolwiek dojdzie. Zdecydowanie warto posiadać taki sprzęt w swoim ekwipunku.



Otrzymałem niedawno do przetestowania nóż stworzony od podstaw przez polskiego producenta ostrzy myśliwskich i survivalowych - firmę Varms Knives. Wybrałem model Bushman. Muszę przyznać, że produkt ten spełnił moje oczekiwania.

Przede wszystkim jest on odpowiednio duży aby móc wykonywać nim wygodnie wszelkie prace obozowe. Całkowita długość noża wynosi 25 cm, z czego dokładnie połowę, czyli 12,5 cm, stanowi ostrze o grubości 4 mm. Całość wykonana jest przy tym w bardzo estetyczny sposób.


Do produkcji głowni użyto solidnej, wysokostopowej stali narzędziowej D2, która charakteryzuje się agresywnym cięciem oraz długim zachowywaniem ostrości, dzięki wysokiej odporności na ścieranie. Jej hartowanie zapewnia twardość 59-60 HRC w skali Rockwella, przez co jest ona zarówno twarda jak i odporna za uszkodzenia.


Rękojeść noża Bushman została wykonana z mikarty. Jest ona bardzo wygodna i zapewnia pewny chwyt. Bardzo dobrze, że nie zastosowano tutaj gładkiego wykończenia powierzchni rękojeści, co dodatkowo zwiększa pewność chwytu. 


W rękojeści znajduje się otwór, do którego możemy przyczepić linkę zabezpieczającą nóż przed wypadnięciem z dłoni.


Do noża dołączona jest porządna pochwa z grubej skóry. Jest ona solidnie uszyta a całość wzmacniają metalowe nity. Nóż osadzony jest w pochwie w bardzo pewny sposób i nie ma możliwości aby wypadł z niej nawet podczas najbardziej dynamicznych ruchów. Pochwa posiada wygodny sposób mocowania do pasa. Przytroczony w ten sposób nóż nie przeszkadza w poruszaniu się ani podczas siedzenia. 


Wszystko to sprawia, że nóż Bushman w pełni nadaje się nawet do najtrudniejszych zadań, które moglibyśmy przed nim postawić.


W celu przetestowania noża postanowiłem przygotować za jego pomocą drewno do rozpalenia ognia. Ogień wszak wraz ze schronieniem stanowią podstawę przetrwania w trudnych warunkach. Wychodzę przy tym z założenia, że w survivalu najbardziej istotna jest wiedza oraz umiejętność jej wykorzystania w kryzysowej sytuacji, jeśli takowa nastąpi. Nie chciałem dlatego niepotrzebnie rozpalać ognia w lesie. Przede wszystkim dlatego, że jest to nielegalne. Co więcej, uważam, że byłoby to gestem czynionym wyłącznie na pokaz, bardzo często spotykanym wśród osób uznających się za ekspertów w dziedzinie survivalu. Uważam również, że wiedzę przekutą w praktyce w umiejętność będziemy umieli zastosować zawsze i wszędzie, niezależnie od tego gdzie była przekuwana. Postanowiłem więc rozpalić ogień w warunkach domowych, przygotowując drewno na opał po prostu w piwnicy. Jedyną rzeczą, której potrzebowałem z lasu była kora brzozowa, którą uznaję za jedną z najlepszych naturalnych rozpałek do ognia. Chciałem bowiem odtworzyć w domowych warunkach teoretyczną sytuację, w której bez dostępu do siekiery korzystam wyłącznie z noża i materiałów dostępnych w przyrodzie a do rozpalenia ognia używam krzesiwa.

Na początek udałem się więc do lasu aby pozyskać korę brzozową. W tym celu najlepiej znaleźć uschniętą brzozę. Jak widać na zdjęciach, kora bez problemu odchodzi w takim przypadku całymi płatami od uschniętego pnia drzewa.


