Transpieninada - cz. II - Małe Pieniny

Trasa na:       trzy dni
Plan:             przejść Pieniny Właściwe i Małe Pieniny + najważniejsze wąwozy
Dojazd:         transportem publicznym
Dystans:        51 km

Etap II:          Pieniny Małe - 28 km


W poprzednim poście zrelacjonowałem przejście przez Pieniny Właściwe. W tym udaję się dalej na wschód - w Małe Pieniny.

Mapa całej Transpieninady

Przejście przez Małe Pieniny

...dalsza część 26 sierpnia 2016

Czas na przeprawę przez Dunajec. Miejsce, w którym jestem nazywa się Przeprawą pod Sokolicą.

========================================================================
Flisacy przewożą turystów codziennie od kwietnia do października wg poniższego harmonogramu:

15.04 - 30.06 od 8:00 do 19:00
01.07 - 31.08 od 8:00 do 20:00
01.09 - 30.09 od 8:00 do 18:00
01.10 - 30.10 od 8:00 do 17:00

Koszt przeprawy:
osoby dorosłe - 3 zł
dzieci do lat 10 - 1,5 zł

Warto mieć na uwadze, że czasami kursy mogą zostać zawieszone, np. przez złe warunki pogodowe. Dlatego przed uwzględnieniem przeprawy w planach wycieczki warto najpierw zadzwonić i zorientować się w aktualnej sytuacji.

Informacja telefoniczna dostępna pod nr:
+48 517 359 505
+48 512 977 289
========================================================================

Na pokładzie tratwy flisackiej.

Na środku Dunajca.




Już na przeciwległym brzegu rzeki, osobom wsiadającym do tratwy mówię, że Charon zabiera ich teraz przez Styks do świata piekielnego, gdzie w pierwszej kolejności będą musieli zmierzyć się z koszmarnym podejściem na Sokolicę. Kilka osób pyta się z przerażeniem, czy naprawdę jest tam aż tak stromo, jakby co najmniej wahali się czy wsiadać na tratwę. Ja natomiast wiedząc, że wcale nie będą mieli aż tak ciężko jedynie uśmiecham się z przekorą i oznajmiam, że właśnie wydostałem się z piekła a przede mną już tylko niebo łagodności Małych Pienin. Zakładam plecak, schodzę na brzeg i patrzę jak odpływają.

Na dobry początek niebiańskich przyjemności trafiam do Schroniska PTTK Orlica. Jeszcze do niedawna był to obiekt o dość niskim standardzie jednak niedawno przeszedł kapitalny remont i prezentuje teraz naprawdę wysoki poziom. Chwilę odpoczynku wykorzystuję na podładowanie telefonu i rozładowanego wczoraj akumulatora aparatu (zawsze noszę ze sobą dwa). Posiliwszy się pysznym gulaszem pienińskim z dużą ilością mięsa i wypiwszy mocną kawę ruszam dalej.

Po chwili podejścia wychodzę z lasu na polanę, z której roztacza się wspaniały widok na słowackie Pieniny z Tatrami w tle...

...oraz na Trzy Korony wraz z ich polsko-słowackim otoczeniem.



Kawałek dalej widok na Palenicę i ośrodek narciarski ze stacją PKL i torem saneczkowym. 
Nie przepadam za miejscami tego typu. Uważam wręcz, że szpecą krajobraz. Ostatecznie jednak góry są nie tylko dla miłośników turystyki pieszej i fotografów, więc zaciskam zęby, robię zdjęcie dokumentalne i idę dalej.

Pod szczytem Szafranówki zaczynam sądzić, że Charon mnie oszukał - miało być niebiańsko łagodnie a tu piekielne podejście! Tłumaczę to sobie tym, że do nieba trzeba się jednak wdrapać.

Na Szafranówce zamiast aniołów zastaję owce i barany ale jakoś mi to nie przeszkadza.

Jest nawet przyjacielski pies pasterski.



Baran patrzy, czy mu owiec nie podrywam...

... po chwili stwierdza jednak, że to młodzik ze znacznie skromniejszymi rogami przymila się jego pannom, gdy ten nie patrzy.

Do walki jednak nie dochodzi a całe stado przemieszcza się spokojnym krokiem dalej, co czynię również ja. Po lewej widoczna Jarmuta - szczyt z wulkanicznymi korzeniami.


Malownicze Łaźne Skały


Początek polany pod szczytem Cyrhle. Nazwa tego miejsca wywodzi się z mowy wołoskiej a odnosi się do procesu tworzenia hali pasterskich zwanego cyrhleniem. Przebieg tego procesu opisywałem tutaj.





Z polany Cyrhle są ładne widoki na górę Rabsztyn, Tatry,...

...oraz widoczne z wielu miejsc w Małych Pieninach Trzy Korony.


Po kilkunastu minutach dochodzę w okolice Wysokiego Wierchu.
Gdyby świerki zamienić tu na buki, poczułbym się jak w Bieszczadach!
Tak rozległe hale, poza połoninami, do których zbliżone są one kształtem, nie zdarzają się chyba nigdzie indziej w polskich Karpatach.


Z tyłu wystaje Wysoka - najwyższy szczyt Małych i zarazem całych Pienin.

Na mojej drodze pojawia się wolno stąpający koń.


Jest tu też sporo krów rasy czerwonej. Wg przepisów mleko wyłącznie tej rasy można mieszać z owczym przy produkcji oscypków.

Na podejściu na Wysoki Wierch zauważam liczne kanie.

Pod szczytem jeszcze bardziej nasuwa mi się na myśl bieszczadzkość tego krajobrazu.



Widoki z Wysokiego Wierchu.
Od słowackich Pienin, przez Trzy Korony po Lubań w Gorcach.

Tatry, Spisz i słowackie Pieniny.

Trzy Korony z Gorcami.

Od Tatr po Trzy Korony.

Tak bardzo mi się tu podoba, że stwierdzam, iż wrócę tu na zachód słońca.

Póki co jednak, udaję się w dalszą drogę.

Przy Ośrodku Szkolno-Wypoczynkowym pod Durbaszką rozbijam namiot. 
Widok na Pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim.

Po solidnym odpoczynku zawierającym prysznic, posiłek, lekturę oraz drzemkę, wracam na Wysoki Wierch.

Kolory nieba oraz gra światła i cieni zdążyły już znacznie się zmienić odkąd byłem tu kilka godzin temu.


Oto bohater całego wydarzenia.

Słońce chylące się ku zachodowi.



Podobnie jak dzień wcześniej, słońce skrywa się za Babią Górą.

Po zmierzchu wracam do namiotu, gdzie wykonuję jeszcze kilka ujęć rozgwieżdżonego nieba.

Ponownie charakterystyczny Wielki Wóz, tym razem nad Szlachtową.

27 sierpnia 2016

Budzę się tuż przed wschodem słońca.

Wychodzę przed namiot, żeby zrobić kilka zdjęć.

"Bo nowy dzień wstaje, nowy dzień wstaje, ooo nowy dzień", jak w piosence SDM.

Po zwinięciu namiotu i ogarnięciu się jem śniadanie, piję kawę, którą przygotowuje mi pani krzątająca się w jeszcze zamkniętym bufecie ośrodka, po czym wyruszam w dalszą drogę.
Widok spod Durbaszki na Wysoki Wierch i Trzy Korony.

Na tym zdjęciu widać trzy pasma naraz: Pieniny, Gorce i Beskid Sądecki.

Z kolei to jest już widok z Wysokiej, na którą docieram po około godzinie.

W okolicach Doliny Dunajca nadal zalegają poranne mgły.

Tatry prezentują się przeprzejrzyście.

Ten szpiczasty cypelek po prawej stronie to Giewont.

Trzy Korony i morze chmur nad Dunajcem, które podziwiałem poprzedniego dnia.

Od Tatr Wysokich po Pieniny Właściwe.

Po zejściu ze szczytu Wysokiej nadal trzymam się niebieskiego szlaku. Poniższe hale przemierzałem niecałe siedem lat temu idąc na Wysoką od Wąwozu Homole.





Wysoka widziana spod Uroczyska Zaskalskiego.




Kilka motyli spotkanych na trasie. 
Trzy okazy Rusałki Admirał.



Rusałka Pokrzywnik

Rusałka Żałobnik

Paź Królowej

Niestety nie udało mi się zobaczyć słynnego Niepylaka Apollo - jednego z największych polskich motyli dziennych. Niepylak Apollo objęty jest ścisłą ochroną. Nieszczęśliwie wyginął już w całych polskich Karpatach pozostając obecnie jedynie w Pieninach oraz nielicznie w Tatrach.
Poniższe zdjęcie Niepylaka Apollo zaczerpnięto ze strony terrarium.com.pl.

Okolice Przełęczy Rozdziela.

Nad Przełęczą Rozdziela schodzę z niebieskiego szlaku, którym szedłem dokładnie przez 31,4 km (odbijając oprócz tego w kilku miejscach na inne szlaki).
Skręcam teraz na żółty szlak w kierunku Jaworek.

Zastaję tu jeden z najładniejszych widoków na całej trasie.
W środkowym planie widać okolice wąwozu Biała Woda z charakterystyczną Smolegową Skałą po prawej.
W dalszym planie od lewej: Wysoki Wierch, Trzy Korony i Lubań.

Zbliżam się do bacówki, przy której pasą się konie.




W bacówce trwa wędzenie oscypków. Nawet widać dym wydostający się ze środka ponad wejściem.

Mroczne przyozdobienie nad portalem.

Oscypki wędzą się wisząc na sznurkach.

Na ogniu będącym jednocześnie źródłem dymu, w którym wędzą się sery, stoi kocioł z podgrzewanym skrzepem serowym. Po odciśnięciu zeń żentycy ser wyląduje w drewnianych formach nadających mu charakterystyczny kształt. Od "scypania", czyli rozszczepiania tych foremek pochodzi właśnie nazwa sera. Następnie przez dobę ser moczyć się będzie w solance, która usunie z niego nadmiar wody. Na koniec zawiśnie na sznurkach lub zostanie położony na półce pod stropem bacówki aby spokojnie się wędzić.