Jeśli jednak ciężko jest znaleźć uschniętą brzozę, w łatwy sposób można pozyskać płat kory z żywego drzewa, nie szkodząc mu przy tym w żaden sposób. W tym celu wykonuje się na pniu młodej i gładkiej brzozy trzy płytkie nacięcia pod kątem prostym (prostokąt bez jednego boku). Nacięcia te mają zaledwie lekko wnikać w korę, bez docierania do znajdującego się pod nią pnia drzewa. Następnie podważa się nożem korę wzdłuż pionowego nacięcia i delikatnie ciągnie do siebie. Można pomóc sobie przy tym nożem, odcinając korę od drzewa w miejscu styku. Zwróćcie uwagę, że nie pozbawiam pnia całej kory, lecz ściągam jedynie jej wierzchnią warstwę. W efekcie końcowym otrzymuję spory płat kory brzozowej, który idealnie posłuży za rozpałkę.


W celu łatwego i sprawnego rozpalenia ognia należy  odpowiednio przygotować brzozową rozpałkę. Biorę  więc kawałek kory, przyciskam do niego delikatnie ostrzę noża i poruszam nim wzdłuż włókien kory, strzępiąc jej wierzchnią warstwę. Na uzyskane w ten sposób brzozowe wióry będę później krzesać iskry. Pozostały kawałek kory drę na wąskie paski, zostawiając jednak niewielki fragment nienaruszony. Posłuży mi on za podkładkę przy rozpalaniu.


W dalszym kroku przygotowuję drobne sosnowe trzaski. Nie jest to konieczne, jednak zwiększy pewność szybkiego rozpalenia ognia, dzięki łatwopalnym żywicom zawartym w tym drewnie. Biorę więc kawałek sosny i zestruguję z niego cienkie trzaski drewna, które tworzą coś na kształt pióropusza. Odcinam je i powtarzam czynność do uzyskania pożądanej ilość sosnowych trzask.


Teraz muszę przygotować grubsze kawałki drewna, które rozpalę przy użyciu przygotowanej powyżej rozpałki. Używam w tym celu kawałków bukowego drewna. Nóż służy mi w tym przypadku za siekierę. Ze względu na małą wagę noża, do rozłupania drewna na mniejsze kawałki korzystam z kolejnego polana jako młotka, którym uderzam w głownię noża. 


Czynność powtarzam do uzyskania pożądanej grubości kawałków drewna. Zaledwie po chwili mam już przygotowany odpowiedni stosik. Niektóre osoby zwrócą słusznie uwagę, że zadanie ułatwiło mi użycie pociętych kawałków drewna. Na łonie natury mógłbym jednak porąbać znalezione gałęzie na mniejsze kawałki używając tego samego noża i tej samej techniki, co przy powyższym rozłupywaniu. Różnica polegałaby jedynie na tym, że cięcia wykonywałbym wymiennie pod skosem, na kształt klina, do momentu aż mógłbym przełamać rąbany kawałek w rękach. Wydłużyłoby to odpowiednio moją pracę, jednak wykonałbym ją przy użyciu tych samych narzędzi.


Nie bójmy się używać noża do rąbania nawet najtwardszego drewna. Jeśli w wyniku tego nóż stępi się nieco, zawsze będziemy mogli go na nowo naostrzyć. Jeśli chodzi o ostrzenie noży, to zazwyczaj jest tak, że każdy pasjonat ma swoją własną technikę ich ostrzenia i jej się trzyma, krytykując przy tym wszystkie pozostałe. Ja wychodzę z założenia, że nie ma w zasadzie czego tu tak naprawdę krytykować - każdy ma swój nóż i niech ostrzy go po swojemu. Zażarte dyskusje w tym temacie uważam za bezsensowne. Generalnie stal D2 najlepiej jest ostrzyć osełkami diamentowymi lub węglikowymi. Firma Varms  posiada w swojej ofercie ciekawą a przede wszystkim małą i lekką ostrzałkę dwuetapową. Z jednej jej strony znajduje się ostrzałka węglikowa służąca do naprawy mocno zniszczonych, wystrzępionych głowni. Z drugiej strony znajduje się ostrzałka z pręcikami ceramicznymi służąca do finalnego ostrzenia i wygładzania ostrza. Ceramicznej ostrzałki używa się gdy nóż wymaga jedynie naostrzenia a nie jest konieczne usuwanie wyszczerbień. Zaledwie kilka sekund ostrzenia wystarczy by przywrócić głowni ostrość w każdych warunkach.