W bacówce jestem zaledwie chwilę, jednak jej zapach czuję na sobie jeszcze przez długi czas!
Wychodzę z zapasem serów w plecaku!
Przede mną początek Rezerwatu Biała Woda.

Ten malowniczy wąwóz został wydrążony w wapiennych skałach pienińskiego pasa skałkowego przez potok Biała Woda.



Przed 1947 r. teren obecnego rezerwatu stanowił centrum wsi Biała Woda zamieszkałej przez Rusinów Szlachtowskich. Zostali oni wysiedleni w ramach "Akcji Wisła". Nie jest to miejsce ani czas na opisywanie przyczyn, przebiegu oraz skutków tej akcji. Każdy zainteresowany może to zrobić we własnym zakresie. Tym bardziej nie w moim zakresie leży ocena słuszności wysiedleń. Podobno nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych środków, ja natomiast nie byłem ich uczestnikiem. Faktem jest jedynie to, że obecnie Rusinów Szlachtowskich tutaj już nie ma. Po dawnych mieszkańcach pozostało jednak dużo śladów m.in. charakterystyczna dla ich kultury kryta gontem kapliczka z Chrystusem wyciętym z blachy.

Nadal można zauważyć tu również liczne zdziczałe drzewa owocowe rosnące w niegdysiejszych sadach.



Smolegowa Skała.



Skała Bazaltowa - pomnik przyrody.
Jedno z nielicznych miejsc w polskich Karpatach, w którym mamy dowód na niegdysiejszą aktywność wulkaniczną tych terenów. Skała ta stanowi zastygniętą niegdyś lawę wydostającą się na powierzchnię przez spękaną litosferę.

Spod Skały Bazaltowej roztacza się dobry widok na Smolegową Skałę.

To samo miejsce w latach 1967-1968.
Porównajcie to zdjęcie z powyższym. Na pierwszy rzut oka powyżej jest znacznie więcej roślinności, Przyczyną tego stanu rzeczy jest to, że zamieszkujący niegdyś te tereny Rusini Szlachtowscy wykorzystywali dosłownie każdy fragment dostępnej im ziemi - zarówno do celów rolniczych, jak i do wypasu owiec. Po ich wysiedleniu tereny te zaczęły stopniowo zarastać.
[zdjęcie archiwalne, Pocztówka Ruch, źródło: fotopolska.eu]

Kapliczka w Białej Wodzie - kolejna z nielicznych pozostałości po dawnych mieszkańcach tych terenów.




Tak kapliczka ta wyglądała w roku 1935, czyli ponad dekadę przed wysiedleniem Rusinów Szlachtowskich.
 [zdjęcie archiwalne, źródło: fotopolska.eu]

Kolejnym miejscem, w którym można zauważyć zmianę krajobrazu na przestrzeni dziesięcioleci po wspomnianych wysiedleniach jest Wąwóz Homole. Poniższe zdjęcie przedstawia wejście do tego wąwozu. Gdybym stanął kilka metrów w lewo lub w prawo, uchwycenie tego kadru byłoby niemożliwe ze względu na rosnące wszędzie drzewa. 

Zerknijcie więc i porównajcie, jak wyglądało to miejsce w 1937 r.
Zdjęcie przedstawia Rusinów z Jaworek przed wejściem do Wąwozu Homole, ubranych w ich autentyczne stroje.
Ponownie w oczy rzuca się ubogość szaty roślinnej, która nie miała szans na rozwinięcie się przy systematycznym wypasie owiec.

Pomimo, że wąwóz znacznie zarósł od tamtych czasów, nadal jest on miejscem godnym uwagi.

Ścieżka wiedzie mnie dnem wąwozu a nade mną wznoszą się wysokie, urwiste ściany.







Krajobraz ten został wydrążony w ciągu milionów lat przez płynący dnem wąwozu niepozorny potok Kamionka.


Ponad wąwozem i poza szlakiem znajduje się jeszcze punkt widokowy przy stacji wyciągu narciarskiego.


Po przejściu Wąwozu Homole moja wyprawa dobiega końca. Udaję się na przystanek autobusowy skąd busem dojeżdżam do Szczawnicy. Stamtąd z kolei kolejne środki transportu zabierają mnie z powrotem w wir codziennych wydarzeń.

Po wyprawie moje akumulatory naładowane są do granic możliwości. Energii musi starczyć do kolejnej wyprawy.



Zobacz inne miejsca w Pieninach >>>




Komentarze

  1. Bardzo ciekawy i dokładny blog, będę zaglądać po inspiracje na kolejne wycieczki : )

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.

"To ryzykowna sprawa wychodzić z domu za próg. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, dokąd Cię poniosą."
J.R.R. Tolkien

Wspierają mnie:

CQB.PL Ledlenser sklepdlaturysty.pl Varms Knives
mountainking.pl frago.pl COMPASS Sygnatura