Aby dobrze i bezpiecznie naostrzyć nóż należy postawić ostrzałkę na stabilnym podłożu i przytrzymać ją jedną ręką. Drugą ręką należy osadzić nóż w odpowiednim wycięciu, lekko docisnąć i przeciągnąć kilkukrotnie do tyłu, do uzyskania pożądanego efektu. Nie należy „pchać” noża do przodu ani wykonywać ruchów, jak przy piłowaniu – w przód i w tył.


Po przygotowaniu drewna i rozpałki przechodzę do rozpalania ognia. Jak widać, mam przygotowane grube, nie porąbane kawałki drewna, które użyję później do dokładania do ognia. Poza tym widać drewno porąbane wcześniej przy użyciu noża, sosnowe trzaski, większe i mniejsze kawałki kory brzozowej oraz wióry z kory brzozowej.


Na ruszcie pieca układam najpierw kilka większych kawałków kory tak, aby rozpalany materiał zbyt szybko nie spadł do popielnika. Następnie układam mniejsze kawałki kory a na nie kładę trzaski sosnowe. Ponad tym ustawiam porąbane drewno w stosik typu wigwam, dbając o to aby poszczególnych kawałków drewna nie ustawiać zbyt gęsto. Utrudniłoby przepływ powietrza między nimi a co za tym idzie, sprawne zajęcie się stosu ogniem.


Teraz przechodzę do rozpalenia ognia. Na kawałku kory kładę przygotowane wcześniej wióry z kory brzozowej i dodatkowo zeskrobuję na nie odrobinę magnezu z krzesiwa. Następnie, używając noża i krzesiwa krzeszę na wióry snop iskier, który od razu wytwarza płomień. 


Przenoszę płonącą korę na przygotowane palenisko i już po chwili cieszę się ciepłem rozchodzącym się z pieca po mieszkaniu.


Jak widać, przy użyciu jedynie samego noża można zdziałać naprawdę wiele. Prezentowany tutaj nóż Bushman firmy Varms jak najbardziej nadaje się do tego typu zadań. Na pewno nie poleciłbym go do czynności w kuchni obozowej, ponieważ jest zdecydowanie zbyt duży i toporny. Nie sprawdzi się także w przypadku prac wymagających dużej precyzji, takich jak rzeźbienie w drewnie. Jeśli jednak szukacie noża, który ma znaleźć zastosowanie przy ciężkich pracach, wymagających dużego, twardego  i ciężkiego ostrza, Bushman z pewnością Was usatysfakcjonuje.


Jest to solidny nóż obozowy, który przez długi czas powinien posłużyć mi do wielu zadań. Przy okazji, jest on bardzo elegancko wykonany, przez co pokazanie go nawet wśród koneserów tematu nie przyniesie powodów do wstydu. Jest to produkt wysokiej klasy, dostępny jednocześnie w bardzo przystępnej cenie. Rzadko kiedy można bowiem kupić nóż tej jakości zamykając się w 200 złotych wraz z porządną pochwą. Bardzo dobrze, że na polskim rynku pojawiła się firma stanowiąca sensowną alternatywę dla zagranicznych, sporo droższych marek. Z czystym sumieniem mogę polecić Wam jej noże.


Komentarze

  1. to fajne cacko. dla kazdego kto conajmniej raz w tygodniu chodzi do lasu, moze mysliwy. jako survival absolutnie nie
    bo surwiwalowy noz musi byc zawsze przy sobie. zatem surwiwalowy noz to neck lub maly, ale gruby pikutek, ktory mamy w portfelu lub samochodzie.
    jedyny dobry noz surwiwalowy to ten, ktory mamy przy sobie gdy jest potrzebny. nie wyobrazam sobie by taki noz wniesc do kina czy chodzic z nim do szkoly (inni nauczyciele by po prostu doniesli na policje). generalnie lepiej miec viktorinoksa przy sobie i zapalki | krzesiwo codziennie niz taka maczete od swieta.

    Maniuś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mylisz chyba trochę pojęcia bo necki są raczej nożami taktycznymi. Poza tym do kina czy na uczelnię noża nigdy nie zabierałem. A małym pikutkiem to mogę porzeźbić w drewnie a nie wykonać jakąkolwiek survivalową pracę w obozie ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl COMPASS
mountainking.pl frago.pl Varms Knives Sygnatura